Ohhhhh, nie mów mi, nie przypominaj!!!! Musiałam iść po tym odcinku łąką w stronę zachodzącego słońca rwiąc listki mlecza i patrząc nieprzytomnym wzrokiem w dal;)))))))))
Czułam przypływ desperacji, czułam, że nie zniosę losu Konczity pozbawionej blelizny przez wrednego Alvara Maunela Alehandra Constanca Pedra Almodovarosa;)))
Ohhh, co za emocje...muszę się napić Pina Colady bo nie wytrzymam do wieczora, kiedy to zasiądziemy znów przed plazmą w oczekiwaniu na rozwój sytuacji;)
Fereldeńska tawerna – dyskusje o wszystkim i o niczym.
Débuté par
Alexander1138
, juil. 25 2010 03:04
#1676
Guest_Grey1_*
Posté 09 juin 2011 - 12:18
Guest_Grey1_*
#1677
Posté 10 juin 2011 - 08:28
No pięknie ;-) Jakież to "Białe kruki" mnie omijają , choć może, stosowniej było by rzec "blanco condores". Musiałem wzbić się na nieodkryte jak dotąd pokłady mej odwagi by publicznie przyznać się do tego że nie śledzę przygód Konczity. Jak ja sobie teraz z tym poradzę ?????? Teraz już nic nie będzie takie samo ;-))) Nie śmiałem nawet przypuszczać iż można trafić na taaaaką perełkę, na tak porywającą historię ?? Postanawiam się zatem poprawić i śledzić na bieżąco tę wciągającą, wielowątkową i jakże nieprzewidywalną historię :-)))))))
Modifié par Radoss, 10 juin 2011 - 08:30 .
#1678
Posté 10 juin 2011 - 08:34
A wiecie, że powstaje swoisty spin-off wspomnianego arcydzieła - "Konczita na Seszelach"? Opowiada o perypetiach Konczity i jej nowego afrykańskiego przyjaciela, Mgwebe Ugmambe, podczas dwutygodniowych wakacji. Planowanych jest 7 sezonów po 6 tysięcy półgodzinnych odcinków każdy. Twórcy obiecują niespotykany dotąd w oryginalnej serii rozmach - samo zakładanie butów przez Konczitę będzie trwało jakieś 14 odcinków.
Modifié par BanBoy, 10 juin 2011 - 08:36 .
#1679
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 10 juin 2011 - 09:33
Guest_nabuhodonozor_*
Ohh, ten serial mnie coraz bardziej wciąga i łącze się w bólu i niedoli biednej Konczity, która jest tak ślepo zakochana w Alvarze i to bielmo z oczu jej chyba nigdy nie spadnie a może być jeszcze gorzej jak na starość jaskrę dostanie.
Po tamtym odcinku myślałem, że emocje sięgnęły zenitu a ja wałęsałem się długo po lesie brecilian tępo błądząc wzrokiem po okolicy i powłócząc nogami aż mi się całe sandale zdarły
Biedna Konczita siedziała w tej garderobie a Alvaro beztrosko wychylił trójniaka z lodem z kryształowej, tworzonej przez krasnoludzice szklanki zdobioną złotym herbem jego rodu (sierp i młot) i udał się z kolesiami grać w polo w ...polu kukurydzy zasuszoną nadymaną żabą
Konczita czesząc swe połyskujące w popołudniowym słońcu długie i ciemne włosy szlochała i co chwilę pociągała nosem konsumując jego wydzielinę i zachłystując się co raz. Szczotka tworzyła na amarantowym suficie zajączki świetlne, które goniły się chyżo po całej jego powierzchni a kanarek siedzący w miedzianej klatce błądził za nimi oczami i pogwizdywał do ich zabawy. Bidulka w końcu obudziła się z tego letargu trafiając na kołtuna we włosach i wyrywając sporo - aż jęknęła.... popatrzyła się na kanarka i podeszła do niego powoli...bardzo powoli sunąc jakby nie podnosząc nóg - zawsze tak robiła bo od żółtych ciżemek miała zrogowaciałe pięty czego trochę się wstydziła. Nachyliła się przy kanarku a ten nieco wystraszony jej śpikami z nosa oddał nieco kupki.... Konczita widząc to zrobiła zatroskaną minkę i powiedziała - jej, biedaczku cudaczku, Ty też cierpisz jak twoja pani katusze i ja jak Ty w tej klatce się tu dusze. Pancia bardzo kocha swojego ptaszka i zaraz nas czeka pewna igraszka. Wezmę Cię zaraz do mej smukłej rączki, schowamy się gdzieś i się pobawimy...
Służąca słysząc te słowa przypadkiem przechodząc obok garderoby i zerkając jak zwykle przez dziurkę usłyszała, że jej pani będzie się bawiła ptaszkiem i co prędzej pobieżyła do Alvara z szelmowskim uśmiechem.
Kurde co z tego będzie?! ohh ;p
Po tamtym odcinku myślałem, że emocje sięgnęły zenitu a ja wałęsałem się długo po lesie brecilian tępo błądząc wzrokiem po okolicy i powłócząc nogami aż mi się całe sandale zdarły
Biedna Konczita siedziała w tej garderobie a Alvaro beztrosko wychylił trójniaka z lodem z kryształowej, tworzonej przez krasnoludzice szklanki zdobioną złotym herbem jego rodu (sierp i młot) i udał się z kolesiami grać w polo w ...polu kukurydzy zasuszoną nadymaną żabą
Konczita czesząc swe połyskujące w popołudniowym słońcu długie i ciemne włosy szlochała i co chwilę pociągała nosem konsumując jego wydzielinę i zachłystując się co raz. Szczotka tworzyła na amarantowym suficie zajączki świetlne, które goniły się chyżo po całej jego powierzchni a kanarek siedzący w miedzianej klatce błądził za nimi oczami i pogwizdywał do ich zabawy. Bidulka w końcu obudziła się z tego letargu trafiając na kołtuna we włosach i wyrywając sporo - aż jęknęła.... popatrzyła się na kanarka i podeszła do niego powoli...bardzo powoli sunąc jakby nie podnosząc nóg - zawsze tak robiła bo od żółtych ciżemek miała zrogowaciałe pięty czego trochę się wstydziła. Nachyliła się przy kanarku a ten nieco wystraszony jej śpikami z nosa oddał nieco kupki.... Konczita widząc to zrobiła zatroskaną minkę i powiedziała - jej, biedaczku cudaczku, Ty też cierpisz jak twoja pani katusze i ja jak Ty w tej klatce się tu dusze. Pancia bardzo kocha swojego ptaszka i zaraz nas czeka pewna igraszka. Wezmę Cię zaraz do mej smukłej rączki, schowamy się gdzieś i się pobawimy...
Służąca słysząc te słowa przypadkiem przechodząc obok garderoby i zerkając jak zwykle przez dziurkę usłyszała, że jej pani będzie się bawiła ptaszkiem i co prędzej pobieżyła do Alvara z szelmowskim uśmiechem.
Kurde co z tego będzie?! ohh ;p
#1680
Guest_Grey1_*
Posté 10 juin 2011 - 09:45
Guest_Grey1_*
O nieeeeeeeeeeeeeeee.......I co teraz?!?!?!
Oby tylko nadeszła niezawodna Rosalia i walnęła w głowę służącą młotkiem, następnie w pełnej konspiracji zamknęła ją w spiżarce na wino a klucz wyrzuciła do sedesu...Nie widzę innej możliwości!Biedna, niczego nie podejrzewająca Konczita..ohh,ohh,ohh...
