Opowiadanko "Shepard kontra sekta":)
#76
Napisano 16 grudzień 2010 - 11:24
#77
Napisano 16 grudzień 2010 - 01:58
jacsty wrote...
kurde chyba zaraz napisze odcinek klanu z bohaterami z ME
trzeba Twoje teksty podesłac do Hollywood niech barany wiedzą jak pisać scenariusze ... dawno się tak nie uśmiałem
#78
Napisano 16 grudzień 2010 - 02:56
Wrex dziadek Władysław: Chyba znowu zrobiłem kupę w majty.
Samara ciocia Stanisława: Błożesz ty mój, Wladziu, czaju ci zaparzę! Podaj mi śmietanę z laski swojej.
Jacob Rysiek-Taxi driver: But the prizeeee.... dzieci, umyjcie rączki!
Tali Bożenka-Się-Zbakała: NIE! NIE! ZOSTAW MNIE!
Kolyat Maciuś-z-Klanu: Co się stao? co się stao?
Kurde ten Klan to w sumie samo życie:P
#79
Napisano 19 grudzień 2010 - 02:16
Nawet tak renegacki Shepard może mieć zły dzień, ciekawe jak go Shepard sobie odbije?
Użytkownik drakon 760 edytował ten post 06 czerwiec 2011 - 08:40
#80
Napisano 19 grudzień 2010 - 08:19
W sumie to to opowiadanie wyszło mi przwidywalne jak hemoroidy w pedalskiej dupie Obrażona Tali, Pallin i hanarzy-jehowi to mieszanka, do której nie trzeba pisać kontynuacji. Albo niech ktoś inny walnie kontynuację tego wątku:)drakon 760 wrote...
Nawet tak renegacki Shepard może mieć zły dzień, ciekawe jak go Shepard sobie odbije ?
#81
Napisano 20 grudzień 2010 - 11:58
#82
Napisano 20 grudzień 2010 - 12:10
Użytkownik drakon 760 edytował ten post 10 listopad 2011 - 02:17
#83
Napisano 20 grudzień 2010 - 02:33
#84
Napisano 27 grudzień 2010 - 12:30
#85
Napisano 27 grudzień 2010 - 11:32
#86
Napisano 27 grudzień 2010 - 10:26
Użytkownik Tyber1231 edytował ten post 02 styczeń 2011 - 09:22
#87
Napisano 27 grudzień 2010 - 11:52
Nie zauważyłam słów krytyki, a to podstawa by opowiadania były lepsze, by autor spojrzał na nie z innej perspektywy.
Opisy nie mogą być tak długie i brzmieć zupełnie jak masło maślane...
Do tego zachowania innych ras/postaci cóż, w pewnych momentach zupełnie odbiegają od oryginału w ME (bo nawet jak piszesz o świecie ME to musisz zachować pewne standardy)
"...Ale powstałem, jak bocian z popiołów!" albo "(...)- Tak. Śpi – z szybkością błyskawicy odparł Mordin." Bez sensu.
Poza tym popełniasz dużo błędów stylistycznych, chociaż gramatyka jest na dobrym poziomie.
Zauważyłam też inne drobniejsze "błędy" ale nie będę się nad tym rozpisywać bo nie wiem jaki masz stosunek do pisanych przez Ciebie opowiadań.
Pozwolę sobie na dalsze czytanie Twoich opowiadań
#88
Napisano 28 grudzień 2010 - 11:51
Użytkownik Tyber1231 edytował ten post 02 styczeń 2011 - 09:23
#89
Napisano 28 grudzień 2010 - 12:18
Biorąc pod uwagę, że każde z tych opowiadań pisałem nie dłużej niż 2h, i to za jednym podejściem to niemożliwością jest wyeliminować wszystkie błędy. Zawsze coś się znajdzie, mimo pisania w wordzie.
