Ostatnio w związku z coraz większym napływem informacji o ME3
postanowiłem ponownie (enty raz) przejść grę by stworzyć idealnego sejwa i
rozmawiając jak najwięcej z każdą postacią. Nie znalazłem osoby, której jakoś
wybitnie bym nie polubił. Do rzeczy:
Zaeed - Szorstki i bezwzględny typ, najemnik, w dodatku założyciel Błękitnych
Słońc. Polubiłem Jego opowieści, ale też zadziwił mnie sentymentalizm tego
Pana. Dobry kompan, z którym chętnie schlałbym się w jakiejś gwiezdnej
tawernie.
Legion - A On stałby obok i lamentował nad tym jak z "Ich"
perspektywy nienormalnym jest moje chlanie. Chłodna kalkulacja i
trzeźwa (!) Ocena sytuacji jest czymś, czego może brakować reszcie drużyny w
krytycznej sytuacji. Dzięki Niemu czy "Nim”, uświadomilśmy sobie, że
Gethy to nie tylko odpowiednik Droidów z SW. Zobaczyliśmy podziały, jakie
potrafią zajść nawet w najdoskonalszym a zarazem najprostszym systemie
rozstrzygania sporów (konsensus). Z pewnością jedna z najciekawszych postaci
ME2.
Samara - Zadufana w sobie, poważna Egzekutorka. Początkowo Jej charakter mnie odrzucił,
jednak po kilku rozmowach w końcu się otworzyła, dzięki czemu zrozumiałem tą
elegancką Asari. Wyzbycie się całego majątku i zerwanie kontaktu z bliskimi,
aby poświęcić się "wyższej sprawie" to czyn, nad którego
chwalebnością możemy dyskutować, jednak nie odmówimy Jej tego, iż jest
niezwykle konsekwentna w tym, co robi. Można Ją nazwać nawet Perfekcjonistką.
Ciężko do rozgryzienia, ale gdy w końcu nam zaufa zyskamy bardzo sympatycznego, a
zarazem niezwykle mądrego przyjaciela.
Tali - Bardzo "dziewczęca”, więc nie dziwi mnie, że dużo osób bierze
Ją na LI. Dla mnie była przyjaciółką, która zawsze doda otuchy. Nieśmiała i
niewinna, aż dziwię się, że potrafi z powodzeniem strzelać z pistoletu
maszynowego. Nazwałbym Ją (łącznie z Jokerem) spoiwem, które trzyma wszystkich
razem. Nie brałem praktycznie na żadną misję prócz lojalki, bo po prostu
się o Nią bałem.
Mordin - Przy Garrusie moim zdaniem najlepsza postać gry (nie włączając postaci
z DLC). Zachowuje się jak połączenie House'a z Holmesem, któremu podano zbyt
wielką dawkę kofeiny. Szybka dedukcja, głośne myślenie i błyskotliwe wnioski,
okraszone świetnym humorem. Wzbudził mój gniew, gdy dowiedziałem się o jego
pracy w OZS, ale sam Mordin chyba nie do końca jest pewien etyki swoich działań
(zresztą ja też nie wiem, co myśleć o genofa gium i decyzję odłożyłem na część
trzecią). Ze swoim obszarowym spalaniem stały członek mojego oddziału.
Garrus - Tu nie trzeba dużo pisać. Dzięki Niemu Turianie to moja ulubiona rasa
w uniwersum. Niepoprawny idealista, traktuje nas jak prawdziwego kumpla, przez
co gadając z nim można się wyluzować i zastrzelić kilka mechanicznych paskudztw
("jak za starych dobrych czasów"). W dwójce jeszcze lepszy niż w
jedynce. Przybyło trochę zawadiaki, ubyło trochę sztywniaka. Pozwoliłem Mu
zastrzelić Sidonisa, bo na Jego miejscu pewnie zrobiłbym to samo. Najlepsza
postać ME1, ME2 i ME3 (gra może sobie wyjść za rok, ale i tak wiadomo, kto jest
najlepszy

).
Miranda - W całości oddana Cerberusowi kobieta - "ideał". Podczas gry
bez przerwy czuje się na sobie wzrok panny Lawson oraz Człowieka Iluzji. Ta
cała sytuacja z siostrą trochę Ją jednak wybieliła, zaś potem, gdy poczytałem
trochę Ich rozmów w bazie SB to nieźle się uśmiałem. Teraz jest mi całkowicie
neutralna. Na pewno ma silną osobowość i charakter, co jednocześnie nie
umniejsza jej kobiecości. Nie ocieka seksapilem, ale jest bardzo ładna.
Grunt - Szukający sensu swoich walk, młody krogański wojownik. Dopiero po
wizycie w bazie SB możemy zobaczyć Grunta innego niż przedstawiany nam jest
przez całą grę. Mimo wszystko próżno szukać w kroganach jakiejś wielkiej głębi
psychologicznej - co nie znaczy, że nie można ich lubić. Z Gruntem
chodzimy walczyć a nie rozmawiać. W tej roli spisywał się dobrze.
Jacob - Jedyna postać, o której nie mam praktycznie nic do powiedzenia.
Idealista, to dobrze, jednak każdy dialog z nim wyglądał jakby chciał nas
posądzić o molestowanie. Denerwowało mnie to, gdy połowa nowych członków
zespołu mu nie pasowała. Z drugiej strony tylko on nam salutuje. Neutralny.
Thane - Chociaż na misje jak dla mnie był średnio przydatny stał się moją
trzecią ulubioną postacią w grze. Osobowość uduchowionego zabójcy, i dodatkowo
ta pamięć absolutna czynią z niego bohatera tragicznego. Taki drellski Leon
Zawodowiec. Chciałbym, aby zdecydował się "nie umierać", może w ME3
będzie dało w jakiś sposób go do tego skłonić. Samotność dokonała już zbyt
wielu zniszczeń w Jego życiu.
Jack - Dziewczyna, która bardzo "gra" silną, próbując wmówić to sobie
i wszystkim dookoła. Niestety prawda jest inna i żadne tatuaże czy ostry
język tego nie zmienią. Jack polecam dorosnąć, a nie obnosić się z głupimi
hasełkami typu "Ukradnę Normandię". Nie żebym Jej nie lubił.
Rozumiem Ją, wiem, przez co przeszła, jednak nie daje to pozwolenia na
prezentowanie sobą takiej bezczelnej i aroganckiej postawy.
Kasumi - Spodziewałem się kogoś innego w DLC, a teraz gdyby była LI miałbym
poważny (no może nie do końca, ale jakiś tam na pewno) dylemat między Nią a
Liarą. Łobuzerski charakterek, skora do żartów. Docenia wartość piękna
(dosłownie i w przenośni

) . Nie rozumiem jak może się bujać w Jacobie, ale
to już Jej sprawa.
Liara - Tu też nie napiszę dużo. W jedynce przyciągnęła mnie w Niej "ezoteryczna"
aura, która Ją otaczała. Spokojny, ciepły głos oraz tajemniczość zadecydowały,
że w ME była u mnie LI. W ME2 zyskała na kobiecości, (co prawda nie była
też taka bezbronna), jednak na szczęście aura, którą otaczała się w ME
pozostała. Liara nadal więc jest my favorite girl in the galaxy i teraz już na
pewno się to nie zmieni
Post życia. Przepraszam, że w taki sposób, ale przepuściłem tekst przez worda i teraz mi się najzywczajniej w świecie już nie chce tego poprawiać :innocent:
Modifié par petekxd, 07 août 2011 - 11:34 .