Zum Inhalt wechseln

Foto

Czas Chaosu- Opowiadanie Me zasadzone w rzeczywistości pomiedzy ME1 a ME2 wersja robocza


  • Bitte melde dich an um zu Antworten
16 Antworten in diesem Thema

#1
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
 To był pierwszy spokojny dzień od…Właśnie, od kiedy?Riddick Sheapard siedział w kajucie kapitańskiej Normandii. Z nogami na stole przetrząsał zakamarki swej
pamięci w poszukiwaniu odpowiedzi na to proste pytanie, tocząc niemożliwy do
wygrania pojedynek cyklopów z monitorem terminala. 
Oczyma duszy odtwarzał w myślach kolejne dni, odpowiedź jednak nadal była poza zasięgiem.
Wtem z zadumy wyrwał go znajomy dobiegający z terminala dźwięk.

Na Pańskim terminalu znajduje się nowa wiadomość.

Kolejny człowiek uratowany przez dzwonek – pomyślał, poczym odruchowo wcisnął klawisz „Przeczytaj”.

„Komandorze.

Od pewnego czasu obserwuje
Pańskie poczynania i musze przyznać, że w całym swoim długim życiu nie znajduję
osoby, która wywarłaby na mnie większe wrażenie.

Dzięki Panu i Pańskiej załodze
wszelkie świadome formy życia organicznego odetchnęły z ulgą. Jednak nie mam
zamiaru wygłaszać kolejnego peanu na pańską cześć. Musiał się Pan ich nasłuchać
w ostatnim czasie do granic wytrzymałości..
       Atak został odparty i czeka nas okres „sprzątania”. Wszelakiej maści politycy, przedsiębiorcy, mendy społeczne…etc. nie ustaną w wysiłkach by jakoś wykorzystać okres chaosu do realizacji
własnych celów. 
Ludzie czynu w owym czasie wciągani są w rozgrywki o wpływy pomiędzy
tymi grupami społecznymi. Niestety bardzo łatwo tu postawić na złego konia (jak
mawiacie wy ludzie). 
Moje dobrze poinformowane źródła twierdzą, że Rada złoży
Panu propozycję, której nie będzie Pan mógł odrzucić, a której usłyszeć, proszę
mi wierzyć, Pan nie chce. Zdaję sobie sprawę, iż nie mogę uchodzić w Pańskich
oczach za wiarygodne źródło informacji. Jednak proszę dać mi szanse i zniknąć
niezwłocznie z przestrzeni cytadeli. Oraz spotkać się ze mną na stacji Omega.

 Pańska przyjaciółka  A

P.S

W ładowni pańskiego statku
znajduje się przesyłka dyplomatyczna adresowana do Pana.
Proszę to potraktować jako prezent „na dobry początek”. 

Komandor zamyślił się chwilę poczym wcisnął klawisz interkomu.

-Joker.
-Słucham komandorze.
-Spieprzamy stąd najszybciej jak to możliwe.
-Dokąd?
-Wszystko jedno. Byle poza przestrzeń Cytadeli. Improwizuj!
-Naprawdę? Mogę?
-Tylko nie przeginaj Jef!
-Aye Aye Sir
-Prześlij Andersonowi „kod niebieski”. Kiedy jesteś w stanie odbijać?
-W każdej chwili 
-To ruchy!
-TAEST!

Ponownie włączył Interkom

-Wrex.
-Shepard.
-Przywlecz swoja krogańską dupę do „kapitańskiej”, musimy pogadać.
-Teraz?
-Nie kurwa! W przyszłym roku! …i zgarnij resztę „grupy” po drodze.
-Zarabede Over!

Wyłączył interkom i wrócił do przeglądania wiadomości. 
Powtórnie otworzył wczorajszą wiadomość od Shairy.

 „ Przyjacielu

Wkrótce otrzymasz wiadomość od nieznanej ci osoby. Proszę byś chociaż wysłuchał propozycji. 
Wygrałeś ważną bitwę, lecz wojna się nie skończyła. 
Widzę wielkie zagrożenie w twojej przyszłości…i coś czego nie rozumiem…
Oddam się medytacji w poszukiwaniu odpowiedzi.

 Shaira”

 Nastąpiło charakterystyczne dla procesu odbijania zachwianie równowagi gdy silniki manewrowe pokonywały
bezwładność statku.
Znajome wibracje rozchodziły się po korpusie Normandii powodując drżenie ustawionych na biurku napełnionych
szklanek z odszpuntowanej, oczywiście po pomyślnym przejściu testów toksykologicznych, beczułki będącej zawartością „przesyłki dyplomatycznej” gdy drzwi kajuty wypełnił imponujący kształt kroganina.
       Najemnik łypnął w kierunku biurka poczym bez słowa przekroczył próg. 
Jego śladem postąpiła reszta grupy. 
Jeden po drugim bez słowa podchodzili do biurka, każdy brał w dłoń szklankę. 
Gdy wszyscy dzierżyli już trunek, komandor wzniósł dwie pozostałe szklanki patrząc w oczy
kolejno każdemu z przybyłych, poczym demonstracyjnie wylał zawartość jednej ze szklanek na greting posadzki.
Wznosząc drugą i rzekł.
-KAIDAN!
-KAIDAN! Odpowiedzieli chórem pozostali opróżniając szkło jednym łykiem.
Wyjątkiem była Quarianka Tali która również wylała zawartość swojej szklanki.
Nastąpiła chwila ponurej zadumy.
Stuk stawianej na biurku szklanki komandora zakończył rytuał.

 -Nawijaj Shepard - zamruczał
barytonowo kroganin napełniając swoją szklankę trunkiem z beczułki.
Ashley poszła za jego przykładem patrząc z niemym pytaniem na Liarę i Garussa.
Oboje wyciągnęli puste szklanki w jej kierunku.
   Gdy szkło zostało ponownie napełnione, a przybyli przyjęli swobodne pozycje, Komandor wziął głęboki oddech
i rzekł:
-Jak pewnie nie uszło waszej uwadze opuściliśmy cytadelę w trybie, że tak się wyrażę, pilnym. 
Doszły mnie słuchy że rada w najbliższej przyszłości ma zamiar ujawnić swoje plany co do naszego dalszego losu, które to plany nie konieczne mają się nam spodobać.
Dlatego korzystając ze statusu widma i prawa działania na własną rękę, postanowiłem usunąć nas z zasięgu łap
rady by przedyskutować z wami pewną propozycję.

Oświetlenie przygasło,a z interkomu dał się słyszeć głos Jokera
Uwaga rozpoczęcie procedury skoku...10…9…8…7…6…5…4…3…2…1…0

Wywołane efektem masy
„przeciągnięcie” spowodowało chwilowe rozmycie rzeczywistości.

-Skontaktowała się ze mną pewna osoba z „Omegi”, która podpisała się „A”
Po odzyskaniu równowagi Komandor podjął przerwany wątek.
-Mówi wam to coś?
-Czy mogłabym rzucić okiem na treść wiadomości ? Spytała Liara T’soni.
-Oczywiście. Powiedział Shepard otwierając okno terminala. 
Asari przebiegła wzrokiem po liniach tekstu wiadomości i rzekła.
-Aria. Myślę że wiadomość pochodzi od Arii, nieformalnej acz niekwestionowanej władczyni stacji Omega.
Daj mi trochę czasu to zdobędę możliwie pełne dosieu. 
Jednak nie spodziewaj się, że będzie tego wiele. Osoby z pokroju Ari zazdrośnie strzegą swej prywatności.
-Dziękuję Liaro. Rzekł Komandor.

Mam zamiar wysłuchać propozycji pani „A” i popracować trochę na „własny rachunek”.
Kłopoty wbrew pozorom się nie skończyły a przyszłość niesie kolejną burzę.
Czuję się w obowiązku zapewnienia środków, które pozwolą przetrwać rodzinom mojej załogi. 
Zanim przedstawię reszcie plany na przyszłość, chciałbym zapytać…
Jesteście ze mną?

-Jasne! Powiedziała Ashley wznosząc szkło jak do toastu.
-Gdzie Ty tam Ja - rzekła z uśmiechem Liara
-Szykuje się napierdalańsko, z którego w dodatku będą profity a ty się głupio pytasz Shepard? - ze swoistym
wdziękiem podsumował Wrex
-Ktoś musi pilnować twoich pleców Shep wtrącił milczący dotąd Garrus.
-Samych was nie puszczę - stwierdziła zaplatając ramiona na piersiTali.
-Dziękuję wam. Wiedziałem ze mogę na was liczyć - powiedział Komandor, poczym nacisnął klawisz interkomu.

 -Joker
-Komandorze.
-Schowaj nas gdzieś i zbierz załogę w mesie.
-TAEST!

-Weź beczułkę Wrex - rzucił przez ramię Shepard kierując się w stronę messy.
Reszta oddziału ruszyła za nim.


WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM  ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 26 Mai 2011 - 06:12 .


#2
drakon 760

drakon 760
  • Members
  • 1.867 Beiträge
Nie jestem w stanie skasować teo posta, ale zmieniłem jego treść jak widać. 

Bearbeitet von drakon 760, 19 Mai 2011 - 03:59 .


#3
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
W mesie panował tłok jak w stołówce korporacyjnej w porze lunchu, z tym, że zamiast tac z posiłkiem ludzie trzymali w dłoniach szklanki, do których Ashley serwowała trunek z „przesyłki dyplomatycznej” w zaimprowizowanym barze.
Gdy wszyscy oprócz obsady stanowisk krytycznych już się zebrali, oraz napełnili swoje szklanki trunkiem, który doktor Chakwas zidentyfikowała jako „nieprzyzwoicie drogi elkoriański zajzajer o niewymawialnej nazwie i niewysłowionych walorach smakowych” czymprędzej prosząc o następna kolejkę, komandor zajął miejsce na podwyższeniu prowadzącym do kriokomór.

-Pozwolę sobie włączyć interkom by mogli nas słyszeć ci, którym obowiązki nie pozwoliły stawić się osobiście. Zaczął wznosząc szklankę w niemym toaście. -Mam nadzieję, że nasza samozwańcza barmanka nie zapomni o nich. Na te słowa Ash uniosła w górę pięść z wyprostowanym kciukiem skierowanym do góry.
-Rozumiem, że pani sierżant panuje jak zwykle nad sytuacją. Tu i ówdzie dały się słyszeć śmiechy.
Komandor zrobił kilka kroków po swej „mównicy” nawiązując kontakt wzrokowy z członkami załogi.
-Poprosiłem was o zebranie się w mesie, ponieważ mam wam cos do zakomunikowania. Jak wam zapewne wiadomo udało nam się powstrzymać wielkie zagrożenie, w postaci Suwerena. Nie będę tu wdawał się w szczegóły, bowiem w ostatnim czasie strach było otworzyć konserwę by nie wyskoczył z niej „bohaterski komandor Shepard”. Szmer śmiechu rozległ się powtórnie.
-Naiwnością byłoby wierzyć, iż niebezpieczeństwo zostało zażegnane definitywnie. Rzekłbym, że załatwiliśmy sobie odroczenie na bliżej nieokreślony termin. Cichy pomruk załogi świadczył o tym, iż są świadomi faktu. Ten i ów pokiwał smutno głową.
-Mam zamiar wykorzystać ten czas by zapewnić członkom mojej załogi, jaki ich rodzinom środki pozwalające na maksymalne zwiększenie szansy przetrwania nadciągającej zawieruchy. Pomruk aprobaty rozległ się dokoła.
-Co do tego na ile możemy liczyć w tym aspekcie na Radę i Przymierze chyba nie macie żadnych złudzeń. Spoglądał w oczy członkom załogi znajdując w nich zrozumienie.
-Postanowiłem, więc że weźmiemy nasz los we własne ręce i sami się zatroszczymy o własne przetrwanie! Załoga coraz bardziej żywiołowo reagowała na słowa komandora.
-Oficjalnie tropimy niedobitki Getów. Jednak większość energii kierować będziemy ku działaniom służącym wspomnianemu pozyskiwaniu środków.
-Nie oszukujmy się. Będziemy potrzebowali mnóstwo pieniędzy, broni i przysług od osób, których normalnie nie chcielibyśmy znać.
-Chciałbym was zapewnić, że nie mam zamiaru angażować siebie i pośrednio was w „brudne” przedsięwzięcia. Nadal będziemy mogli spojrzeć sobie w oczy w lustrze. Nie będzie to chwała należna bohaterom, medalami nie wykupimy się od śmierci. Cisza, która zapadła pozwalała słyszeć oddechy.
-Jeśli komukolwiek z was nie w smak podążanie ścieżką na pograniczu, proszę by do jutra do godziny 12:00 czasu pokładowego poinformował mnie droga komunikacji elektronicznej, bądź osobiście. Osoba ta zostanie „urlopowana okolicznościowo” do czasu ponownego powrotu Normandii do „pełnej służby” i wysadzona zostanie na najbliższej stacji, z której możliwy będzie powrót. Fakt ten nie będzie miał wpływu na przebieg służby.
-Proszę byście wykorzystali czas który wam dałem na rozważenie wszystkich „za” i „przeciw” we własnym sumieniu.
Możecie się rozejść!

Członkowie załogi nieśpiesznie rozeszli się do swoich zajęć. Najwyraźniej słowa dowódcy dały im do myślenia. Cześć pozostała w mesie kreując pozory rutynowych czynności. Każdych jednak oczach można było dostrzec swoistą mieszankę zadumy i determinacji.

Shepard opuścił swą „mównicę” bynajmniej nie czując się jakby zrzucił brzemię. Cóż jutro okaże się, czy udało mu się dotrzeć do serc załogi.
Wiedział, że wiele ryzykuje jednak zawsze był z załogą szczery i nie zamierzał nic w tym aspekcie zmieniać. Tylko lojalna załoga rokowała powodzenie przedsięwzięcia.
Dopijając swój trunek podszedł do milczących towarzyszy.

-Tali? Komandor dotknął ramienia quarianlki.
-Shep?
-Pracowałaś niedawno nad hakowaniem markera Normandii…będę jak najszybciej potrzebował programu, który oszuka system śledzący floty.
-Chcesz żeby widzieli nas gdzie indziej niż w istocie się znajdujemy? Podchwyciła pani inżynier.
-Widzę, że mnie rozumiesz Tali. Powiedział z uśmiechem Shepard.
-Postaram się zdążyć rzekła kierując się do swego ulubionego zakątka maszynowni.

-Idę pogadać z Jokerem, wiecie, co robić. Mruknął Shepard kierując się w stronę mostka.
Przemierzając korytarze statku bil się z myślami, zastanawiał się co zrobić w przypadku gdy Morrau postanowi opuścić statek, chodź to mało prawdopodobne należało wziąć taka możliwość pod uwagę.
Gdy dotarł do stanowiska sternika odruchowo zerknął w bulaj.

-Gdzie my do kurwy nędzy jesteśmy Jef?
Wygłosił bezwiednie swe myśli dowódca.
-Co niepodobna się? Tu nas nikt nie znajdzie szefie. Odrzekł z uśmiechem na ustach Joker.
-Jestem z Tobą Komandorze powiedział, niezapytany as przestworzy.
Shepard westchnął z ulgą ciesząc oczy pięknem gwiezdnej panoramy roztaczajacej się prze dziobem …

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM  ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 20 Mai 2011 - 03:29 .


#4
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
 Shepard leżał na łóżku w kajucie kapitańskiej oddając się kontemplacji tarczy zegara.
Zkażdą kolejna sekundą chwiejąca się w głowie waga obaw i nadziei wykonywała
ruch rezonujący w amplitudzie możliwych odpowiedzi na pytanie, które postawił
swej załodze.

Przeciągły
sygnał oznajmił nadejście „godziny prawdy”. Przeciągnął się leniwie, przecząc
ze wszystkich sił powadze chwili powoli wstał i podszedł do terminala.
Pozorna opieszałość ruchów wywarłaby efekt zwolnionego Vidu w oczach potencjalnego
obserwatora. Komandor uśmiechnął się do tej myśli, budząc urządzenie z trybu uśpienia.  
    Przetarł oczy, czynność powtórzył jeszcze dwukrotnie poczym, uznawszy szczypanie się za
zbyt infantylna metodę korekcji rzeczywistości, dopuścił do świadomości fakty.
Dawno już nie czuł takiej ulgi. Nie odebrano ani jednej prośby o „urlop okolicznościowy”.
Z szelmowskim uśmiechem na ustach wcisnął klawisz „wyslij” pod przygotowaną
wcześniej w wiadomością zawierającą wskazówki nawigacyjne dla Jokera poczym
zaczął, w myslach odliczać sekundy.

Doliczył,do 37 gdy ciszę przerwał dobiegający z interkomu głos sternika.

-Komandorze?

-Joker?

-Tee…koordynaty…

-Co z nimi?

-Są błędne.
 
-Nie wydajemi się.

-Na prawdę mam przelecieć na pełnej w obrębie przestrzeni podejścia stacji kosmicznej, zwolnić do rejsowej, wyrzucić prom i zniknąć jeszcze szybciej w polu asteroidów niczym jakiś wiatr słoneczny?

-Lepiej bym tego nie ujął.

-Komandorze to…to samobójstwo!

-Owszem. Jeśli miałbym dobrego sternika. Lecz obaj wiemy,
że nie mam dobrego sternika. Nie mam tez najlepszego sternika…Jesteś pieprzonym
bogiem awiacji Joker! Wiec mi się kurwa nie dziw, że czasami wymaga się od
ciebie dwóch małych cudów.

-Dwóch…?

-A jakiz sens miałoby narażanie życia załogi gdybyśmy mieli zostać zauważeni w drodze powrotnej?

-Żaden

-Obecność w układzie Terminusa okrętu Przymierza nie może zostać odkryta!

-Zrobię, co w mojej mocy

-Wierzę w ciebie Joker, wiec i ty uwierz.

-Aye aye Sir!

-Zanim, wezmiesz kurs na omegę musisz niezauważenie przemknąć przez jakiś uczęszczany trawers. Musimy zgubić marker.

-Że, co proszę?

-Tali ci wyjaśni.

-Komandorze?

-Joker?

-Po tym wszystkim chcę medal!

-Osobiście ci wyrezam z kartofla…jak to się skończy uzbierasz na michę frytek.

-Trzymam za słowo. Over


Tylko nie pobudź fotela Joker- pomyślał poczym nacisnął klawisz Interkomu.

-Tali ?

-Shepard ?

-Jesteś gotowa?

-Tak!

-Skontaktuj się z Jokerem i powiadom mnie jak wyszło.

-Oczywiście Kapitanie.

-Ile razy mam ci mówić że nie jestem kapitanem.

-Ile tylko chcesz kapitanie.

-Over!

Wstał ubrał nadgryziony zębem czasu pancerz pozbawiony insygniów i ruszył w stronę ładowni,
gdzie Liara i Wrex powinni już go oczekiwać.
   Drzwi windy właśnie się zamykały, gdy przez głośniki rozległ się dobrze naśladujący spokój
głos Jokera.

-Za 10 minut wykonamy serię niebezpiecznych
manewrów. Proszę o zajęcie miejsc i rzetelne zastosowanie się do procedury
czerwonego alarmu kategorii pierwszej. To nie są ćwiczenia!


Shepard  pospiesznie zajął miejsce w promie ignorując pytające spojrzenia Liary i Wrexa dokładnie zapiął pasy oraz sprawdził ich napięcie.
-Nie chcecie wiedzieć. Rzucił tajemniczo w eter.
Chwilę potem za stery pilota promu wskoczyła, Tali nie mniej dokładnie zapinając pasy.
Widząc to, Liara jaki Wrex pospiesznie sprawdzili poprawność zapięcia swoich zabezpieczeń.
Po pełnych niemego wyczekiwania minutach nastąpiło pierwsze odliczanie do skoku, chwile po
mim drugie, Gdy wrota ładowni otworzyły się na tyle by wypluć prom Tali z hukiem dopalaczy porwała ich w przestrzeń.
Po Normandii nie został nawet ślad.
Liara z otwartymi ustami i przerażeniem w oczach łapała oddech.
Wrex wyrwał się z oszołomienia i rzekł.

-Mogłeś nasostrzec Shepard, prawie nasrałem w zbroję.

-Gdybym cię ostrzegł nasrałbys na pewno. Odparł zagadnięty.

-Masz rację nie chcieliśmy wiedzieć, wyszeptała Liara.

 Tu kontrola lądowiska wolnej stacji
Omega . Proszę o wysłanie ID oraz włączenie autopilota…


...Witamy na Omedze Pani Ariadno.

Liara wytrzymała pytające spojrzenia towarzyszy.

-Ja też mam swoje tajemnice stwierdziła Asari z niewyraźnym uśmiechem na bladej twarzy,
wysiłkiem woli panując nad zawartością żołądka.


WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 24 Mai 2011 - 10:44 .


#5
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
 Omega powitała ich charakterystyczną dla niekorporacyjnych stacji kosmicznych
mieszanką zapachów paliwa, smarów i nie mytych ciał, tonącą w mdłym półmroku
rzadkiego oświetlenia awaryjnego i kiczowatych neonów groteskowo reklamujących
miejscowe przybytki wszelakiej maści usług i zbytków.

         Prom z cichym zgrzytem uwiązł w uchwytach kotwicznych lądowiska.
Nim systemy pokładowe poinformowały o otrzymaniu zezwolenia otwarcia śluz, Liara postanowiła
uświadomić towarzyszy w kwestii ról, które przyjdzie im odegrać w jej przedstawieniu. Co do obsady głównej roli nie było oczywiście wątpliwości.
-Teraz nazywam się Ariadna K’Iani. Zwracać należy się do mnie per „Pani Ariadno”. Jestem znana jako
„przedsiębiorca o szemranej i bezwzględnej reputacji”, oraz biotyk rzadko spotykanej mocy.
Jestem również szpiegiem, lecz tego nikomu nie udało się dowieźć.
Ty Shep i Wrex stanowicie moją obstawę obserwujecie, ochraniacie i sięnie odzywacie niepytani.
Staracie się nie rzucać w oczy, Zaufajcie mi, moje alter-ego potrafi zwrócić na siebie uwagę jednocześnie odwrócić ja od was.
Wiadomość, którą otrzymałeś komandorze nie pochodzi od Arii jak pierwotnie przypuszczałam. Ktoś dołożył starań byśmy tak pomyśleli. Udamy się na spotkanie z kontaktem jednak musimy być ostrożni, bo coś tu śmierdzi, poniewaz wszystko wskazuje na to iz wysłała ją Ariadna, czyli JA.
Tali najlepiej niech zostanie na pokładzie promu. Shakowanie zabezpieczeń nabrzeża nie powinno stanowić wyzwania dla fachowca jej klasy.
Tu skłoniła lekko głowę w wyrazie szacunku.-Prom musi być w każdej chwili gotowy do opuszczenia stacji, z
nami na pokładzie czy bez.

