Wejki wrote...
Mass Effecty byly liniowe? Przeciez w zaleznosci od decyzji w pierwszej czesci wiele postaci reagowalo zupelnie inaczej na Sheparda. To chyba jest wlasnie role playing - podejmowanie decyzji i liczenie sie z pozniejszymi ich konsekwencjami, jak wlasnie postrzeganie naszej postaci przez inne osoby w uniwersum (?)
Przy takim DA2 trzeba sobie postawic pytanie: Czy wyzbycie sie "charakterystycznych cech gatunku RPG" (jak to nazwal seto-kun) sprawia, ze gra juz nie zasluguje na miano dobrego RPG?
Tak, tylko zauważ, że te "wybory" na razie nic sobą nie wnoszą. Konsekwencje? Heh, dobre sobie. Co z tego że zabijemy tego czy tamtego, innego zostawimy przy życiu, jeszcze innemu pomożemy lub nie, skoro kluczowe wydarzenia i tak będą miały miejsce - niezależnie od nas. Gdybym w ME miał możliwość dodatkowo np. nie zgodzić się na wciskaną mi pozycję Widma, sprzymierzyć się z Sarenem i Żniwiarzami czy co tam jeszcze wymyślicie, to wtedy owszem, mamy nieliniową grę. Ale skoro na najważniejsze nie mamy żadnego wpływu, to co to jest za "wybór"? Podobnie jak z Oblivionem opisanym przez Dorrina i wieloma, wieloma innymi grami wrzuconymi do wora z napisem cRPG. To nie statystyki, tabelki i cyferki są najważniejsze, tak jak i to wielokrotne wspominanie "odgrywanie roli". Wbrew nazwie, każdy kto grał w "papierowe" sesje wie, że obok odgrywania wykreowanej według swojego pomysłu postaci (z jakimikolwiek zasadami moralnymi, charakterem, osobowością, systemem wartości etc.) najwięcej frajdy sprawia wspólne tworzenie historii z Mistrzem Gry, który co prawda przygotowuje szkic senariusza, ale i tak absolutnie wszystko zależy od graczy. Wiem, że jeszcze długo coś takiego nie będzie możliwe w cRPG, ale przecież dzisiejsza technologia daje coraz większe możliwości w zakresie tworzenia gier. Dlaczego więc bardziej i bardziej upraszcza się wszystkie elementy, skupiając się na formie, zamiast treści?
Dorrin - odnośnie Morrowinda masz abo****ną rację. Chociaż główna oś fabularna jest całkowicie liniowa, to przecież nikt nam nie każe się na niej skupić. Możesz spokojnie zająć się swoją karierą w gildii (czy nawet kilku), skupić się na rozwoju postaci, zmieniając się ze słabowitego skazańca w niemal półboga, bawić się w podróżnika i odkrywcę na dosyć sporej wyspie, gromadzić majątek (gdyby jeszcze była możliwość zabawy w handlarza... ale od czego są mody?), zamienić się w wampira i nawiedzac pod osłoną nocy śpiące domostwa, czy wręcz siać chaos i zniszczenie, wyludniając całe miasta. Oczywiście Morrowind nie był idealny, wiele rzeczy można by poprawić, a jeszcze więcej dodać. Był jednak (wraz z Gothickiem) ogromnym skokiem naprzód, zaprzepaszczonym później przez Obliviona. I mieścił się na jednej (sama podstawka) płycie CD! Dzisiejsze tytuły z ledwością upycha się na jednej płycie DVD9, a w porównaniu z leciwym już Morkiem są strasznie ograniczone, okrojone i uproszczone. Pieprzona "ewolucja gatunku", prawda Mike?




Este tema está cerrado
Volver arriba




