Mogę się dołączyć? Mogę? Mogę??
A tak, RPG... hmm, trudna sprawa... i jeszcze te nieszczęsne kostki. Trochę w tej dyskusji się pogubiliście i zaczęliście zarzucać sobie skrajności. Drakon pisał, że rzut kostką jest "be", ponieważ to jedyny i decydujący czynnik każdego starcia. Kubi z kolei twierdził, że brak owej "kostki" powoduje zbanalizowanie i maksymalne ułatwienie potyczek. Nie żebym jakoś ich specjalnie bronił, ale dla mnie wprowadzają bardzo ważny element losowości (lub, jak ktoś woli, szczęścia i pecha). To prawda, że wszytko nie powinno się na tych rzutach opierać, ale jednak ich usuwanie...
Rozważmy hipotetyczna sytuację - stoimy sobie w lśniącej, pełnej zbroi, chronieni dodatkowo ogromną tarczą, ze sprawdzonym, naostrzonym i najlepszym mieczem w drugiej dłoni. Naprzeciw nas kuli się ze strachu jakiś obdartus, w łachmanach nie chroniących nawet przed zimnem, a co dopiero stalą. W dłoni kurczowo ściska wysłużony i tępy nóż, który ldwie sobie radzi z patroszeniem ryb. Na pierwszy rzut oka (drugi i trzeci zresztą też) szanse w skali od 0 do 100 wynoszą 100:0 na naszą korzyść. Ja także nie postawiłbym złamanego grosza na owego obdartusa, ALE tu pojawia się nasz czynnik losowy - możesz się potknąć i wyrżnąć o glebę, może złapać cię skurcz w dcydującym momencie, wreszcie twój przeciwnik jakimś cudem może uskoczyć przed twoim ciosem i wsadzić ci ten nożyk w któreś ze słabiej chronionych miejsc. Szanse na to są tak niewielkie, że praktycznie jakby ich nie było, ale jednak są! I właśnie o to mi chodzi z tymi całymi kostkami. Takie zdarzenie może być cholernie frustrujące, ale kto powiedział, że RPG musi wzbudzać tylko pozytywne emocje?
Co do samego RPG i tego nieszczęsnego ME... cóż, to jest Action-RPG bez dwóch zdań - przecież nawet osobnik o niezbyt lotnym umyśle widzi, że fabuła idzie tam w parze z ciągłą napierdzielanką. Tutaj można się kłócić, czy całkiem niezła fabuła jest pretekstem do ciągłej młócki, czy też niezła młócka napędza fabułę... ale to chyba nie ma większego sensu. Zresztą zmarginalizowanie rozwoju postaci i minimalizm w kwestii umiejętności nie służy niczemu innemu, jak przejrzystości i efektowności napierdzielanki, która sama zajmuje jakieś... hmm... 70% całej gry? I z pominięciem nielicznych i rzadkich przypadków nie da się jej w jakikolwiek sposób ominąć. No więc jeśli to nie jest Action-RPG, to od dzisiaj zaczynam grać w Simsy.
EDIT, bo się dyskusja rozwinęła kiedy pisałem

Alexander1138 wrote...
Edit. Bo skoro nie ma jednego,
ostatecznego, niepodważalnego zakończenia... tylko jest ono zależne od
nas.... to my tworzymy historę, nie?
Polemizowałbym, co można nazwać "tworzeniem historii". W ME2 np. mamy takie wyjścia - Shepard żyje/Shepard nie żyje. Pomijam kwestie towarzyszy, bo jeśli to podpada pod różne zakończenia, to ja chyba nigdy nie grałem w RPG. Co więcej, drogi do tych "różnych zakończeń" są tak beznadziejnie prostackie, tak banalne, że nie wiem czy można tu mówić o jakichkolwiek "wyborach" w czasie gry. Tak więc jeśli w ME3 nie okaże się, że jednak te znaczniejsze wybory w poprzednich dwóch częściach (m.in. Raknii, Rada, Baza Zbieraczy) mają REALNY wpływ na kształt świata lub chociażby rozwój fabuły, to NIGDY nie powiem słowa o kształtowaniu czegokolwiek w całej trylogii.
Edited by _KamiliuS_, 27 February 2011 - 07:22 PM.