Tali właśnie miała zaprotestować, gdy Shepard uniósł dłoń.
-Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości to akcją kieruje LIara. Do odwołania jej słowo
równe jest mojemu. Przypomnijcie sobie ile razy moje decyzje budziły w was sprzeciw, potem przypomnijcie sobie ile razy okazały się błędne z perspektywy czasu. Liara ma tu jak widzicie przygotowaną logistykę i dysponuje przewagą znajomości obszaru działań. Kontynuuj  proszęLiaro.

- W zasadzie już skończyłam komandorze. Wiecie już, co powinniście wiedzieć teraz proszę by
panowie opuścili pokład i dali mi kilka minut na niezbędne przygotowania. Poroszę byście niczemu się nie dziwili.
Aha…zamknijcieprzyłbice Chełmów.

Spojrzeli na ze zdziwieniem w oczach.
-Zaufajcie Mi proszę, to dopiero początek „dziwnych rzeczy”, które przyjdzie wam oglądać.
Rzekła z uśmiechem Liara.

Gdy Shepard z Wrexem opuścili prom Liara rozpoczęła proces charakteryzacji.
   Za pomocą ukrytych troczków, zamków i mocowań, uruchamianych serią wyuczonych ruchów,
dokonała przemiany swego kombinezonu taktycznego w, stanowiącą idealny kompromis pomiędzy utylitaryzmem a wytworną elegancją, szatę godną damy, w której skórę przyjdzie się jej przedzierzgnąć. Chyba nikt, komu nie dane było oglądanie procesu adaptacji nie uwierzyłby ze te, tylko z pozoru krępujące
ruchy poły suknio-podobnej szaty jeszcze przed chwilą były nogawkami kombinezonu. Zdjęła buty zastępując je sięgającymi ponad kolana artefaktami damskiej próżności, które to również były czymś więcej niż mogłoby się wydawać postronnemu obserwatorowi. Jakkolwiek wnikliwy by rzeczony nie był.
Czego jak czego ale butów nie da się zastąpić niczym co butami się nie urodziło. I nie chodzi tu o wojskowe trepy tylko, przedmiot niemalże kultu wspólnego większości damskiej populacji.
W towarzystwie tej myśli Liara kontynuowała metamorfozę.
Nadgarstki Asari opięły ozdobne bransolety, w których krył się wzmacniacz biotyczny i omniklucz,
Na palcach dłoni pojawiły się pierścienie zawierające jednorazowego użytku dopalacze biotyczne, uszy zaś ozdobiły zawierające równie skuteczne niespodzianki kolczyki.
Na szyi pysznił się sporych rozmiarów naszyjnik kryjący generator tarczy i zaawansowany interfejs medyczny. Wszystko oczywiście niewykrywalne.
Słowem sprzęt szpiegowski z najwyższej półki. Za pomocą mocnego makijażu, zmieniła rysy twarzy praktycznie nie do poznania.
Przypominający cichy pogwizd odgłos, który wydobył się z wnętrza hełmu Tali, starczył za recenzję.
Liara T’Soni ostatni raz obejrzała efekt ostateczny w lustrzanej przyłbicy wlanego hełmu.
Wzięła głęboki oddech i niczym aktor przed odegraniem życiowej roli, droga krótkiej medytacji dokonała charakteryzacji „wewnętrznej”.

 Drzwi śluzy promu otworzyły się ponownie. Ariadna K’Iani postawiła obutą w wysoki elegancki
but stopę na „nabrzeżu” Omegi.

Zamknięty w bezpiecznym azylu ciężkiego hełmu Riddick Shepard z rosnącym zdumieniem podziwiał zjawisko.
Nic,co widział do tej pory nie przegotowało na ten przywodzący na myśl pierwszy wschód słońca po nocy polarnej pokaz maestrii podnoszący efekt „pierwszego wrażenia” do rangi sztuki samej w sobie, Nawet w tandetnej turpistycznej scenografii lądowiska  Omegi efekt był olśniewający.
Postać opuszczająca zacienione wnętrze promu w niczym nie przypominała, Liary którą znał.

Ponura elegancja ruchów na tle misternej oprawy stroju i biżuterii niczym kamień szlachetny umieszczony ręką mistrza w koronie władcy.  
Asari zdawała się być w miejscu, w którym być powinna w przeciwieństwie do otaczającej ją rzeczywistości, której brzydocie i niedoskonałości urągała każdym gestem.
Wykrzywione z niesmakiem usta, pogardliwie zmrużone oczy. Wysoko podniesione czoło i lekko wysunięty
podbródek, wyprostowana dumnie sylwetka, nie pozostawiały wątpliwości, kto zajmuje tu miejsce na szczycie łańcucha pokarmowego.
Otoczona nimbem złowrogiego, właściwego najniebezpieczniejszym z drapieżników piękna połączonego z groźbą nieuchronnej śmierci, minęła swych ochroniarzy nie zaszczyciwszy ich jednym spojrzeniem.
Płynnym godnym najdroższych dywanów krokiem sunęła ku sobie znanemu celowi.

Szturchnięcie Wrexa wyrwało Sheparda z pełnej uwielbienia zadumy.
-Rusz się ssaku warknął, nasza Pani nie będzie na nas czekać.-Warknął kroganin z czeluści swego hełmu.

Komandor podziękował w duchu Liarze za polecenie  zamknięcia przyłbicy.
Musiał wyglądać jak jakiś przygłup z rozdziawioną gębą. Pewnie i tak by nikt oprócz Liary by tego nie zauważył. Niemniej jednak najbardziej ze wszystkich zależało mu by przed nią nie wypaść niekorzystnie.

Ariadna kontynuowała swój marsz, Ciżba gnanych swymi sprawami istot zdawała się rozstępować przed nią jakby odpychało ja niewidzialne pole siłowe.
Każdy, kto stanął na jej drodze uzmysławiał sobie swą małość i niepozorność wobec ogromu sunącego w jego kierunku majestatu, pierzchł wiec, czymprędzej niegodny podnieść wzroku.
Pani przystanęła na uderzenie serca przy jednym z zaułków nawiązując kontakt wzrokowy z kimś kryjącym się w cieniu. Poczym popłynęła dalej nim ktokolwiek zauważył, co się wydarzyło. 
Dwukrotnie zmieniła kierunek nim stanęła przy limuzynie zdającej się jej oczekiwać. Odruch otwarcia przed nią drzwi był dla Sheparda naturalny niczym zaczerpnięcie oddechu. Asari zsiadła w pełnej leniwej gracji pozycji na środku kanapy, przodem do kierunku jazdy.
Jej dwuosobowa ochrona zajęła miejsca naprzeciwko. Ariadna potarła jeden z kolczyków poczym
wystukała jakiś kod na panelu automatycznego pilota.

Limuzyna oderwała się od podłoża i ruszyła dostojnie z miejsca.
-Jedziemy do jednej z moich melin na omedze rzekła.
Chodź raczej trudno byłoby się spodziewać by określenie to znaczeniem wykraczało poza semantykę.
Shepard skinął pozostającą w ukryciu hełmu głową, mimowolnie odtwarzając w pamięci ostanie
wydarzenia.
-Mój kontakt przekazał mi ostrzeżenie. Nasz pobyt na Omedze będzie krótszy niż przypuszczałam.
Kontynuowała.
-Niestety powrót do nabrzeża nie będzie najlepszym pomysłem…ale i na to znajdzie się rada.

Limuzyna zatrzymała się bezszelestnie. Niezwłocznie uruchamiając zaawansowany skan okolicy w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń nie znalazłszy niczego podejrzanego. Asari odblokowała drzwi oraz aktywowała zewnętrzną tarczę energetyczną.
Gdy wszyscy troje wysiedli, Ariadna powtórnie wykożystała mieszczące się w jednym z kolczyków urządzenie sterujące. Fragment posadzki pod ich stopami zaczął się zapadać zabierając ich w głąb.
Chwilę po tym jak ich głowy zniknęły pod poziomem podłoża limuzyna wylądowała ponad zakrywając otwór.
Płaszczyzna platformy poczęła jarzyć się delikatnym światłem. Po kilku minutach milczącej podroży znaleźli się w niewielkim pozbawionym okien pomieszczeniu.
Platforma poszybowała w górę, gdy uwolnili ją od swego ciężaru.

Ariadna dotknęła ściany, chwile potem w jej miejscu pojawił się skapany w bladej o ton tylko jaśniejszej od ciemności poświacie zarys drzwi. Gdy przekroczyli próg Wrex stanął jak wryty wciągając powietrze przez nozdrza.

-Batarianie! -Warknął rzucając granat hukowy w głąb pomieszczenia.
-Za mną! -Krzyknęla przewodniczka.
Shepard  z dobytym karabinem ruszył jej saldem szturchając Wrexa.

Kroganin cisnął w niewidocznego dla reszty wroga impulsem biotycznym poczym poruszając się tyłem
zabezpieczał odwrót oddziału.
Doświadczony najemnik nie ostrzeliwał się by nie zdradzić wrogowi swojej pozycji.
W oddali rozpętało się piekło „ognia rozpoznawczego”

Pani naparła na kolejna ścianę wprawiając ja w ruch obrotowy. Ciche klikniecie aktywowało
ekrany w małym pomieszczeniu pełniącym najwyraźniej rolę centrum koordynacji systemów obronnych.

-Dużo skurwysynów -Stwierdził Wrex obserwując obrazy z kamer.

Ariadna aktywowała panel kontrolny. Chwilę potem dal się słyszeć charakterystyczny
dźwięk rozprężającego się gazu. Dzika kanonada ucichła.
Ciała powalonych przez gaz intruzów zaległy na posadzkach.
- Wrex przynieśmi jednego, najlepiej dowódcę,-Lodowatym szeptem wycedziła Ariadna.
Undrod Wrex opuścił pomieszczenie korzystając z niewielkiej śluzy.
Pochód Krogańskiego czempiona odbywał się w ciszy, przerywanej od czasu do czasupojedynczym wystrzałem.
Po kilku minutach wysalany powrócił. Przeszedł przez śluzę i bezceremonialnie uwolnił się od niesionego brzemienia z namaszczen iem zarezerwowanym dla worka kartofli.

Bezwładne ciało oddzielone od świadomej głowy obrożą blokady neuralnej, gotowe było do przesłuchania.

-Dobra robota Wrex.-Powiedziała Ariadna aplikując więźniowi antidotum znoszące skutki działania gazu.
Kroganin zbył pochwałę machnięciem ręki.
-Shepard sprawdź pomieszczenia, używając panela ochrony, ja sobie porozmawiam z naszym „gościem”.

Ariadna K’Iani wzięła w dłonie spoglądającą na nią z przerażeniem czterooką głowę.
Jej własne oczy zasnuła czerń, na skórze pojawiły się charakterystyczne dla połączenia wyładowania biotyczne.
Po minucie powróciła do świadomości.
-Pamiętacie Balaka? Rzekła spoglądając na towarzyszy.
Shepard uśmiechnął się za przyłbicą hełmu, a grymasu tego nie powstydziłby się żaden kroganin.
-Zajebie Chuja ! Warknął Wrex.


CDN.


WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 05 Juni 2011 - 05:42 .


#6
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
-Gdzie On jest!?- Spytał zdradzającym napięcie głosem Shepard.
-Jeśli ma choć trochę oleju w głowie lub instynkt samozachowawczy, to właśnie opuszcza Omegę- Odparła Ariadna
-Uważajmy na tego skurwysyna, jest cwańszy niż ładniejszy.-dorzucił Wrex
-Będę miała na uwadze, choć w jego przypadku to żadne wyzwanie -skwitowała Asari.
-Co teraz Ariadno? Spytał komandor.
Dowódca operacji zamyśliła się na chwilę, analizując możliwe wyjścia z sytuacji w oparciu o dostępne środki.
 
Włączyła komunikator.
-Tali?
-Jestem.
-Dasz radę włamać się do kontroli lądowiska Omegi?- Bardziej stwierdziła niż zapytała Ariadna
-Sadze ze tak…daj mi chwilkę, …Czego szukamy?
-W najbliższym czasie wystartuje statek z batariańską załogą.
-Coś z nim nie tak?
-Na pokładzie będzie nasz znajomy z Asteroidy.
-Balak!- Jeśli możliwe jest wypowiedzenie imienia w sposób by stało się obelgą, Tali to zrobiła.
-Namierz drania Tali i nie zgub.
-Mów mi jeszcze!
-Potem urywasz się i wracasz do Jokera, bierzesz Ash i Garrusa. Robicie mu wjazd, zanim znowu nam zwieje.
-A co z wami?
-My sobie poradzimy, musimy cos jeszcze załatwić, bo na Omegę w najbliższym czasie nie będzie dla nas powrotu.
-Rozumiem, że planujecie narozrabiać.
-Powiedzmy. Tali postarajcie się wziąć drania żywcem, znaczy w stanie umożliwiającym przesłuchanie.
-Wrexa macie ze sobą, więc powinno się udać.
-Dokładnie. Do roboty! Over.
 
-Zapierdolę skurwysyna jak z nim skończysz!- Wycedził przez zaciśnięte zęby Kroganin.
Ariadna zdjęła obrożę blokady neuralnej z szyi jeńca i w pierwszej chwili zdziwiła się brakiem przywrócenia funkcji ruchowych batarianina od szyi w dół. Po chwili w jej oczach pojawiło się zrozumienie.
-Wrex?!
-Co kurwa?!
-Po co zakładałeś mu blokadę skoro połamałeś mu kręgosłup? -Spytała z sarkazmem w głosie.
-Dla kurwa pewności.-Stwierdził oczywistość olbrzym.
-No tak. -Odrzekła sama do siebie Asari
-Jak już zacząłeś to teraz skończ. -Wtrącił się Shepard.
Nim Ariadna zdążyła zaoponować Urdnot z trzaskiem rozłgniutł czaszkę batarianina nogą.
-Subtelny jak zwykle.- Nie zdołała ponownie powstrzymać się od sarkazmu.-Chyba tracę kontrolę nad sobą. Pomyślała.
 
Podeszła do terminala sterującego centrum ochrony. Wybrała kilka komend, potwierdziła autoryzację.
-Nanoboty tu posprzątają, Spadamy!
 
Poprowadziła oddział do inne go wyjścia. W podziemnym parkingu czekał środek transportu, nieróżniący się od zwykłej taksówki.
Ariadna bez skrępowania zajęła miejsce za sterami.
Taksówka spokojnie, zgodnie z przepisami, nie wzbudzając podejrzeń włączyła się do ruchu zajmując miejsce wśród podobnych latających pudełek toczących arterie komunikacyjne Omegi niczym krwinki w żyłach gigantycznego organizmu. Za gwarantującymi prywatność weneckimi zwierciadłami szyb przesuwał się ponury krajobraz „miasta” stacji. Tylko brak nieba nad głową przypominał, że nie jest się napowierzchni planety tylko na kawałku skały dryfującym w przestrzeni, na którym ktoś postanowił zbudować miejsce dla istot zmuszonych szukać azylu poza ewidencją i formalnościami. Miejsce, które dawało iluzję bezpieczeństwa, choć bezpieczne z pewnością nie było. Niemniej jednak szczurowi najłatwiej ukryć się wśród innych szczurów. Zwłaszcza, gdy większość potencjalnych ścigających zdawała się być zadowolona z faktu, iż szczury znajdują się daleko, więc Omega nie była niepokojona przez „cywilizowany świat”, przynajmniej oficjalnie.
Łowcy nagród znacznie częściej przybywali na stację niż udawało im się ją opuścić. Nikt tu nie lubił „ręki sprawiedliwości” sięgającej spoza. Należało więc dołożyć wszelkich starań by za ową rękę uznanym nie zostać. To bardzo utrudniało życie wśród szczurów.  
 
Taksówka wykonała nagły zwrot wyrywając Sheparda z zamyślenia.
Poszybowała w stronę ślepego zaułka, który ślepym być przestał gdy pojazd zbliżył się na odległość zasięgu detekcji czujników ukrytej w ścianie bramy.
Niepozorne pudełko zanurkowało w mrocznych czeluściach kierowane przez autopilota komunikującego się z systemem naprowadzającym kryjówki.
Brama zamknęła się za nimi chwilę po tym jak ją minęli, przywracając zaułek do poprzedniego wyglądu. Lądowanie nastąpiło w zupełnych ciemnościach, Gdy systemy bezpieczeństwa, po pomyślnej weryfikacji gościa, włączyły światła, ich oczom ukazało się niewiele większe od garażu pomieszczenie posiadające tylko jedno wyjście, w którym żadną miarą nie zmieściłoby się nic większego od kroganina. Słowem taksówka nie miała prawa tu stać, chyba że ktoś by ją tu złożył z części niczym model w butelce.
Asari wysiadła i skierowała się w stronę widocznych drzwi, by w ostatniej chwili wejść w ścianę około pół metra na prawo od nich. Shepard wzruszył ramionami i poszedł za jej przykładem. Wrex pokręcił głową z niedowierzaniem i również przyłączył się do pochodu. Gdy wszyscy znaleźli się w wąskim, skąpo oświetlonym korytarzu, Kroganin zapytał:
-Co było za tymi drzwiami?
-Śmierć.- Odparła Ariadna
Korytarz zaprowadził ich do gustownie urządzonego salonu zdradzającego zamiłowanie właściciela do historii.
Wprawne oko obserwatora wyłowiłoby kilka kamer ukrytych skrzętnie wśród mebli i zgromadzonych precjozów.
Przewodniczka podeszła do regału biblioteczki pełnej książek, które wyglądały na papierowe, niezwykle cenne choćby z racji materiału, z którego wykonano ich karty. Dezaktywowała strzegące kolekcji pole ochronne, poczym wysunęła lekko dwie książki z różnych półek, trzecią wyciągając całkowicie i otwierając na odpowiedniej stronie, gestem rodem ze starych Vidów.
Z cichym świstem z sufitu wysunęła się metalowa rura, wypuszczając prostopadle stopnie przywodząc na myśl srebrzystą roślinę tworzącą spirale schody bez poręczy, prowadzące do pomieszczenia powyżej.
-Nie mam paranoi- rzekła niepytana, to kryjówka Benezii z dawnych czasów, gdy jeszcze prowadziła ekscytujący tryb życia.
Gospodyni ruszyła schodami w górę ponownie wiodąc za sobą swych towarzyszy.
Na poziomie tym znajdowało się pomieszczenie stanowiące coś w rodzaju biura lub pracowni wystrojem nawiązującym do stylu salonu.
Ariadna zajęła miejsce za pięknym, niezwykle cennym drewnianym biurkiem. Przestawiając kilka przedmiotów na blacie uruchomiła holograficzny ekran terminala, który w jakiś sposób nie burzył harmonii estetyki wnętrza.
Wprowadziła ręcznie koordynaty komunikatora Tali.
 
-Tali?
-Jestem.
-Jak sprawy?
-Namierzyłam statek i udało nam się go przejąć.
-Brawo!
- Przeciwnie!!! Na pokładzie był tylko jeden batarianin i jedna bomba, Całe szczęście, że byłam w zespole abordażowym. To był bardzo skomplikowany szyfr pełen pułapek. Nie sądzę by ktoś inny dał radę w 20 sekund.
-Macie tego batarianina?
-Nie.
-Co się stało?
-Czujniki wykryły zagrożenie biologiczne.
-Cwany skurwiel!
-Nie da się ukryć.
-Mamy cokolwiek?
-Tak. Koordynaty ostatniej transmisji łączności.
-Dokąd?
-Na Noverię
-Pod fotelem, na którym siedziałam w promie znajduje się data pad.
Szyfr bez problemu powinnaś złamać. Znajdziesz tam ID markera statku, którego użyjemy do opuszczenia Omegi. Skonfigurujcie skanery i przejmijcie nas, gdy będzie to możliwe. Nie wiem ile jeszcze czasu nam tu zejdzie, bądźcie czujni. Over.
Ariadna wyłączyła komunikator.
 
-Można tak bez przeszkód niepostrzeżenie opuścić Omegę? –Spytał Shepad
-Tylko, jeśli się wie jak to zrobić- Odpowiedziała Asari z tajemniczym uśmiechem na ustach
-Rozumem, że Ty wiesz- Stwierdził oczywistość Komandor.
-Cieszę się, że jesteśmy po tej samej stronie Ariadno. Nie chciałbym mieć cię za wroga, choć chwała ze zwycięstwa byłaby ogromna.-Stwierdził z zadumą Wrex.
 
 
CDN. 
 
 WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU
 
 

Bearbeitet von Hakakken, 29 Mai 2011 - 07:36 .


#7
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
-Wypocznijcie, mamy…-spojrzała na zabytkowy zegar -…dwie godziny.
-Wydawało mi się, że się śpieszymy czy coś -zamruczał Wrex.
-Nastąpiła, powiedzmy, „przerwa technologiczna”- rzekła z zagadkowym uśmiechem Ariadna.
-Czasami wydaje mi się, że was Asari uczą tych uśmiechów jak szczacie jeszcze w gacie -Skomentował Wrex z właściwą sobie elokwencją.
-Masz tu coś do picia Ariadno?- Spytał rzeczowo Shepard zdejmując hełm i rozglądając się uważnie.
-Wszystko znajdziesz tam.-Wskazała drzwi, których wcześniej nie zauważył, lecz nie mógł oprzeć się wrażeniu, że cały czas tam były.
-Przynieść ci coś? -Rzekł kierując się ku wskazanym drzwiom.
-Coś do picia, jeśli byłbyś tak dobry.
Wrex również poczuł potrzebę napełnienie żołądka.
 
Wszyscy zgromadzili się w salonie oczekując leniwie tego, co według gospodyni miało się wydarzyć. Po upływie wspomnianego czasu, wraz z wybiciem zabytkowego zegara w scenerii godnej niesamowitej opowieści o duchach, pośrodku salonu uaktywnił się półprzejrzysty hologram wyobrażający Benezję. Była ona jednak o wiele młodsza niż pamiętali ją ze spotkania na Noverii. Dostojna i pełna życia. W jej oczach czaiła się inteligencja poparta ogromną mądrością.
-Co jest najważniejsze? –Odezwała się holograficznymi ustami niczym głos zza grobu.
-Najważniejszym jest ocalić od zapomnienia wszystko, co na to zasługuje- Odpowiedziała Ariadna jakby recytowała jakąś wyuczoną formułkę.
-Skąd wiadomo, co zasługuje na ocalenie? Kontynuował duch Benezji.
-Tego nie wiadomo nigdy, więc staramy się ocalić wszystko, co tylko możliwe recytowała Młodsza Asari jak w hipnotycznym transie.
-Wiesz, co należy uczynić córeczko?
-Wiem Matko.
Hologram zapadł się w sobie, lecz oczy Ariadny nadal pozostały spowite czernią. Wstała i ruszyła w kierunku schodów prowadzących do gabinetu. Shepard podążył jej śladem.
-Co jest do kurwy nędzy - wychrypiał Wrex przeładowując swój wypróbowany shot gun, rozglądając się wokoło w poszukiwaniu celów.
 