Wszelka brutalność, przekręcenia (bociany z popiołów, itp.), absurdalne i bezsensowne sytuacje są jak najbardziej zamierzone. ME znam jedynie z gier, nie czytałem ani komiksów ani książek więc jakby nie było mam zawężone pole manewru. I, no cóż - przedstawiam rasy tak, jak ja je widzę. Nie lubię batarian i volusów to nigdy dobrego słowa o nich nie napiszę:> A Elkor-gangster z voluskim strzelcem na grzbiecie to nawet mi się podoba, choć jestem wobec siebie cholernie krytyczny.
Błędy stylistyczne proszę wytykać, bo jak już wcześniej pisałem - nie jestem J. Grzędowiczem, L. Kesslerem czy J. Chandlerem, a o warsztatach pisarskim wiem tylko tyle, że takie coś istnieje.
A jaki mam stosunek do tych opowiadań? No cóż, dobrze się bawię przy pisaniu takich wypaczonych historyjek. I takie one mają być - proste, głupie, bez drugiego dna, bez propagowania różnych ideologii czy poglądów religijnych, ot, czysta, niezobowiązująca rozrywka. A jeśli ktoś to przeczyta i zaśmieje się raz czy drugi to jest to dla mnie nagrodą samą w sobie.
Tyber1231 - czemu pytasz czy mam ME2? I o jaki znaczek chodzi?
#90
Napisano 28 grudzień 2010 - 03:25
Jeżeli tak się sprawy mają to w sumie czemu nie, chociaż niektóre bezsensowne teksty potrafią namieszać tak że czytelnik nie potrafi się odnaleźć w tym co czyta..
Heh poza tym w ramach wyjaśnienia dla Twoich fanów: Nie mam nic do autora, krytyka jest po to by autor pisał lepsze fajniejsze i ciekawsze opowiadania, ale by to zrozumieć trzeba do tego dorosnąć prawda Tyber1231?
#91
Napisano 29 grudzień 2010 - 02:43
Użytkownik Tyber1231 edytował ten post 02 styczeń 2011 - 09:23
#92
Napisano 29 styczeń 2011 - 05:20
„Torfan”
Młody, posępny mężczyzna o głęboko osadzonych oczach i randze komandora-porucznika spoglądał ponuro na setkę równie posępnych, pokrytych błotem i kurzem żołnierzy. Jego poznaczona bliznami twarz wyrażała tyle emocji co pobliskie rumowisko powstałe po ataku orbitalnej artylerii Przymierza Systemów. Beznamiętnie żuł gumę, a szczęki ruszały się rytmicznie niczym zegar odmierzający czas do końca świata. Wreszcie wykręcił głowę w bok, splunął na żałosne resztki tego, co kiedyś było batariańskim terrorystą i wstał używając karabinu jak wspornika. Zaciekawieni mężczyźni przerwali prowadzone szeptem dysputy i spojrzeli na swego dowódcę. Ten zaś przewiesił karabin szturmowy Hahne-Kedar przez ramię i odezwał się do zebranych.
- Dość tego odpoczynku bo nas tu Alzheimer zastanie – zgromił wzrokiem kilku żołnierzy, którzy ośmielili się głośno zarechotać po czym podjął tyradę. – Wszyscy jesteśmy ochotnikami. Jeśli ktoś chce się wycofać to droga wolna. Wolę prowadzić dziesiątkę zdeterminowanych mężczyzn niż setkę tchórzliwych, śmierdzących obszczymurków kurczących się ze strachu na widok parszywej, ulepionej z zielonego gówna czworookiej gęby pierwszego lepszego, pokrytego flegmą paralitycznego batarianina, w którego żyłach płyną gruźliczne rzygowiny. Więc?! – warknął i odczekał chwilę.
