Nab otwiera z wolna oczy, przeciąga się i patrzy na zegarek.... i nic -
cholera, nie ma znowu słońca i kukułka nie zakukała bo słońce musi
rzucić promyczek na soczewkę, która to grzeję kukułkę w d... drugą
stronę i ta budzi ;p
Wstaje niezdarnie, zieeeewa i podchodzi do kalendarza adwentowego
otrzymanego w prezencie od Irvinga w którym to po otwarciu drzwiczek
danego dnia znajduję się mały kieliszeczek z księżycówką na dobry
początek dnia i na odporność ma się rozumieć

....Patrzy.... co do
zadka ogra?!?! -na kalendarzu widnieje data 26 dzionek miesiąca
trzeciego - natomiast automatyczny krasnoludzki zegar na suszony groszek
wskazuje....coooo?! 13 dzień ukwieconego miesiąca! Jak to się stało?! Kurde, ostatnie co pamiętam to omlet od Grey z jakimiś suszonymi grzybkami, co ona tam dodała?!
Woła głośno: "GREEEEEEEYYYYYY!, chonoooooo!"
Na schodach słychać lekkie kroki - pewnie papuci ze świńskim ryjkiem.
Drzwi otwierają się delikatnie, Nab już ma zamiar stanowczym głosem zamanifestować swoje niezadowolenie z przespania tak długiego czasu i oczywiście ominięcia tylu dawek leku i teraz trzeba było wszystko szybko nadrobić ;P obraca się szybko i........
G....Grrey?! eeeeee.....co...jak....kiedy.....ufff....ja....to znaczy się ....eeeeee (wpatruje się w jej aksamitne oblicze od którego odbija się tańczące światło świecy i nie wierzy, że to dalej jego tawerniana towarzyszka.... czuje jak księżycówka przejmuje nad nim kontrolę, oczy powoli zamykają się cały czas wpatrując się w Grey po czym osuwa się na łoże - a że sprężyny są dobre odbija się od niego i laduje na deskach rozłożony na łopatki z wymalowanym dziwnym zadowoleniem na twarzy)......