Ariadna prowadzona wolą matki bezbłędnie odnalazła, skrytkę niemożliwą do odnalezienia dla kogoś, kto nie wie gdzie dokładnie się ona znajduje. Wydobyła niewielką szkatułkę. Za pomocą skomplikowanej sekwencji dotknięć różnych punktów na jej powierzchni dostała się do wnętrza. Z nabożnym szacunkiem wydobyła niewielki czarny kryształ, emanujący delikatną zieloną poświatą. Przyłożyła przedmiot do swojego naszyjnika. Nastąpił krótki rozbłysk, a po nim lekka bezgłośna implozja. Kryształ stał się częścią jego częścią, tworząc wrażenie jakby jego miejsce zawsze tam było.
Oczy Ariadny wróciły do normalnej barwy, zaś Asari zwiotczała i osunęła się na podłogę. Shepard delikatnie wziął ją na ręce, zniósł do salonu i położył na kanapie.
Gdy się ocknęła Komandor drzemał w fotelu, zaś Wrex obserwował wejście do pomieszczenia z ręką na karabinie, strzelba spoczywała w zasięgu ręki.
-Szepard! –Odezwał się kroganin budząc człowieka z drzemki.
Komandor otworzył oczy i kucnął obok wracającej do zmysłów Ariadny.
-Wszystko w porządku Liaro! –Po raz pierwszy od lądowania na Omedze używając imienia Profesor T’Soni
-Tak. Myślę, że tak. Jestem tylko osłabiona połączeniem.
-Jak to możliwe? Przecież Benezja nie żyje.-Zapytał Shepard.
-Też tego nie rozumiem.- Odparła
-Co teraz?     
-Musimy opuścić Omegę, nie potrafię tego krótko wyjaśnić, lecz musicie wiedzieć, że jesteśmy w posiadaniu czegoś niezwykle cennego. Czegoś, czego pod żadnym pozorem nie wolno nam stracić. Wszystko wam wyjaśnię, gdy wrócimy na statek, na razie musicie mi zaufać.
-Jakiś plan byłby mile widziany- Zamruczał Kroganin. Żeby nie było, że wygarniemy do kogoś, kto nie jest wrogiem.
-Wrex ma rację, byłoby dobrze gdybyś nas trochę wtajemniczyła- poparł towarzysza Shepard.
-Owszem. Mam taki zamiar, zważywszy na to, że teraz już tak łatwo nie będzie. Musimy dostać się do niewielkiego hangaru, w którym Aria trzyma niewielki przekaźnik masy, podobny do tego, którym dostaliśmy się na Cytadelę z Kanału. Wcześniej wypuścimy na autopilocie niewielki statek z hangaru. To już powinno narobić trochę zamieszania. Gdy skanery nie odkryją na jego pokładzie załogi obrona raczej nie otworzy ognia. Statek ma solidne osłony, które powinny wytrzymać nawet kilka bezpośrednich trafień. Do statku teleportujemy się za używając przekaźnika masy w hangarze.
Tam możemy spodziewać się problemów, ponieważ gdy statek znajdzie się poza zasięgiem baterii obronnych stacji, włączę zdalnie zasilanie przekaźnika masy i rozpocznę ładowanie kondensatorów. To oczywiście zaalarmuje ochronę. Będziemy musieli przebić się do panelu przekaźnika. Będę potrzebowała chwili na ręczne wprowadzenie koordynatów skoku.
-Czy to nie naprowadzi ich na nas, gdy będziemy już na statku?- Zauważył Shepard.
-Pewnie by tak było gdyby odpalenie przekaźnika nie przeciążało krytycznie systemów energetycznych Omegi.-Wyjaśniała spokojnie Ariadna.
-Chcesz powiedzieć, że na całej pieprzonej stacji zgaśnie światło?- Zapytał z niedowierzaniem Wrex.
-Prawie. Przewiduję pobór jakieś 78% energii z generatora stacji.- Rzeczowo stwierdziła Asari.
-Ale będzie wypierd! –Z entuzjazmem w głosie stwierdził Wrex.
-Rozumiem, że zanim wstaną systemy obronne stacji, joker zdąży nas zabrać daleko stąd.-Dokończył Komandor.
-Mam taką nadzieję. Plan ma duże szanse powodzenia, ponieważ nikt wcześniej tego nie próbował i do końca nie będą się spodziewali tego, co mamy zamiar zrobić.
-Dla mnie BOMBA! -Z uznaniem skwitował Kroganin.
-Ufam Ci. Powiedział Shepard patrząc głęboko w oczy Asari.- Rób co trzeba, a my dopilnujemy byś miała możliwości.
Urdnot pokiwał głową na znak, że się zgadza.
Gdy systemy statku zgłosiły opuszczenie gorącej strefy, Ariadna rozpoczęła realizację planu. Wszyscy byli świadomi, że od tej pory czas jest niezwykle istotny. Nie mogli pozwolić sobie na luksus utraty elementu zaskoczenia.
 
Ciasna pozbawiona okien winda zabrała ich w głąb trzewi stacji. Chociaż prędkość opadania była znaczna, w każdym razie organizm nie pozwalał komandorowi o tym zapomnieć, podroż zdawała sie trwać nienaturalnie długo. Reszta towarzyszy chyba również odczuwała skutki prędkości opadania kabiny, ponieważ nikt wyraźnie nie miał ochoty na rozmowę. Wszyscy stali w ciszy, tylko lekki świst mechanizmu windy i wibracje kabiny stanowiły tło dźwiękowe. Wrex nerwowo przełykał ślinę, co jakiś czas sprawdzając czy broń jest w zasięgu reki. Ariadna wykorzystała czas na przywrócenie ubrania do postaci kombinezonu. Mimo niewielkiej przestrzeni operacja przebiegała sprawnie. Zamyślenie w oczach Asari świadczyło o tym, że czynności te wykonuje odruchowo i automatycznie, bez udziału myśli. Porównanie do żołnierza rozkładającego do czyszczenia znajomą broń byłoby tu nader trafne. Reszta stroju zdawała sie pozostawać w harmonii również ze skafandrem taktycznym właścicielki. Shepard nie mógł oprzeć sie wrażeniu, że Asari mogłaby założyć łachmany, i nie doznać uszczerbku na wizerunku. Jak One to robią? –Przemknęło komandorowi przez myśl.
 Ariadna spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się figlarnie. Ten poczuł sie jak nastolatek przyłapany na podglądaniu starszych koleżanek w szatni.  Począł się czerwienić, powodując coraz większe rozbawienie towarzyszki. Przepaść kulturowa nadal była miedzy nimi ogromna. Po tym jak w drodze na Ilyos doszło miedzy nimi do połączenia, w wykraczającym dalece poza zwykły seks, akcie zjednoczenia ciał i umysłów, a może nawet i dusz, jego zrozumienie dla Asari znacznie wzrosło. Mimo wszystko również w tym przypadku znajdowała zastosowanie zasada- "każda odpowiedź rodzi kolejne pytania". Im bardziej ją poznawał, tym bardziej zdawał sobie sprawę z ogromu tego, co jeszcze do poznania pozostało. Alter ego Liary zdawało się stanowić odrębną istotę i nowe wyzwanie rzucone odkrywcy.
Winda wyraźnie zwolniła zapowiadając rychły koniec przejażdżki, wyraz twarzy Asari świadczył o powrocie zimnej kalkulacji rzeczywistości właściwej dla Ariadny. Wrex po raz ostatni sprawdził magazynek i przeładował swój karabin. Shepard również zarepetował swoją broń i przyjął pozycję strzelecką, utkwiwszy wzrok w drzwiach windy.
Kabina ledwie zdążyła się zatrzymać, gdy w akompaniamencie staccato ciężkiej broni maszynowej i charakterystycznego odgłosu giętego metalu, na powierzchni drzwi zaczęły pojawiać się stożkowate wypukłości.
 
Zabawimy się Shepard! - Warknął Wrex aktywując moc niewrażliwości.
Komandor wywalił osłabione drzwi używając rzutu biotycznego na Kroganinie.
Gdy jaszczur szybował przed siebie z wrednym grymasem wyszczerzonej paszczy i strzelbą gotową do strzału, Ariadna cisnęła mocą osobliwości w miejsce nieopodal, którego spodziewała się lądowania Wrexa.
Shepard rzucił na oślep biotycznym podniesieniem gdzieś w pobliże, poczym wskoczył za najbliższą osłonę.
Asari znalazłszy bezpieczne miejsce po przeciwnej stronie otworu, w którym jeszcze przed chwilą były drzwi windy, dokonywała szybkiej analizy taktycznej. Wrex wyładował ślizgiem na plecach pomiędzy nogami ciężkiego mecha i niewiele myśląc wpakował mu salwę podkręconą mocą rzezi w „kolano”. Wirujące wokół za sprawą aktywnej osobliwości przedmioty oraz kilku członków „komitetu powitalnego” znacznie nadwątliły już tarcze robota.
Shepard walił w tym czasie jak do kaczek w kierunku dwóch turiańskich strażników pozostających w mocy podniesienia, posyłając ich pod wysoki strop potężnymi salwami ze strzelby.
Ciężki Mech zachwiał się i przewrócił na bok. Kroganin korzystając z okazji wypalił mu w jednostkę centralną niemal z przyłożenia. Kontrolki zgasły nim rozległ się kolejny huk wystrzału. Ariadna cisnęła znalezioną komorą fuzyjną w postaci znajdujące się we władzy osobliwości. Gdy wybuch rozrywał ich ciała, Urdnot Werex był już za osłoną poza zasięgiem rażenia.
Doświadczeni wojownicy konsekwentnie posuwali się w kierunku przekaźnika masy, wykorzystując po mistrzowsku swe zdolności bojowe orazs ynchronizację zespołową opanowaną w wielu wspólnych akcjach. Szybko i sprawnie eliminowali zaskoczony personel ochrony. Gdy Ariadna dopadła panelu sterującego, odruchowo stawiając barierę, rozległ się strzał i tylko rutynowa przezorność uchroniła Asari przed trafieniem snajpera. W kierunku domniemanego miejsca ukrycia strzelca pomknęła mistrzowska fala ognia z karabinu krogańskiego najemnika. Shepard w trybie strzelca wyborowego zdjął zagrażających skoncentrowanemu towarzyszowi trzech batarian, poprawiając dla pewności granatem. Nim spadający niczym zestrzelony ptak ukryty morderca chlapnął o posadzkę, Ariadna zakończyła wprowadzanie koordynatów i aktywowała procedurę odpalania efektu masy.
-30 sekund!- Krzyknęła i puściła się biegiem w kierunku pulsującego już przekaźnika.
Wrex i Shepard pędzili za nią ostrzeliwując się ogniem zaporowym popartym szczodrze mocą biotyki. Gdy wskoczyli w lśniący portal, hangar płonął.
 
Wyładowanie efektu masy cisnęło nimi o greting statku. Ariadna nie czekając ani chwili odpaliła pełną moc silników nie wstając nawet z podłogi. W chwilę później dało się odczuć charakterystyczne szarpniecie wiązki ściągającej Normandii.
-Witamy w domu- Rozległ się głos Jokera.
-Prawie się stęskniłem- Odpowiedział Shepard.

CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 03 Juni 2011 - 04:45 .


#8
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
  -Ile potrzebujesz czasu Liaro?
  -Wystarczy mi 10 minut
  -Chyba nie musze mówić ze tajemnica Liary ma zostać wśród nas Wrex?
  -Jaka tajemnica?- spytał zdziwionym tonem kroganin.
  -Widzę ze sie rozumiemy- skwitował z zadowoleniem komandor.
  -Dziękuję wam- szepnęła z wdzięcznością Asari.
  -To my dziękujemy. bez ciebie wyciągnęlibyśmy tam nogi.-mruknął Najemnik.
  -Porozmawiam jeszcze z Tali przed odprawą.-obiecał Shepard opuszczając statek Ariadny.
Przeciągnął sie pozwalając by stawy wróciły z trzaskiem na swoje miejsce. Zdjął hełm i uruchomił komunikator na częstotliwości drużyny operacyjnej.
  -Tu Shepard. Za 30 minut odprawa w komunikacyjnym.Tali przyjdź do kapitańskiej jak najszybciej.
Gdy Wrex z Shepardem opuścili pokład desantowy Normandii, Liara wzięła głęboki oddech, założyła hełm i udała sie do swojej kajuty za ambulatorium, po drodze zaglądając do promu by przebrać buty. Sztuka utrzymania tajemnic polega na samodyscyplinie. Nie wolno zaniedbywać najdrobniejszych szczegółów licząc ze drobiazgi ujdą uwadze otoczenia. To sie nigdy nie udaje, szczęścia nie można mieć wiecznie. Niemniej jednak na braki w tej dziedzinie młoda Asari narzekać nie miała prawa. Toteż nigdy sobie owego nie uzurpowała.
 
Shepard wmaszerował energicznym krokiem do kajuty kapitańskiej, której jakoś wciąż nie potrafił nazywać swoja.
Cały czas łapał sie na tym, że wchodząc spodziewał się sie zobaczyć pochylonego nad terminalem Andersona.Rzucił na łóżko swój wysłużony hełm, N7 i właśnie zabierał sie do zdejmowania pancerza, gdy usłyszał charakterystyczne kroki quarianki w korytarzu. Wcisnął przycisk "gość" na ścianie, dając, tym samym sygnał sterownikowi drzwi by wpuścił osobę, która przed nimi stanie i nikogo po niej do odwołania. Swoja droga bardzo sympatyczna funkcjonalność, był wdzięczny konstruktorom ze pomyśleli i o tym by chronić prywatność kapitana.
  -Milo cie widzieć Tali- rzucił na powitanie nie odwracając sie w kierunku drzwi.
  -Ja tez sie cieszę ze wróciliście w jednym kawałku- odpowiedziała w wyraźna ulga w glosie quarianka.
  -Chciałbym z tobą porozmawiać o malej tajemnicy Liary, zdajesz sobie sprawę z tego ze musi ona zostać w jak najwęższym gronie?- rzekł oglądając odbicie własnych źrenic w przyłbicy hełmu Tali wierząc ze ona również spogląda mu w oczy.
  -Oczywiście kapitanie- odparła zimnym, rzeczowym tonem. Mowa jej ciała, którą komandor nauczył sie studiować, jako substytut ukrytej mimiki twarzy, wprost krzyczała "jak w ogóle możesz o to pytać!".
  -Przepraszam Tali, musiałem mieć absolutna pewność w tej kwestii.-pojednawczym tonem rzekł Shepard.
  -Rozumiem.-odpowiedziała. Jej postawa nadal zaprzeczała słowom.
  -Przysięgam ze, jeśli chodziłoby o twoja tajemnice, postąpiłbym tak samo.-kontynuował z naciskiem. Sylwetka quarianki rozluźniła sie nieco, ramiona uwolniły sie ze splotu na piersiach.
  -Dziękuję ze zadałeś sobie trud by mi to wyjaśnić.- rzekła pojednawczo, dotykając jego ramienia. Wbrew treści, w słowach Tali nie było cienia sarkazmu, gest zaś dodatkowo łagodził całość przekazu.
  -Masz jakieś ważne zajęcia w tej chwili? Czy mogę liczyć ze dotrzymasz mi towarzystwa do czasu odprawy? -zapytał, obserwując mowę ciała quarianki. W myślach pogratulował sobie trafnej psychoanalizy. Chwile pozostałe do wyznaczonego czasu odprawy spędzili na luźnej rozmowie. Nastrój quarianki uległ znacznej poprawie.
  -Musimy częściej ze sobą rozmawiać.-stwierdził, i przysiągłby ze Tali się uśmiechnęła.Wiedział ze wzajemna skłonność jego i Liary nie jest tajemnica ani dla Tali ani żadnego z członków "grupy", niemniej jednak był szczęśliwy mogąc każdego z nich zaliczyć do skromnego grona swych przyjaciół. Czasami zastanawiał sie jak bardzo będzie mu ich brakowało, gdy to wszystko sie skończy, przepędzał jednak zawsze ta myśl i zajmował bieżącymi sprawami. Nie chciał nawet rozważać takiej wersji przyszłości. Byli mu rodziną, którą strącił dawno temu, tylko im ufał i oni ufali jemu. To niespodziewane, niecodzienne braterstwo, które połączyło istoty tak rożne jak to tylko możliwe, w dążeniu do wspólnego celu godne byłoby opowieści. Jednak wczasach, w których wszystko jest ściśle tajne, poświecenie bohaterów przechodzi niezauważone a oni sami odarci z czci im należnej często staja wobec pogardy i niezrozumienia. Tym razem sie tak nie stanie! Podjął w tej kwestii pewne działania. Ukradkiem pisał pamiętnik i zostawiał w rożnych skrytkach gdzie tylko było to możliwe. Klucz do historii miał zamiar przekazać Emily Wang dziennikarce śledczej z cytadeli. Wiedział, że przedstawi historie wiernie i obiektywnie. Cóż, każdy ma swoje małe sekrety- Pomyślał zajmując miejsce w swoim fotelu w sali komunikacyjnej. Analogia do okrągłego slotu i rycerzach króla Artura, która właśnie przyszła mu na myśl wprawiła go w rozbawienie dając jakże cenną chwile wytchnienia od "rozterek wodza”, które coraz częściej kładły sie cieniem w jego myślach. W chwili, gdy Liara T'Soni przekroczyła próg sali komunikacyjnej, wszyscy już zajmowali swoje fotele. Omiotła wzrokiem każdego z osobna, jak zwykle poświęcając chwilkę zadumy pustemu miejscu, zajmowanemu niegdyś przez Kaidana Alenko, szybko dotarła do swego fotela.
  -Liaro mogłabyś przedstawić raport taktyczny?- rzekł z lekkim uśmiechem na twarzy komandor.
  -Oczywiście –odparła Asari, nawiązując kontakt wzrokowy z Tali, Quarianka ledwo zauważalnie skinęła głową.
Shepard przysiągłby, że doktor T’Soni lekko się rozluźniła. Nabrała tchu i odkaszlnęła. Niemal naturalnym gestem dotknęła się powyżej serca. Shepard dopiero teraz spostrzegł niewielkie odkształcenie materiału jej kombinezonu pokładowego w miejscu gdzie wciąż znajdował się naszyjnik Ariadny.    
 
  -Sytuacja wygląda następująco- odezwała się wezwana, łowiąc spojrzenie komandora, zorientowała się, iż ten dostrzegł to, co próbowała ukryć.
  -Osoba, z którą mieliśmy się spotkać na Omedze, opuściła stację, gdyż jej bezpieczeństwo było zagrożone. W miejscu, które uważałam za bezpieczne, natknęliśmy się na batariańskie komando. Jak się okazało po przesłuchaniu dowódcy, na rozkazach naszego znajomego Balaka.Nasze nadzieje na przechwycenie rzeczonego w trakcie ucieczki ze stacji okazały się płonne.
Garrus Vakarian skinął głową, zaś Ashley zacisnęła pięści aż chrupnęły stawy.
  -Zamiast spodziewanego uciekiniera oddział desantowy natknął się na bombę i pułapkę biologiczną, którą nosił w sobie  jedyny członek załogi.-kontynuowała Liara.-Wizyta na Omedze nie była jednak bezowocna. Weszliśmy, bowiem w posiadanie czegoś, co z braku lepszego określenia nazwę „nośnikiem danych” zawierającego matrycę osobowości Matki Asari Benezii. Jak wszystkim obecnym jest zapewne wiadomo Benezja była moją biologiczną matką. Analizując sposób ukrycia tejże matrycy, oraz zastosowane zabezpieczenia doszłam do wniosku, iż moja obecność w procesie pozyskania była konieczna.Matryca osobowości jest czymś w rodzaju „kopii zapasowej” zawierającą kompletny zapis pamięci i stricte osobowości Istoty. Gdyby udało się odkryć sposób na zaszczepienie tychże danych w ciele, mielibyśmy do czynienia z zaczątkiem nieśmiertelności. Na pewno możliwe byłoby zaprogramowanie WI korzystając z matrycy osobowości. Nie polecam jednak żadnego z zastosowań znaleziska przed dokładnym sprawdzeniem jego zawartości. Zajmie to sporo czasu, jednak względy bezpieczeństwa nie pozostawiają tu pola manewru.-Asari rozejrzała się po zgromadzonych poszukując oznak sprzeciwu. Nie znalazłszy ich kontynuowała swój raport.
  -Jedynym śladem jaki posiadamy, jest sesja komunikacyjna ze statku- pułapki skierowana na Noverię, odkryta przez zespół abordażowy.Fakt, iż osoba, z którą mieliśmy się spotkać na Omedze zbiegła na Noverię i transmisja kierowana również do tego miejsca, nie wydają się chyba nikomu „przypadkowym zbiegiem okoliczności”. –Liara ponownie rozejrzała się po zgromadzonych.
  -Podsumowując. Noveria bez wątpienia jest naszym kolejnym celem. Jednak nadal brak mi pewności, co do intencji osoby, która szuka z nami kontaktu. Okoliczność zaangażowania w sprawę naszego” ulubionego” batariańskiego terrorysty zdaje się stanowić podejrzanie silną pokusę, by potraktować ją w roli kolejnego przypadku. Póki nie ustalimy, że jest inaczej, proponuję traktować wizytę na Noverii jak zwiad na wrogim terytorium. Proponuję również nawiązanie kontaktu z oficer Parasini, pełniącej funkcję tymczasowego zarządcy kolonii Noveria. Może uda nam się tam dostać „tylnymi drzwiami” nie wzbudzając niepotrzebnej sensacji jak przy naszej ostatniej wizycie.
Profesor T’Soni zajęła na powrót miejsce w swoim fotelu.
  -Jeśli o mnie chodzi to wszystko- rzekła splatając nogi w kostkach niczym dobrze wychowana panna z dobrego domu. Oprócz ukrytego pod kombinezonem naszyjnika nie było w niej nic z Ariadny K’Iani.–Jest niesamowita pomyślał Shepard aktywując interkom przyciskiem w oparciu fotela.
  -Joker?
  -Komandorze?
  -Kurs na Noverię, znajdź dyskretną orbitę w zasięgu komunikatora w trybie ukrytym i spróbuj wywołać Parassini. Tali pomorze ci to zrobić tak by nikt niepowołany nie podsłuchiwał.
  -Zrozumiałem Over.
 
