Ja zabiłem - poszukam save sprzed zaciućkania, lub przejdę raz jeszcze - i zobaczę jak się skończy.
...
Jednak przejdę. ;d
Wiedźmin 2 -dyskusja ogólna
Débuté par
Radoss
, mai 25 2011 07:29
#201
Posté 10 juin 2011 - 07:59
#202
Posté 10 juin 2011 - 10:02
Ja też oszczędziłam i też żałowałam
Jednak z drugiej strony od kiedy to Geralt poddaje się presji motłochu? Heh, to był najtrudniejszy wybór w grze
#203
Posté 11 juin 2011 - 05:43
Dla mnie trudniejszym wyborem było "Triss lub bekart Foltesta" Bądź co bądź Geralt był winien Foltestowi chociaż to . . . (Moja opinia , jeśli uraziłem kogoś odczucia seksualne , wyznania religijne lub zasady moralne , to skargi proszę wysyłać pocztą . . . )
#204
Posté 11 juin 2011 - 07:58
Dla mnie trudniejszym wyborem było "Triss lub bekart Foltesta" Bądź co bądź Geralt był winien Foltestowi chociaż to . . .
Czemu był winny?
Poza tym - Anais śmierć z rąk Kaedeńczyków nie groziła - prędzej w rękach Radowida, IMO
Ale i tak oddałem dziecko Redańczykom - to już sprawa Vernona, niech On decyduje, chociaż chętnie zobacze obrady bez Anais z Radowidem.
#205
Posté 11 juin 2011 - 11:25
Wiesz majster , dzieki Foltestowi Geralt żył jak pączek w maśle ...... "Żaden pies nie warczy na rękę która go karmi " ;p
#206
Posté 12 juin 2011 - 05:38
Że tak powiem, "Nurtuje mnie pewne pytanie." Nie, nie będzie o kaszy. 
Mianowicie: pod koniec I Aktu dowiadujemy się o pojedynku Iroweth vs. Vernon. Zależnie od wyboru sojusznika, zdarzenie opowiada jeden z nich. Ale historia jest jedna, za to opowieści dwie, skrajnie różne od siebie - zawsze opowiadający wygrywa. Jak myślicie, która z tych wersji jest bliższa prawdy? Wygrana Vernona, który nie zdążył wykonać wyroku śmierci na elfie z powodu przybycia jego komanda, czy zwycięstwo Iorwetha, który nie chciał zabijać Roche'a, bo "Aen Seidhe nie zabijają ginących gatunków"?
Bardziej prawdopodobna, czy też bliższa prawdy, wydaje mi się wersja Iorwetha. Brak w niej nieścisłości (bądź jej nie zauważyłem - jeśli tak, powiedzcie), którą można znaleźć w opowieści Vernona - otóż w trakcie całej gatki w stylu "Nie zdążę cię zabić bo twoi łucznicy są już blisko" miał czas wykonać ze dwa - trzy cięcia. Jak dla mnie "lekko" podkoloryzował tę walkę - no bo jak tu miał się przyznać, że pokonał go jego największy wróg, a potem... zwyczajnie puścił wolno?
Mianowicie: pod koniec I Aktu dowiadujemy się o pojedynku Iroweth vs. Vernon. Zależnie od wyboru sojusznika, zdarzenie opowiada jeden z nich. Ale historia jest jedna, za to opowieści dwie, skrajnie różne od siebie - zawsze opowiadający wygrywa. Jak myślicie, która z tych wersji jest bliższa prawdy? Wygrana Vernona, który nie zdążył wykonać wyroku śmierci na elfie z powodu przybycia jego komanda, czy zwycięstwo Iorwetha, który nie chciał zabijać Roche'a, bo "Aen Seidhe nie zabijają ginących gatunków"?
Bardziej prawdopodobna, czy też bliższa prawdy, wydaje mi się wersja Iorwetha. Brak w niej nieścisłości (bądź jej nie zauważyłem - jeśli tak, powiedzcie), którą można znaleźć w opowieści Vernona - otóż w trakcie całej gatki w stylu "Nie zdążę cię zabić bo twoi łucznicy są już blisko" miał czas wykonać ze dwa - trzy cięcia. Jak dla mnie "lekko" podkoloryzował tę walkę - no bo jak tu miał się przyznać, że pokonał go jego największy wróg, a potem... zwyczajnie puścił wolno?
#207
Posté 12 juin 2011 - 05:56
Iorweth rlz!
:>
@Spieshnikov
Foltes był pracodawcą Geralta - poza robotą ochroniarza, nie wynikałyz tego jakieś inne zobowiazania, raczej.