Zawsze wiedziałam, że służąca Aurelia pozostaje w nikczemnej i zdradzieckiej zmowie z podłym i bezwzględnym, sadystycznym Alvarem Maunelem itd....itd...
Wiesz...przyznam się, że odkąd Alvaro nie kupił Konczicie tego gorseta amoreta, czuję, że muszę zasięgnać porady jakiegoś analityka, muszę odkryć w sobie siłę, która to pozwoli mi bez uszczerbku na duszy i ciele dalej z zaangażowaniem godnym tego dzieła śledzić losy naszej bohaterki i występnego Alvara...
Tymczasem pozwól, że udam się na spacer do ruin starego zamku, by tam kontemplować zakamarki mej duszy, muszę od nowa przemyśleć, czy chcę obejrzeć powtórkę, czy też nie..ohhh;)))
Oby tylko nadeszła niezawodna Rosalia i walnęła w głowę służącą młotkiem, następnie w pełnej konspiracji zamknęła ją w spiżarce na wino a klucz wyrzuciła do sedesu...Nie widzę innej możliwości!Biedna, niczego nie podejrzewająca Konczita..ohh,ohh,ohh...
Zawsze wiedziałam, że służąca Aurelia pozostaje w nikczemnej i zdradzieckiej zmowie z podłym i bezwzględnym, sadystycznym Alvarem Maunelem itd....itd...
Wiesz...przyznam się, że odkąd Alvaro nie kupił Konczicie tego gorseta amoreta, czuję, że muszę zasięgnać porady jakiegoś analityka, muszę odkryć w sobie siłę, która to pozwoli mi bez uszczerbku na duszy i ciele dalej z zaangażowaniem godnym tego dzieła śledzić losy naszej bohaterki i występnego Alvara...
Tymczasem pozwól, że udam się na spacer do ruin starego zamku, by tam kontemplować zakamarki mej duszy, muszę od nowa przemyśleć, czy chcę obejrzeć powtórkę, czy też nie..ohhh;)))
#1681
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 13 juin 2011 - 01:11
Guest_nabuhodonozor_*
Wiesz, dużo się nie pomyliłaś 
Kiedy służąca Manuela Kapueros pobieżała do Alvara z nowinką odnośnie Konczity, przyuważyła ją Rosalia, która jak co ranek konserwowała młynek do nieczystości płynnych w ubikacji dla gości - często się zatykał bo poziom wód gruntowych w tym miesiącu zawsze jest wysoki w zlewni górnej Misisiki. Widząc biegnącą i uśmiechającą się szelmowsko do siebie Manuelę, która błyszczała złotym zębem na przedzie (straciła go grając w golfa z Alvarem, któremu zabrakło podpórek do piłeczek i skorzystał z ..niej ;p i wcale nie był złoty bo Alvaro przetopił jej swój tombak, który sprzedali mu rosyjscy emigranci na rynku jako dodatek do lornetki i latarki wojskowej). Manuela pobłyskiwała złowieszczo swoim zębem i dostrzegła to Rosalia, która bez chwili namysłu rzuciła w biegnącego kapusia rozmontowaną przekładnią owego młynka.
Ta padła jak rażona piorunem i spadając zauważyła jeszcze, że obrazy na ścianach ciemnego przedpokoju z wiśniową renesansową boazerią są nieco przykurzone a pod stolikiem na notatki ktoś regularnie przykleja gumy do żucia. Upadła z takim impetem, że dywan pozwijał się jak karpatka i przejechała pod schodami niczym pod łukiem tryumfalnym lądując w szafie pod nimi.
Rosalia dźwigając kieckę aby przyśpieszyć swój trucht (na 600 metrów w szkole miała całe 4 minuty) i popędziła (choć szybciej się bimber pędzi) zamknąć szafę...
Zdążyła...wszedł Alvaro i popatrzył się na zdyszaną Rosalię (pierwszy raz widział ją w takim stanie) a ona: Oh, tam jest paskudny szczur i zaraz się nim zajmę Panie...Alvaro spojrzał, podkręcił wąsa i poszedł na cygaro...
Uff - było goraco ;p
Kiedy służąca Manuela Kapueros pobieżała do Alvara z nowinką odnośnie Konczity, przyuważyła ją Rosalia, która jak co ranek konserwowała młynek do nieczystości płynnych w ubikacji dla gości - często się zatykał bo poziom wód gruntowych w tym miesiącu zawsze jest wysoki w zlewni górnej Misisiki. Widząc biegnącą i uśmiechającą się szelmowsko do siebie Manuelę, która błyszczała złotym zębem na przedzie (straciła go grając w golfa z Alvarem, któremu zabrakło podpórek do piłeczek i skorzystał z ..niej ;p i wcale nie był złoty bo Alvaro przetopił jej swój tombak, który sprzedali mu rosyjscy emigranci na rynku jako dodatek do lornetki i latarki wojskowej). Manuela pobłyskiwała złowieszczo swoim zębem i dostrzegła to Rosalia, która bez chwili namysłu rzuciła w biegnącego kapusia rozmontowaną przekładnią owego młynka.
Ta padła jak rażona piorunem i spadając zauważyła jeszcze, że obrazy na ścianach ciemnego przedpokoju z wiśniową renesansową boazerią są nieco przykurzone a pod stolikiem na notatki ktoś regularnie przykleja gumy do żucia. Upadła z takim impetem, że dywan pozwijał się jak karpatka i przejechała pod schodami niczym pod łukiem tryumfalnym lądując w szafie pod nimi.
Rosalia dźwigając kieckę aby przyśpieszyć swój trucht (na 600 metrów w szkole miała całe 4 minuty) i popędziła (choć szybciej się bimber pędzi) zamknąć szafę...
Zdążyła...wszedł Alvaro i popatrzył się na zdyszaną Rosalię (pierwszy raz widział ją w takim stanie) a ona: Oh, tam jest paskudny szczur i zaraz się nim zajmę Panie...Alvaro spojrzał, podkręcił wąsa i poszedł na cygaro...
Uff - było goraco ;p
Modifié par nabuhodonozor, 13 juin 2011 - 01:15 .
#1682
Guest_Grey1_*
Posté 13 juin 2011 - 02:40
Guest_Grey1_*
Ohhh właśnie wracam od Varathorna.Musiałam się do niego udać, by pomógł mi odzyskać utraconą równowagę emocjonalną-po ostatnim odcinku Mandarynkowych wzgórz ma się rozumieć.Zalecił mi przyjmowanie relanium w dawce podzielonej-pierwsza część przed seansem, druga zaraz po.No i z tym wsparciem czuję, że mogę oglądać dalej:)
W trakcie tego odcinka, który właśnie łaskaw byłeś streścić, pod koniec musiałam wejść za kanapę i tam obgryzłam spory kawałek tapety-wybacz-koszty biorę na siebie;)
W nocy śniła mi się pędząca w moim kierunku Rosalia z młotem pneumatycznym w jednej ręce, w drugiej dzierżyła kosę spalinową.Miała wyraz twarzy, który podpowiadał mi, że powinnam natychmiast podjąć wysiłek obudzenia się, lecz nie mogłam.Chciałam powiedzieć jej, że nie jestem Alvarem, ale ona zdawała się być głucha na moje rozpaczliwe nawoływania...ohhh.
Na domiar kiedy udałam się do Twej komnaty(już po przebudzeniu)i chciałam zasięgnąć pomocy, złożyć znękaną koszmarem głowę na Twej piersi.Ty..Ty...Ty trzymałeś w ręku plakat z Konczitą i nie chciałeś mnie nawet wysłuchać, patrzyłeś tylko tępo na jej podobiznę...:crying:W tej sytuacji czułam, że tylko poczciwy Varathorn może ukoić mą duszę.Wróciłam więc, gotowa na wyzwanie oglądania dalszych odcinków...oh.
W trakcie tego odcinka, który właśnie łaskaw byłeś streścić, pod koniec musiałam wejść za kanapę i tam obgryzłam spory kawałek tapety-wybacz-koszty biorę na siebie;)
W nocy śniła mi się pędząca w moim kierunku Rosalia z młotem pneumatycznym w jednej ręce, w drugiej dzierżyła kosę spalinową.Miała wyraz twarzy, który podpowiadał mi, że powinnam natychmiast podjąć wysiłek obudzenia się, lecz nie mogłam.Chciałam powiedzieć jej, że nie jestem Alvarem, ale ona zdawała się być głucha na moje rozpaczliwe nawoływania...ohhh.
Na domiar kiedy udałam się do Twej komnaty(już po przebudzeniu)i chciałam zasięgnąć pomocy, złożyć znękaną koszmarem głowę na Twej piersi.Ty..Ty...Ty trzymałeś w ręku plakat z Konczitą i nie chciałeś mnie nawet wysłuchać, patrzyłeś tylko tępo na jej podobiznę...:crying:W tej sytuacji czułam, że tylko poczciwy Varathorn może ukoić mą duszę.Wróciłam więc, gotowa na wyzwanie oglądania dalszych odcinków...oh.
Modifié par Grey1, 13 juin 2011 - 02:46 .
#1683
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 13 juin 2011 - 08:53
Guest_nabuhodonozor_*
Ja równowagę emocjonalną łapałem na placu zabaw dla dzieci gdzie to na huśtawce próbowałem odnaleźć amplitudę odpowiednią dla rezonansu mojego jestestwa, które obijało się wewnątrz mojej cielistej powłoki tego padołu. Dzieci jednak nie pozwoliły mi się wystarczająco skupić i szyszkami strąciły mnie w czeluść znajdującej się nieopodal jaskini i dopiero tam - leżac na stalagnacie uświadomiłem sobię, że Konczita jest skazana na lodowe serce Alvara i nie wiem czy istnieje na tym czy tamtym świecie płomień zdolny je odmrozić ;P
Ehhh.... nie wiem co mi odbiło z tym plakatem ale poczułem bliskośćz niedolą Konczity i chciałem ją przytulić...tak na chwilę
obiecuję poprawę w tej kwestii
Nie wiem czy podołam dalszym odcinkom ale jak będziemy siebie wspierać to jakoś dotrwamy
))
Ehhh.... nie wiem co mi odbiło z tym plakatem ale poczułem bliskośćz niedolą Konczity i chciałem ją przytulić...tak na chwilę
Nie wiem czy podołam dalszym odcinkom ale jak będziemy siebie wspierać to jakoś dotrwamy
#1684
Guest_Grey1_*
Posté 13 juin 2011 - 09:08
Guest_Grey1_*
Masz moje wsparcie, bądźmy razem w tych przejmujących do głębi chwilach, nie pozwólmy by każde z nas przeżywało losy Konczity osobno...Możemy czytać w "Świecie telenoweli" streszczenie przeszłych i nadciągających niczym burza odcinków, możemy malować na szkle Konczitę, lub lepić jej podobiznę z plasteliny, możemy biegać po łące robiąc bańki mydlane i opowiadając sobie 1001 sposobów na unieszkodliwienie występnego Alvara...Jest tyle możliwości by stać się oddanymi fanami "Mandarynkowych wzgórz".Ja już zamówiłam dla nas kubki, koszulki, mieszki na miedziaki oraz mnóstwo innych gadżetów z motywami z serialu:)))Szukam też książki kucharskiej "Gotuj z Konczitą czyli milion sposobów na przyrządzenie kolby kukurydzianej".Ohhh:)))
#1685
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 14 juin 2011 - 11:26
Guest_nabuhodonozor_*
Ale w tym odcinku była jazda:
Alvaro oddalając się w stronę palarni dłubał sobie w nosie podkręconym wcześniej wąsem i wyjaśniło się przy okazji dla czego są tak dobrze odżywione i bez rozdwajających się końcówek. W palarni usiadł na skórzanym fotelu po pradziadku głaszcząc go i mówiąc do niego: witaj Diego stary zakapiorze... Fotel był w rzeczywistości zrobiony ze skóry jego pradziada, który to wyraził taką wolę w testamencie - "chciał bym być zawsze z wami, pomocny i ostoją" szczerze nie wiem, czy miał na myśli akurat to ale jego tatuaże na plecach ładnie komponowały się z wyposażeniem palarni gdzie dominowały zdobycze i trofea z dzikich krain - wszak pradziadzio miał wytatuowaną mapę śródziemia z naniesionymi zamtuzami i domami schadzek w których zabawiał. Alvaro siadając na fotelu usłyszał charakterystyczne pfrrrrrr wydobywające się z siedziska i rzekł "ehhh, ty i te twoje gazy..." i pykał sobie cygaro wypuszczając dymki okrągłe i falliczne na przemian
W tym czasie Rosalia wytargała Manuelę z szafy, której to z uderzenie o glebozgryzarkę w szafie pojawiły sie 2 dostojne śliwkowego koloru rogi (no te śliwki co ładnie pestka odchodzi
). Rosalia nieco zdyszana i zdezorientowana wywlekła bezwładne cielsko Manueli przez wyjście na ogród i jedno co jej wpadło do głowy podczas tego ranka to żeby zakopać ją w torfie - świeżym i pachnącym zmieszanym dziś z obornikiem i snującym ciepły drażniący dymek na pobliską łąkę. Oczywiście nie zakopała jej całej ale zakneblowała swymi reformami ( w miarę świeżymi bo zmienianymi w ubiegłym tygodniu gdy miała biegunkę po zjedzeniu lodów, burito, ananasa, truskawek, golonki w kapuście bez kapusty i popiciu wszystkiego zgrzewką fereldeńskiego) i wystawiła tylko głowę z rosnącymi rogami do których przywiązała 2 nocne latarenki.
Konczita w tym czasie niczego nie świadoma - co się właśnie wydarzyło i jak mało brakowało poszła na łąkę zbierać stokrotki i łapać trzmiele do pudełek po zapałkach (zawsze mówiła że robi sobie małe radyjko ;p ), mijając Rosalię grzebiącą się w oborniku powiedziała dość wesoło choć nieco smutno: dzień dobry Rosalindo i w podskokach, spokojnym spacerem udała się na łączkę...