  -Tali?- Komandor spojrzał na Quariankę.
  -Już idę Shep –Powiedziała wstając z fotela.
  -To by było na tyle, jesteście wolni.-rzekł dowódca oficjalnie kończąc odprawę.

CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 08 Juni 2011 - 02:21 .


#9
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
Członkowie grupy operacyjnej opuszczali swe fotele i rozchodzili się do swoich zajęć. Shepard nienachlanym gestem powstrzymał doktor T’Soni. Reszta niczego nie zauważyła, lub, co było bardziej prawdopodobne, postarała się by tak wyglądało. Niemniej jednak sala komunikacyjna, używana także jako sala odpraw, szybko się wyludniła zapewniając chwilę prywatności pozostałej dwójce. Tylko chwilę, jeśli chcieli zachować pozory normalności.
  -W porządku, Liaro? - zadał najbardziej banalne pytanie, jakie mógł zadać w takiej sytuacji statystyczny bohater szmirowatej telenoweli. Ich „produkcja” jednak mogła co najwyżej dorównać mini serialowi pod względem ilości odcinków i co za tym idzie czasu emisji.
  -Tak Shep, tak…- odpowiedziała równie banalnie, lekko przytulając do jego ramienia, nie wypadając z roli, uzupełniając całość sztampowo melodramatycznej sceny.
  -Porozmawiamy później- rzekł niechętnie przerywając fizyczną bliskość.
  -Później – powtórzyła Asari częstując go tym szczególnym, przeznaczonym tylko dla niego uśmiechem. – Jest wiele pytań, na które muszę znaleźć odpowiedź - dodała przepraszającym tonem.- Zbyt wiele...
Drzwi zamknęły się za Liarą, komandor nadal jednak nie spieszył się z wyjściem.
  -Zbyt wiele pytań, zbyt mało odpowiedzi – pomyślał ciężko opadając na fotel.
Postanowił zostać tu jeszcze jakiś czas by poukładać myśli. Morale załogi ściśle zależy od postawy dowódcy. Zdawał sobie sprawę z tego faktu, wiec robił co mógł, by kontrolować wizerunek, który prezentował załodze. Lekcja aktorstwa, którą odebrał od Liary w roli Ariadny na Omedze dała mu w tym aspekcie sporo do myślenia. Chyba rozgryzł już, na czym polegała sztuczka psychologiczna Asari. Trzeba samemu bezsprzecznie uwierzyć w coś, w co wiarę próbuje się narzucić innym. Bez tego wysiłki odnoszą odwrotny skutek. Zaufanie, którym cieszył się wśród załogi było niezbędne do realizacji przedsięwzięcia, którego się podjął w imię ich wspólnego przetrwania. Priorytet był jasno nakreślony.
Wyprostował się w fotelu i uśmiechnął. Gdy wstał z fotela czuł się dużo lepiej. Nowa energia wypełniła jego ciało.
-Trzeba się skoncentrować na najbliższym zadaniu –pomyślał kierując się do kajuty kapitańskiej.
Wychodząc na główny pokład postanowił odwiedzić jeszcze Jokera w sterówce. Połamaniec zdawałoby się nigdy się stamtąd nie ruszał. Zawsze przechodząc nieopodal można było usłyszeć jego głos dobiegający z dziobowej części statku. Trzeba zapytać pani doktor czy Jeff stosuje się do grafiku służb w aspekcie wypoczynku -odnotował w pamięci na „stosie spraw do załatwienia w najbliższej przyszłości”.
Przechodząc skinieniem głowy, uśmiechem i uściskiem dłoni pozdrawiał mijanych członków załogi. Choć znał ich wszystkich z imienia i nazwiska, tak naprawdę niewiele o nich wiedział poza suchymi faktami dotyczącymi przebiegu służby i oficjalnego dosieu, które znajdowały się w pokładowej bazie danych. Starał się myśleć o nich jak o rodzinie. Rodzinie, której niby się nie wybiera, jednak należy o nią dbać. Gdy ty dbasz o rodzinę, ona dba o ciebie. Tu każdy miał świadomość, że jego bezpieczeństwo zależy od innych w takim samym stopniu jak inni są zależni od niego. Wszystkie „trybiki w maszynie” Normandii pracowały jak należy a przy tym każdy ufał dowódcy. Zaufanie, jakim go obdarzyła załoga, kładło wielki ciężar odpowiedzialności na barkach Sheparda, jednak dawało mu również ogromną siłę. Stanowiło punkt oparcia, dzięki któremu według Archimedesa można by poruszyć ziemię. Jego „grupa” stanowiła tu siłę, a on musiał podołać roli ramienia, od którego wytrzymałości zależało wszystko. Fizyczna alegoria związana z teorią wmyśloną kilka tysięcy lat wcześniej, gdy nikt nawet nie zakładał możliwości oderwania się od Ziemi, zdawała się idealnie pasować do rzeczywistości, która przypadła mu w udziale.
 
  -Witaj Joker, mam coś dla ciebie -powiedział wyciągając z kieszeni niewielkie pudełko zawierające pamiątkową monetę z wizerunkiem Normandii na awersie i Cytadeli na rewersie.-Będzie ci to musiało wystarczyć za medal do czasu, gdy uda mi się zorganizować jakieś kartofle- rzekł dowódca z przyjacielsko-łobuzerskim uśmiechem na twarzy, podając pudełeczko sternikowi.
  -Nie trzeba było komando…rze- urwał przyglądając się zawartości pudełka. –To… to jest zbyt cenne…nie mogę tego przyjąć- powiedział Joker wyciągając doń z pudełeczkiem w stronę dowódcy.
  -Ależ było trzeba, …owszem możesz to przyjąć, i nic nie jest cenniejsze od słowa-zbył protesty Jokera Shepard.
  -Zadajesz sobie sprawę, że jest tylko kilka sztuk z tym wzorem -kontynuował sternik potrząsając pudełeczkiem przed oczami darczyńcy.
  -Dokładnie trzy sztuki –odrzekł zapytany. –Wiesz Jeff…Mężczyzna ma tylko jedno słowo i kiedy je komuś daje, musi je odzyskać, natomiast ten pamiątkowy medal jakkolwiek cenny by nie był, nie będzie nic wart, gdy damy dupy w kwestii dla nas najistotniejszej -ciągnął tonem, który możnaby nazwać ojcowskim. –poza tym zawsze możesz go wymienić, gdy tylko zdobędziemy jakieś kartofle –skonstatował Shepard powodując śmiech Jokera.
  -Nigdy w życiu komandorze- rzekł sternik chowając szybko pudełko do kieszeni na piersi. –Skąd wiedziałeś, że zbieram?
  -Nie wiedziałem- odparł głupkowatym tonem, wodząc ostentacyjnie wzrokiem po poprzyklejanych to tu to tam na wolnych miejscach konsoli podobnych pudełeczkach.
  -Nie przeszkadza ci to? –ze zdziwieniem w głosie spytał Joker.-Anderson kazałby mi to
„uprzątnąć”.
  -Jeśli tobie nie przeszkadza Jeff to mi dwa razy. -wzruszył ramionami Shepard.
  -Zbliżamy się do przekaźnika masy Komandorze. Zaszczyci pan? -rzekł sternik w skazując pusty fotel drugiego pilota.
  -Już myślałem, że pan nie zaproponuje panie Morreau- odrzekł nie wypadając z uprzejmo-prześmiewczej konwencji zajmując wskazane miejsce.
 
  -Przekaźnik masy w zasięgu wzroku. Za pięć minut rozpoczynamy procedurę odpalania.-poinformował głos sternika interkomu zdający się echem slow wypowiedzianych z fotela po lewicy Sheparda. Właściciel głosu zdjął palec z przycisku na konsoli zakończył odtwarzanie nagranego komunikatu i rzekł odwracając się z rozbawionym wyrazem twarzy w kierunku drugiego pilota.- Chyba nie sadził pan komandorze, że za każdym razem robie to osobiście.
  -Prawdę mówiąc tak właśnie sadziłem – odparł zagadnięty. –Cóż człowiek uczy się całe życie…
  -…By umrzeć głupi –dokończył Joker.
  -Nie sposób się nie zgodzić z maksymą, którą samemu miało się zamiar wygłosić- odrzekł dowódca kontemplując widok przekaźnika masy rosnącego w ramie dziobowego bulaja.  Chwilę zadumy, w której obaj cieszyli oczy widokiem przerwał Joker.
 
  -Ta Quarianka. Tali…
  -Coś z nią nie tak? – wtrącił dowódca.
  -Wprost przeciwnie! Uwielbiam z nią pracować, jest niesamowita, chwyta wszystkie żarty „branżowe” i w ogóle jest, jest jak…no wiesz.-zawiesił głos Joker.
  -Powiedz jej to Jeff –zaproponował z trudem powstrzymując uśmiech Shepard.
  -Nie mam śmiałości do kobiet. –odparł z rezygnacją w głosie. –Apropos. Wiesz co mówią o „technicznych” kobietach?- szybko zmienił temat, przyparty do muru as przestworzy. –Że są jak świnki morskie.
  -Że co?
  -No wiesz, ani świnki ani morskie. –odpowiedział śmiejąc się Joker.
  -Wypraszam sobie! -dobiegł z interkomu głos Quarianki.
  -Jak długo…?
  -Wystarczająco Jeff. –stwierdził zanosząc się śmiechem Shepard.
  -Miło mi słyszeć, że cenisz sobie moje towarzystwo, jako fachowca -rozbawionym tonem dodała Tali. –Ja też cię lubię Joker.
 
Chwilę konsternacji przerwał komunikat sernika odliczający do odpalenia, który tym razem wygłosił osobiście.
Władowanie efektu masy rozświetliło na chwilę panoramę przed nimi. Gdy powrócił obraz kosmicznej pustki z majaczącą w oddali planetą, komandor westchnął i rzekł.
  -Uwierzysz, że po raz pierwszy widziałem odpalenie z tej perspektywy?
  -Niedługo znowu zapragniesz go ujrzeć komandorze, to uzależnia –stwierdził Joker.
 
Normandia weszła na orbitę Noverii pozostając pod osłoną systemów maskujących. Niedługo potem z interkomu dobiegł głos Tali.
  -Mamy Parasini na szyfrowanym kanale, jestem w sali odpraw. Jeśli transmisja ma być bezpieczna muszę pilnować na bieżąco.
  -Już idę Tali –powiedział Shepard wstając z fotela.
Szybkim krokiem minął drzwi i podszedł do terminalu komunikacyjnego. Stojąca obok Quarianka dała niemy sygnał, że połączenie zostało nawiązane.  
 
 
  -Parasini. Z kim mam…
  -…Przyjemność?- Dokończył Shepard.
  -To właśnie próbuję ustalić- Odpowiedział zimny żeński głos.
  -Z kimś, komu obiecałaś postawić piwo Gianno.
  -Chwileczkę - dał się słyszeć odgłos towarzyszący wystukiwaniu czegoś na panelu terminala.
  -O.K, połączenie obustronnie ręcznie szyfrowane, nie da się bezpieczniej. W czym ci mogę pomóc komandorze?– ton głosu rozmówczyni wyraźnie się zmienił w kierunku sympatycznego.
  -Muszę się dostać na Noverię tak, żeby nikt o tym nie wiedział.
  -Łatwo nie będzie…daj mi dwie godziny Over.

CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 22 Juni 2011 - 06:36 .


#10
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
Oficer Gianna Parasini, pełniąca obowiązki tymczasowego zarządcy portu i kolonii Noveria, po aresztowaniu poprzednika salarianina Anoleisa, którego machinacje z pomocą Sheparda udało jej sie obnażyć, siedziała w swoim fotelu i rozmyślała intensywnie. Analizowała możliwości kalkulując jednocześnie ryzyko i ewentualne konsekwencje w przypadku niepowodzenia bądź wykrycia. Komandor pomógł jej bezinteresownie. Gratyfikację, która mu ofiarowała w ramach podziękowania mógł przecież zdobyć innym, łatwiejszym sposobem. Wówczas pewnie nadal by wypełniała polecenia Anoleisa czekając na okazję, która mogła nigdy nie nadejść. Nie cierpiała zadań tego typu. Nie cierpiała apodyktycznych przełożonych, których fanaberie musiała znosić z przekonującym uśmiechem na twarzy, by nie spalić przykrywki maskującej jej prawdziwe cele. Shepard podał jej pomocną dłoń, gdy tkwiła w martwym punkcie. Wydarzenie to nie znajdowało precedensu w historii jej służby. Ba, nawet życia. Nikt nigdy przedtem nie pomógł jej tylko dlatego, że uważał, że tak należało postąpić. Im dłużej zastanawiała sie ile to warte, tym bardziej nieocenionym sie stawało. Absolutny brak skali porównawczej kompletnie rozkalibrował jej spójny system wartości.
-Szlag by to trafił -pomyślała. Decyzja zapadła już dawno w jej sercu, musiała teraz tylko przekonać swój pragmatyczny umysł do skrajnie nietypowego działania. Chciała postąpić tak jak On niegdyś. Nie wiedziała tylko czy będzie potrafiła. Dobrze jest mieć przyjaciół, na których można liczyć choćby nie wiem co sie wydarzyło. Tak bardzo chciała cieszyć się przyjaźnią takiego człowieka jak komandor Shepard. Krótki sygnał dobiegający z nastawionego wcześniej taimera oznajmił, że zbliża sie czas umówionej transmisji. Wiedziała jak pomóc komandorowi, jako P.O. zarządcy znała wszelkie procedury bezpieczeństwa. Musiała tylko rozwiązać problem polegający na tym, czy potrafi sie na to zdobyć.
Przygotowała pliki z niezbędnymi danymi do wysłania, by maksymalnie skrócić czas ekspozycji szyfrowanej transmisji. Teraz już tylko czekała na kontakt z Normandii.

Punktualnie o umówionej porze bipper terminala obwieścił otwarcie polaczenia.
-To jak będzie z tym piwem? -odezwał sie glos Sheparda.
-Będzie, a jakże- odpowiedziała wesołym tonem, wciskając klawisz wyślij.
-Zatem do zobaczenia- powiedział glos komandora kończąc transmisje.
Gianna poświęciła jeszcze kilka minut na zatarcie wszelkich śladów niedawnej transmisji, poczym opuściła biuro. Miała przecież umówione spotkanie.

-Rozkodowałam plik od Parasini- oznajmiła Tali
-Powiedz, że to coś, co nam sie przyda- rzekł z nadzieją w glosie Shepard.
-Przyda sie jak cholera- odparła zapytana.- To algorytm sterujący sensorów naprowadzania systemów obrony Noverii.
-No i…?- komandor podniósł jedna brew w pytającym pokazie mimicznym.
-Sensory są jak oczy, nie mogą patrzeć jednocześnie we wszystkich kierunkach- tłumaczyła quarianka. -Znając algorytm wiemy, w którą stronę będą patrzeć, jak długo, kiedy i gdzie spojrzą potem.
-Znaczy będziemy mogli przemknąć niezauważeni za ich plecami? -wydedukował dowódca.
-Nic dodać, nic ująć kapitanie.
-Gdzie wyznaczyła spotkanie?
-Na terenie Szczytu 15, ...skąd wiedziałeś ze w ogóle będzie jakieś spotkanie.
-Parasini jest strasznie ciekawska, to raczej kwestia skrzywienia zawodowego niż wada charakteru. Właśnie pomachaliśmy jej przed oczami transparentem z napisem tajemnica. W normalnych warunkach pewnie by sie oparła, lecz teraz Gianna strasznie sie nudzi. Jako człowiek czynu nie oprze sie pokusie wyrwania sie choć na chwilę z marazmu.
-Nie możesz tego wiedzieć kapitanie- zaperzyła sie Tali. -Przecież ledwo ja znasz.
-Idę o zakład, że będzie na nas czekać na terenie szczytu 15. -rzekł z uśmiechem na twarzy.
-Przyjmuje! -odrzekła quarianka.
-Ja bym czekał -mruknął po nosem Shepard, uśmiechając sie do swoich myśli.

Pogoda była podła, zimowa zamieć w paskudnym wydaniu, słowem noveryjska wiosna w pełnej krasie. Gianna Parasini pruła poprzez śnieżną zasłonę w niewielkim poduszkowcu zdolnym przewieźć kilka osób i trochę ekwipunku. Zabrała kilka kompletów skafandrów z oznaczeniami służb ochrony KRE oraz kilka sztuk standardowej broni. Nie zapomniała oczywiście o własnym zestawie szpiegowskim, który zabierała ze sobą, kiedy tylko było to możliwe. Ta zdawałoby sie paranoiczna zapobiegliwość niejednokrotnie już uratowała jej życie. Mimo że zmierzała na spotkanie z kimś, kogo uważała za sprzymierzeńca, jej wyuczone odruchy działały niezależnie. Szpiegiem nie da sie być tylko trochę. Szpiegiem sie jest cały czas. Odruchy działają permanentnie. Na szczęście i niestety. Głownie dlatego Gianna nigdy nie znalazła partnera na dłuższy czas. Nie da sie wyłączyć umiejętności obserwacji szczegółów ani czytania mowy ciała. Nikt nie lubi, gdy czyta sie w nim jak w otwartej księdze. Była tego świadoma i już sie pogodziła z faktem, że prawdopodobnie nigdy nie założy własnej rodziny. W sumie to nie wyobrażała sobie siebie prowadzącej tak mało ekscytującą egzystencję.
Coś za coś, nic za nic. Ostrzegawczy sygnał ze skanera dalekiego zasięgu, który sama nie wiedziała kiedy włączyła, przywrócił ją do rzeczywistości. Pogoda nie pozwalała na połączenie z satelitą w celu zrobienia zdjęć obszaru. Zresztą i tak niewiele byłoby na nich widać. Musiała sie pośpieszyć, jednocześnie nie zdradzając własnej obecności. Zwiększyła prędkość włączając systemy maskujące. Miała niewiele czasu, systemy zużywały mnóstwo energii, gdy przestaną działać wszystkie urządzenia na pokładzie muszą być wyłączone, by nie zwrócić uwagi skanerów wroga. Nie wiedziała nic na temat tego co zastanie na miejscu, wiec wstępnie należało przyjąć, że ma się do czynienia z wrogiem. Poza tym na terenie szczytu 15 nie powinno być żywego ducha. Na obiekt nałożono kwarantannę po tym jak załoga normandii odkryła, nad czym pracowali tu naukowcy Binnary Helix. Informacja o uwolnieniu krolwej Rakni nie była szerzej znana.
Poduszkowiec spoczywał ukryty w skalnym załomie. Niebawem przysypie go śnieg. Gianna leżała na krawędzi wąwozu, błogosławiąc układy podtrzymania temperatury ciała zainstalowane w noveryjskiej wersji lekkiego skafandra taktycznego Predator L VII, który miała na sobie. Wprawdzie nie były to jedyne innowacje zaszyte w jej sprzęcie, jednak należały do jej ulubionych. Obserwowała tern poniżej przez lunetę jej wiernego Volkova X ustępującego skutecznością podobno tylko równorzędnemu modelowi pochodzącemu ze zbrojowni WIDM. Jednak nie wymieniłaby go pod żadnym pozorem. Była trochę sentymentalna, przywiązywała się do przedmiotów, w końcu tylko zawartość jej ekwipunku wyznaczała jakąś stałą w jej życiu.
-Batarianie!- pomyślała. Obecność tej pieprzonej terrorystycznej chołoty nigdy nie zwiastowała nic dobrego. Niektórzy w dodatku nosili znaki Błękitnych Słońc, wiec byli nieźle uzbrojeni i wiedzieli jak tego uzbrojenia używać.
-Nie jest dobrze- przyznała sama przed sobą. -W dodatku nie było możliwe ostrzeżenie Sheparda. Gotów pomyśleć, że wciągnęła go w pułapkę. Nic, trzeba po raz kolejny lepić z tego co dane.
-Rusz dupę Parasini- zbeształa się w myślach. -Trzeba wprowadzić trochę zamieszania w szeregach wroga.


CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 23 Juni 2011 - 05:21 .


#11
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
  -Na, co czekamy Tali?- spytał komandor
  -Na znacznik czasowy- odparła quarianka.
  -Możesz wyjaśnić?
  -Jasne kapitanie. Każdy algorytm ma początek i koniec, ten działa w pętli, wiec się powtarza miedzy znacznikami. Żeby wykorzystać algorytm do naszych celów, musimy poczekać na nadejście znacznika początku. Inaczej trudno sie zorientować, w którym miejscu realizacji algorytm się znajduje.
  -Teraz kumam -zamruczał Wrex.
  -Komandorze, mamy obraz okolicy szczytu 15 z satelity. -odezwał sie z interkomu glos Jokera.
  -Jakiego znowu satelity?- zdziwił sie Shepard.
  -Noveryjskiego rzecz jasna. -stwierdził oczywistość zapytany.
  -Toć wiem, że nie ziemskiego Jeff.
  -Tali włamała się do satelitarnego systemu szpiegowskiego Noverii.
  -Tali jesteś niesamowita. -rzekł Shepard.
  -Radzę ci o tym nie zapominać kapitanie.-rozbawionym tonem wtrąciła quarianka.
  -Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem kapitanem Tali- rzekł zrezygnowanym tonem dowódca.
  -Znasz odpowiedz kapitanie -odrzekła quarianka.
  -Zapodaj na duży ekran w komunikacyjnej Jeff- powiedział Shepard, rezygnując z bezcelowej polemiki z nieprzejednaną w tej kwestii quarianką.
  -Sie robi komandorze.
  -Wszyscy do komunikacyjnej -rzucił przez interkom na częstotliwości grupy dowódca.