Nikt się nie poruszył, a setka par oczu spojrzała twardo na komandora. On sam nie widział powodu dla którego ktoś miałby się wycofać. Walczyli razem już od tygodnia, a z początkowo pełnego pułku Marines pozostał przy życiu co siódmy. Komandor uśmiechnął się nieznacznie. Zrządzeniem losu zbłąkana kula batariańskiego snajpera przewietrzyła mózg dowódcy pułku, przez co komandor został najwyższym rangą oficerem w oddziale. Wcale nie cieszyła go taka perspektywa. Zdecydowanie wolał walczyć niż wydawać rozkazy. Miotały nim wątpliwości, gdyż jedyna taktyka jaką znał i cenił był zmasowany szturm na wroga. Wiedział jednak, że okazanie wahania równałoby się klęsce. „Wygrywa zawsze ten, który się nie waha”, pomyślał komandor, odetchnął lekko, splunął przez szparę powstałą przez wybity przedni ząb i przemówił zdecydowanym tonem, chociaż w głębi duszy wcale nie był taki pewny siebie. Jednakże wizja zbliżającego się rozlewu krwi napełniała go nadzwyczajnym wigorem.
- Plan jest taki – wyświetlił holograficzny obraz pobliskiego terenu. – Ta przeklęta kopuła z karabinami maszynowymi myśli, że trzyma nas w szachu. Naszym zadaniem jest pokazać gnidom, które w niej siedzą, że się cholernie mylą. Co prawda wielu z nas padnie, ale przedrzemy się do tych oto wrót, które otworzymy odrobiną ładunku wybuchowego. Ta stara szopa pamięta czasy kiedy nasi przodkowie jeździli dyliżansami, a szczytem techniki był porcelanowy kibel więc nie powinno być problemu. Pamiętajcie, nie wbiegać w leje po bombardowaniu bo niepotrzebnie się zmęczycie. To ma być szybki bieg po płaskim terenie, gdyż to nasza jedyna szansa.
- Nie tak szybko, Shepard! – chudy porucznik o wielkim, hakowatym nosie, który ledwie mieścił się w twarzowej osłonie w hełmie przerwał gwałtownie. – Prowadzisz ludzi na rzeź!
Dowódca zwany Shepardem łypnął morderczym wzrokiem na porucznika, wyjął z kabury pistolet, wycelował prosto w hakowaty nos i warknął złowieszczo:
- Albo natychmiast się zamkniesz, Musztarda, albo wypieprzaj mi stąd natychmiast! Mogę cię nawet w tej chwili sprzątnąć, ale nie pozwolę aby taki glut jak ty narażał naszą misję! Czy to jasne?!
- Wedle woli, Shepard – burknął zbity z tropu porucznik Musztarda. – Ale nie ujdzie ci to na sucho, dopilnuję tego.
Shepard już go nie słuchał. Pochylił się nad hologramem i wskazał palcem kopułę przypominającą bułkę pszenną leżącą na usianym okruchami stole.
- Nie ma co strzelać w to cholerstwo, bo prędzej ja zestrzelę własną dupą pancernik „Warszawa” niż te cholerne karabiny uszkodzą te pancerne ściany. To tylko dwieście metrów biegu. A gdy znajdziemy się pod wrotami to już wygraliśmy – zasępiony podniósł głowę i omiótł wrogim spojrzeniem czarny jak smoła nieboskłon. – Flota nam nie pomoże, a posiłki nie dotrą przed tygodniem. I całe szczęście! – opuścił wzrok na wpatrzone weń twarze i wyszczerzył zęby w wilczym uśmiechu. – Czeka nas wieczna chwała. Pokażemy tym obcym, niedorobionym knotom co jesteśmy warci. Pamiętajcie! Te czworooczne knury są tchórzliwymi, ulepionymi z błota wybrykami natury, zaś my, ludzie, jesteśmy dzikimi, żądnymi krwi szlachetnymi drapieżnikami! – w oczach komandora pojawiły się niebezpieczne, na poły obłąkane błyski. - Zaufajcie swym pierwotnym instynktom, a wyślecie dziś do Walhalli wielu niewolników! Wotan nas poprowadzi, Tarja, córka jego, będzie nam inspiracją, a napalone, wyposzczone walkirie wezmą do swych łóżek tych z was, którzy polegną! TAK CZY SIAK CZEKA NAS WIECZNA CHWAŁA!
