ME14
Gdy Tali montowała transmiter używając części pozyskanych z mechów, reszta oddziału oglądała odkodowane obrazy pochodzące z kamer monitoringu.
-Sporo tych mechów -z rezygnacją w głosie stwierdził Garrus. - Ciekawe jak im sie udało tyle tego natargać w tak niedługim czasie.
-Tez mnie to interesuje. -oznajmiła pełniąca obowiązki zarządcy Port Hanshan - Wszystko musiało przejść niemalże pod moim nosem.
-Teraz się tego nie dowiemy - dodała Liara T'Soni - Jedno jest pewne, ich mocodawca jest bardzo wpływową i majętną osobą.
-Mamy po prostu farta do potężnych przeciwników - rzuciła degresywnie Ashley.
-Będą o nas śpiewali pieśni długo po naszej śmierci - zadumał sie Wrex -Wasza kompania to najlepsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała...zginąć u waszego boku poczytuję sobie za najwyższy zaszczyt.
-Średnio to pokrzepiające - podsumował Garrus
-Jak ci idzie Tali?- zainteresował się Komandor - I co ty tam właściwie tworzysz?
-Transmiter sygnału z serwera monitoringu do mojego omni-klucza.
I w zasadzie już skończyłam - odparła Quarianka odkładając swoje narzędzia.- Teraz będziemy mieli wgląd do systemów monitoringu póki nie wyjdziemy z zasięgu.
-Sprawdziłaś może, jakie oprogramowanie steruje mechami?- spytał turiański agent.
-Jasne! Mam w związku z tym dwie informacje.
-Niech zgadnę - wtrącił Wrex -Dobra i złą?
-Gdzie tam. -zaprzeczyła Tali - Obie w miarę dobre. To oprogramowanie daje możliwość przejęcia kontroli nad mechami bądź ich wyłączenia w razie niepowodzenia.
-Milo słyszeć - ucieszył się dowódca.- Zatem do dzieła.
-To nie takie proste kapitanie - tłumaczyła quariańska inżynier- Powiedziałam „w miarę dobre” a nie „rewelacyjne”. Musimy się dostać do rdzenia WI i posiadać odpowiednio wysoki priorytet dostępu, którym zapewne dysponuje nasza noveryjska towarzyszka, jako pełniąca obowiązki zarządcy kolonii.
-Nie mylisz sie - potwierdziła Parasini - twoja wiedza na temat tajnych procedur bezpieczeństwa jest imponująca.
-Dla kogo tajnych, dla tego tajnych.-rozbawionym tonem odrzekła Tali- Quarianie nie przetrwali by bez dobrych procedur bezpieczeństwa.
Wbrew pozorom tajne czy nie, algorytmy tych procedur niewiele się od siebie różnią.
-Wróćmy do planu taktycznego - stanowczym tonem rzekł Shepard
-Jak widać na załączonym obrazku czeka nas niezła strzelanina.
-Winda zawiezie nas w górę do pomieszczenia zwanego kafeterią -rozpoczął Garrus, który od początku studiował obrazy z kamer monitoringu.- Przedtem jednak mamy taki przedsionek, korytarz jak ten za ścianą, od hallu kafeterii oddzielają go drzwi. Jeśli je otworzymy musimy jak najszybciej dostać się do drugiej windy znajdującej sie na końcu galerii. Do niej zaś dostać się można tylko schodami na prawo od windy, którą przyjedziemy. Jak widać na obrazie z kamer, na półpiętrze schodów, przez które musimy przejść idąc, a raczej biegnąc do windy wyjściowej, znajduje się stanowisko ogniowe? Pięciu batarian z ciężką bronią, cztery mechy Loki.- Wyostrzył obraz z kamery na omawianym miejscu. -W normalnych okolicznościach można by uznać to za wiarygodne ognisko oporu.
-Jednak normalne okoliczności nie mają nic wspólnego z tym, co ma tu miejsce - Skonstatował Shepard.
-Właśnie dlatego coś mi tu nie pasuje. Spójrzcie.- turianin wskazał drzwi znajdujące się w głębi pomieszczenia, niemal naprzeciw windy.- Optymalna droga podejścia stanowiska ogniowego przebiega tędy. - Wskazał drogę na lewo od wejścia od strony windy, wiodącą przez krótkie schody w dół na obniżony względem głównego hallu poziom, chroniony przed ostrzałem od strony wroga przez niewysoką balustradę, która w polaczeniu z różnicą poziomów dawała niemal całkowitą osłonę na linii strzału.- Dalej jest jeszcze lepiej - kontynuował analizę taktyczną Garrus Vakarian.- Dwie równoległe ściany całkowicie chronią przed ostrzałem ze strony półpiętra.
-To się kurwa kupy nie trzyma! - stwierdził oczywistość Wrex.
