Skocz do zawartości

Zdjęcie

[EPIZOD 4]Hapy END czyli o tym co ocalono...;>- Powieść w odcinkach (zachęcam do współtworzenia)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
7 odpowiedzi w tym temacie

#1
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 postów
 
Był ciepły, przyjemny wieczór. O wiele przyjemniejszy niż można było przypuszczać biorąc pod uwagę wydarzenia, w które obfitował poprzedzający go dzień. Słońce jak gdyby nigdy, nic chyliło się ku zachodowi, całkiem nieświadome dramatycznej panoramy, której stało się częścią w oczach obserwatorów.
            Niejaki Hawk, znany szerzej pod mianem Czempiona Kirkwall, zalegał w niedbałej acz wygodnej pozycji na rufie statku płynącego ku odległemu horyzontowi. Estetyczną kontemplację oddalającej się ekspozycji płonącego miasta zakłócił zimy dreszcz w okolicach rozgrzanego karku. Odwrócił się szybko maskując zaskoczenie omal nie rozkwaszając, nosa, który jakimś cudem udało mu się uchronić przed złamaniem, o oszroniony kufel z piwem dzierżony w wyciągniętej doń ręce Izabeli. Bohater z wdzięcznością i namaszczeniem uwolnił uśmiechniętą panią kapitan od chłodnego brzemienia.
- Mówiłem już, że Cię uwielbiam kobieto?
- Wciągu ostatniej godziny dwukrotnie.
- Skąd na wypiętą na ten fragment Thedas dupę stwórcy wytrzasnęłaś lód w taki upał, o sąsiedztwie płonącego miasta nie wspomnę.
- Pamiętasz Andersa? Którego prawie zabiłeś po tym jak rozpieprzył miasto?
- Prawie?
- A no, że się tak wyrażę nie do końca.
- Jaja sobie ze mnie robicie? Jak można nie do końca zabić nieruchomego niebroniącego się człowieka ciosem w kark za pomocą ostrego narzędzia typy nóż?
- Ty nam to powiedz czempionie
Powiedziała z szelmowskim uśmiechem na ustach Izabela, ostentacyjnie ignorując rosnące wzburzenie, Hawka którego podsycana ogólnym uwielbieniem tłumów dumę zawodowa właśnie właśnie spuszczano do zęzy.
- Na drugi raz podrzynaj gardło stary. Może mniej elegancko i trzeba potem czyścić rękawice, ale nie da się sfuszerować. Rzekł Varrik wypluwając odgryziona końcówkę obrzydliwie drogiego cygara.
- Wracając do Andersa kochanie…, To twoja siostra go naprawiła a Varrik zataszczył do ładowni, gdzie póki nie wymyślimy nic lepszego będzie nam chłodził drinki metoda stożka zimy czy jak mu tam.
- Widzisz Hawk. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Rubasznie roześmiał się krasnolud. Mało, co a by się chłopak zmarnował, a wiesz jak bardzo nie lubię marnotrawstwa :D
-Ty byś lepiej poczęstował przyjaciela uratowanym przed marnotrawstwem cygarem z zapasów wicehrabiego.
- Nie wicehrabiego tylko cesarzowej.
-Cesarzowej?
-Aha, Jaśnie świecącej cośtam cośtam cośtam Orlean.
-Ke?
- Od Leliany dostałem za przysługę.
- Dostałeś?
- Znaczy ona chyba o tym jeszcze nie wie…ale pewnie się nie obrazi biorąc pod uwagę „niespodziewane trudności”.
-Mówisz o Meredith ?
-Nom.
- Niech cię szlak Varriku, następnym razem ja będę strzelał z kuszy a ty pobrudzisz raczki…
- Ale w tedy nie będzie kasy na wakacje.
- Ke?
- Stypendium wakacyjnego imienia Meredith …
- Zdążyłes dźwignąć jej sakiewkę?
- Też...;>
- To, co oprócz tego się jeszcze nie zmarnowało?
- Nie mogę ci powiedzieć, bo byś musiał mnie zabić, a jak widzisz nie za bardzo mam dokąd uciekać. Więc ty nie pytasz a ja już zapomniałem.
- Ciesz się chwilą spokoju u boku swojej kobiety, bo jak znam zycie nie potrwa ona długo.
- Oby jak najdłużej powiedziała Izabela z gracja czarnej pantery sadowiąc się na kolanach bohatera…
 