Obraz nie był najlepszy. Szalejąca śnieżyca nie pozwalała dostrzec szczegółów. Jednak nie ulęgało wątpliwości, że na terenie szczytu 15 ktoś jest. Ktoś, kogo nie powinno tam być. Zaparkowane przed bramą ciężkie pojazdy opancerzone wskazywały na militarny charakter obecności.
  -Ta suka nas wystawiła -oburzonym tonem stwierdziła Ashley, zaplatając przedramiona na piersiach.
  -Znowu zbyt pochopnie ferujesz wyroki Ash- rzekł Shepard.
  -Może nie znasz sie na ludziach tak dobrze jak ci sie wydaje kapitanie- wtrąciła quarianka.
  -Ja tam wierze w Sheparda- wtrącił swym niskim głosem kroganin.- Skoro on mówi, że laska jest w porządku to tak jest.
  -Może zostawmy te psychologiczne bzdety i weźmy się za analizę taktyczną.- wtrącił Garrus Vakarian.
  -Święte słowa Garrusie- przytaknął Shepard- Może rozpoczniesz...?-bardziej stwierdzi niż zapytał dowódca, patrząc na Turianina.
  -Jak zwykle do usług - zgiął sie w parodii ukłonu wezwany poczym podszedł do ekranu - Na obrazie satelitarnym widać trzy ciężkie transportery, każdy mieści 12 osób nie licząc kierowcy i obsługi działa. Czyli można założyć liczebność wroga równą 42 istoty humanoidalne. Ponadto należy się spodziewać, że wykorzystają wieżyczki strażnicze i mechy obrony placówki. Skoro weszli na teren szczytu 15 łamiąc kwarantannę i nie spowodowali wszczęcia alarmu, należy również założyć, że posiadają w swych szeregach kogoś o wysokim priorytecie dostępu Binnary Helix.
  -Słowem przejebane jak za obiery -z właściwym sobie wdziękiem podsumował Wrex.- Zajebiste napierdalańsko się szykuje, za nic bym nie odpuścił.
  -Dziękuję Garrusie- rzekł Shepard-Jeśli nikt nie ma uwag co do raportu sytuacyjnego, przejdźmy do planu ataku. -stwierdził komandor.-Tali ile mamy czasu?
  -Jakieś 15 minut kapitanie.
  -Ashley i Garrus do kapsuł desantowych, wyrzucimy was na grani wąwozu. Dacie nam wsparcie snajperskie. Tylko nie zastrzelcie przypadkiem Gianny Parasini.- słowo "przypadkiem" podkreślił patrząc wymownie na Ash.
  -Jak sobie chcesz komandorze, ale mogę sie założyć, że ta suka nas sprzedała.
  -Przyjmuję zakład- skwitował Shepard. -Tali, zostaniesz na pokładzie i przypilnujesz żeby Joker dobrze wstrzelił się w algorytm. Jak oczyścimy lądowisko dołączysz do nas. -kontynuował komandor.-Reszta ze mną do Mako, wchodzimy metodą "na Wrexa" z dostawą pod drzwi jak w Kanale.-Ruchy!

  -Pierwszy etap na odliczam na trzy- instruowała Tali z fotela drugiego pilota -1...2...3!, dajesz Jeff!
  -Pionowo w dół 124 metry...odliczam na trzy do drugiego etapu...1...2...3 skok!...Koszącym 2050 metrów na 200 dół...odliczam na trzy do trzeciego etapu...1...2...3 skok!...zejdź na desantową i wyrzuć kapsuły. Reszta w twoich rekach Jeff.- Tali wyprostowała się w fotelu, przenosząc uwagę na czujniki ciepła.

Gianna Parasini umieściła już ładunki zbliżeniowe z detektorami ruchu w miejscach, w których spodziewała się strzelców, uzbroją się na sygnał z jej omniklucza. Czekało ją jeszcze jedno zadanie. Zamocowała zintegrowany z systemem HUD hełmu układ naprowadzający na lufie granatnika. Podniosła swego wysłużonego Volkova i załadowała pojedynczy nabój ze znacznikiem celu. Wycelowała starannie w miejsce, w którym powinien znajdować sie moduł nawigacyjny transportera opancerzonego stojącego najbliżej. Znaczna pokrywa śniegu zalęgająca na pancerzu zdecydowanie utrudniała zadanie, w prawdzie istniał pewien margines błędu, ale Parasini nie uznawała niedoróbek. Wypuściła powietrze z płuc i lekko pociągnęła spust. Pocisk znacznika sięgnął celu, czy wystarczająco celnie okaże się za chwilę. Odłożyła snajperkę i przeładowała granatnik. System celowniczy hełmu wytyczył optymalną trajektorię lotu pocisku z module hakerskim. Jeszcze raz sprawdziła wskazania, poczym wystrzeliła. Kilka sekund później moduł zestawił połączenie z omnikluczem.
  -Jak można tak zaniedbywać zabezpieczenia- pomyślała łamiąc z łatwością prymitywne bariery. Wprowadziła instrukcje autosterowania do pamięci transportera wroga. Wszystko czekało tylko na sygnał uzbrajający, gdy dwa ledwo wyczuwalne tąpnięcia obwieściły lądowanie kapsuł desantowych.
  -Przedstawienie czas zacząć -pomyślała wysyłając sygnał aktywujący. W dole zaryczał silnik transportera i zaraz potem rozległ się sie huk pierwszego wystrzału, gdy Gianna zmierzała na spotkanie zespołu infiltracyjnego z Normandii.


CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 24 Juni 2011 - 11:08 .


#12
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
 
11
 
Kapsuła desantowa dokonała przyziemienia. Gruba pokrywa śnieżna uczyniła lądowanie nadspodziewanie miękkim. Niewielkie ładunki katapulty wypluły przypiętego pasami do pancernych drzwi turianina wraz z jego osłoną w białą matń. Pasażer przeleciał kilka metrów, poczym wpadł w biały puch, by resztę trasy pokonać ślizgiem leżąc w zaimprowizowanych saniach.
  -Nie rozumiem, co "zajebistego" widzi w tym nasz krogański sprzymierzeniec - pomyślał Turianin oswobadzając sie z pasów bezpieczeństwa i wyuczonym ruchem stawiając pancerną pawęż drzwi na dłuższej krawędzi, osłaniając sie od ewentualnego ognia nieprzyjaciela.
Zsynchronizowane ze skanerami kapsuły desantowej układy HUD jego hełmu weryfikowały dane taktyczne zebrane podczas lotu do pozycji lądowania. Ash wylądowała jakieś 300 metrów na południowy wschód od niego, gdyby nie śnieżyca byłby pewnie kontakt wzrokowy. Niebawem kapsuły znajdą sie wzajemnie i wymienią danymi, dając im pełniejszy obraz taktyczny oraz zestawią łączność. Garus postanowił wykorzystać ten czas na krotki rekonesans.
 
  -Zajebista jazda - pomyślała Ashley rozpinając pasy wiążące ją z drzwiami, którymi nakryła się w ostatniej fazie ślizgu. -Przytulnie jak w skorupie żółwia, aż się nie chce wychodzić - westchnęła wytaczając sie spod pancernej osłony. –Brr, jak piździ. Zaraz mi tyłek zamarznie - zamruczała pod nosem.
  -W rzeczy samej panno Whiliams - odezwał sie kobiecy głos nieopodal.
Ashley dała nura w śnieg dobywając karabinu.
  - Spokojnie - kontynuował glos. -Nie mam zamiaru do pani strzelać.
  -Zidentyfikuj się, bo ja mam zamiar - warknęła Ash.
  -Oficer Gianna Parasini, do usług. Ukłoniłabym się, lecz zwarzywszy na to, że niewiele widać, sobie daruję.
  -Kurwa mać! - zaklęła sierżant.
  -Nie widzę powodu by lżyć tu pamięć naszych matek - wtrąciła rozbawionym tonem Parasini.
  -Wybacz, właśnie przerąbałam kolejny zakład z Shepardem.-pojednawczym tonem odparła Ashley.
Szum w słuchawkach hełmu sierżant Whiliams zapowiedział zestawienie łączności. Po chwili dał się słyszeć glos Tali.
  -Tu Normandia, proszę potwierdzić łączność.
  -Ashley. Potwierdzam.
  -Garrus. Potwierdzam.
  -Nawiązałam kontakt z naszą przyjaciółką, zaraz dostroimy ją do naszej częstotliwości.- zameldowała Ash.
  -Tu Parasini, przepraszam za nieprzewidziane niedogodności.
  -Zajmijcie pozycje i potwierdźcie strefę zrzutu przesyłki.- poleciła Tali.
  -Teren wstępnie zabezpieczony - poinformowała Parassini.
  -W takim razie rozpoczniemy dostawę po potwierdzeniu zajęcia pozycji.
  -Co to za wystrzały słychać w kanionie Gianno? -spytał Turianin.
  -Zhakowany transporter rozmontowuje bramę - odparła zapytana.
  -Prowadź zatem -powiedział Garrus, który właśnie wyłonił się ze śnieżnej matni.
  -Najbardziej oczywiste moim zdaniem pozycje snajperskie zaminowałam. Niedługo sie przekonamy, na ile trafnie. -mówiła Parasini prowadząc oddział infiltracyjny na pozycje.
  -Batarianie to niechluje. Zawsze idą na łatwiznę - podsumowała Ashley.
  -Nie zapominajmy o Balaku, ten cwaniak już dwukrotnie nam się wymknął.- napomniał Turianin.
  -Wrex mówi, że jest cwańszy niż ładniejszy - rozbawionym tonem rzekła sierżant Whiliams.
  -W jego przypadku to chyba żadne wyzwanie - dorzuciła Parasini.
  -Tak właśnie mówi Liara - skwitował Garrus, powodując parskniecie śmiechem obu pań.
Dotarcie na pozycje zajęło im może 5 minut, rozstawili sie sprawnie omijając zaminowane miejsca.
 
  -Garrus Vakarian do Normandii, dawajcie przesyłkę.
 
Joker był w swoim żywiole, zbliżając sie lotem nurkującym do celu. Tali otworzyła już śluzę czekając jedynie na sygnał sternika.
  -Gootoowaaa - odezwał sie przeciągając samogłoski Joker - Teraz!
Tali aktywowała katapultę ładowni wystrzelając Mako wraz z resztą desantu.
  -Poszła!- zameldowała.
Joker poderwał Normandie w górę upewniwszy sie wcześniej, że Mako nie znajdzie sie w strefie śmierci, gdy włączy dopalacze.
 
Transporter desantowy Mako przy akompaniamencie wizgu hamujących silników, wylądował w śniegu pod bramą szczytu 15, podrywając w górę świeży śnieg wokół. Gdy powróciła widoczność załoga zdążyła zobaczyć tył jednego z transporterów wroga znikającego w otworze ziejącym w miejscu wyrwanej bramy.
  -Tu dowódca, proszę o raport taktyczny - rzucił Shepard przez komunikator.
-Strefa lądowania w zasadzie opanowana. - meldował Garrus -Niewielkie problemy leżą już w śniegu, głównie za sprawą pani Parasini.
  -Rozumiem, że za brak bramy również należy jej podziękować - domyślił się komandor.
  -Proszę bardzo - odpowiedziała Parasini.
Potężny wybuch i jęzor ognia, który wyjrzał z otworu po bramie zaraz po nim, przerwał na chwilę komunikację.
 
  -Garus, Ashley złaźcie na dol. - rozkazał Shepard.- Parasini? Dołączy pani?
  -Już myślałam, że pan nie zaproponuje komandorze - odparła Noveryjka.
 
Mako zostawili poza zasięgiem ewentualnego ognia broni ciężkiej i ostrożnie podchodzili do otworu, w którym dopalały sie resztki zhakowanego transportera.
Oddział infiltracyjny wzbogacony gościnnie właśnie dołączył.
 
  -Ale pierdolnięcie. - stwierdził z podziwem Wrex przyglądając sie szczątkom na progu otworu, który niedawno jeszcze był bramą do szczytu 15.
  -Bądźcie ostrożni. - napomniał komandor. - Bariery kinetyczne raczej was nie ochronią przed tym, co się tak obeszło z ciężkim transporterem.
Wszyscy pokiwali głowami, wyraźnie dochodząc do podobnych wniosków.
  -Zgłaszam się do dyskretnego zwiadu. -zaproponowała Gianna Parasini.- Jako jedyna w tym gronie jestem w stanie dokonać tego bez ściągania na siebie ognia.
  -Zgadzam się - rzekł Shepard. - Proszę uważać na siebie Gianno.
 
Parasini zniknęła w dymiących jeszcze czeluściach.
Po długich dziesięciu minutach powróciła. Wytrzymała pytające spojrzenia drużyny z Normandii.
  -Przejebane.- stwierdziła dostrajając pozostawioną na miejscu kamerę do wizjerów hełmów drużyny.
  -O kurwa! -poparł przedmówczynię Kroganin, podziwiając najciężej uzbrojonego mecha, jakiego kiedykolwiek dane mu było oglądać.
  -On ma na sobie cały pierdolony arsenał- zawtórowała Ashley.
  -Uzbrojenie to tylko niewielka część problemu - stwierdziła Parasini. - Ten model posiada bardzo silne tarcze kinetyczne, których nie jesteśmy w stanie przeciążyć na tyle, by się do niego dobrać zanim rozniesie nas jego uzbrojenie.
  -Jak to możliwe? -zapytał wyraźnie zadziwiony komandor.
  -Tarcze korzystają z generatora stacji jako zewnętrznego źródła zasilania.- wyjaśniała dalej Gianna - Odnawia sie szybciej niż jesteśmy w stanie je przeciążyć.
  - No to jesteśmy w dupie. - kolokwialnie podsumował Garrus.
  -Niezupełnie - odparła Noveryjka - Jest sposób by dostać się pod tarcze i zamontować moduł hakerski. Jeśli poruszasz się wolnym, jednostajnie płynnym ruchem, możliwe jest wejście pod barierę kinetyczną. Jednak jest tu kilka trudności.
  -Zawsze są jakieś trudności - wtrącił Shepard. - Zdążyłem się już przyzwyczaić i poważnie się zdziwię, gdy choć raz ich nie napotkamy.
  -Zatem tym razem trudności polegają po pierwsze na tym, że wchodząc w barierę samemu, nie można posiadać aktywnej tarczy. Po drugie, na shakowanie mecha będzie może 30 sekund, w najlepszym razie.
  -Myślę, że mamy dobrego hakera SI – po raz pierwszy odezwała sie Liara T'Soni.
  -Bez urazy. - odparła Gianna. - Dobrym hakerem SI to jestem ja. Jednak dla moich umiejętności wyzwanie to jest nieosiągalne. Wiec jeśli mam powierzyć życie czyimś umiejętnościom, to musi być kurewsko dobry...Bo chyba nie macie wątpliwości co do tego, kto będzie instalował moduł na tym potworze.- Bardziej stwierdziła niż zapytała Parasini.
  -Shepard do Normandii
  -Normandia, czego wam trzeba? - zapytał glos Jokera.
  -Potrzebujemy tu Tali i małego cudu.
  -Tu Tali. Zlecenia niemożliwe załatwiamy od reki, cuda zajmują nam trochę czasu.- sparafrazowała znany slogan reklamowy quarianka.
  -Problem w tym Tali, że tego czasu będziesz miała bardzo niewiele - odparł komandor.
  -Już sie zbieram kapitanie.- powiedział glos Tali Zorah z komunikatora.
 
Kilka minut później kolejna turianska kapsuła desantowa wbiła się w śnieg Noverii nieopodal wejścia do szczytu 15.
  -Ale jazda. -westchnęła z zachwytu quarianka odpinając się od osłony. Skinęła głową na powitanie Parasini.
  -Jakiego rodzaju cudu ode mnie oczekujecie? - spytała Tali tonem spokojnym, jakby takie prośby nie były dla niej nowością.
  -Trzeba shakowac mega ciężko zbrojnego mecha salarianskiej roboty.- poinformował dowódca.
  -W czym problem? - rzeczowo zapytała quarianka.
  -W tym, że będziesz miała na to 30 sekund w najlepszym razie i jeśli nie dasz rady, to z naszej noveryjskiej przyjaciółki nie będzie co zbierać.
  -Pokażcie mi obiekt - poprosiła Tali.
 
  -O Bogowie! Czy to jest to, co myślę? - z zachwytem w glosie spytała quarianska inżynier.
  -Obawiam się, że tak - odparła Parasini.
  -Jaki mamy plan?
  -Ja sie podkradam, wchodzę pod osłonę i umieszczam dostrojony do twojego omni-klucza moduł hakerski
Możliwie najbliżej centralki interfejsu tego monstrum. Poczym oddaje swoje życie w twoje ręce. - streściła Gianna.
  - Rozumiem, że wiesz na co sie porywasz? - upewniała sie Tali -Będziesz musiała wyłączyć swoje osłony, a bez nich nie będziesz mogła aktywować kamuflażu termo-optycznego?
  - Widzę, że masz pełny obraz - potwierdziła najbardziej zainteresowana powodzeniem przedsięwzięcia.
  -Dlaczego po prostu nie przypniesz blaszakowi ładunku wybuchowego? - zapytała Ashley.
  -Dobre pytanie. - wtrącił Shepard.
  -Ponieważ eksplozja pod tarczą spowodowałaby ogromny pobór mocy, a później powrót skumulowanej energii bezpośrednio do generatora stacji szczyt 15 - wyjasniła Tali.
  -Żaden reaktor tego nie wytrzyma. - dodała Parasini. - Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru spowodować wybuchu nuklearnego na swojej planecie.
  -Spokojnie Gianno. -rzekł komandor. -Nikt z tu obecnych nie ma zamiaru nawet rozważać takiej możliwości.
Parasini podeszła do quarianki i zajęła sie dostrajaniem modułu do jej omni-klucza.
  -Powiedzcie, gdy będziecie gotowe. - poprosił Shepard.
 
 
 
CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU  

Bearbeitet von Hakakken, 04 Juli 2011 - 08:13 .


#13
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
ME12
Gianna Parasini wstąpiła w półmrok, zręcznie klucząc pomiędzy tlącymi się jeszcze szczątkami ciężkiego transportera opancerzonego. Rozlegle pogorzelisko stanowiło nieme ostrzeżenie przed siłą ognia ukrytego w głębi pomieszczenia mecha. Stanowiło jednocześnie udogodnienie taktyczne, gdyż nadal emitowało spore ilości ciepła, znacznie upośledzając bazujące na podczerwieni detektory metalowej bestii. Dzięki temu fartownemu zbiegowi okoliczności można było poczekać z aktywacją kamuflażu termo-optycznego. Pojawiła się więc możliwość dotarcia w pobliże celu bez konieczności ponownego ładowania kondensatorów. Noveryjka przemknęła za lewym, wyciętym w hiperboliczny kształt filarem, zbyt cienkim by zapewnić jej pewną osłonę przed ciężką bronią przeciwpancerną. Trzymając się cieni weszła pod rampę antresoli otwartego korytarza prowadzącego do wejścia w głąb stacji. Nie nadużywając dłużej swego szczęścia aktywowała kamuflaż.
 
Tali Zorah nar Rayah siedziała w kucki oparta kolo jednego z dwóch pozostałych transporterów, z zapartym tchem śledząc każdy krok Gianny. Maksymalnie skupiona na zadaniu nawet nie zauważyła promienia naprowadzającego karabinu snajperskiego. Na szczęście zauważył go Wrex, który wiedziony atawistycznym instynktem swej rasy akurat odwrócił głowę. Wielki kroganin w mgnieniu oka przeciął trajektorię pocisku, który właśnie opuszczał lufę karabinu snajperskiego, własnym ciałem osłaniając skuloną postać quarianki. 
 -Nie obawiaj się mała. -zamruczał jaszczur odzyskując równowagę po bezpośrednim trafieniu, które przeszło przez jego tarcze i utkwiło w pancerzu. -Póki twój kumpel Wrex jeszcze dycha, żadna krzywda cię nie spotka.
Gdy Wrex wystawiał na próbę jakość nano smarów chłodzących lufę swojego karabinu szturmowego, zasypując pociskami miejsce domniemanej kryjówki strzelca, Ashley i Garrus ze snajperkami w rekach już biegli na pozycje strzeleckie zapewniające szerszą perspektywę obserwacyjną. Liara T'Soni wygenerowała osobliwość nieopodal celu kanonady Kroganina. Wyssane z ukrytego okna ciało, zostało poszatkowane na miazgę przez fragmentującą amunicje. To, co upadło w śnieg ledwo przypominało już Batarianina. Shepard, dopadł ścierwa aplikując mu końską dawkę opartej na technologii WIDMO szczepionki regenerującej.
 -Przesłuchaj go Liaro zanim wyciągnie kopyta. - polecił tonem nie pozostawiającym złudzeń, co do rychłej nieuchronności owego zdarzenia.
Asari objęła dłońmi pokiereszowaną głowę snajpera, jej oczy spowił mrok a sieć wyładowań biotycznych spowiła ich sylwetki. Połączenie trwało krótko. Nie mogła ryzykować, że umierający batarianin pociągnie za sobą jej biotyczne jestestwo. Przemknęła tylko po najświeższych wspomnieniach z kilku ostatnich godzin poczym zerwała kontakt.
 
 -Co sie u was dzieje? - spytała szeptem Parsinini.
 -Nic, czym byś się miała przejmować.- zakomunikował szept quarianki.- Kontynuuj Gianno.
 
Skradanie sie pod osłoną kamuflażu wcale nie dawało poczucia bezpieczeństwa. Niemożliwe było sprawdzenie skuteczności systemów maskujących. To jak przemykanie w ciemnym pomieszczeniu z noktowizorem na oczach obok wartownika polegającego wyłącznie na wzroku. Zawsze istnieje ryzyko, że intuicyjnie zapali on światło lub wykona nietypowy ruch wpadając na ukrywającego się. Świadomość ta wzmogła wydzielanie adrenaliny przez podrasowane nadnercza jej organizmu, znacznie podnosząc wydajność mięśni i sprawność psychotechniczną jej ciała. Wiedziała, że przyjdzie jej za to zapłacić nazajutrz permanentnym zakwasem i katorżniczym treningiem, aby ów zakwas rozruszać. -Jestem adrenalinoholiczką i jestem z tego dumna.- Pomyślała przygotowując się do ostatniej, najbardziej niebezpiecznej części zadania.
  -Jesteś gotowa Tali?- Szepnęła.
  -Jestem z Tobą Gianno - wyszeptał głos z komunikatora.
  -Idę - oznajmiła Noweryjka dezaktywując swe osłony kinetyczne. Płynnym, harmonijnym ruchem rozpoczęła taniec bazujący na kata stylu żurawia. Niby przypadkiem otarła się lekko o metalową poręcz schodów pozbywając się resztek ładunku elektrostatycznego z powierzchni kombinezonu. Skupiła się tylko na tym co ma do zrobienia, koncentracja oderwała jej myśli od wielkiego, śmiertelnie groźnego problemu. Metalowy kolos został sprowadzony do roli nieruchomego posągu, na którego powierzchni znajdował się jej cel. Ta sztuczka psychologiczna nigdy jej nie zawiodła. Płynnym jednostajnym ruchem przeniknęła tarcze, mocując trzymany w prawej dłoni moduł hakerski na twardej powierzchni pancerza, kończąc tym samym sekwencję formy kata. Charakterystyczne mrowienie na skórze towarzyszące przenikaniu przez obcą tarczę kinetyczną wytrąciło jej umysł ze stanu koncentracji. Przez dwie długie sekundy, których potrzebował moduł do zestrojenia z centralą interfejsu, Gianna Parasini przeszła mentalnie trzy zawały serca, pozostając w nieruchomej pozycji niczym zastygły zmaterializowany cień.
 