-Chyba, że w tak zwanym międzyczasie ze wspomnianych drzwi, które znajdą sie całkiem przypadkiem za naszymi plecami, wysypie się grupa uderzeniowa i zapędzi nas w jedyne miejsce, w które możemy uciec.
-Wprost pod zmasowany ostrzał ze stanowiska na półpiętrze.- dokończyła Liara.
-Ja bym jeszcze zaminował naszą jedyną drogę ucieczki minami kriogenicznymi.- rozwinął turianin.
-Wówczas mogliby walić do nas jak do posągów.- dodała Ashley.
-Co wiec proponujesz Garrusie? - spytał Shepard.
-Frontalny atak na gniazdo obrony.- odpowiedział wezwany- Szybki rajd w stronę windy na galerii. Możliwie bez zatrzymywania się. Póki nie uda nam sie rozwiązać problemu mechow, póty nie jesteśmy w stanie nawiązać walki dającej jakiekolwiek szanse na przeżycie owej. Zalęgający na tym poziomie śnieg nawiany przez ubytki w szklanych świetlikach daje dodatkowo możliwość ukrycia wszelakiej maści niespodzianek, o zmniejszeniu prędkości poruszania sie i ryzyka poślizgnięcia nie wspomnę.
-Jakieś inne propozycje? - zwrócił się do towarzyszy komandor.
-Czy jest możliwe sprawdzenie czy droga od windy do gniazda nie jest zaminowana? - wtrąciła Ash przysłuchująca się analizie taktycznej ze swej pozycji obserwacyjnej.
-Dzięki czujnikom termicznym w kamerach można przeanalizować obraz widma podczerwieni - odpowiedziała Tali- Miny zwykle mają inną temperaturę niż otoczenie, zwłaszcza, gdy są aktywne. Zaraz się tym zajmę.
-Miejmy nadzieje, że jakiś w gorącej wodzie kąpany batarianin je aktywował - wyraził swe pozostające w sferze pobożnych życzeń oczekiwania Shepard.
-Bogowie cię wysłuchali komandorze -odezwała się Quarianka - Patrzcie!
Na obrazie pojawiły się punkty w miejscach, w których spodziewał się je zobaczyć turiański taktyk, jak i na obniżonej platformie, na lewo od wejścia, przez którą prowadziłaby droga marszu taktycznego podejścia do gniazda ogniowego na schodach.
Dodatkowo, o zgrozo, znajdowały się również na schodach powyżej półpiętra i na galerii.
-No to jesteśmy w dupie.- zasępił sie kroganin.
-Nie jest tak źle jak by sie mogło wydawać - błyskotliwy zmysł taktyczny nie zawiódł i tym razem Garrusa - Pomieszczenia równoległe do antresoli wydają się nie być zaminowane, a oddzielone od siebie są tylko drzwiami takimi jak te do tego pomieszczenia.
-Delikatna tandeta! -z odrazą stwierdził Wrex.
-Tak jak mówisz - potwierdził Turianin. - Dlatego uważam, że nie jesteśmy jak to określiłeś "w dupie", no przynajmniej nie tak głęboko jakby się mogło wydawać.
-Jest jeszcze coś, o czym powinniśmy wiedzieć zanim zaczniemy ten marsz pod wiatr ostrzału? - rzucił w eter dowódca.
-Po opuszczeniu poziomu kafeterii możemy wyjść z zasięgu transmitera- ostrzegła quariańska inżynier.
-Mam pewien pomysł na zniwelowanie efektów śliskiego podłoża -rzekła Ash - Będziemy potrzebowali kilku gaśnic, rzucimy je przed siebie i rozwalimy strzałem. Pył gaśniczy działa antypoślizgowo.
-Świetny pomysł - pochwalił Shepard -Widziałem kilka agregatów gaśniczych po drodze.
-Mówiłaś Tali, że możemy wyjść z zasięgu transmitera - zainteresował się Garrus. -Sprawdźmy zatem, co nas czeka, gdy wyjdziemy z windy na poziomie rdzenia WI.
Quarianka, wywołała obraz z kamery we wspomnianym miejscu.
-Na pierwszy rzut oka cisza i spokój -skomentował widok dowódca – Dziwne, aż boli. Możesz przefiltrować przez obraz w poczerwieni Tali?
Poproszona wprowadziła łańcuch komend na panelu swego omi-kucza. Na ekranie pojawiła się sieć malutkich punktów, pokrywająca posadzkę w sposób uniemożliwiający ich miniecie.
-Ktoś ma pomysł na wytłumaczenie tego, co widzimy?- zwrócił się do reszty oddziału dowódca.