:>
@Spieshnikov
Foltes był pracodawcą Geralta - poza robotą ochroniarza, nie wynikałyz tego jakieś inne zobowiazania, raczej.
#208
Posté 12 juin 2011 - 05:57
Oprócz tego, że w zasadzie szczerze się lubili, już od pierwszej historii ze strzygą...
#209
Posté 12 juin 2011 - 06:05
Jak dla mnie to obydwie wersje są trochę zbyt wydumane. Vernon zamiast dobić Iorwetha zaczął monolog po czym stwierdził że reszta komanda nadchodzi. Jeśli chodzi o Iorweta to przecież Roche był jego nemezis (gdzieś wyczytałem że tylko jego symbolu oddziałów specjalnych brakowało mu do kolekcji) i trochę to dziwne że pozwolił mu żyć po nakopaniu w rzyć
#210
Posté 12 juin 2011 - 06:08
Oprócz tego, że w zasadzie szczerze się lubili, już od pierwszej historii ze strzygą...
Jednak z Triss, Geralt *lubił* się nieco bardziej niż z Foltestem.
btw: w 1 Alvina mielismy tak dużo, że tylko czekałem, aż wbrew logice, wyskoczy spod krzaka...
Nemezis, nie nemezis - Temeria się rozlatywała, niech chłopaczyna się napatrzy.
#211
Posté 13 juin 2011 - 03:54
@Robin
A przeczytałeś "Naizdup" od tyłu ? Z kumplem sraliśmy pod siebie ze śmiechu
A przeczytałeś "Naizdup" od tyłu ? Z kumplem sraliśmy pod siebie ze śmiechu
#212
Posté 13 juin 2011 - 05:09
Tia, też nie mogłem przestać się śmiać.
A że tak zapytam: jakie są wasze ulubione wybory? I które save'y jako pierwsze trafią do W3?
[Spoiler on]
Ja starałem się robić to, co zrobiłby Geralt. Znaczy w ruinach nie dałem Iorwethowi broni - ale mimo wszystko uratowałem go z barki do Drakenborga. Pomogłem elfkom - nie ścigałem Loredo. I, koniec końców trafiłem dobrze - do Vergen. Tu czułem, że jestem po tej "właściwej" stronie mgły. Wśród przyjaciół - Yarpena, Skallena, Zoltana. W obozie Keadwen czułem się... Obco.
Pomagając Smokobójczyni wiedziałem, że robię coś dobrego. W ścieżce Roche'a, w służbie Henselta pracowałem dla, eufemizując, skurkowańca jakich mało. Poza tym pasowały mi ideały rebelii. Niepodległe, silnie państwo bez stosów, pogromów. Spokojna koegzystencja krasnoludów, elfów, ludzi. Tak powinno być - a Saskii mogło się nawet udać.
W Loc Muinne pomogłem Filippie. Nie dałbym rady zostawić ślepej czarodziejki zakutej w dwimeryt. Wiedźma była bezbronna - i znała sposób na odczarowanie Saskii. Dzięki sztyletowi z kontrzaklęciem dziewczyna wróciła do dawnego stanu.
Jej rebelia doprowadziła do powstania państwa, które wiele może zdziałać w wojnie z Nilfgaardem. Jeśli Scoia'tael z Północy odpowiedzą na wezwanie Iorwetha i Saskii i dołączą do Górnego Aedirn, jej armia może być równa siłą armiom Kaedwen i Redanii. W końcu elfy to najlepsi łucznicy, jakich świat widział.
Nie mam pojęcia, co zrobi ten arogancki gnojek, tfu!, znaczy się Jaśnie Pan Król Stennis I, ale pewnie dołączy do sojuszu Północy.
Temeria, wedle tego, co słyszałem na obradach, ma zostać podzielona, przy czym pewnie lwią część weźmie Radowid, mający do tego, bądź co bądź, poważne prawo - jako mąż jedynej legalnej dziedziczki Foltesta, Addy.
W sumie nie bardzo wiadomo, co się dzieje w Lyrii-Rivii, ale, jako ze Stennis mówi o Meve w czasie teraźniejszym, zakładam, że jakoś prosperuje.
Daje to trzy silne i dwa średniawe państwa przeciw wielkiemu Cesarstwu. Trzeba liczyć na kolejny cud, jak pod Brenną... Może na czele zjednoczonych znów stanie konetabl Natalis - któż to wie...
Abstrahując od wielkiej polityki, wypuściłem Letho. Czułem, że jestem mu to winny. Za opiekę nad Yennefer i za uratowanie Triss. Teraz: kierunek - