Poza tym że definicje można róznie definiować a każdy ma inny gust, Heavy rain nie zaporzycza z żadnego gatunku ani tym bardziej z wielu... to poprostu wyśmienicie zrobiony Quick Time Event Movie, coś co zostało dość wcześnie wymyślone w historii gier video. Gra nie ma żadnej mechaniki która chociażby widziała mechanikę RPG i opiera się wyłącznie na decyzjach i zręczności gracza - tak naprawdę niema. To film z bardzo wieloma alternatywnymi zakończeniami... prędzej bym się sprzeczał czy w ogule jest grą niż czy jest RPGiem (co nie zmienia faktu że jest to niesamowite doświadczenie interaktywne).
Nie zgodzę się też z argumentem o grafice. Jest bardzo niewiele gier które mimo rozwoju technologicznego nie starzeją się. 90% osób narzekających na obecny stan gier RPG w durzej mierze jedzie na nostalgicznym tripie wspominając jak to trudne, rozwinięte i wymagające te gry były x lat temu. Tyle tylko że x lat temu oni mieli po 10 lat i Jazz Jack Rabbit było wymagające i trudne.
Legendy gatunku RPG są nie grywalne. Pamiętam cały rage na temat Fallouta 3 podniesiony przez fanów gatunku... problem polega na tym że pewnie nawet połowa z nich nie zadała sobie trudu odpalenia poprzedników tej gry - sterowanie, rozgrywka, walka - to wszystko jest tam tak archaiczne i przekombinowane że chce się płakać. Pamiętam jak wszyscy narzekali na Obliviona i to jak uprościli Elder Scrolls jako serię... fakt, Morrowind był świetną grą, ale za 2-5 lat nawet jego zagorzałym fanom zacznie brakować tego co teraz jest standardem, nie mówiąc już o Daggerfallu którego jeśli ktoś da rade odpalić na obecnych systemach operacyjnych bez problemów to tylko po to aby się strasznie zawieść bo ta gra jest już maksymalnie niegrywalna... Areny chyba nawet nie da się uruchomić na WindowsXP.
Oczywiście można i myśle że nawet trzeba zwalić winę na to że obecny gracz potrzebuje uproszczeń, faktycznie w tych starych grach rozwijanie postaci było czymś o czym dało się pisać książki... ale tego że absolutnie żadna gra wtedy nie była zbalansowana nikt już nie wspomina, zawsze były metody oszukania gry, zawsze niektóre umiejętności i klasy były przekokszone, czasem były miejsca których nie dało się przejść, czasem dało się ominąć całe sekcje gry, były tony bugów, o multiplayerze nawet nie było mowy. To wszystko znikneło, kosztem wielu swobód... ale ta ograniczona przestrzeń która jest nam dawana teraz przynajmniej jest zazwyczaj dopracowana.
Nie powstała i nie powstanie gra komputerowa która będzie czystym RPGiem, ponieważ czysty erpeg wymaga wolności, postać którą odgrywamy musi być wolna. Złudzenie tego (bo też tylko złudzenie) można osiągnąć tylko grając z dobrym mistrzem gry w "papierowym" RPG. Mass Effect jest erpegiem tylko tak daleko jak możemy wcielić się w Sheparda, nie kontrolujemy każdej jego decyzji, nie możemy stwierdzić "kłade na to wała i buduje sobie bunkier przeciwko Reaperom, reszta galaktyki może kupić bilety." W DA:O też nie możemy stwierdzić "Chrzanie to, Feralden i tak śmierdzi psem... spadam do Kirkwall". Ba, w Mass Effekcie nawet nie decydujemy co postać dokładnie powie. We wszystkich tych grach jedziemy po torach... zadaniem developera przestało być budowanie masy stacji, rozgałęzień, tuneli i magistral kolejowych... teraz zabawa polega na ukrywaniu torów przed pociągiem żeby mu się wydawało że jedzie gdzie chce, i na dłuższą metę mi to pasuje.
Nie wyprodukowano do tej pory gry którą bym tak przeżywał jak oba ME. Do tej pory do przeklinania mogło mnie skłonić przy komputerze to że ginę 40 raz z rzędu przez spaprany level desing, niewyrównane awanse na poziom (no powiedzcie, kto nie kochał w połowie gier tego że przed którymś z bossów trzeba było olać questy i grindować jakieśtam zombie bo level był za niski na tego bossa) albo to że nie zrobiłem jakiejś pierdółki 5 godzin temu... teraz prędzej zaklnę bo przez moje decyzje zgineła jedna z postaci albo misja skończyła się owszem powodzeniem, ale nie do końca tak jak chciałem.
A teraz popatrzmy z drugiej strony... na gry które mają głównie mechanikę. Fabuła owszem, jest, czasem jest nawet niczego sobie, ale my jesteśmy tylko jej niemymi świadkami którzy klepią bossy i młucą potworki... mówie o J-rpgach. Osobiście przestałem grać w Final Fantasy na etapie siódemki... potem się już nudziłem. Grałem jeszcze w Grandie II i Fire Emblema na Wii... dla mnie to nie są gry RPG. Ja tam nic nie odgywam... tylko obserwuje. Nie kręci mnie to.
Ja mam tylko jedno pytanie... co jest ważniejsze - do jakiego gatunku gra się zalicza czy jak przyjemnie mi się w nią grało, jak dobrze się w nią wczułem, czy czuje się w jakiś sposób wzbogacony intelektualnie / emocjonalnie, a może czy poprostu się dobrze bawiłem? Bo wszystkie te sprzeczki odnośnie co jest czym, w jakim stopniu i czym mogłoby być wyglądają troche tak jakby tłum ludzi poszedł na film, wszyscy uważali że był świetny ale połowa stwierdza że bardziej by im się podobało gdyby to był horror a nie obyczajowy.
tl;dr: Dobra gra to dobra gra, zła gra to zła gra... niezależnie czy to RPG czy nie.
Bearbeitet von Mr.Kusy, 21 September 2010 - 04:06 .