-Obezwładniającą nano siec fazową.- odpowiedziała zgodnie ze swą wiedza Parasini.- Takie małe wredne cholerstwo, łatwo to przeciążyć, lecz trzeba to robić każdorazowo, gdy się chce po tym przejść. Niby nie problem jak w porę zauważysz, jak nie zauważysz lub zapomnisz to dostaniesz po układzie nerwowym sporym ładunkiem elektrycznym. W rezultacie tracisz przytomność na kilka do kilkunastu minut, a elektronika, którą miałeś na sobie nie nadaje się już do niczego.
-Mała rzecz a cieszy -Podsumował Garrus.
-Kurwa mać, na każdym kroku pułapka.- burczał Kroganin - Zanim stad wyjdziemy autentycznie dostanę paranoi.
-Nie większej niż ten, kto te pułapki zastawia.- zauważyła Liara - Pomyśl lepiej o opowieści, która będzie opiewać twą chwałę, gdy rozwalimy w końcu tego wkurzającego Batariaina.
-Moja matka zwykła mówić "lubię jaja, ale nie do kolan"- odrzekł Jaszczur- a tu ktoś najwyraźniej przegina pałę. Jak natkniemy się na pomieszczenie bez pułapki, spędzimy w nim tydzień na jej szukaniu zanim pogodzimy się z myślą, że jest bezpiecznie.
-W tym czasie pozdychamy z głodu - zauważyła Ashley.
-Kto pozdycha ten pozdycha - dorzucił pokrzepiająco Wrex.
-Skoro wyczerpaliśmy temat taktyki jak mniemam, ruszmy tyłki i chodźmy trochę postrzelać proszę wycieczki - zakończył odprawę Shepard.
Akcja toczyła sie zgodnie z przewidywaniami. Obrońcy zdawali sie być zaskoczeni taktyką atakującej spec grupy z Normandii. Przynajmniej sprawiali wiarygodne takiego stanu wrażenie, o ile możliwe było jednoznaczne tego stwierdzenie w ferworze frontalnego ataku.
Gianna Parasini pod osłoną systemów maskujących dostała się na tyły obsady stanowiska ogniowego. Po drodze shakowala jednego z mechów rozkazując mu zaatakowanie reszty. Znajomość wersji oprogramowania znacznie ułatwiała proces przejmowania kontroli nad androidami. Wprawdzie jeden mech nie stanowił tu realnego zagrożenia, jednak wprowadzał zamieszanie w szeregach obrońców na kilka cennych sekund. Wykorzystując ostatnie chwile osłony kamuflażu Noweryjka zaatakowała od tylu betarianina przygotowującego się do oddania strzału z ciężkiego granatnika. Uderzeniem w przedramię zbiła broń z obranego celu akurat w momencie oddania strzału. Odrzut broni wytrącił oboje z równowagi. Zaskoczony batarianin pozwolił granatnikowi opaść w śnieg, sięgając po bardziej odpowiedniego na krótki dystans shotguna. Parasini szybkim wypadem w przód zaatakowała przeciwnika zadając cios w tętnicę szyjną trzymanym w prawej dłoni ostrym jak brzytwa tanto, oddając jednocześnie strzał z trzymanego w lewej ręce pistoletu w nogi drugiego batarianina.
Drugi przeciwnik podcięty niespodziewanym trafieniem, runął w śnieg wprost pod nogi mecha przewracając go. Cios w tętnicę szyjną również doszedł celu. Zraniony batarianin poniechał broni próbując zatamować krwawienie, w pozbawionym sensu odruchu samozachowawczym. Był już trupem.
Gianna stawiała kolejny krok w swym tańcu śmierci, kontem oka łowiąc kolejny cel. Adrenalina w jej krwioobiegu przyśpieszała jej ruchy.
Otoczenie jawiło jej się sceną ze spowolnionego vidu, w której to scenie ona stanowiła jedyną poruszającą się z naturalna prędkością postać. Odgłosy otoczenia sprowadziły się do samych niskich tonów. Uwielbiała ten stan. Właśnie dla tych kilku sekund, w których naprawdę czuła, że żyje, spędzała codziennie kilka godzin na sali treningowej prywatnego dojo, utrzymując ciało w nienagannej kondycji. Żaden sparing jednak nie może się równać z prawdziwą walką, gdy życie tańczy w rytmie wystrzałów na krawędzi ostrza. Zatraciła się w tym tańcu każdą komórką ciała, chłonąc kwintesencję chwili, gdy jej instynkt podniósł alarm. Podświadomość zarejestrowała wiązkę naprowadzającą karabinu snajperskiego mierzącą w tył jej głowy. Rozpaczliwym wysiłkiem pokonała bezwładność rozpędzonego ciała, składając się w improwizowanym uniku, gdy poczuła tępy ból w okolicy prawej łopatki. Energia wystrzału wyrzuciła ją w powietrze. Zepchnięta do perspektywy trzeciej osoby świadomość zarejestrowała jeszcze tylko odgłos załączających się injektorów medizelu jej skafandra pośród kakofonii dziwnie rozciągniętych dźwięków, po czym odpłynęła w mrok niebytu.