Palce quarianskiej zaklinaczki technologii śmigały po wirtualnej matrycy omni-klucza na podobieństwo dłoni jednorękiego pianisty zatraconego w diabolicznej improwizacji. Tali była całkowicie pochłonięta swoim zadaniem. Bodźce z otoczenia zdawały się do niej w ogóle nie docierać. Miała w rękach życie Gianny Parasini, za nic nie chciała mieć na nich jej krwi.
 
  -Komandorze mamy problem. - odezwał się głos Jokera z komunikatora.
  -Kurwa! Jeff! Na ciebie zawsze można liczyć, kiedy człowiek myśli, że panuje nad sytuacją.
  -Ne moja wina, że zapieprza do was mały desantowiec.
  -Ile mamy czasu?
  -Około 30 sekund. Pruje jakby mu się dupa paliła.
  -Świetnie, kurwa, świetnie- pomyślał Shepard.- Spróbuj ustalić skąd wystartował. Dzięki za ostrzeżenie Jeff.
 
  -Garrus, Ash, spodziewamy się zaraz wrogiego statku desantowego! Zajmijcie pozycje! Wrex ty ochraniasz Tali!- Komandor wydał rozkazy, poczym zajął pozycję i dobył wyrzutni rakiet.
 
Metalowy golem poruszył się.
Gianna mało nie strąciła przytomności. Znaczy normalnie by zemdlała tak jak każdy na jej miejscu, gdyby nie adrenalina buzująca w jej żyłach.
Mech jednak całkowicie ją zignorował. Przy akompaniamencie charakterystycznych odgłosów hydraulicznych mechanizmów egzoszkieletu wykonał kilka kroków w stronę wysadzonej bramy kompleksu. Wycelował broń i z hukiem wygarnął ze wszystkiego co miał w kierunku wyjścia.
 
Desantowiec błękitnych słońc wychynął zza zakrętu kanionu, butnie, porzucajac skalistą osłonę. Jakież zagrożenie stanowiła dla jego osłon kilkuosobowa grupa operacyjna.
Wychynął i z hukiem rozpadł się na kawałki w efektownym fajerwerku.
 
Shepard opuścił wyrzutnie rakiet ani przez chwilę nie wierząc, że zestrzelił desantowiec jednym strzałem. Odwrócił się w kierunku wejścia do kompleksu. W głębi stał ciężkozbrojny mech a jego uzbrojenie świeciło w podczerwieni jak żar z cygara w ciemności.
 
  -Minęło 30 sekund a ja wciąż jeszcze mogę narobić w kombinezon ze strachu.- powiedziała Parassini - Tali jesteś wielka!
  -Ostatnio coraz częściej to słyszę- odparła quarianka - W końcu w to uwierzę.
 
Liara otrząsnęła się ze stanu dezorientacji towarzyszącemu zakończeniu polaczenia. Rozejrzała się wokoło z pytającym wyrazem twarzy.
  -Nie można was na chwilę spuścić z oka, żebyście czegoś nie wysadzili- rzekła z przekąsem pseudo karcącym tonem, wymownie przyglądając się ciemnej plamie na śniegu usianej dopalającymi się szczątkami desantowca.
 
Parasini siedziała oddychając ciężko na krawędzi płytkiego kanału serwisowego nieopodal miejsca gdzie zakończyła akcję, gdy z komunikatora dobiegł głos quarianki.
  -Wymontujesz w końcu rdzeń energetyczny Gianno?. Przecież wiesz jak trudno utrzymać kontrolę hakując coś takiego w warunkach polowych.
  -Już się za to biorę czarodziejko. - odparła Noveryjka ruszając w stronę mecha.
 
  -Co odkryłaś Liaro? - zapytał Shepard mocując wyrzutnie rakiet z powrotem na plecach.
  -W skrócie, to pakujemy się w pułapkę. -odparła Asari.
  -Więc się nie pakujmy - wtrącił Garrus.
  -Co racja to racja - rzekła Ash.
  -Tak w zasadzie to po kiego chuja tam leziemy?- podsumował filozoficznie Kroganin.
Pytające spojrzenia pomknęły w kierunku dowódcy.
  -Pozwólmy Liarze opowiedzieć, czego się dowiedziała. -odparł Shepard - później wyjaśnimy ewentualne wątpliwości.
  -Batariane zastawili na nas pułapkę, to pewne. Niestety Wrex musimy tam wejść, jeśli mamy zamiar odnaleźć nasz kontakt z Omegi.
  -Tam zaraz "niestety". Urdnot Wrex nigdy nie ma nic przeciwko dobremu napierdalańsku!. -wyjaśnił kroganin.- Byłem tylko ciekaw, czy ów kontakt wart jest dla nas dobrej rozpierduchy z przeważającymi siłami wroga przygotowanymi na nasze przyjście. Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie miałem w planach śmierci ze starości.
  -Kontakt swoje problemy zawdzięcza temu, że chciał zbliżyć się do nas. - kontynuowała Liara - Już z uwagi na to zasługuje na rozważenie akcji ratunkowej.
  -Pozostaje jeszcze kwestia Balaka, na której definitywnym rozwiązaniu chyba dość szczególnie nam zależy.- wtrącił   Garrus Vakarian, zaś kroganin wykonał międzygatunkowy gest podrzynania gardła, rozwiewający wszelkie wątpliwości jak dalece permanentne rozwiązanie kwestii ma na myśli.
  -Pamiętajmy, że za tym wszystkim stoi ktoś o wiele sprytniejszy i potężniejszy, dysponujący imponującą wiedzą odnośnie naszych przedsięwzięć. - napomniała Asari.
Wszyscy pokiwali głowami.
  -Skoro mamy jasność w tej kwestii, chyba nie ulega wątpliwości, że idziemy do środka, jak również, że idziemy tam baardzo ostrożnie.- Podsumował Shepard akcentując słowo "baardzo", wymownie patrząc na Wrexa i Ashley. -Są bardziej podobni do siebie niż chcieliby przyznać.- Pomyślał, lecz nie raczył podzielić się tą myślą. 
 
 CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 10 Juli 2011 - 07:36 .


#14
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
 ME13
Gianna Parasini z wymontowanym rdzeniem energetycznym kierowała się w stronę grupy desantowej Normandii wzorem quarianki, która właśnie dołączyła do reszty oddziału.
Wtem za jej plecami rozległ się charakterystyczny odgłos. Odgłos towarzyszący ruchowi egzoszkieletu mecha. Zestrojony z jej ciałem skafander taktyczny zareagował na nagłą zmianę tętna właścicielki aktywacją kamuflażu termooptycznego. Noveryjka instynktownie rzuciła się w bok, schodząc z linii ewentualnego ognia.
  -Tali! - krzyknęła przez komunikator Parasini - Mech sie przebudził!
Quarianska Inżynier nie marnowała cennego czasu na odwracanie się. Jej palce zatańczyły na wirtualnym panelu.
Mech gwałtownie skręcił i z pełną prędkością skierował się ku przepaści, po drodze zrywając gruby jak ramię kroganina przewód łączący go z zasilaniem stacji niczym pępowina. Zerwany kabel zaczął sie cofać z coraz większą prędkością w głąb hangaru, zwijany przez mechanizm napinający, podczas gdy mech zachwiał się na krawędzi przepaści, po czym runął w dół na spotkanie dna kanionu.
  -Szkoda - rzekła smutnym tonem Tali.- chciałam poprosić byśmy go zabrali. Wprawdzie po doświadczeniach z getami quarianie za nic nie wpuściliby ciężkozbrojnego mecha na pokład statku, lecz jego części bardzo by się przydały.
  -Nie martw sie Tali -rzekła Liara - statek, którym uciekliśmy z Omegi już mi się nie przyda. Chciałam wprawdzie ci go podarować w innych okolicznościach...
  -O jejku! Liaro!- wybuchła euforią Quarianka, rzucając się na szyję Asari - Mam ochotę cię ucałować!
  -Nie podniecaj się tak mała. Najpierw musimy wynieść stad cało nasze tyłki - studził entuzjazm Tali Wrex - Wiec się lepiej skup na zadaniu, bo nie zdążysz pomiziać swojego cacka.
  -Oczywiście. Macie rację. - odparła siląc się na poważny ton Qariańska technomantka.
 
  -Wracamy do zwiedzania proszę wycieczki. - odezwał sie Shepard zdecydowanym tonem. - Dysponujemy jakimiś planami tego obiektu? Choćby z ostatniej wizyty.
  -Owszem. -potwierdził turianin uruchamiając transfer odpowiednich plików do systemów HUD towarzyszy. - Na poziomie hangaru znajduje się pokój ochrony. Może uda nam się podpiąć pod system monitoringu. Obok niego znajduje się winda prowadząca do wyższych poziomów. Jest tam wystarczająco dużo miejsca, by spodziewać się znacznego oporu.
  -Dzięki Garrusie, na razie tyle nam wystarczy- rzekł Shepard- spróbujmy najpierw dobrać się do systemu monitoringu ochrony. Pamiętajcie, ostrożnie!
  -Jak ktoś mnie nazwie paranoikiem, dostanie kopa w dupę - burknął Wrex.
  -Gianno, jeśli masz zamiar sie przyłączyć do akcji musisz zaakceptować łańcuch dowodzenia. Ja, Garrus, Tali. Dokładnie w tej kolejności.
Z wymienionej dwójki tylko Turianin nie okazał zaskoczenia.
  -Tak jest!- potwierdziła z przekąsem Noveryjka.- Za nic w świecie nie odpuszczę okazji rozwikłania tej sprawy. Poza tym ktoś na Noverii zapewnia im zaplecze i robi to bez mojej wiedzy, a to już sprawa niemal osobista.
  -Naszym pierwszym celem jest pokój ochrony- oznajmił komandor - Gianna dyskretnie rozpoznaje teren, Garrus i Ash ubezpieczają z tylu. W razie kłopotów ja, Wrex i Liara wchodzimy jako kawaleria. Tali trzymasz się za Ashley i w razie czego pomagasz. W żadnym wypadku nie pchasz się w ogień walki. Twoja rola jest dla powodzenia misji kluczowa, chcę by wszyscy byli tego świadomi. Zrozumiano?
Członkowie oddziału potwierdzili przyjecie rozkazów skinieniem głowy.
  -To do roboty!
 
Garrus Vakarian lustrował pusty korytarz częściowo ukryty za ścianą przy wlocie do niewielkiego przedsionka prowadzącego na niską antresolę hangaru. Na tle owego korytarza rozpłynęła się przed chwilą postać Noveryjskiej infiltratorki osłoniętej woalem niewidzialności. Tylko czytelny dla systemów optycznych znacznik pozwalał na określenie jej pozycji. Był on widoczny, ponieważ Gianna zestroiła swój lokalizator z systemami reszty oddziału, celem uniknięcia przypadkowego postrzału.
Zarys postaci poruszał się płynnie, trzymając lewej ściany pokonał długość korytarza i zniknął za zakrętem. Systemy wspomagania celowania wyliczały jego przybliżoną pozycję za ścianą zakrętu. Chwilę później głos Parasini zameldował zajęcie pozycji w pomieszczeniu ochrony. Trojka „kawaleryjska" ruszyła śladem "czujki", pokonując nadspodziewanie cicho drogę do zakrętu. Shepard uśmiechnął się lekko zauważywszy ładunek KRIO przymocowany do drzwi windy.
  -To sie nazywa zapobiegliwość - szepnął w komunikator. Gdy mijali wejście do windy usłyszeli cichy odgłos pracującego mechanizmu.
  -Uwaga, jedzie winda - ostrzegł dowódca kryjąc się za zakrętem za przykładem Liary i Kroganina.
Drzwi drgnęły i zaczęły się rozsuwać, ładunek umieszczony na nich spadł na podłogę, by po kilku sekundach z charakterystycznym dźwiękiem rozprężającego się gazu uwięzić pasażerów w strefie krio stazy.
Cztery salariańskie mechy typu Loki zastygły na kilka cennych sekund, których potrzebowali Normandyjczycy do rozniesienia ich osłabionych pancerzy w krótkiej, acz treściwej kanonadzie.
Urdnot Wrex układał szczątki w świetle drzwi windy uniemożliwiając jej powtórne użycie obrońcom.
  -Te mechy nie są standardowe - stwierdził Garrus mijając stos porozrywanych humanoidalnych robotów.
  -Masz rację - potwierdziła Ash - zdecydowanie mocniej uzbrojone.
Tali wzięła w ręce jedną z oderwanych głów, odsunęła jakąś niewidoczną klapkę i wydłubała niewielką błyszczącą kość. -Zaraz sprawdzimy co im chodzi po głowie - oznajmiła kierując się w stronę pomieszczenia ochrony.
Minęła Ashley stojącą na zakręcie w miejscu zapewniającym dobry widok na całą długość korytarza i wejście do windy.
W pomieszczeniu ochrony Gianna Parasini przyglądała się już obrazom z wnętrza stacji, rejestrowanym przez kamery monitoringu eksponowanych w szklanej tafli ściany oddzielającej pomieszczenie ochrony od korytarza, która okazała się także ekranem.
  -Niby wszystko w porządku, jednak coś mi tu nie pasuje -oznajmiła Noveryjka padając swobodnie na oparcie fotela.
  -Zbyt nasycony obraz - stwierdziła Tali.
  -To znaczy? - domagał sie wyjaśnień komandor.
  -Zbyt dużo kolorów - odparła quarianka. - Systemy monitoringu tego typu dają obraz o mniejszej ilości barw i dzięki temu większym kontraście, jednak podczas odtwarzania są automatycznie filtrowane, więc wyglądają trochę inaczej. Jest to technicznie uzasadnione, jak chcecie mogę wam wyjaśnić.
  -Może innym razem.- rzekł Garrus oszczędzając wszystkim technicznego wywodu, z którego większość polowy by i tak nie zrozumiała. -Jeśli dobrze cię zrozumiałem, to ktoś nam wciska nagranie zamiast obrazu w czasie rzeczywistym.
  -Dokładnie! - potwierdziła Tali - Zaraz spróbuję dobrać się do tego, co kamery widzą naprawdę.
Zajęła drugie krzesło przy szafie serwera obok Parasini, po czym podłączyła swój omni-klucz. Mrucząc coś pod nosem robiła dziwne rzeczy z obrazem, śmigając palcami po wirtualnym pulpicie omni-klucza z zawrotną prędkością. Rzędy znaków przesuwały się w sferycznym lustrze przyłbicy jej hełmu.
Obraz na ekranie zmienił się nieznacznie.
  -W zasadzie wygląda O.K- stwierdziła Tali tonem sugerującym rychłe nadejście "ale" - I w normalnych okolicznościach nie szukałabym głębiej, ale jak wiecie nie mamy tu do czynienia z normalnymi warunkami. Coś mi tu nie pasuje.
Na ekranie pojawił się obraz z kamery ukazującej wnętrze pomieszczenia, w którym się aktualnie znajdowali. Oglądający wybałuszyli oczy ze zdziwienia.
  -Co jest kurwa!?- dziwił się Wrex, przyglądając się na przemian obrazowi prezentowanemu na ekranie i siedzącej nieopodal Gianny Parasini.- Czemu jej tam nie ma?
  -Ktoś ma jakiś pomysł jak to wyjaśnić? - Rzucił w eter dowódca.
Ciszę, która po tym zaległa, przerwał jakiś łoskot dochodzący z głębi korytarza, który to łoskot miał pewnie jakiś związek z kroganinem wchodzącym do pomieszczenia ochrony z kamerą monitoringu w garści. Fragmenty ścian widoczne przy uchwycie mocowania nie pozostawiały wątpliwości, co do sprawcy zamieszania w korytarzu. Jaszczur z nienaturalną dla siebie delikatnością położył swą zdobycz na podłodze. Quarianka niezwłocznie zajęła się szczegółowymi oględzinami w asyście Noveryjki i Turianina.
  -Wrex jesteś genialny!- wykrzyknęła z zachwytem Tali, przyglądając się wnętrzu mechanizmu.
  -Moja nie być głupi, moja kiedyś zjeść salariański naukowiec. - odrzekł kroganin, uderzając się prawą ręką w pierś, powodując jednocześnie salwę śmiechu pozostałych, uciszoną zaraz przez ich samoświadomość niestosowności tego rodzaju zachowań podczas niebezpiecznych akcji.
  -Weź mnie nie rozśmieszaj, bo dostanę czkawki - przestrzegła quarianka tonem nadal noszącym znamiona niedawnej wesołości.
  -Powiedz, że coś macie -rzekł z nadzieją w glosie Shepard – nie chciałbym pakować się głębiej w to gniazdo os ze świadomością istnienia niewyjaśnionego zjawiska tego typu.
  -Kamery posiadają układ detekcji temperatury rejestrowanych obiektów i najwyraźniej pewna część tego spektrum jest dla nich niewidoczna.- poinformowała techno-magiczka. -Nadal jeszcze nie rozumiem do końca działania tego mechanizmu.
  -Może informacja, że noveryjskie wersje większości kombinezonów i pancerzy posiadają systemy utrzymujące optymalną temperaturę ciała w czymś ci pomoże - wtrąciła się Parasini - Praktycznie ogranicza się to do ogrzewania w związku z naszym zimnym klimatem. Wówczas można spodziewać się innego niż w przypadku pancerzy nieposiadających tego rodzaju układów, obrazu w widmie podczerwonym. Jak rozumiem, brakowało ci sposobu w jaki system monitoringu różnicuje co ma pokazać a czego nie.
  -Teraz już wiem wszystko, co potrzebuję wiedzieć, dziękuję Gianno.
-Potrafisz to obejść? - z nadzieją w głosie zapytał komandor.
  -Jasne, że tak! -odparła urażonym tonem quarianka- Lecz mam zamiar to wykorzystać przeciw naszemu przeciwnikowi.
  -Odwrócisz warunek weryfikacji? -stwierdziła bardziej niż zapytała Parasini.
  -Aha.- potwierdziła Tali.- Będziemy potrzebowali transmitera łączności z serwerem monitoringu.
  -Obawiam się, że takowego nie posiadam - z ubolewaniem stwierdziła noveryjska pani szpieg.
  -Nie szkodzi. -odparła inżynier- Przynieście mi kompletnego mecha z wrexowej sterty, to zaraz coś zmajstruje.
  -Na czym polega sztuczka, której masz zamiar użyć przeciw naszemu przeciwnikowi? -spytał w imieniu mniej zorientowanych w kwestiach technicznych członków grupy Garrus.
  -My zaczniemy widzieć ich, a oni przestaną nas. -odrzekła z satysfakcją Tali.
  -A co z Gianną? - drążył Turianin.
  -Zmarznę - odpowiedziała zainteresowana, jednak entuzjazmu w jej glosie próżno było szukać.
 
 
  CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU 
 
 
 

Bearbeitet von Hakakken, 18 Juli 2011 - 05:25 .