- Uuurrrraaa!!! – wrzasnęła setka gardeł. Pancerni wojownicy zerwali się na równe nogi, warcząc i rycząc, i zdało się, że to sama Śmierć zawitała na Torfan, zapadły, zapomniany przez wszystkich kawałek skały dryfujący w bezmiarze kosmosu. – PROWADŹ NAS!!!
- Na pięć, dzielni wojownicy! – wrzasnął ochryple Shepard. – Raz… pięć! – nie czekając, wyskoczył z głębokiego leja i pognał jak szalony przed siebie.
Dwie setki podkutych butów zadudniło wściekle na twardym podłożu. Żądne krwi istoty ludzkie biegły za swym przywódcą, który nie pozwalał nikomu się wyprzedzić. Terkot karabinów maszynowych zagłuszył opętańcze wrzaski, a wizgające wokół kule sprawiły, że żołnierze skupili się na jak najszybszym dotarciu do bunkra.
Stalowe pociski wyrywały w skalistym podłożu gejzery pyłu, przebijały bariery i pancerze; co i rusz kolejni żołnierze padali ciężko jak wory z kartoflami, wijąc się bólu spowodowanego oderwaną kończyną bądź ziejącą w brzuchu dziurą. Pęknięte hełmy potoczyły się wokół, bryzgając wokół gęstą papką powstałą z potrzaskanych kości, rozszarpanego mięsa, mózgowia, a nawet krwi.
Komandor zupełnie ignorował grzmiące staccato; czerwona mgła zasnuła mu wzrok, a krew łomotała miarowo w uszach z siłą wojennego werbla. BUM! BUM! BUM! ZABIJ! ZABIJ! ZABIJ!
- Grrr- warknął bezwiednie; przebiegł już połowę dystansu lecz nie odważył się spojrzeć za siebie. Potknięcie w tej sytuacji oznaczałoby niechybną śmierć, a wtedy nici ze złożenia ofiary Wotanowi.
Wreszcie dopadł ciężkich wrót, a za nim reszta oddziału – niecałe dwie dziesiątki zdyszanych żołnierzy, a wśród nich, co wywołało u niego uczucie zawodu, porucznik Musztarda, purpurowy na twarzy i z pianą na ustach.
- Dobra… - zaczął komandor, gdy Musztarda wrzasnął chrapliwie:
- To rzeź, Shepard! Psie! Aresztować tę gnidę!
- Śmiało – Shepard dobył krótkiego, ciężkiego miecza z laserowo ostrzonego tytanu. – Zaszlachtuję każdego, który aby drgnie! – warknął z furią, a przekrwione ślepia wyrażały obietnicę rychłej śmierci tych, którzy nie posłuchają. – No, Musztarda, teraz chcesz sprawić, że ofiara tych, co zginęli pójdzie na marne?! Słyszycie go?! – zwrócił się do milczących żołnierzy. – On chce aby śmierć waszych kolegów była daremna!
- JESTEŚMY Z TOBĄ, KOMANDORZE! – żołnierze wrzasnęli jak jeden mąż. Wciąż przepełniała ich furia, dodatkowo podsycona śmiercią towarzyszy broni.
- Dobrze – burknął Shepard. – Dobyć mieczy, bo te gówniane karabiny są do dupy w tych ciasnych korytarzach! Kowalski, dawaj to wybuchowe gówno!
- Tak jest! – krępy saper podszedł do zardzewiałych wrót i przykleił do metalowej powierzchni dwa prostokątne kawałki czerwonej substancji, każdy wielkości cegły. Zdziesiątkowany oddział odsunął się na bezpieczną odległość, a Kowalski odpalił ładunki.
Spazmatyczny skurcz wstrząsnął ziemią, a gromowy huk przetoczył się po okolicy. Przez chwilę wydawało się komandorowi, że sam Wotan przeciął nieboskłon w swym opancerzonym rydwanie.
- Za mną, psy! – ryknął.