Alvaro oddalając się w stronę palarni dłubał sobie w nosie podkręconym wcześniej wąsem i wyjaśniło się przy okazji dla czego są tak dobrze odżywione i bez rozdwajających się końcówek. W palarni usiadł na skórzanym fotelu po pradziadku głaszcząc go i mówiąc do niego: witaj Diego stary zakapiorze... Fotel był w rzeczywistości zrobiony ze skóry jego pradziada, który to wyraził taką wolę w testamencie - "chciał bym być zawsze z wami, pomocny i ostoją" szczerze nie wiem, czy miał na myśli akurat to ale jego tatuaże na plecach ładnie komponowały się z wyposażeniem palarni gdzie dominowały zdobycze i trofea z dzikich krain - wszak pradziadzio miał wytatuowaną mapę śródziemia z naniesionymi zamtuzami i domami schadzek w których zabawiał. Alvaro siadając na fotelu usłyszał charakterystyczne pfrrrrrr wydobywające się z siedziska i rzekł "ehhh, ty i te twoje gazy..." i pykał sobie cygaro wypuszczając dymki okrągłe i falliczne na przemian
W tym czasie Rosalia wytargała Manuelę z szafy, której to z uderzenie o glebozgryzarkę w szafie pojawiły sie 2 dostojne śliwkowego koloru rogi (no te śliwki co ładnie pestka odchodzi
Konczita w tym czasie niczego nie świadoma - co się właśnie wydarzyło i jak mało brakowało poszła na łąkę zbierać stokrotki i łapać trzmiele do pudełek po zapałkach (zawsze mówiła że robi sobie małe radyjko ;p ), mijając Rosalię grzebiącą się w oborniku powiedziała dość wesoło choć nieco smutno: dzień dobry Rosalindo i w podskokach, spokojnym spacerem udała się na łączkę...
#1686
Guest_Grey1_*
Posté 14 juin 2011 - 12:00
Guest_Grey1_*
Tymczasem Konczita....
Biegała szybko wolnym truchtem po łące, bawiąc się w omijanie krowich placków.Jednak nie zawsze jej się ta sztuczka udawała i wtedy lądowała w dziwnej masie piszcząc ni z to z radości ni to ze złości;p
Trzmiele w pudełeczku grały właśnie lambadę i Konczita nie myśląc wiele podarła swą piękną suknię zakupioną przez Alvara w secondlumpexie na miniówkę a'la lata osiemdziesiąte ub.stulecia i zaczęła dziki taniec niczym jej idolka Szakira Mendes Palomes;)
Wtedy dostrzegła na horyzoncie dwie postacie....ohhh to jej kuzynka z USA-Rejczel oraz jej narzeczony Migel Servantes Idiotens-znany przedsiębiorca zajmujący się ściąganiem do Ameryki Pn. gadżetów erotic exotic z Tajwanu.
Konczita pobiegła wolnym krokiem w stronę nieoczekiwanych gości, podskakując co jakiś czas z radości wypełnionej pewną dozą smutku, gdyż obawiała się rekacji występnego Alvara, który to nie lubi Migela, bo ten sprzedał mu kiedyś niebieską tabletkę, po której Alvaro miał...kłopoty:P
Biegała szybko wolnym truchtem po łące, bawiąc się w omijanie krowich placków.Jednak nie zawsze jej się ta sztuczka udawała i wtedy lądowała w dziwnej masie piszcząc ni z to z radości ni to ze złości;p
Trzmiele w pudełeczku grały właśnie lambadę i Konczita nie myśląc wiele podarła swą piękną suknię zakupioną przez Alvara w secondlumpexie na miniówkę a'la lata osiemdziesiąte ub.stulecia i zaczęła dziki taniec niczym jej idolka Szakira Mendes Palomes;)
Wtedy dostrzegła na horyzoncie dwie postacie....ohhh to jej kuzynka z USA-Rejczel oraz jej narzeczony Migel Servantes Idiotens-znany przedsiębiorca zajmujący się ściąganiem do Ameryki Pn. gadżetów erotic exotic z Tajwanu.
Konczita pobiegła wolnym krokiem w stronę nieoczekiwanych gości, podskakując co jakiś czas z radości wypełnionej pewną dozą smutku, gdyż obawiała się rekacji występnego Alvara, który to nie lubi Migela, bo ten sprzedał mu kiedyś niebieską tabletkę, po której Alvaro miał...kłopoty:P
Modifié par Grey1, 14 juin 2011 - 12:02 .
#1687
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 19 juin 2011 - 02:10
Guest_nabuhodonozor_*
Po ostatnich odcinkach jednak musiałem zrobić przerwę bo zacząłem się zastanawiać nad sensem życia, istotą świata i genezą wielkiego wybuchu.
Nic, całe szczęście nie straciłem bo Konczita z Rejczel i Migelem przez ten czas szli do posiadłości Alvara co raz przycupując i wspominając chwile dzieciństwa kiedy to wszyscy bawili się w piaskownicy a Konczita panierowała dżdżownice mówiąc z dziewczęcym wdziękiem że robi roladki na obiad dla wszystkich serwując je pozawijane w pętelki. Rejczel bawiła się wtedy w doktora z Alvarem tyle, ze ten ubzdurał sobie, że chce być patologiem co jej już niekoniecznie się podobało. Migel razem ze swoimi kolegami bawił się w indian tyle, że jemu trafiała się do odgrywania rola uprowadzonej wraz z powozem jankeskiej niewiasty w czepku na głowie i musiał robić wszystkim herbatę z babki i ciastka ze szczurzych...noo eee ;P
Pod koniec 3579 odcinka doszli wszyscy na gościniec prowadzący przez lipową aleję do willi i Konczitę zaczęły nękać wątpliwości czy Alvaro po tylu latach nie przypomni sobie incydentu z niebieską pigułką, kiedy to zaraz po zażyciu zniszczył swoje biurko i musiał 2 tygodnie chodzić tyłem bo obracając się strącał wszystko z mebli i nie dosięgał do klamki. Na domiar złego przyjechała jego matka jak co roku po pieczarki, psie wątróbki i orzechy laskowe do swojej leczniczej nalewki na hemoroidy, które w porze monsunowej napędzane huraganami osiągały rozmiary dojrzałej dyni
Alvaro musiał wtedy chodzić z kapeluszem przy pasie i często przesiadywał w chłodni na półtusze aby trochę poprawić nędzne samopoczucie.
Zbliżali się wszyscy do domu a z komina jak co wieczór wydobywał się szary drażniący dym - to Rosalia wypalała kable miedziane z gumowej otuliny aby sprzedać ja na jarmarku jako "rana ziemi po uderzeniu pioruna" na czym robiła spory interes nie płacąc podatków i deponując wszystko w bieliźnie babci Alvara gdzie to żaden poborca podatkowy nie śmiał by włożyć ręki ;p
Weszli wreszcie do domu, Konczita zawołała wesoło z małą nutką rozpaczy Alvarro..Alvaaarrrooo.... z ubikacji dobiegło stłumione i bełkotliwe: tu jeslkefj i przetyksdh muszfree.
Ah odpowiedziała - chodźcie. Weszli do łazienki a tam Alwaro z fajką w ustach, żując tytoń i gumę jednocześnie przetykał ubikację....Odwrócił głowę i jak spostrzegł Migela jak rażony prądem zmiennym krzyknął...lecz wewnętrznie bo nie chciał po sobie dać poznać dawnej urazy. Gumowy przetykacz wysunął się z jego bezwładnej ręki, odbił się kilka razy od marmurowej posadzki tworząc koła olimpijskie i staczając się do stóp Konczity wybabranych w łąkowych "niespodziankach" po wypasie bydła...