#15
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
 
ME14
Gdy Tali montowała transmiter używając części pozyskanych z mechów, reszta oddziału oglądała odkodowane obrazy pochodzące z kamer monitoringu.
 -Sporo tych mechów -z rezygnacją w głosie stwierdził Garrus. - Ciekawe jak im sie udało tyle tego natargać w tak niedługim czasie.
 -Tez mnie to interesuje. -oznajmiła pełniąca obowiązki zarządcy Port Hanshan - Wszystko musiało przejść niemalże pod moim nosem.
 -Teraz się tego nie dowiemy - dodała Liara T'Soni - Jedno jest pewne, ich mocodawca jest bardzo wpływową i majętną osobą.
 -Mamy po prostu farta do potężnych przeciwników - rzuciła degresywnie Ashley.
 -Będą o nas śpiewali pieśni długo po naszej śmierci - zadumał sie Wrex     -Wasza kompania to najlepsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała...zginąć u waszego boku poczytuję sobie za najwyższy zaszczyt.
 -Średnio to pokrzepiające - podsumował Garrus
 -Jak ci idzie Tali?- zainteresował się Komandor - I co ty tam właściwie tworzysz?
 -Transmiter sygnału z serwera monitoringu do mojego omni-klucza.
I w zasadzie już skończyłam - odparła Quarianka odkładając swoje narzędzia.- Teraz będziemy mieli wgląd do systemów monitoringu póki nie wyjdziemy z zasięgu.
 -Sprawdziłaś może, jakie oprogramowanie steruje mechami?- spytał turiański agent.
 -Jasne! Mam w związku z tym dwie informacje.
 -Niech zgadnę - wtrącił Wrex -Dobra i złą?
 -Gdzie tam. -zaprzeczyła Tali - Obie w miarę dobre. To oprogramowanie daje możliwość przejęcia kontroli nad mechami bądź ich wyłączenia w razie niepowodzenia.
 -Milo słyszeć - ucieszył się dowódca.- Zatem do dzieła.
 -To nie takie proste kapitanie - tłumaczyła quariańska inżynier- Powiedziałam „w miarę dobre” a nie „rewelacyjne”. Musimy się dostać do rdzenia WI i posiadać odpowiednio wysoki priorytet dostępu, którym zapewne dysponuje nasza noveryjska towarzyszka, jako pełniąca obowiązki zarządcy kolonii.
 -Nie mylisz sie - potwierdziła Parasini - twoja wiedza na temat tajnych procedur bezpieczeństwa jest imponująca.
 -Dla kogo tajnych, dla tego tajnych.-rozbawionym tonem odrzekła Tali- Quarianie nie przetrwali by bez dobrych procedur bezpieczeństwa.
Wbrew pozorom tajne czy nie, algorytmy tych procedur niewiele się od siebie różnią.
 -Wróćmy do planu taktycznego - stanowczym tonem rzekł Shepard
 -Jak widać na załączonym obrazku czeka nas niezła strzelanina.
 -Winda zawiezie nas w górę do pomieszczenia zwanego kafeterią -rozpoczął Garrus, który od początku studiował obrazy z kamer monitoringu.- Przedtem jednak mamy taki przedsionek, korytarz jak ten za ścianą, od hallu kafeterii oddzielają go drzwi. Jeśli je otworzymy musimy jak najszybciej dostać się do drugiej windy znajdującej sie na końcu galerii. Do niej zaś dostać się można tylko schodami na prawo od windy, którą przyjedziemy. Jak widać na obrazie z kamer, na półpiętrze schodów, przez które musimy przejść idąc, a raczej biegnąc do windy wyjściowej, znajduje się stanowisko ogniowe? Pięciu batarian z ciężką bronią, cztery mechy Loki.- Wyostrzył obraz z kamery na omawianym miejscu. -W normalnych okolicznościach można by uznać to za wiarygodne ognisko oporu.
 -Jednak normalne okoliczności nie mają nic wspólnego z tym, co ma tu miejsce - Skonstatował Shepard.
 -Właśnie dlatego coś mi tu nie pasuje. Spójrzcie.- turianin wskazał drzwi znajdujące się w głębi pomieszczenia, niemal naprzeciw windy.- Optymalna droga podejścia stanowiska ogniowego przebiega tędy. - Wskazał drogę na lewo od wejścia od strony windy, wiodącą przez krótkie schody w dół na obniżony względem głównego hallu poziom, chroniony przed ostrzałem od strony wroga przez niewysoką balustradę, która w polaczeniu z różnicą poziomów dawała niemal całkowitą osłonę na linii strzału.- Dalej jest jeszcze lepiej - kontynuował analizę taktyczną Garrus Vakarian.- Dwie równoległe ściany całkowicie chronią przed ostrzałem ze strony półpiętra.
 -To się kurwa kupy nie trzyma! - stwierdził oczywistość Wrex.
 -Chyba, że w tak zwanym międzyczasie ze wspomnianych drzwi, które znajdą sie całkiem przypadkiem za naszymi plecami, wysypie się grupa uderzeniowa i zapędzi nas w jedyne miejsce, w które możemy uciec.
 -Wprost pod zmasowany ostrzał ze stanowiska na półpiętrze.- dokończyła Liara.
 -Ja bym jeszcze zaminował naszą jedyną drogę ucieczki minami kriogenicznymi.- rozwinął turianin. 
 -Wówczas mogliby walić do nas jak do posągów.- dodała Ashley.
 -Co wiec proponujesz Garrusie? - spytał Shepard.
 -Frontalny atak na gniazdo obrony.- odpowiedział wezwany- Szybki rajd w stronę windy na galerii. Możliwie bez zatrzymywania się. Póki nie uda nam sie rozwiązać problemu mechow, póty nie jesteśmy w stanie nawiązać walki dającej jakiekolwiek szanse na przeżycie owej. Zalęgający na tym poziomie śnieg nawiany przez ubytki w szklanych świetlikach daje dodatkowo możliwość ukrycia wszelakiej maści niespodzianek, o zmniejszeniu prędkości poruszania sie i ryzyka poślizgnięcia nie wspomnę.
 -Jakieś inne propozycje? - zwrócił się do towarzyszy komandor.
 -Czy jest możliwe sprawdzenie czy droga od windy do gniazda nie jest zaminowana? - wtrąciła Ash przysłuchująca się analizie taktycznej ze swej pozycji obserwacyjnej.
 -Dzięki czujnikom termicznym w kamerach można przeanalizować obraz widma podczerwieni - odpowiedziała Tali- Miny zwykle mają inną temperaturę niż otoczenie, zwłaszcza, gdy są aktywne. Zaraz się tym zajmę.
 -Miejmy nadzieje, że jakiś w gorącej wodzie kąpany batarianin je aktywował - wyraził swe pozostające w sferze pobożnych życzeń oczekiwania Shepard.
 -Bogowie cię wysłuchali komandorze -odezwała się Quarianka - Patrzcie!
Na obrazie pojawiły się punkty w miejscach, w których spodziewał się je zobaczyć turiański taktyk, jak i na obniżonej platformie, na lewo od wejścia, przez którą prowadziłaby droga marszu taktycznego podejścia do gniazda ogniowego na schodach.
Dodatkowo, o zgrozo, znajdowały się również na schodach powyżej półpiętra i na galerii.
 -No to jesteśmy w dupie.- zasępił sie kroganin.
 -Nie jest tak źle jak by sie mogło wydawać - błyskotliwy zmysł taktyczny nie zawiódł i tym razem Garrusa - Pomieszczenia równoległe do antresoli wydają się nie być zaminowane, a oddzielone od siebie są tylko drzwiami takimi jak te do tego pomieszczenia.
 -Delikatna tandeta! -z odrazą stwierdził Wrex.
 -Tak jak mówisz - potwierdził Turianin. - Dlatego uważam, że nie jesteśmy jak to określiłeś "w dupie", no przynajmniej nie tak głęboko jakby się mogło wydawać.
 -Jest jeszcze coś, o czym powinniśmy wiedzieć zanim zaczniemy ten marsz pod wiatr ostrzału? - rzucił w eter dowódca.
 -Po opuszczeniu poziomu kafeterii możemy wyjść z zasięgu transmitera- ostrzegła quariańska inżynier.
 -Mam pewien pomysł na zniwelowanie efektów śliskiego podłoża -rzekła Ash - Będziemy potrzebowali kilku gaśnic, rzucimy je przed siebie i rozwalimy strzałem. Pył gaśniczy działa antypoślizgowo.
 -Świetny pomysł - pochwalił Shepard -Widziałem kilka agregatów gaśniczych po drodze.
 -Mówiłaś Tali, że możemy wyjść z zasięgu transmitera - zainteresował się Garrus. -Sprawdźmy zatem, co nas czeka, gdy wyjdziemy z windy na poziomie rdzenia WI.
Quarianka, wywołała obraz z kamery we wspomnianym miejscu.
 -Na pierwszy rzut oka cisza i spokój -skomentował widok dowódca – Dziwne, aż boli. Możesz przefiltrować przez obraz w poczerwieni Tali?
Poproszona wprowadziła łańcuch komend na panelu swego omi-kucza. Na ekranie pojawiła się sieć malutkich punktów, pokrywająca posadzkę w sposób uniemożliwiający ich miniecie.
 -Ktoś ma pomysł na wytłumaczenie tego, co widzimy?- zwrócił się do reszty oddziału dowódca.
 -Obezwładniającą nano siec fazową.- odpowiedziała zgodnie ze swą wiedza Parasini.- Takie małe wredne cholerstwo, łatwo to przeciążyć, lecz trzeba to robić każdorazowo, gdy się chce po tym przejść. Niby nie problem jak w porę zauważysz, jak nie zauważysz lub zapomnisz to dostaniesz po układzie nerwowym sporym ładunkiem elektrycznym. W rezultacie tracisz przytomność na kilka do kilkunastu minut, a elektronika, którą miałeś na sobie nie nadaje się już do niczego.
 -Mała rzecz a cieszy -Podsumował Garrus.
 -Kurwa mać, na każdym kroku pułapka.- burczał Kroganin - Zanim stad wyjdziemy autentycznie dostanę paranoi.
 -Nie większej niż ten, kto te pułapki zastawia.- zauważyła Liara - Pomyśl lepiej o opowieści, która będzie opiewać twą chwałę, gdy rozwalimy w końcu tego wkurzającego Batariaina.
 -Moja matka zwykła mówić "lubię jaja, ale nie do kolan"- odrzekł Jaszczur- a tu ktoś najwyraźniej przegina pałę. Jak natkniemy się na pomieszczenie bez pułapki, spędzimy w nim tydzień na jej szukaniu zanim pogodzimy się z myślą, że jest bezpiecznie.
 -W tym czasie pozdychamy z głodu - zauważyła Ashley.
 -Kto pozdycha ten pozdycha - dorzucił pokrzepiająco Wrex.
 -Skoro wyczerpaliśmy temat taktyki jak mniemam, ruszmy tyłki i chodźmy trochę postrzelać proszę wycieczki - zakończył odprawę Shepard.
 
Akcja toczyła sie zgodnie z przewidywaniami. Obrońcy zdawali sie być zaskoczeni taktyką atakującej spec grupy z Normandii. Przynajmniej sprawiali wiarygodne takiego stanu wrażenie, o ile możliwe było jednoznaczne tego stwierdzenie w ferworze frontalnego ataku.
Gianna Parasini pod osłoną systemów maskujących dostała się na tyły obsady stanowiska ogniowego. Po drodze shakowala jednego z mechów rozkazując mu zaatakowanie reszty. Znajomość wersji oprogramowania znacznie ułatwiała proces przejmowania kontroli nad androidami. Wprawdzie jeden mech nie stanowił tu realnego zagrożenia, jednak wprowadzał zamieszanie w szeregach obrońców na kilka cennych sekund. Wykorzystując ostatnie chwile osłony kamuflażu Noweryjka zaatakowała od tylu betarianina przygotowującego się do oddania strzału z ciężkiego granatnika. Uderzeniem w przedramię zbiła broń z obranego celu akurat w momencie oddania strzału. Odrzut broni wytrącił oboje z równowagi. Zaskoczony batarianin pozwolił granatnikowi opaść w śnieg, sięgając po bardziej odpowiedniego na krótki dystans shotguna. Parasini szybkim wypadem w przód zaatakowała przeciwnika zadając cios w tętnicę szyjną trzymanym w prawej dłoni ostrym jak brzytwa tanto, oddając jednocześnie strzał z trzymanego w lewej ręce pistoletu w nogi drugiego batarianina.
Drugi przeciwnik podcięty niespodziewanym trafieniem, runął w śnieg wprost pod nogi mecha przewracając go. Cios w tętnicę szyjną również doszedł celu. Zraniony batarianin poniechał broni próbując zatamować krwawienie, w pozbawionym sensu odruchu samozachowawczym. Był już trupem.
Gianna stawiała kolejny krok w swym tańcu śmierci, kontem oka łowiąc kolejny cel. Adrenalina w jej krwioobiegu przyśpieszała jej ruchy.
Otoczenie jawiło jej się sceną ze spowolnionego vidu, w której to scenie ona stanowiła jedyną poruszającą się z naturalna prędkością postać. Odgłosy otoczenia sprowadziły się do samych niskich tonów. Uwielbiała ten stan. Właśnie dla tych kilku sekund, w których naprawdę czuła, że żyje, spędzała codziennie kilka godzin na sali treningowej prywatnego dojo, utrzymując ciało w nienagannej kondycji. Żaden sparing jednak nie może się równać z prawdziwą walką, gdy życie tańczy w rytmie wystrzałów na krawędzi ostrza. Zatraciła się w tym tańcu każdą komórką ciała, chłonąc kwintesencję chwili, gdy jej instynkt podniósł alarm. Podświadomość zarejestrowała wiązkę naprowadzającą karabinu snajperskiego mierzącą w tył jej głowy. Rozpaczliwym wysiłkiem pokonała bezwładność rozpędzonego ciała, składając się w improwizowanym uniku, gdy poczuła tępy ból w okolicy prawej łopatki. Energia wystrzału wyrzuciła ją w powietrze. Zepchnięta do perspektywy trzeciej osoby świadomość zarejestrowała jeszcze tylko odgłos załączających się injektorów medizelu jej skafandra pośród kakofonii dziwnie rozciągniętych dźwięków, po czym odpłynęła w mrok niebytu.
 
Garrus Vakarian wyłowił anomalię zakłócającą przebieg starcia na półpiętrze. Stanowiła ją wiązka celownika karabinu. Czerwona linia śmierci łącząca snajpera w drzwiach pomieszczenia powyżej z jego celem, który stanowiła zaangażowana w walkę bezpośrednią Parasini.
Turianin pewną ręką podniósł swój karabin snajperski. Aktywowana zdolność taktyczna dała mu kilka sekund stabilnego zespolenia z bronią. W takich momentach zawsze czuł jakby karabin stawał się częścią jego ciała. Tak było i tym razem. Świadomość celu, której nie potrafił wyjaśnić, dawała mu pewność trafienia jeszcze zanim pociągnął za spust. Dała mu również świadomość, że stanie się to zbyt późno. Zbyt późno, by przeszkodzić strzelcowi wroga w oddaniu dobrego strzału. Ubolewając nad tym faktem pociągnął za spust.
 
Komandor Shepard zauważywszy czerwoną pręgę wycelowaną w głowę noveryjki, przyspieszył biegu. Wspomaganie serwoszkieletowe wyło jednostajnym dźwiękiem, gdy właściciel pancerza zmusił je do maksymalnej wydajności. Minął składającego się do strzału Garrusa, załączył wspomaganie tarcz kinetycznych i runął z impetem pomiędzy przeciwników. Przeskoczył powalonego mecha wymijając jednocześnie padającego w ślad za androidem batarianina, po czym zdecydował się na skok. Odbijając się stracił cenne ułamki sekund, nim poczuł solidny opór posadzki we wkopnym podłożu zalegającego śniegu. Szybował już w powietrzu by osłonić Parasini przed trafieniem snajpera. Wiedział, że jej tarcza nie da rady. Padł strzał.Sylwetką Gianny targnął konwulsyjny wstrząs, po czym impet trafienia posłał ją w powietrze. W tym momencie Shepard pochwycił swój cel, porywając go w kierunku kontrolowanego lądowania na granicy zaminowanego obszaru, w którego obręb wpadłoby niechybnie pozbawione świadomości ciało sojuszniczki, ostatecznie grzebiąc szanse na uratowanie jej życia.
 
Ashley Wiliams zauważywszy zrywającego się do biegu dowódcę, aktywowała wspomaganie fali ognia swego karabinu i pokryła zmasowanym ostrzałem przeciwników na drodze Sheparda, wykorzystując do granic możliwości krótki czas ekspozycji celu, nim ostrzał będzie niósł ze sobą zbyt duże ryzyko trafienia sprzymierzeńca.
Odprowadziła wzrokiem przechwytującego w powietrzu noveryjke komandora, po czym ruszyła jego śladem dokańczając rozpoczęte dzieło zniszczenia.
 
Tali uruchomiła procedurę autodestrukcji schakowanego mecha w chwili, gdy szybował on w powietrze na skrzydłach mocy podniesienia użytej przez Liare. W chwilę po tym, do sprawdzonej wielokrotnie kombinacji dołączył Wrex, ciskając mechem mocą biotycznego rzutu w kierunku grupy uderzeniowej, która zgodnie z przewidywaniami Garrusa właśnie wysypywała się z drzwi w głębi pomieszczenia kafeterii.
Wycofywali się pozostając w taktycznym cieniu osłon krogańskiego czempiona z klanu urdnotow, wszelkimi dostępnymi metodami spowalniając ruch grupy uderzeniowej konsekwentnie spychającej ich w kierunku kriopola minowego.
 
Normandyjczycy z fazy ataku przeszli do ubezpieczanego odwrotu w kierunku windy prowadzącej do rdzenia WI. Droga obejścia pola minowego przez równolegle pomieszczenia okazała się czysta, nie licząc walających się pod nogami szczątków wyposażenia, które służyły im do pospiesznego tarasowania drogi za sobą. Przeszkody tego rodzaju skutecznie spowalniały mechy. Poruszali się w formacji defensywnej. Prowadziła Ashley sprawdzając drogę przed z pomocą idącej za nią quarianki. Kolejną osobą był niosący na rękach bezwładne ciało Gianny Parasini komandor Shepard. Tylną straż stanowili Liara, Garrus i Wrex.
Gdy zamykały się za nimi drzwi windy, kolejna fala wrogów wspinała się już na schody.
-Się kurwa zmęczyłem - zwerbalizował to, o czym wszyscy pomyśleli Kroganin.
Winda z lekkim drżeniem niosła ich ku pomieszczeniu rdzenia Wi.

 CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 27 Juli 2011 - 10:43 .


#16
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
ME15
-Że co?! Chcesz mi kurwa powiedzieć, że nie daliście rady zatrzymać siedmioosobowego oddziału mając ponad trzykrotną przewagę liczebną i atut znajomości terenu? O pułapkach i polach minowych nie wspomnę?! - Balak huknął pięścią w blat stołu aż podskoczyła broń osobista, której czyszczenie przerwał mu meldunek dowódcy oddziału przechwytującego z pomieszczenia kafeterii.
Przeleciał wzrokiem po ekranach sterowni systemów obronnych stacji.
- Gdzie oni do ciężkiej zarazy są? - pomyślał bezskutecznie próbując odnaleźć jakiś przejaw obecności na obrazach z kamer monitoringu.
-Atamanie Zantoz chce z panem rozmawiać - dał się słyszeć głos wartownika przy wejściu do pomieszczenia SOC stacji szczelinowej - Wpuścić?
-Nie zawracaj mi teraz dupy! - odpowiedział Balak kończąc składanie broni.
Drzwi otworzyły się mimo rozkazu, a do pomieszczenia energicznym krokiem wszedł Zantoz w asyście swego podoficera.
-Nie tak miało być Balak! Nie tak się umawialiśmy! - krzyknął wchodzący żywo gestykulując. - Miał być krótki rajd na Omegę, łatwe i dobrze płatne porwanie. - perorował podniesionym głosem młodszy oficer. - W rezultacie tracę dwudziestu ludzi próbując obezwładnić tę sukę.
- Dokładnie to dwunastu - sprecyzował spokojnym tonem watażka rebelii batarianskiej, dyskretnie przeładowując broń za plecami. - Resztę zabili twoi ludzie strzelając na oślep.
-Teraz tracę kolejnych w obławie, która miała być zaganianiem owiec. Dość tego Balak! - wydzierał się już na cale gardło Zantoz.
-Uspokój się bracie - spokojnym głosem przemawiał watażka, próbując ostudzić gniew swego sprzymierzeńca - Niedługo z tym skończymy, a naszą sprawę poprze spora porcja kredytów od zleceniodawcy.
-Skończ już pierdolić Balak! - kontynuował werbalizację swej frustracji przybysz. - Obaj wiemy, że nie tylko o to chodzi!
-Uważaj na słowa Zantoz - nadal spokojny glos Balaka nabrał szorstkiego, zgrzytliwego tonu.
-Bo co?! - zakrzyknął butnie młodszy batarianin spoglądając wyzywająco w oczy dowódcy. - Zabieram to, co zostało z mojej załogi, spieprzamy stąd!
-Balak szybkim ruchem wyciągnął bron zza pleców, nie tracąc czasu na celowanie i zbędne słowa pociągnął za spust. Strzał praktycznie z przyłożenia nie mógł chybić celu. Głowa Zantoza rozprysnęła się jak dojrzały melon rozchlapując wokoło resztki mózgu.
-Jednak miał coś między uszami - zamruczał pod nosem Balak ocierając twarz. Podoficer odprowadził wzrokiem padające na kolana bezgłowe ciało swego niedawnego zwierzchnika, po czym podniósł dwie pary niepewnych swego losu oczu na Atamana.
-Właśnie awansowałeś sierżancie - rzekł tamten powracając do spokojnego beznamiętnego tonu. - Chcesz mi jeszcze o czymś zameldować?
-Nie Atamanie! - odpowiedział krótko świeżo upieczony oficer.
-Odmaszerować. - rozkazał Balak wykonując gest właściwy raczej odprawianiu nadgorliwej służby. - Przyślij kogoś żeby tu posprzątał.
-Co mamy zrobić z ciałem Atamanie? - zapytał dla formalności, ponieważ znał odpowiedź.
-To, co zwykle - rzucił niedbałym tonem Balak wracając do śledzenia obrazów z kamer.
Zza zamykających się drzwi dał się słyszeć jeszcze głos nowego oficera wzywający kogoś od warenów by zebrał to, co zostało z Zantoza i nakarmił pimpusie.
Balak nie cierpiał niesubordynacji i braku dyscypliny. Upatrywał w tym jedną z ważniejszych przyczyn upadku swego gatunku. Nie była to jednak główna tegoż upadku przyczyna. Przyczyną główną byli ludzie. Pojawili się niczym kosmiczne przybłędy i wyciągnęli swe lepkie, podstępne łapska po pozycję należną Batarianom. Balak nienawidził ludzi, ogólnie i bez wyjątków. Nielicznych z nich zaś nienawidził osobiście i szczególnie. Do tej nielicznej grupy należał komandor Shepard. Pierwsze ludzkie Widmo. Pogromca Sarena... Jebana ikona ludzkiej determinacji i efektywności w dążeniu do celu. Nie dość, że dzięki jego wysiłkom ludzie otrzymali miejsce w radzie, miejsce, które ukradli Batarianom, to jeszcze udaremnił spektakularne zwycięstwo jego organizacji, którym miało być zniszczenie całej skolonizowanej przez ludzi planety w wyniku zderzenia z asteroidą. Asteroidą, którą chciwi koloniści sami podprowadzili sobie na orbitę planety by ogołocić ją z cennych surowców.
Piękny w swej alegorii pokaz jak to chciwiec dławi się próbując zagarnąć zbyt wiele, nie doszedł do skutku.
Ponadto Balak musiał zagrać życiem ludzkich naukowców by umknąć z asteroidy. Stracił wówczas większość oddziału i nie wziął ani jednego niewolnika. Jego pozycja i prestiż mocno po tym zdarzeniu ucierpiały. Najbardziej jednak zraniono jego dumę. Po raz pierwszy od dzieciństwa poczuł, że jego życie jest zagrożone. Strach, który wzbudzał w sercach ludzkich kolonistów dał mu się poznać osobiście. Strach, który był jego orężem dał mu się poznać z drugiej, tej śmiercionośnej strony broni.
Balak był idealistą. Wierzył, że może coś zrobić dla swojej rasy. Że Batarianie zasługują na lepsze miejsce w społeczności galaktyki. Chciał zmieniać świat, by jego bracia mogli wznieść się ponad stereotyp "czarnucha" pośród ras przestrzeni Rady i niestety poza nią również. By zerwać łatkę taniej siły roboczej, mięsa armatniego i zgrai terrorystów, którą przypięto im przed laty. Balak był idealistą, ale jakiś czas temu mu przeszło. Gdy krew przestaje wrzeć młodzieńczym gniewem, do głosu dochodzi rozsądek, choćby pod postacią instynktu samozachowawczego. Jego myśli coraz częściej mknęły w stronę przyszłości. Własnej, osobniczej, samolubnej nie zaś ogólnej, świetlanej, mknącej na skrzydłach batarianskiej rebelii.
Coraz częściej w cieniu wielkich idei realizował własne cele. Planował przedsięwzięcia tak by całkiem przy okazji realizować intratne kontrakty. Nikt nie mógłby mu udowodnić działania na szkodę sprawy batarianskiej z tej prostej przyczyny, że działań takich nie podejmował. Wykorzystywał tylko istniejący potencjał ugrywając więcej niż można by przyjąć za możliwe w danej sytuacji. Z tym, że większa cześć profitów płynąca z realizacji tychże kontraktów zasilała jego prywatne zasoby.
Śmierć Shepara byłaby mu na rękę sama z siebie. Każdy znany mu batarianin wypiłby zdrowie tego, kto choć przyczyniłby się do upadku ludzkiego gwiazdora.
Zabicie Sheparda przysporzy mu wielkiej chwały. Jego ziomkowie być może znowu poczują wiatr w swych żaglach, być może rada zrewiduje swoją politykę wobec batarian. Być może... Balak jednak miał już to w dupie. Tak, bez wątpienia był idealistą, pełnym wiary w sprawę rebelii batarianskiej...Był, lecz te czasy minęły bezpowrotnie. Teraz ważniejsza była osobista vendetta, sława pogromcy żywej legendy oraz profity z tej sławy płynące. W myślach pielęgnował obraz swego triumfu.
Długo szukał przynęty zdolnej zwabić Sheparda w pułapkę. Znalazł ją w zasadzie przypadkiem, dzięki specjalnemu zleceniu. Spojrzał w monitor, na którym emitowany był obraz z celi więziennej. Młoda ludzka kobieta wisiała przykuta do ściany za nadgarstki kolana i w pasie. Spod długich obręczy sięgających od nadgarstków do łokci sączyły się na wpół zastygłe strużki krwi. Instrukcje dołączone do zestawu więziennego jasno określały miejsca, w których kolce kajdan miały przebijać ciało na wylot. Kontrahent nie raczył podzielić się wiedzą, kim była kobieta. Z pewnością nie była zwykłym człowiekiem. Jej żywotność i witalność zawstydziłyby kroganina. Balak już dawno przyswoił sobie maksymę, że lepiej nie pytać niż się za dużo dowiedzieć. Jeśli wiedza ta byłaby mu niezbędna kontrahent z pewnością by go nią uraczył. Ci, którzy nie żądają pytań, nie narzekają na brak intratnych zleceń i żyją znacznie dłużej. Tajemnicza osoba całkiem przypadkiem szukała kontaktu z Shepardem poprzez kanały, które ów uważał za zaufane i bezpieczne. Inwigilacja tychże kanałów musiała kontrahenta kosztować fortunę. Batarianski rewolucjonista wdzięczny był losowi za pomyślny splot zdarzeń, w wyniku których otrzymał szansę definitywnego rozwiązania kwestii Sheparda. Dodatkowym bonusem było istnienie kontraktów na żywego jak i martwego komandora. Na członkach jego załogi również można było sporo zarobić. Balak zadbał by środki zainwestowane w pułapkę zwróciły się wielokrotnie. Powodzenie akcji warunkowało dalszy los atamana batarianskiej rebelii. Postawił on wszystko na jedną kartę i zagrał vabanque. Przedtem jednak zadbał by wszystkie możliwe do zebrania atuty znalazły się w jego ręku. Partia wyglądała na wygraną jednak świadomość, że przeciwnikiem nie jest amator nie pozwala na spokojne obserwowanie przebiegu rozgrywki. Przegrana absolutnie nie wchodziła w grę. Jej reperkusje postawiłyby Balaka w arcy niekorzystnym położeniu. Nagiął on wiele zasad i zainwestował mnóstwo środków, których wartość znacznie przekraczała pojemność jego prywatnych zasobów, w znacznej mierze bez wiedzy właścicieli tychże dóbr. Niepowodzenie czyniło zwrot zapożyczonych środków niemożliwym, czyniąc z Balaka ściganego dłużnika pozbawionego przyjaciół, których mógłby prosić o pomoc. Słowem trupa okrytego hańbą.
Obraz na monitorze lekko zadrżał. Unieruchomiona kobieta zwróciła swą zakrwawioną twarz w stronę kamery. Przekrwione, niosące obietnicę okrutnej śmierci spojrzenie wypełniło monitor, jakby wiedziała, że ktoś się jej w tej chwili przygląda. Ciarki przebiegły po plecach batarianina. Chwila, w której się jej w końcu pozbędzie będzie należała do najszczęśliwszych w jego życiu. Odgłos otwierających się drzwi wyrwał Balaka z zamyślenia. Właśnie przybyła ekipa sprzątająca.