Nie czekając ani chwili wpadł jak burza do gęstego od dymu i kurzu wnętrza. Do pulsującego łomotu krwi doszedł go dźwięk, który sprawił, że ciarki przeszły mu wzdłuż kręgosłupa, a każda komórka jego ciała doznała prawdziwej ekstazy. Usłyszał anielski śpiew bogini! Jak w transie dopadł do dwóch zaskoczonych łowców niewolników. Złapał przypominające polipy łby, z furią trzasnął je o siebie i pobiegł dalej wąskim korytarzem, a dwa zwłoki osunęły się na zakurzoną posadzkę, zadrgały i znieruchomiały w kałuży zielonej krwi i żółtawego mózgowia.
- ZABIJ WSZYSTKICH! – usłyszał w głowie wściekły ryk.
Minął jakiś korytarz i wbiegł po kamiennych schodach do owalnego pomieszczenia, w którym siedział tuzin zdumionych batarian. Rycząc jak ranny bawół skoczył pomiędzy nich rąbiąc ciężkim mieczem na lewo i prawo. Odrąbane ręce dwóch próbujących zastąpić mu drogę przeciwników nadal dzierżyły pistolety, gdy szybowały łukiem ku ziemi ciągnąc za sobą pióropusze mazistej posoki. Kątem oka ujrzał wrzeszczącą hordę wlewającą się za nim do pomieszczenia. Jakiś człowiek padł z przestrzeloną głową, brocząc przy tym gęstym szkarłatem, jednakże przerażeni batarianie zostali wnet wycięci w pień. Ocierając z oczu zieloną krew Shepard rozejrzał się wokół. W przeciwległej ścianie ujrzał ciemny otwór z którego wysypała się banda łowców niewolników prowadzących przed sobą obdartych ludzkich jeńców.
- Rąbać wszystkich! – ryknął komandor szybując tygrysim skokiem ku nowemu zagrożeniu.
W uszach znów rozbrzmiał pulsujący łomot „ZABIJ! ZABIJ!”, a przeszywający jak promieniowanie, majestatyczny śpiew wotanowej córki tłoczyło w żyły gorącą jak lawa żądzę mordu. Nim ktokolwiek się zorientował dwoje niewolników padło z charkotem na ziemię; jeden z rozpłatanym gardłem, drugi ze zmiażdżoną pancerną pięścią czaszką.
Tymczasem z drugiego wejścia rozbrzmiała kanonada, która skosiła kilku żołnierzy równie łatwo jak ostrze kosiarki ścina źdźbła trawy. Zaskoczeni żołnierze znieruchomieli na moment, po czym – wrzeszcząc i klnąc – rzucili się ku niespodziewanym wrogim posiłkom. Nie wytrzymując naporu dzikiej hordy batarianie poszli w rozsypkę. Zarówno ścigający jak i ścigani ślizgali się i przewracali na zbryzganej posoką, mózgiem i trzewiami posadzce, a wrzaski rannych mieszały się z okrzykami przerażenia i wybuchami radosnego triumfu.
Pokryty posoką i jelitami Shepard przypominał wcielenie samego boga wojny, gdy tańczył i wirował w skłębionej ciżbie, a ciężki miecz zbierał daninę w postaci głów, parujących flaków i odciętych kończyn.
- RRRAAAAUUURRR!!! – zawarczał ludzki berserker i zaśmiał się ochryple, gdyż łowcy niewolników – twardzi i bezlitośni w konfrontacji z przerażonymi ofiarami – zaczęli porzucać broń i błagać o litość. I wtedy, gdy tytanowe ostrze utknęło w kręgosłupie jakiegoś wyjątkowo bogato odzianego i tłustego batarianina wszystko ucichło. Czerwona mgła rozwiała się jak dym z komina, anielski śpiew uleciał w dal, a adrenalina podsycająca szał bojowy przestała działać. Oszołomiony Shepard stał przez chwilę, dysząc ciężko. – Ale czad – mruknął cicho. Rozejrzał się zdezorientowany po pobojowisku. Wokół stali równie zmęczeni żołnierze – ledwie tuzin, w tym – co znowu wywołało u niego odruch wymiotny – porucznik Musztarda. Broczył krwią z rozciętego policzka, a czubek hakowatego nosa gdzieś zniknął.