Nic, całe szczęście nie straciłem bo Konczita z Rejczel i Migelem przez ten czas szli do posiadłości Alvara co raz przycupując i wspominając chwile dzieciństwa kiedy to wszyscy bawili się w piaskownicy a Konczita panierowała dżdżownice mówiąc z dziewczęcym wdziękiem że robi roladki na obiad dla wszystkich serwując je pozawijane w pętelki. Rejczel bawiła się wtedy w doktora z Alvarem tyle, ze ten ubzdurał sobie, że chce być patologiem co jej już niekoniecznie się podobało. Migel razem ze swoimi kolegami bawił się w indian tyle, że jemu trafiała się do odgrywania rola uprowadzonej wraz z powozem jankeskiej niewiasty w czepku na głowie i musiał robić wszystkim herbatę z babki i ciastka ze szczurzych...noo eee ;P
Pod koniec 3579 odcinka doszli wszyscy na gościniec prowadzący przez lipową aleję do willi i Konczitę zaczęły nękać wątpliwości czy Alvaro po tylu latach nie przypomni sobie incydentu z niebieską pigułką, kiedy to zaraz po zażyciu zniszczył swoje biurko i musiał 2 tygodnie chodzić tyłem bo obracając się strącał wszystko z mebli i nie dosięgał do klamki. Na domiar złego przyjechała jego matka jak co roku po pieczarki, psie wątróbki i orzechy laskowe do swojej leczniczej nalewki na hemoroidy, które w porze monsunowej napędzane huraganami osiągały rozmiary dojrzałej dyni
Alvaro musiał wtedy chodzić z kapeluszem przy pasie i często przesiadywał w chłodni na półtusze aby trochę poprawić nędzne samopoczucie.
Zbliżali się wszyscy do domu a z komina jak co wieczór wydobywał się szary drażniący dym - to Rosalia wypalała kable miedziane z gumowej otuliny aby sprzedać ja na jarmarku jako "rana ziemi po uderzeniu pioruna" na czym robiła spory interes nie płacąc podatków i deponując wszystko w bieliźnie babci Alvara gdzie to żaden poborca podatkowy nie śmiał by włożyć ręki ;p
Weszli wreszcie do domu, Konczita zawołała wesoło z małą nutką rozpaczy Alvarro..Alvaaarrrooo.... z ubikacji dobiegło stłumione i bełkotliwe: tu jeslkefj i przetyksdh muszfree.
Ah odpowiedziała - chodźcie. Weszli do łazienki a tam Alwaro z fajką w ustach, żując tytoń i gumę jednocześnie przetykał ubikację....Odwrócił głowę i jak spostrzegł Migela jak rażony prądem zmiennym krzyknął...lecz wewnętrznie bo nie chciał po sobie dać poznać dawnej urazy. Gumowy przetykacz wysunął się z jego bezwładnej ręki, odbił się kilka razy od marmurowej posadzki tworząc koła olimpijskie i staczając się do stóp Konczity wybabranych w łąkowych "niespodziankach" po wypasie bydła...
#1688
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 19 juin 2011 - 02:13
Guest_nabuhodonozor_*
-dubel
Modifié par nabuhodonozor, 19 juin 2011 - 02:14 .
#1689
Guest_Grey1_*
Posté 19 juin 2011 - 02:27
Guest_Grey1_*
Ahhh wiesz...przyznam Ci się, że Migel jest jednym z moich ulubionych bohaterów "Mandarynkowych wzgórz".
W "Świecie telenoweli" napisali ostatnio jego życiorys-no wiesz, by przybliżyć sylwetki postaci i jakoś spowodować jeszcze większe zaangażowanie widzów.Scenarzyści liczą, że takie retrospekcje przywiążą nas-fanów- do poszczególnych bohaterów i każdy będzie mógł mieć tam jakiegoś swojego odpowiednika, z którym to poczuje szczególną więź
Więc...Migel miał bardzo ciężkie dzieciństwo, wychowywał się w Meksyku, w dzielnicy biedoty, gdzie musiał od najmłodszych lat radzić sobie w miejscowych strukturach.To tam zdobył smykałkę do interesów(szmuglowania i wciskania tandety jako dobra luksusowego;)) Dodatkowo założył własną kapelę muzyczną, zwaną Meksykofonika i śpiewał tam swoje freestyle o sensie życia i....doli przemytnika;) Uczestniczył w imprezach przy basenach kąpielowych, gdzie nabawił się grzybicy stóp...i nie tylko;p I wtedy, gdy wydawało się, że jest już na dnie....spotkał w sklepie z pieczywem Rejczel, która to kłóciła się z ekspedientką, że skórka na bułce jest fioletowa, a jej zdaniem nie powinna...Ta wymiana zdań i władczość Rejczel zaimponowały Migelowi, który to tak jak stał zrzucił ok 70 kg tombakowych łańcuchów i spodnie, których krok kończył się na kostkach i rozpoczął nowe życie.Wszystko wiodło się jak najlepiej do momentu, gdy zapodał Alvarowi feralną tabletkę...bo widzisz...on sprzedał ją komendantowi policji, burmistrzowi NY, prezydentowi i jego ochronie no i....wiesz...teraz musi się ukryć na wsi.Dlatego zabrał Rejczel do posiadłości Alvara...
Ohh, zrób mi herbatę, tak się nagadałam, że całkiem mi zaschło w gardle;)))
W "Świecie telenoweli" napisali ostatnio jego życiorys-no wiesz, by przybliżyć sylwetki postaci i jakoś spowodować jeszcze większe zaangażowanie widzów.Scenarzyści liczą, że takie retrospekcje przywiążą nas-fanów- do poszczególnych bohaterów i każdy będzie mógł mieć tam jakiegoś swojego odpowiednika, z którym to poczuje szczególną więź
Więc...Migel miał bardzo ciężkie dzieciństwo, wychowywał się w Meksyku, w dzielnicy biedoty, gdzie musiał od najmłodszych lat radzić sobie w miejscowych strukturach.To tam zdobył smykałkę do interesów(szmuglowania i wciskania tandety jako dobra luksusowego;)) Dodatkowo założył własną kapelę muzyczną, zwaną Meksykofonika i śpiewał tam swoje freestyle o sensie życia i....doli przemytnika;) Uczestniczył w imprezach przy basenach kąpielowych, gdzie nabawił się grzybicy stóp...i nie tylko;p I wtedy, gdy wydawało się, że jest już na dnie....spotkał w sklepie z pieczywem Rejczel, która to kłóciła się z ekspedientką, że skórka na bułce jest fioletowa, a jej zdaniem nie powinna...Ta wymiana zdań i władczość Rejczel zaimponowały Migelowi, który to tak jak stał zrzucił ok 70 kg tombakowych łańcuchów i spodnie, których krok kończył się na kostkach i rozpoczął nowe życie.Wszystko wiodło się jak najlepiej do momentu, gdy zapodał Alvarowi feralną tabletkę...bo widzisz...on sprzedał ją komendantowi policji, burmistrzowi NY, prezydentowi i jego ochronie no i....wiesz...teraz musi się ukryć na wsi.Dlatego zabrał Rejczel do posiadłości Alvara...
Ohh, zrób mi herbatę, tak się nagadałam, że całkiem mi zaschło w gardle;)))
#1690
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 11 juillet 2011 - 10:08
Guest_nabuhodonozor_*
Nab wchodzi do komnaty telewizyjnej i patrzy na Grey tępo wpatrzoną w zgaszony ekran i ściskającą w dłoni urządzenie do zdalnego regulowania (kij od miotły)...
Ohh, widzę, że już wiesz....
Zdjęli nasz serial z anteny...i to nie tej z poroża jelenia na dachu. Poniekąd na planie był jakiś wypadek - choć sam w to nie wierze. Konczita wlazla w jakąś breje wyciakającą z beczki opisanej "Achtung minen" gdzie ekipa trzymała krowie placki zbierane co rano z plany. Nic by się nie stało ale była boso no i wiesz - ona ma...ehh...miała zawsze bardzo spękane i zrogowaciałe piety i to coś dostało się do jej organizmu, dostała konwulsji a jej kryształowe oczy zaszły brazową bezkształtną masą. Alvaro wiedział co się święci ale nie dobiegł do buteleczki z wodą święconą przywiezionej ze świątyni Andrasty w górach mroźnego grzbietu - zdążyl tylko krzyknać : to zarazaaaa, zmieni się w demonaaaa żółciowegooo.....choć był to tylko niemy krzyk.