CDN.

WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU

Bearbeitet von Hakakken, 22 September 2011 - 05:24 .


#17
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Beiträge
ME-16
Twarde gładkie podłoże pod plecami, cichy szum wentylacji na tle pikających odgłosów charakterystycznych dla pracy urządzeń elektronicznych, suche powietrze przesycone swoistą wonią wydzielaną przez nagrzewające się układy krzemowe.
Uczucie skrępowania tułowia i nóg, jednak nie przez więzy czy kajdanki. Raczej związane z zastosowaniem interfejsu medycznego skafandra bojowego. Brak bólu oraz mrowienie skóry, połączone z upośledzeniem funkcji czuciowych od pasa w górę sugerowały zastosowanie silnych środków znieczulających.

Wyszkolony umysł Gianny Parasini błyskawicznie zebrał maksymalna ilość danych dostępnych bez konieczności ujawnienia faktu odzyskania przytomności. Każda przewaga była bezcenna w sytuacji pojmania, która mogła mieć miejsce, zwarzywszy na ostatnie zapamiętane wydarzenia. Odniesione obrażenia z pewnością były poważne, a zapamiętana sytuacja taktyczna nie dawała podstaw do zbytniego optymizmu.
Leżała dłuższą chwilę wsłuchując się w odgłosy otoczenia nim zdecydowała się na lekkie uniesienie powiek.
Gdy ujrzała swe odbicie w sferycznej powierzchni hełmu pochylonej nad nią quarianki odetchnęła z ulgą. Otworzyła oczy porzucając kamuflaż braku przytomności.

-Shepad. Gianna odzyskała przytomność –zameldowała Tali.
Parasini rozpoznała pomieszczenie, w którym się znajdowała. Był nim rdzeń WI stacji.
Uspokoiła się nieco, ponieważ oznaczało to, że udało im się wyrwać z zasadzki i osiągnąć kolejny etap planu taktycznego.
-Nieźle oberwałaś w plecy- odezwała się Tali –Gdyby Shepard cię nie przechwycił dostałabyś w głowę i raczej byśmy już nie miały okazji porozmawiać.
Noveryjka skinęła głową dając do zrozumienia, że zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogły stać się jej udziałem gdyby miała ciut mniej szczęścia. Chciała zapytać quariankę o kilka szczegółów, gdy w wąskim wejściu do pomieszczenia pojawiła się sylwetka Sheparda.

-Witamy wśród żywych Gianno Parasini- rzekł komandor wchodząc w krąg wyznaczony przez oświetlenie pomieszczenia, gestem powstrzymując podnosząca się z kucek quariankę – niestety na odpoczynek przyjdzie ci jeszcze poczekac. Na szczęście szybko do nas wróciłaś. Chwilowo mamy spokój, przeciwnik chyba nas jeszcze nie zlokalizował, czary naszej inżynier jak widać nadal działają.
-Czego ode mnie potrzebujecie?- ucięła Noveryjka próbując wstać – dość już naszego czasu zmarnowałam, a czary nie trwają długo.- fala bólu przebiła się przez tamę środków znieczulających pozbawiając agentkę tchu.
-Wystarczy, że podasz mi logi- odezwała się z troską w głosie Tali.
-Nie wystarczy - wycharczała Gianna – Przy tak wysokim priorytecie konieczny jest dynamiczny skan siatkówki oka i test DNA.
-Dynamiczny?- zdziwionym tonem spytał komandor.
-Reakcja oka na określone bodźce, oko trupa lub przerażonej osoby już nie wystarczy. Jest jeszcze tradycyjny login, który trzeba wpisać w określonym rytmie. Podczas wpisywania konsola pobiera, próbkę DNA.- Wyjaśniła półszeptem Parasini.
- A mówią, że to Quarianie maja paranoję- skomentowała Tali.
-Tali, zaaplikuj rannej środki znieczulające, bo najwyraźniej będziemy zmuszeni ją podnieść- polecił Shepard ze szczerym żalem w głosie.
Gdy znieczulenie zaczęło działać, Parasini dała znak, że jest gotowa.
Shepard z pomocą quariańskiej inżynier delikatnie podnieśli Giannę i zanieśli do niewielkiej windy serwisowej prowadzącej do konsoli WI.
Platforma z trudem pomieściła dwie szczupłe osoby, więc do rdzenia zjechały tylko kobiety.
-Tali, co to do cholery jest imperatyw nadrzędny zero?- spytała wzburzona Parasini, gdy po pozytywnej weryfikacji osobowej, system odmówił dostępu.
-Furtka serwisowa programisty- odpowiedziała zapytana.
-Możesz rozwinąć? –domagał się głos Sheparda z komunikatora.
-Znaczy, że nikt inny nie wejdzie do systemu, choćby posiadał najwyższy priorytet dostępu-westchnęła Quarianka.
-Musimy znaleźć inny sposób wyłączenia mechów- stwierdził komandor.
-Dajcie mi chwilę- rzekła Tali- muszę pomyśleć.

Winda wróciła na górę, Shepard z pomocą Garrusa najdelikatniej jak to tylko możliwe ułożyli Giannę na posadzce.
Umysł noveryjki za głosem odruchu warunkowego powrócił do analizy taktycznej

Zaawansowany interfejs medyczny jej skafandra pozostawił jako taką swobodę ruchu tylko w prawej ręce.
Reszta ciała od pasa w góre była całkowicie bądź w znacznym stopniu unieruchomiona. Gianna nie czuła sie równie bezradna odkąd była w stanie sięgnąć pamięcią. Wiedziała ze nie da rady nadal uczestniczyć w akcji nie będąc uciążliwym balastem dla reszty drużyny. Choć zdawała sobie sprawę ze zapłaciła niezbyt wysoka cenę za wywiniecie sie ze szponów śmierci to i tak była wściekła. Najbardziej spektakularna akcja jej życia skończy sie dla niej przed czasem. Wiedziała, co będzie musiał zrobić dowódca, sama na jego miejscu również zdecydowałaby się odesłać rannego gdy tylko jego obecność nie będzie niezbędna dla powodzenia misji. Gianna Pasassini zrobiła już wszystko czego od niej oczekiwano i znacznie więcej. Niestety, goscinne wystepy obędą sie bez bisów i owacji na stojąco. Do braku chwały sie już przyzwyczaiła. Przecież nikt nie nagrodzi jej publicznie za akcje szpiegowska. Dowody uznania przyjmowała w dobrach materialnych. To przedsięwzięcie dla odmiany było non profit. Spłaciła stary dług wdzięczności wobec Sheparda i zaciągnęła nowy znacznie wyższy. Była mu winna przysługę teraz winna jest życie. Normalnie byłaby to dla niej arcy niewygodna sytuacja. Teraz jednak nie czuła żadnego dyskomfortu. Polubiła komandora, wiedziała ze zawsze może na niego liczyć, bezwarunkowo bezpłatnie, starczy tylko poprosi. Oczywiście o ile prośba nie będzie radykalnie sprzeczna z jego zasadami. Szanowała takich ludzi, niestety stanowią oni ginący gatunek. W zasadzie każdy z członków załogi Normandii, którego dane jej było poznać był w jakiś sposób wyjątkowy. Każdy trzymał swój własny kurs niezależnie od stereotypów rasy, z której pochodził. Grupa indywidualistów, outsajderow stworzyła załogę, w której jeden za drugiego da sie pokroić bez zastanowienia.
Gianna oddała by wszystko by w krytycznej chwili mieć za plecami kogoś, komu mogłaby zaufać w takim stopniu jak oni ufali sobie na wzajem.
Ze stanu autorefleksji wyrwał ją mrukliwy głos Kroganina.

-Nieźle cię Lala ten snajper pocerował.- stwierdził Wrex przyglądając się otworowi wylotowemu pocisku, rozmiarów dłoni ludzkiego dziecka, w powłoce kombinezonu taktycznego Noveryjki. -będziesz miała piękną zaszczytną bliznę.
-Niestety będę musiała ją usunąć. –odparła Parasini z trudem zachowując powagę wobec żalu bijącego z każdego centymetra kwadratowego ciała jaszczura.- W moim fachu blizny są niedopuszczalne. Im mniej znaków szczególnych tym lepiej.
Dalszą rozmowę na temat blizn przerwał głos komandora.

-Jak idzie Tali? -zapytał dowódca zbliżając sie ku pochłoniętej tajemniczymi operacjami na omni kluczu podłączonym do rdzenia WI, drobnej postaci Quarianki.
-Jak po grudzie- westchnęła- strasz nie ciężko obchodzi sie system w stanie ZERO.
-Masz cokolwiek przydatnego? Zbyt długo tu siedzimy, przeciwnik sie przegrupowuje i w końcu znajdzie sposób jak nas stąd wykurzyć, a wołałbym tego uniknąć.
-Znalazłam sposób na mechy niewymagający ingerencji w rdzeń WI.
-Zamieniam sie w słuch- rzekł Shepard gestem przywołując resztę oddziału.
-Jak wiecie nie jest możliwe wyłączenie mechow z poziomu rdzenia WI-referowała Quariańska inżynier- znalazłam jednak niezależny program rezydujący w sektorze bezpieczeństwa stacji, wiec posiadający nadrzędny priorytet względem całej reszty.
-Zaraz zaraz- wtrąciła leżąca przy ścianie Parasini- Czy nie powiedziałaś ze nie można przełamać imperatywu nadrzędnego ZERO?
-Bo nie można- odparła Tali- Sposób, który odkryłam nie wymaga nawet obejścia procedur WI.
-No to mnie zaciekawiłaś- rzekła z uśmiechem Noveryjka.
-Sztuczka polega na spełnieniu warunku krytycznego powodującego załączenie procedur bezpieczeństwa.- podjęła przerwany wątek quarianka Program ów w przypadku deficytu energetycznego, wyłącza mniej potrzebne systemy a nawet w radykalnych sytuacjach wykorzystuje rdzeniowe procedury mechow nakazując im podłączenie sie do gniazd ładowania i udostępnienie własnych ogniw do zasilania newralgicznych systemów stacji, jak na przykład systemy podtrzymywania życia. Taki właśnie stan musimy zasymulować.
-Dobra. Ty nam teraz mała powiedz co musimy w tym celu rozpierdolic bo ten twój techno-bełkot to może ze trzy osoby na krzyż rozumieją a kolejne dwie dobrze udają. -skwitował Wrex tonem mówiącego głosem większości.
-W zasadzie to trzeba tylko przekalibrować czujniki natężenia energii węzła przy reaktorze. -wyjaśniła quarianka -zdecydowanie nie należy ich „rozpierdalac” bo sztuczka nie wyjdzie gdy system wykryje awarie czujników.
-Rozumiem ze musimy sie dostać do pomieszczenia reaktora. -upewniał sie komandor.
-Nie inaczej - odrzekła Tali
-Mamy obraz z kamer? - dopytywał sie Shepard.
-Właśnie go przeglądam- odrzekł Garus Vakarian - Wygląda na to ze jest tam pusto.
-Wrex i Ashley pojadą z Nasza techno czarodziejka do reaktora na wypadek gdyby zaistniała jednak potrzeba „rozpierdolenia” czegoś. Grupą dowodzi Wex. Reszta zostaje ze tu ze mną do zabezpieczenia tego pomieszczenia.- dowódca wydal rozkazy trzy osoby niezwłocznie skierowały sie w stronę jednej z wind.
Shepard przełączył sie na bezpieczny kanał łączności z Normandia.
-Joker?
-Jestem komandorze.
-Przygotuj zespól ratowniczy. Zabierzesz ranna z dachu stacji.
-Taest!
-Nie musze ci mówić żebyś nie dal sie zauważyć?
-Potwierdzam. Czekam na znacznik pozycji. Over.

-Utrzymanie tego pomieszczenia do powrotu grupy Wrexa jest kluczowe.- zwrócił sie do pozostałych członków oddziału Shepard.- Tędy prowadzi jedyna znana nam droga powrotna z hali reaktora, za rdzeniem WI znajduje sie winda prowadząca na dach z którego mamy ostatnia szanse ewakuacji. Kolejna winda prowadzi do kolejki, jedynego sposobu dostania sie do stacji szczelinowej. Sami widzicie ze nie możemy sobie teraz pozwolić na stratę tej pozycji.


Winda ruszyła w dół szybko nabierając prędkości by po kilku minutach zacząć zwalniać.
-Za nic nie chciałabym iść tu na piechotę -stwierdziła Ashley.
-No. Przejebane- potwierdził Wrex dokonując pobieżnego przeglądu swego uzbrojenia.
Drzwi rosunęly sie z cichym szmerem ukazując hale reaktora a właściwie jej dolna część. Szczyt reaktora znajdował sie kilka poziomów wyżej. Niemniej jednak droga ktora tu przybyli była jedyna, która udało sie ustalić. Powoli przemieszczali sie w kierunku ustalonym przez Tali.
-Jest -rzekła quarianka wskazując na metalowa szafę na podwyższeniu nieopodal reaktora.- Według schematu końcówki czujników znajdują się tam.
Podeszli do szafy. Ciąg powietrza ledwo zauważalny przy windzie był tu wyraźnie wyczuwalny. Tali zabrała sie za rozkręcanie szafy.
-Jebie tu warenem -mruknął Wrex przeładowując swego shotguna.
Ahley odbezpieczyła karabin szturmowy.
Chwile potem w cichy szum urządzeń wdarł sie przeszywający skowyt.
-Mała! Zapierdalaj do windy najszybciej jak potrafisz! -ryknal Wrex Ash osłaniaj ja!
Quarianka rzuciła sie do ucieczki, jej śladem tyłem posuwała sie Ashley szukajac celow.
Kroganin ruszył na spotkanie zajadlej sfory pędzącej gdzieś z wyższego poziomu.
-Ash! Krzyknęła przerażona Tali.
Wezwana obróciła sie na piecie szybko odnajdując powód krzyku quarianki. Otworzyła ogień do trzech varenow odcinających drogę ucieczki. Jednego położyła na miejscu. Dwa pozostałe raniła nim dopadły Tali.
Gdy strzelanie nie było już możliwe bez ryzyka zabicia towarzyszki, odrzuciła bezużyteczny karabin, dobyła noża taktycznego i bez zastanowienia rzuciła sie na bestie.

Urdnot Wrex wygarnął z mocą rzezi do zbliżających sie trzech gadzin, za pomocą rzutu biotycznego posłał najbliższego w powietrze. Trzeciemu wlorzyl lufę wprost do rozdziawionego, ociekającego toksyczna ślina pyska. Pociągniecie spustu rozsądziło mu łeb. Nie tracąc pędu dobił powalonego pierwszym strzałem. Szukał już wzrokiem rzuconego zwierza, gdy ostrzegł go instynkt. Krogański czempion zrobił szybki obrót i uderzył ciąłem szybującego w skoku brytana. Odrzucił przegrzana bron i rzucił sie na stwora nim ten podniósł sie z posadzki. Mocny uścisk krogańskich szczęk dokończył dzieła. Podniósł bron w międzyczasie spluwając, bezskutecznie próbował sie pozbyć się paskudnego smaku juchy.
Szybko ocenił sytuacje i pędem ruszył z odsieczą kotłującej sie w rosnącej kałuży krwi z dwoma varenami Ash. Tali kuliła sie przerażona w pod ściana.

Ashley wałczyła o życie, własne i Tali. Lewą ręką osłaniając gardło przed kłapiącymi raz za razem szczekami prawa dźgając na oślep w nadziei ze w końcu trafi w jakiś ważny organ któreś z bestii. Hełm skapitulował wobec siły szczek. To ze nadal miała lewa rękę zawdzięczała tylko kompozytowym wzmocnieniom ciężkiego pancerza. Jak pomiażdżone ma kości lewego przedramienia wołała nawet nie myśleć. Wytrzymać, wytrzymać jak najdłużej. Każda sekunda, którą vareny poświęca jej zwiększa szanse przeżycia Tali. Wrex ja uratuje! Jeszcze jedna obrona jeszcze jeden atak. Osłona. Pchniecie. Osłona Pchniecie w rytmie szalonego "tik-tak". Wytrzymać...wytrzymać jeszcze chwile. Wrex ja uratuje!

Jaszczur rzutem biotycznym zerwał z Ash poranione zwierze razem ze sporym kawałkiem pancerza kobiety. Drugiego przytrzymał i przegryzł mu kark nim pierwszy zorientował sie, co sie z nim dzieje. Salwa z shotguna zakończyła jego żywot.
Pochylił sie nad poraniona kobieta oceniając jej stan.
-Będzie żyła -mruknął aplikując jej koktajl pierwszej pomocy z apteczki. Interfejs medyczny raczej nie zadziała- pomyślał oceniając stan jej pancerza a raczej strzępów tego, co z niego zostało.
-Co z tobą mała? - zapytał łagodnym tonem pomagając wstać roztrzęsionej quariance.
-Zanieś mnie do tej szafy zanim stracę przytomność- łamiącym sie głosem odezwała się Tali.
Wrex szybko spełnił jej prośbę.
Quarianka pomajstrowała chwile przy urządzeniach w szafie poczym powiedziała "gotowe" i zgodnie z obietnica zemdlała.
-Dzielna dziewczynka- pomyślał jaszczur delikatnie podnosząc bezwładne ciało poczym ruszył w kierunku windy.
W miedzy czasie Ashley jakimś cudem znalazła sie w windzie a jej bron była w komplecie. Siedziała na podłodze z gotowym do strzału karabinem opartym na kolanie. Lufę przyciskała bezwładną lewą ręką. Białka przymkniętych oczu wyraźnie odcinały sie od zakrwawionej sylwetki mogącej śmiało zastąpić wizerunek jakieś krwawej bogini na pogańskim ołtarzu.

Kroganin pochylił z szacunkiem głowę, wszedł do windy, wcisnął przycisk i zameldował się.

-Tu Wrex. Shepard…Tali ranna nieprzytomna, Ashley ciężko ranna jeszcze przytomna. Przygotujcie się.

-Nie rozumiem cię Ashley- rzekł Garrus opatrując rany pani sierżant- Ty przecież nawet nie lubisz „obcych” a gotowa byłaś oddać życie za quariankę.
-Nie ma pośród załogi Normandii żadnych obcych Garrusie –szepnęła przez zaciśnięte z bólu zęby Ash- Są tylko przyjaciele. Najlepsi, jakich miałam.


WSZELKIE OCENY I SUGESTIEPROSZĘ UMIESCZAĆ TAM ► LINK DO ODPOWIEDNIEGO TOPIKU 

Bearbeitet von Hakakken, 16 Februar 2012 - 08:32 .