Użytkownik Hakakken edytował ten post 25 marzec 2011 - 07:04


#2
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 postów

Bethany siedziała w zwoju lin okrętowych obejmując ramionami kolana niczym smoczyca w gnieździe.
- Kiedy masz zamiar MU powiedzieć? Szepnęła do przechodzącego obok Varrika.
- O czym Złotko?
- Wiesz…o Fenrisie.
- Mam nadzieję że Izabela zdoła utrzymać GO z dala od „Lodówki” jak najdłużej.
- W zasadzie nie musi siedzieć w lodówce…zombiaki się tak szybko nie psują, magiczka skorzystała z okazji by popisać się zdobyta w kręgu wiedzą.
- Wole żeby mi się nie pałętał po pokładzie…jeszcze za burtę wypadnie.
- Przecież się nie utopi, bo już nie żyje, stwierdziła oczywisty fakt …
- Ta wylezie gdzieś na brzeg prędzej czy później.
- I będziemy musieli go szukać?
- Z tym akurat problemu nie będzie…uśmiechnął się wrednie przechera.
- Dlaczego Varriku?
- Masz pojęcie dziewczyno ile jest warte na czarnym rynku lyrium które nasz pupil ma pod skórą?
- Niby skąd mam wiedzieć, do niedawna byłam grzeczna dziewczynką.
- Więc lepiej żeby tak zostało…spać będziesz lepiej.
- Chyba nas nie oszukasz Varriku jak przyjdzie do dzielenia profitów…
- Jak możesz! Oburzył się krasnolud. Pieniadze szczęścia nie dają…
- …Lecz zakupy już tak .powiedziała Izabela która niewiadomo skąd znalazła się za plecami Varrika….

#3
froggie33

froggie33
  • Members
  • 29 postów
Fajne,szybko i przyjemnie się czyta.
W pierwszym fanfictionie dostrzegłem drobne literówki,powinieneś też częściej pisać "odrzekł ktoś tam" albo "powiedział",tak żeby było wiadomo kto co wymówił,bo można się pogubić.