Konczicie błysnęły oczy i w ciągu kilku sekund przejęła kontrolę nad wszystkimi nakazując robić im okropne rzeczy - rzucili się na siebie jak bestie obgryzając sobie paznokcie u stóp a później u rąk i wyjadając włosy z nosa i uszu.....istny armagedon, nikt nie przeżył a ich zwierzęcy głód doprowadził do powstania takiej negatywnej energii że wszystko wokół eksplodowało zamieniając się w plazme...jakąś taką gluto-plazmę.
Przepraszam, że przynoszę takie wieści ale chciałem żebyś wiedziała....jakoś musimy dalej żyć..... - chodź do kuchni, zaparzymy sobie ziółek - no tych dobrych co po nich surykatki tańczą wesoło kankana, choć nie wiem czy to pomoże
Ohh, widzę, że już wiesz....
Zdjęli nasz serial z anteny...i to nie tej z poroża jelenia na dachu. Poniekąd na planie był jakiś wypadek - choć sam w to nie wierze. Konczita wlazla w jakąś breje wyciakającą z beczki opisanej "Achtung minen" gdzie ekipa trzymała krowie placki zbierane co rano z plany. Nic by się nie stało ale była boso no i wiesz - ona ma...ehh...miała zawsze bardzo spękane i zrogowaciałe piety i to coś dostało się do jej organizmu, dostała konwulsji a jej kryształowe oczy zaszły brazową bezkształtną masą. Alvaro wiedział co się święci ale nie dobiegł do buteleczki z wodą święconą przywiezionej ze świątyni Andrasty w górach mroźnego grzbietu - zdążyl tylko krzyknać : to zarazaaaa, zmieni się w demonaaaa żółciowegooo.....choć był to tylko niemy krzyk.
Konczicie błysnęły oczy i w ciągu kilku sekund przejęła kontrolę nad wszystkimi nakazując robić im okropne rzeczy - rzucili się na siebie jak bestie obgryzając sobie paznokcie u stóp a później u rąk i wyjadając włosy z nosa i uszu.....istny armagedon, nikt nie przeżył a ich zwierzęcy głód doprowadził do powstania takiej negatywnej energii że wszystko wokół eksplodowało zamieniając się w plazme...jakąś taką gluto-plazmę.
Przepraszam, że przynoszę takie wieści ale chciałem żebyś wiedziała....jakoś musimy dalej żyć..... - chodź do kuchni, zaparzymy sobie ziółek - no tych dobrych co po nich surykatki tańczą wesoło kankana, choć nie wiem czy to pomoże
#1691
Guest_Grey1_*
Posté 11 juillet 2011 - 11:20
Guest_Grey1_*
Wiem...czytałam na "Wirtualnym Fereldenie" o zdarzeniach wynikłych na planie "Mandarynkowych Wzgórz"...Nie chcę o tym rozmawiać, muszę zapomnieć...tyle czasu z ulubionym serialem i teraz będzie trzeba znaleźć jakąś alternatywę, odskocznię....
Myślałam nad obejrzeniem od początku "Mody na sukces"...mam wszystkie odcinki, ale po tym, gdzie Erik urodził dziecko mam mieszane uczucia.Poza tym Stefani okazała się być ojcem Bruk więc tak się zamotałam, że na myśl o tym serialu mam mdłości i zawroty głowy;)
Tymczasem zróbmy sobie mix ziół-może mięta, szałwia, babka, korzeń mlecza, kora dębu, wyciąg z żen-szenia, do tego kefir, jogurt z pieczonymi jabłkami, pesto, trochę musztardy i keczupu, sos sojowy, ocet balsamiczny i sok z limonki.To nas postawi na nogi, zobaczysz:)
Myślałam nad obejrzeniem od początku "Mody na sukces"...mam wszystkie odcinki, ale po tym, gdzie Erik urodził dziecko mam mieszane uczucia.Poza tym Stefani okazała się być ojcem Bruk więc tak się zamotałam, że na myśl o tym serialu mam mdłości i zawroty głowy;)
Tymczasem zróbmy sobie mix ziół-może mięta, szałwia, babka, korzeń mlecza, kora dębu, wyciąg z żen-szenia, do tego kefir, jogurt z pieczonymi jabłkami, pesto, trochę musztardy i keczupu, sos sojowy, ocet balsamiczny i sok z limonki.To nas postawi na nogi, zobaczysz:)
#1692
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 12 juillet 2011 - 06:50
Guest_nabuhodonozor_*
Uhh, ten mixs nieślle stawia na nogi i oszyszcza ogr..orgrz....orngazmin.....organizm!....z wszysztkiego ;p
Aaaale szekaaj, so chkciałem rzec ja Ci.....uhhh sory meen, jessstem trloche smęszony - to pszrzez te buty hłeeep. upps
zawszcze jak siem budse w tych butach to mje głofa boli auu... tak mje chorery gnietom ;p
*wypija łyk jakiegoś specyfiku na bazie pietruszki, sadła borsuka, lyrium i nalewki z bursztynów z zatopionymi pająkami. Twarz nagle wykręca dziwny grymas a gęsia skórka wygląda jak na indyku, jednak oczy wydają się powoli powracać z dalekiej podróży. Bierze kolejne łyki i po chwili potrafi już trzymać głowę w jednej pozycji a noga przestaje nerwowo skakać*
Kurka, siory ale miałem pewną pszygodem, ahh..moja głowa
Wiesz...jak by to powiedzieć.. hm - słuchaj uważnie bo nie będę powtarzać
Byłem dziś w Banku Iluzjonistów Orleańskich i po wielkich bojach z elfią kasierką - ta nie chciała mi autoryzować dostępu do Mini Skarbca - Officer. No eee, chodziło o to, że jak je zakładałem to wcześniej spotkałem kumpla z wojska - tego co Ci opowiadałem, że kradł owies i mydła i handlował je z miejscowymi chłopami na specyfik z jadu zaskrońca działający rzekomo na hemoroidy i sprzedawał go wśród żołdaków jako krem na porost włosów
))
No więc wychyliliśmy conieco i tak jakoś było ciepło że mnie nieźle dziabnęło no i hasło które podałem wtedy wydawało mi się oczywiste i świetne ale teraz jakoś nie mogłem sobie go długo przypomnieć a później jakoś głupio mi było wypowiedzieć je do tej kasjerki. No jak się odważyłem to jeszcze mi nie wychodziło - no bo wtedy byłem po alko
- no i musiałem iść i poszukać czegoś do chlapnięcia a o 9 rano nie jest to wcale łatwe i w najbliższej cukierni wsunąłem 10 pączków z ajerkoniakiem, 3 tabliczki czekolady nadziewanej likierem wiśniowym i 7 bombonierek z nalewką z arbuza i.....strasznie mnie zmuliło 
Poszedłem wiec nad rzeczkę opodal krzaczka do sieci sklepów Dżabka i zakupiłem Antiviańskiego Commando Intrudera i już po 3 flaszce poczułem, że dam rade
))
Hasło brzmiało...eee...no dobra, powiem: "jakchiee hassło ty gupia franso"
Ekhm, tak więc nasz depozyt jest wystarczający żeby przejść na emeryturę, otworzyć własny fundusz powierniczy lub zwiedzić świat - no od jednego krańca do drugiego ;p
Ale....wydaje mi się że byłem śledzony... nie wiem co o tym myśleć...