Przez krótką chwilę panowała kłująca w uszy cisza, po czym zatęchłymi korytarzami przegalopował długi, potężny jak tsunami ryk zwycięstwa. Żołnierze rzucili się na Sheparda, klepiąc się nawzajem po plecach. Radość udzieliła się komandorowi, zaś Musztarda stał nieopodal, ponury jak mętna kałuża. W końcu wrzaski ustały, zaś porucznik podszedł i wysyczał z wściekłością:
- Już po tobie, Shepard! Zostaniesz… - przerwał zaskoczony i spojrzał z niedowierzaniem na ostrze wystające z jego własnej szyi. Bulgocząc upadł na ziemię i sczezł, topiąc się we własnej krwi. Shepard wyszarpnął ostrze i rozejrzał się po ocalałych żołnierzach. Krępy saper, Kowalski spojrzał obojętnie na trupa i kopnął go czubkiem buta.
- Jaka szkoda, że batarianie ubili porucznika – słysząc to komandor zachichotał.
- Dzisiejszy dzień zostanie zapamiętany na wieki, bohaterowie! – krzyknął zachrypniętym głosem. – Knury nie żyją, Wotan nas prowadził, a Tarja objawiła się swym wyznawcom. Zaiste, to prawdziwe święto. Kowalski! – ryknął do sapera. – Bierzcie się do roboty! Gdzieś tutaj musi być beczułka uczciwego, batariańskiego piwa, które pomarszczy nam wątroby jak ocet pindola! Ruszać się, lenie!
Użytkownik jacsty edytował ten post 29 styczeń 2011 - 05:21
#93
Napisano 29 styczeń 2011 - 06:28
Użytkownik drakon 760 edytował ten post 21 sierpień 2012 - 11:11
#94
Napisano 29 styczeń 2011 - 09:39
A jeśli idzie o inne profile - zamiast bunkra wstaw miażdzypaszczę i śmierć wszystkich oprocz Shepa i masz przetrwanie, a jeśli idzie o bohaterstwo to... nie pamiętam bo nigdy nie brałem. Ale podejrzewam, że wystarczy zmienić bunkier na coś innego i że większość przeżyje:P
Użytkownik jacsty edytował ten post 29 styczeń 2011 - 09:56
#95
Napisano 31 styczeń 2011 - 11:41
Widocznie 'zmiękł'.
#96
Napisano 09 sierpień 2011 - 10:04
#97
Napisano 04 październik 2011 - 05:47
#98
Napisano 20 sierpień 2012 - 05:59
#99
Napisano 20 sierpień 2012 - 06:18
social.bioware.com/forum/Mass-Effect-2/ME2---twrczo-fanw/Mass-Effect-Alternative---Opowiadanie-quotKontraktquot--7936121-1.html
social.bioware.com/forum/Mass-Effect-2/ME2---twrczo-fanw/Czas-Chaosu--Opowiadanie-Me-zasadzone-w-rzeczywistoci-pomiedzy-ME1-a-ME2-wersja-robocza-7425073-1.html
social.bioware.com/forum/Mass-Effect-2/ME2---twrczo-fanw/Dzie-zero-8628670-1.html
social.bioware.com/forum/Mass-Effect-2/ME2---twrczo-fanw/Opowiadanie---Mass-Effect---Przeznaczenie--9142714-1.html
social.bioware.com/forum/5/topic/329/index/12562636
#100
Napisano 20 sierpień 2012 - 02:23
Na poziomie są: Zielone Serce, Hounds of Hell, Za wszelką cenę (tak, to moje, ale wiem, że złe nie jest), Za wszelką cenę II: Obietnica, Haestrom, W mroku.





Do góry