Garrus Vakarian wyłowił anomalię zakłócającą przebieg starcia na półpiętrze. Stanowiła ją wiązka celownika karabinu. Czerwona linia śmierci łącząca snajpera w drzwiach pomieszczenia powyżej z jego celem, który stanowiła zaangażowana w walkę bezpośrednią Parasini.
Turianin pewną ręką podniósł swój karabin snajperski. Aktywowana zdolność taktyczna dała mu kilka sekund stabilnego zespolenia z bronią. W takich momentach zawsze czuł jakby karabin stawał się częścią jego ciała. Tak było i tym razem. Świadomość celu, której nie potrafił wyjaśnić, dawała mu pewność trafienia jeszcze zanim pociągnął za spust. Dała mu również świadomość, że stanie się to zbyt późno. Zbyt późno, by przeszkodzić strzelcowi wroga w oddaniu dobrego strzału. Ubolewając nad tym faktem pociągnął za spust.
Komandor Shepard zauważywszy czerwoną pręgę wycelowaną w głowę noveryjki, przyspieszył biegu. Wspomaganie serwoszkieletowe wyło jednostajnym dźwiękiem, gdy właściciel pancerza zmusił je do maksymalnej wydajności. Minął składającego się do strzału Garrusa, załączył wspomaganie tarcz kinetycznych i runął z impetem pomiędzy przeciwników. Przeskoczył powalonego mecha wymijając jednocześnie padającego w ślad za androidem batarianina, po czym zdecydował się na skok. Odbijając się stracił cenne ułamki sekund, nim poczuł solidny opór posadzki we wkopnym podłożu zalegającego śniegu. Szybował już w powietrzu by osłonić Parasini przed trafieniem snajpera. Wiedział, że jej tarcza nie da rady. Padł strzał.Sylwetką Gianny targnął konwulsyjny wstrząs, po czym impet trafienia posłał ją w powietrze. W tym momencie Shepard pochwycił swój cel, porywając go w kierunku kontrolowanego lądowania na granicy zaminowanego obszaru, w którego obręb wpadłoby niechybnie pozbawione świadomości ciało sojuszniczki, ostatecznie grzebiąc szanse na uratowanie jej życia.
Ashley Wiliams zauważywszy zrywającego się do biegu dowódcę, aktywowała wspomaganie fali ognia swego karabinu i pokryła zmasowanym ostrzałem przeciwników na drodze Sheparda, wykorzystując do granic możliwości krótki czas ekspozycji celu, nim ostrzał będzie niósł ze sobą zbyt duże ryzyko trafienia sprzymierzeńca.
Odprowadziła wzrokiem przechwytującego w powietrzu noveryjke komandora, po czym ruszyła jego śladem dokańczając rozpoczęte dzieło zniszczenia.
Tali uruchomiła procedurę autodestrukcji schakowanego mecha w chwili, gdy szybował on w powietrze na skrzydłach mocy podniesienia użytej przez Liare. W chwilę po tym, do sprawdzonej wielokrotnie kombinacji dołączył Wrex, ciskając mechem mocą biotycznego rzutu w kierunku grupy uderzeniowej, która zgodnie z przewidywaniami Garrusa właśnie wysypywała się z drzwi w głębi pomieszczenia kafeterii.
Wycofywali się pozostając w taktycznym cieniu osłon krogańskiego czempiona z klanu urdnotow, wszelkimi dostępnymi metodami spowalniając ruch grupy uderzeniowej konsekwentnie spychającej ich w kierunku kriopola minowego.
Normandyjczycy z fazy ataku przeszli do ubezpieczanego odwrotu w kierunku windy prowadzącej do rdzenia WI. Droga obejścia pola minowego przez równolegle pomieszczenia okazała się czysta, nie licząc walających się pod nogami szczątków wyposażenia, które służyły im do pospiesznego tarasowania drogi za sobą. Przeszkody tego rodzaju skutecznie spowalniały mechy. Poruszali się w formacji defensywnej. Prowadziła Ashley sprawdzając drogę przed z pomocą idącej za nią quarianki. Kolejną osobą był niosący na rękach bezwładne ciało Gianny Parasini komandor Shepard. Tylną straż stanowili Liara, Garrus i Wrex.
Gdy zamykały się za nimi drzwi windy, kolejna fala wrogów wspinała się już na schody.
-Się kurwa zmęczyłem - zwerbalizował to, o czym wszyscy pomyśleli Kroganin.
Winda z lekkim drżeniem niosła ich ku pomieszczeniu rdzenia Wi.
CDN.
WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ►
LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU
Bearbeitet von Hakakken, 27 Juli 2011 - 10:43 .