#4
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 postów
-Sandal!... Sandal! Darł się w niebogłosy wzburzony Bodzio biegając pod pokladem
-Aaaa aa aa Nucił pod nosem pomiędzy „Sandalami” wyrwany drzemki Varrik ( vide przeój AC\\DC)
-Sndal !! Rozdarł się Bodzio wychynąwszy spod pokładu niczym dziecko z próbówki.
-Czy ty musisz tak wydzierać koparę Ziom? Powiedział leniwym głosem Varrick uchylając jedną powiekę. Jesteśmy na statku…jeśli się utopił to i tak ci nie odpowie…
-Szukam go od godziny, a przecież to nie Tytanik tylko przemytnicza krypa.
-Słyszałam!!! Wykrzyknęła Izabela
-Bardzo piękna, szybka, luksusowa, stanowiąca własność najwspanialszego żeglarza tych wód. Dodał jednym tchem Varrik
-Radzę wam o tym nie zapominać wygłosiła urażonym tonem pani kapitan.
-Tak tak, wiemy…”jak się nie podoba możemy wysiąść” rzekł naśladując intonacje rozmówczyni Varrik wymownie poruszając ułożoną „w dziobek” dłonią.
-Czego mordę drzesz Bodzio?! I bez tego prawie nie ma wiatru. Sparafrazowała wcześniejszą wypowiedź Varrika Izabela by zachować pozory że niby wcale nie podsłuchiwała jak zwykle.
-Sandal mi gdzieś przepadł
-To pochodź na bosaka jak wszyscy, wygodnie i zdrowo. Zażartował sobie z Varrik.
- Nie nabijajcie się ze mnie, przecież wiecie że nie można go spuścić z oczu bo konsekwencje bywają trudne do przewidzenia.
- Jak choćby ostatnio w Kirwall…? Powiedział w wrednym uśmiechem Varrik.
- Więc wiesz??? Zdziwił się Bodzio
- O czym on wie oczym ja nie wiem? żekła Izabela wymownie splatając opalone ramiona na obfitym biuście i przytupując (chyba całkiem nieświadomie) stopą.
- Referuj Bodzio…rzekł dobrze udawanym tonem przyłapanego na paleniu papierosów uczniaka Varrik
- Od czego by tu…
- Najlepiej od początku! Niecierpliwiła się pierwsza po stwórcy…
- …Na początku była nicość z której …
- Bodzioo!!
- Dobrze już dobrze…pamiętacie wczorajsza rozpierduchę w Kirkwall. Zapytał retorycznie Bodzio.
Otóż nie Anders odpowiada za bezmiar zniszczeń.
-Nie? Zdziwiła się Izabela
-Ano nie do końca…wtrącił się Varrik
-Ale od początku. Enigmatycznie stwierdził Bodzio
-Wy tu mnie za bukszpryt nie wódźcie, bo ekspresowy kurs pływania zaliczycie. Jak nie Anders to kto?
-Sandal. Powiedział zrezygnowany Bodzio. Pamiętacie, że ciągle jojczył, że chce do domu.
Anders usłyszał i nawkladał mu tych swoich ideologicznych bzdetów do głowy. Koniec końców Młody zmajstrował dla niego runiczną DA BOMB OF DEWASTEJSZYN. I jak widzieliście się przyłożył.
-A ja się dziwiłam skąd się Sandal wziął w środku katowni przed „finałowym incydentem”…
-To się tak nie dziw bo dziwka zostaniesz. Całkiem nieświadomie zacytował Przekliniaka Varrik.
-Znaczy Anders beknął za darmo? Powiedziała Bethany która niezauważona od jakiegoś czasu przysłuchiwała się rozmowie.
-Nie za darmo tylko za podżeganie do czynów karalnych…powiedziała z madra miną Izabela.
-Belcia? A skąd ty takiego słownictwa podłapałaś, spytała Bethany która do tej pory dzierżyła monopol na wypowiadanie się z uczonym wyrazem twarzy.
-Z książki odparła z dumą Izabela wyjmując pokaźne tomisko zatytułowane „Na służbie i w alkowie- Pamiętniki Aveliny V…”
-Dasz poczytać jak skończysz? Spytała podniecona(głodem wiedzy) Bethany
-Ustaw się w kolejce rzekł z lubieżnym uśmiechem Varrik.
-Wracajac do Andersa…to chyba będziemy musieli go wypuścić…z żalem w głosie powiedziała Bethany.
-Oszalałaś !?... chyba ze ty na m będziesz drinki chłodzić…odparła stanowczo Izabela.
-Zejdź ze mnie, jest jeszcze Merilll ripostowała Bethany.
-Merill jest zajęta! Ucinał Varrik.
-Czymże to? Zdziwila się nie po raz pierwszy już pani kapitan.
-Uprawia psycho grzybki w zęzie. Wyjaśnił Varrik
-Chyba ich nie probuje! Oburzyła się Izabela. I bez tego ma trzy restarty osobowości na kwadrans…
-I nigdy nie wiadomo, którą załaduje losowo jej mózg. Wtrącił Varrik.
-To strasznie utrudnia konwersację. Stwierdziła z żalem Bethany.
-Ale ale. To gdzie jest Sandal…przypomniał się nieśmiało Bodzio.
-Za burtą rzekła spokojnie Izabela.
-Jak Możesz tak spokojnie o tym mównic. Złapał się za serce Bodzio poczym wyraźnie pobladł.
- Hawk powiedział że jak jeszcze raz usłyszy „ZAKLĘCIE, ZAKLĘCIE” wypowiedziane tonem uradowanego dziecka z jego ust wyrzuci go za burtę.
-SANDAAAL! Rozdarł się zrozpaczony Bodzio.
-Spokojnie. Przecież wiesz jak nie lubię jak się cos marnuje. Stwierdził Varrik. Ciągniemy go za statkiem w szalupie na 50-cio metrowej linie.
-Dzięki niech będą przodkom! Wymamrotał Bodzio poczym zmienił jeszcze dwa razy kolor twarzy i zemdlał.
-Spoko spoko masz szczęście ze wujek Varrik wie ze małolat sra lyrium. Powiedział Varrik i ignorując głupie miny zdziwionych po raz kolejny kobiet raźno pomaszerował w stronę "Lodówki"podśpiewując pod nosem…”Sad DAL…AAAA AA AA…” (Był hicior co nie:>)
 

Użytkownik Hakakken edytował ten post 25 marzec 2011 - 02:39


#5
froggie33

froggie33
  • Members
  • 29 postów
Dobre,dobre.
Jedyne do czego się przyczepię,to Hawke.
Nie Hawk tylko Hawke.