Aaaale szekaaj, so chkciałem rzec ja Ci.....uhhh sory meen, jessstem trloche smęszony - to pszrzez te buty hłeeep. upps
*wypija łyk jakiegoś specyfiku na bazie pietruszki, sadła borsuka, lyrium i nalewki z bursztynów z zatopionymi pająkami. Twarz nagle wykręca dziwny grymas a gęsia skórka wygląda jak na indyku, jednak oczy wydają się powoli powracać z dalekiej podróży. Bierze kolejne łyki i po chwili potrafi już trzymać głowę w jednej pozycji a noga przestaje nerwowo skakać*
Kurka, siory ale miałem pewną pszygodem, ahh..moja głowa
Wiesz...jak by to powiedzieć.. hm - słuchaj uważnie bo nie będę powtarzać
Byłem dziś w Banku Iluzjonistów Orleańskich i po wielkich bojach z elfią kasierką - ta nie chciała mi autoryzować dostępu do Mini Skarbca - Officer. No eee, chodziło o to, że jak je zakładałem to wcześniej spotkałem kumpla z wojska - tego co Ci opowiadałem, że kradł owies i mydła i handlował je z miejscowymi chłopami na specyfik z jadu zaskrońca działający rzekomo na hemoroidy i sprzedawał go wśród żołdaków jako krem na porost włosów
No więc wychyliliśmy conieco i tak jakoś było ciepło że mnie nieźle dziabnęło no i hasło które podałem wtedy wydawało mi się oczywiste i świetne ale teraz jakoś nie mogłem sobie go długo przypomnieć a później jakoś głupio mi było wypowiedzieć je do tej kasjerki. No jak się odważyłem to jeszcze mi nie wychodziło - no bo wtedy byłem po alko
Poszedłem wiec nad rzeczkę opodal krzaczka do sieci sklepów Dżabka i zakupiłem Antiviańskiego Commando Intrudera i już po 3 flaszce poczułem, że dam rade
Hasło brzmiało...eee...no dobra, powiem: "jakchiee hassło ty gupia franso"
Ekhm, tak więc nasz depozyt jest wystarczający żeby przejść na emeryturę, otworzyć własny fundusz powierniczy lub zwiedzić świat - no od jednego krańca do drugiego ;p
Ale....wydaje mi się że byłem śledzony... nie wiem co o tym myśleć...
Modifié par nabuhodonozor, 12 juillet 2011 - 06:52 .
#1693
Guest_Grey1_*
Posté 12 juillet 2011 - 07:47
Guest_Grey1_*
Jej, ale się rozgadałeś
Zastanawiałam się nad tym i nie widzę niczego złego w przejściu na emeryturę, gdy się jest jeszcze pięknym, młodym i niezbyt bogatym;)
Musimy zrobić inwentaryzację, nie wiem kto się tego podejmie-zwłaszcza zanurkowania do piwnicy pełnej pająków nie z tego świata...;p
Będzie mi brakowało gotowania gulaszu i wywalania na zbity...pyszczek;) niespokojnych klientów.Dziubdziuś będzie musiał zmienić przedszkole...może na czas wojaży wyślemy go do Antivy, tam jest podobno rewelacyjna podstawówka prowadzona przez żony Antivańskich Kruków, szkolą małych assasynów.Myślę, że Dziubdziuś jako uczłowieczony bryłkowiec miałby duże szanse w tym fachu;)))Mają internat i mundurki w postaci miniaturek skórzanych ćwiekowanych zbroi-co myślisz o tym?
Szczeniaka weźmiemy ze sobą, marzą mi się spacery z psem po dzikich plażach odległych i nieznanych krain...
No Wranglerka oczywiście, bo musimy na czymś jechać
Nie wiem od czego zacząć pakowanie...tyle tego...kurczeeee, a może nie będziemy nic zabierać stąd, niech zostanie jako pamiątka spędzonych tu chwil.Jak to będzie romantycznie wyglądało, takie całe w pajęczynach jak za kilka lat włamią się tu jakieś nieznośne dzieci, bawiące się w poszukiwaczy skarbów...ahhh:)))Tak-zabierzmy ubrania, sakiweki, zapas księżycówki, a reszta łącznie z plazmą niech tu zostanie.Nie bądźmy materialistami;)
Musimy zrobić inwentaryzację, nie wiem kto się tego podejmie-zwłaszcza zanurkowania do piwnicy pełnej pająków nie z tego świata...;p
Będzie mi brakowało gotowania gulaszu i wywalania na zbity...pyszczek;) niespokojnych klientów.Dziubdziuś będzie musiał zmienić przedszkole...może na czas wojaży wyślemy go do Antivy, tam jest podobno rewelacyjna podstawówka prowadzona przez żony Antivańskich Kruków, szkolą małych assasynów.Myślę, że Dziubdziuś jako uczłowieczony bryłkowiec miałby duże szanse w tym fachu;)))Mają internat i mundurki w postaci miniaturek skórzanych ćwiekowanych zbroi-co myślisz o tym?
Szczeniaka weźmiemy ze sobą, marzą mi się spacery z psem po dzikich plażach odległych i nieznanych krain...
Nie wiem od czego zacząć pakowanie...tyle tego...kurczeeee, a może nie będziemy nic zabierać stąd, niech zostanie jako pamiątka spędzonych tu chwil.Jak to będzie romantycznie wyglądało, takie całe w pajęczynach jak za kilka lat włamią się tu jakieś nieznośne dzieci, bawiące się w poszukiwaczy skarbów...ahhh:)))Tak-zabierzmy ubrania, sakiweki, zapas księżycówki, a reszta łącznie z plazmą niech tu zostanie.Nie bądźmy materialistami;)
#1694
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 12 juillet 2011 - 08:41
Guest_nabuhodonozor_*
Wiesz, z Dziubdziusiem to świetny pomysł - bo raz, że zdobędzie wykształcenie to i fach w ręku jak się patrzy
)
Też myślę, że nie ma co ze sobą targać za dużo rzeczy bo w tych odległych krainach nie wiadomo co się może przydać a poza tym, najlepiej kupić coś lokalnego i wtopić się w otoczenie
)
Jeszcze jedno - ci co mnie śledzili - już wiem co to za jedni! To Antiviańskie Kurki - i nie chodzi tu o bractwo kurkowe ale o szczególny rodzaj assassynów gorszych od Kruków bo Kurki to bractwo hydraulików, podkładające rura-bomby i zatykające wc-ty w celu utopienia swych ofiar bez żadnych śladów. Ich znakiem rozpoznawczym jest żółty pullover noszony na ramionach z zawiązanymi pod szyją rękawami
))
Hm... no muszę Ci powiedzieć, że ja...ehh...jestem tajnym agentem jej Królewskiej mości i demaskuje agentów obcych wywiadów ale ostatnio robiło się gorąco stąd wstąpiłem do Tawerny żeby mieć dobrą przykrywkę. Teraz widzę że i tu jest niebezpiecznie i trzeba się przemieścić a nie chciał bym Ciebie narażać na niebezpieczeństwo i to wielkie bo jestem cały czas na służbie. Ale zaraz, zdradzając Ci to nie masz innego wyjścia - muszę wciągnąć Cię do siatki specjalnych agentów... czy jesteś gotowa na takie poświecenie i wyzwanie?