#6
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 postów
-…Ty mnie nie szanujesz Fenrisie
Anders siedział w fotelu w „Lodówce” wpatrzony w zasłoniętą maska twarz Fenrisa „zamontowanego” w jakims dziwnym urządzeniu.
-…Ty mnie nie szanujesz Fenrisie.
Powtórzył Anders leniwie głaszcząc wykonana z Lyrium figórkę „Pana Skoczysława”lezącą na na jego kolanach…
-…Ty mnie…
-Witaj Andersie razno zawołał Varrik, który nucąc znany przebój w maszerował do ładowni zwanej dalej „Lodówką”.
-…Ty mnie nie szanujesz Varriku powiedział Anders zwracając się w stronę przybysza.
-O,o.
Muszę powiedzieć Merill żeby obcięła dawkę psycho-grzybkow pomuslał Varrik.
- Zimne piwko poproszę Andersie.
Anders wziął w dłonie czysty kufel napełnił piwem z beczki poczym przy pomocy zaklęcia schłodził trunek.
Varrik w tym czasie przygadał się figurce kota naturalnych rozmiarów leżącej na miękkiej poduszce fotela.
-Skąd masz tą figórkę kota Andersie?
-Pana Skoczysława?
-Jak go zwał tak go zwał. Dociekał krasnolud
-Sandal mi dał…wiesz tak się zastanawiam…skad on wytrzasnął tyle Lyrium na środku morza?
-Nie sadzę żebyś chciał to wiedzieć. Zupełnie nieświadomie zacytował klasyka Varrik
-…Ty mnie nie szanujesz Varriku. Powrocil do swojej kwestii Anders.
-Widzę ze samotność ci nie służy kolego…poproszę Merill żeby dotrzymała ci towarzystwa.
-Tylko nie ONA!!! Wykrzyknął przerażony Anders aż mu wypadły na podłogę dwie kluchy, które z niezrozumiałych powodów trzymał w policzkach.
-Coś z nią nie tak?? (bardziej niż zwykle? Pomyślał Varrik)
-Ona jest bardziej nawiedzona ode mnie!!! Justynian się jej boi.
-Przesadzasz  Andersie, któżby się bał słodkiej Merril.
-Błagam. Nie słyszałeś jak wieszczy zagładę Nie przysyłaj jej do mnie.
-Twoją zagładę Andersie?
-No w sumie nie moją. Zadumał się Andes
-To, co się przejmujesz powiedział Varrik i klepnął po przyjacielsku, Andersa w plecy aż mu wypadły dwie kluchy które nie wiedzieć po co włożył mag powrotem w policzki.
-Może nie moja zagładę, ale nie przysyłaj jej proszę.
-Jak wolisz towarzystwo milczka. Tu Varrik skinął w kierunku „zamaskowanego” niczym szalony doktor kanibal fenrisa. To Twoja sprawa, Tylko wywal te świństwo co je pakujesz w policzki bo mi się jeszcze udławisz.
-To się udławię, śmierć mnie wyzwoli!!! Odparł stanowczo Anders delektując się brzmieniem ulubionego, slowa.
-Ale w tedy Merill cię wskrzesi i nie spuści cię z oka ani na chwilę. Roztoczył przerazajacą wizję Varrik.
-Dobrze dobrze, już będę grzeczny…powiedział Anders unosząc dłonie w geście poddania.
-Bywaj Andersie. Powiedział Varrik zamykając drzwi „Lodówki” z drugiej strony.
-ŁELKAM TU DE RIL ŁORLD powiedział Justynian nakładając czarne binokle i odkładając z obrzydzeniem dwie kluchy na półkę.

Użytkownik Hakakken edytował ten post 25 marzec 2011 - 07:26


#7
Viktoria_LIfe

Viktoria_LIfe
  • Members
  • 123 postów
I love it <33

#8
Alexander1138

Alexander1138
  • Members
  • 665 postów
Po pierwsze, nie widzę znacznej różnicy między wypowiedzią danego bohatera i narratora. Jest to strasznie nieestetyczne.
Zamiast
- Z tym akurat problemu nie będzie…uśmiechnął się wrednie przechera.
Lepiej by wyglądało
- Z tym akurat problemu nie będzie - uśmiechnął się wrednie przechera.

Poza tym prawie cały tekst ogranicza się do dialogów. Brakuje mi opisów, przemyśleń, emocji wyrażanych przez rozmówców. Widzę, że zasób słów masz na niezłym poziomie, ale nie wykorzystujesz tego w odpowiedni sposób. Oczywiście to nie polega na tym, by przez 5 stron opisywać zachód słońca, ale lepiej zobrazować świat i całą sytuację. Radzę byś się na tym skupił.

Ah i chyba mylisz czasy.

-Zejdź ze mnie, jest jeszcze Merilll ripostowała Bethany.
-Merill jest zajęta! Ucinał Varrik.


Raczej "zripostowała" i "uciął". W sensie - czynność dokonana.  No, chyba, że oni to cały czas powtarzali.

Użytkownik Alexander1138 edytował ten post 08 maj 2011 - 09:43