Też myślę, że nie ma co ze sobą targać za dużo rzeczy bo w tych odległych krainach nie wiadomo co się może przydać a poza tym, najlepiej kupić coś lokalnego i wtopić się w otoczenie
Jeszcze jedno - ci co mnie śledzili - już wiem co to za jedni! To Antiviańskie Kurki - i nie chodzi tu o bractwo kurkowe ale o szczególny rodzaj assassynów gorszych od Kruków bo Kurki to bractwo hydraulików, podkładające rura-bomby i zatykające wc-ty w celu utopienia swych ofiar bez żadnych śladów. Ich znakiem rozpoznawczym jest żółty pullover noszony na ramionach z zawiązanymi pod szyją rękawami
Hm... no muszę Ci powiedzieć, że ja...ehh...jestem tajnym agentem jej Królewskiej mości i demaskuje agentów obcych wywiadów ale ostatnio robiło się gorąco stąd wstąpiłem do Tawerny żeby mieć dobrą przykrywkę. Teraz widzę że i tu jest niebezpiecznie i trzeba się przemieścić a nie chciał bym Ciebie narażać na niebezpieczeństwo i to wielkie bo jestem cały czas na służbie. Ale zaraz, zdradzając Ci to nie masz innego wyjścia - muszę wciągnąć Cię do siatki specjalnych agentów... czy jesteś gotowa na takie poświecenie i wyzwanie?
#1695
Guest_Grey1_*
Posté 12 juillet 2011 - 09:30
Guest_Grey1_*
O żesz ***************, o **************, aaaaa************, no nieeeee*********.....
A ja tyle czasu ukrywałam przed Tobą, że....jestem agentką FBI (Fereldeńskie Biuro Śledcze) i tropię agentów obcych wywiadów.Tyle, że z ramienia innej komórki!!!
Ohhh, tyle czasu w konspirze i pytanie-po co?!
No ale...zaraz, zaraz....chyba nie dostałeś rozkazu przeniesienia do obcych krain?Bo...ja....dostałam i właśnie dlatego tak chętnie zgodziłam się na zamknięcie Tawerny....i też pomysł z szkoleniem Dziubdziusia to dlatego, że wielbię paramilitarne jednostki;)
Ehhh, no cóż proponuję czystą wódkę i śledzia.Siądźmy i pogadajmy w końcu jak ludzie;)
A ja tyle czasu ukrywałam przed Tobą, że....jestem agentką FBI (Fereldeńskie Biuro Śledcze) i tropię agentów obcych wywiadów.Tyle, że z ramienia innej komórki!!!
Ohhh, tyle czasu w konspirze i pytanie-po co?!
No ale...zaraz, zaraz....chyba nie dostałeś rozkazu przeniesienia do obcych krain?Bo...ja....dostałam i właśnie dlatego tak chętnie zgodziłam się na zamknięcie Tawerny....i też pomysł z szkoleniem Dziubdziusia to dlatego, że wielbię paramilitarne jednostki;)
Ehhh, no cóż proponuję czystą wódkę i śledzia.Siądźmy i pogadajmy w końcu jak ludzie;)
#1696
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 12 juillet 2011 - 09:38
Guest_nabuhodonozor_*
Jeeej.....tyle ..lat konspiracji, półsłówek i pilnowania się na każdym kroku...ehhhh..ulżyło mi bo nie chciałem wciągać niewinnej i delikatnej niewiasty w brudny i brutalny świat tajnych agentów a tu proszę
))
Hm..Hm... to może się wydać dziwne ale właśnie niedawno dostałem taki rozkaz i też dla tego kombinowałem z tę emeryturą albo podróżą na skraj świata
) a z Dziubdziusiem tooo...mam tak samo jak Tyyy!!! ;p ohhh, to nie przypadek 
Miałem rozkaz aby nawiązać kontakt z głęboko zakonspirowanym agentem o kryptonimie "szef kuchni" czy to Ty? kurcze, to tak oczywiste, że nikt by tego nie potraktował serio - szefowa kuchni i głęboko zakonspirowana w lesie ...ohhh no taaak!
Dobra, wyciągam księżycówkę i ostatnie akwarium ze śledziami, opowiadaj co i jak
))
Hm..Hm... to może się wydać dziwne ale właśnie niedawno dostałem taki rozkaz i też dla tego kombinowałem z tę emeryturą albo podróżą na skraj świata
Miałem rozkaz aby nawiązać kontakt z głęboko zakonspirowanym agentem o kryptonimie "szef kuchni" czy to Ty? kurcze, to tak oczywiste, że nikt by tego nie potraktował serio - szefowa kuchni i głęboko zakonspirowana w lesie ...ohhh no taaak!
Dobra, wyciągam księżycówkę i ostatnie akwarium ze śledziami, opowiadaj co i jak
#1697
Guest_Grey1_*
Posté 12 juillet 2011 - 09:52
Guest_Grey1_*
Mam lepszy pomysł...pakujmy alko i akwarium na Wranglera i jedźmy pogadać gdzieś na łono natury;)
Tu mogą być pluskwy-te żywe i te...wiesz które;p
Myślę, że jakiś miesiąc z kawałkiem straczy, aby opowiedzieć sobie o przeszłości i poznać się na nowo;))
Po powrocie zrobimy porządki, spakujemy się i pożegnamy z Tawerną
Tu mogą być pluskwy-te żywe i te...wiesz które;p
Myślę, że jakiś miesiąc z kawałkiem straczy, aby opowiedzieć sobie o przeszłości i poznać się na nowo;))
Po powrocie zrobimy porządki, spakujemy się i pożegnamy z Tawerną
#1698
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 13 juillet 2011 - 08:45
Guest_nabuhodonozor_*
Dobra, to spakuje flaszkę do akwarium i przy okazji się schłodzi
))
Dobrze, że dokupiłem nieco glonojadów i neonek - przydadzą się w sam raz na dłuższą wyprawę
Więcej jedzenie nie będziemy potrzebować bo teraz mchy obficie obrodziły, są też spore borówki no i grzybki - te co po nich można sięgnąć gwiazd i są jeszcze wyśmienite pędraki torfowe - bardzo pyszne z ogniska ;p
Pakuj się i jedziemy
Dobrze, że dokupiłem nieco glonojadów i neonek - przydadzą się w sam raz na dłuższą wyprawę
Więcej jedzenie nie będziemy potrzebować bo teraz mchy obficie obrodziły, są też spore borówki no i grzybki - te co po nich można sięgnąć gwiazd i są jeszcze wyśmienite pędraki torfowe - bardzo pyszne z ogniska ;p
Pakuj się i jedziemy
#1699
Guest_Grey1_*
Posté 13 juillet 2011 - 09:49
Guest_Grey1_*
niezależny narrator * i tak oto działalność Fereldeńskiej Tawerny została zakończona....jeżeli Grey i Nabuhodonozor jeszcze kiedyś tu powrócą, to tylko po to, by zabrać swoje osobiste rzeczy.....z komina powoli sączyła się smużka dymu z dopalającego się ostatni raz ognia pod kuchennym piecem, gdy odjeżdżali powoli w ciemną gęstwinę lasu.....ptactwo ucichło...wiewiórki machały łapkami na pożegnanie i wszystko wokół zaczęła spowijać mgła.....*
#1700
Guest_nabuhodonozor_*
Posté 13 juillet 2011 - 10:08
Guest_nabuhodonozor_*
...deski zaskrzypiały z nostalgią a pająki zawinęły się w pajeczynę niczym w pierzynkę czekając na lepsze czasy. Z daleka było jeszcze słychać radosne pogwizdywania wędrowców udających się w stronę zachodzącego słońca...





Retour en haut




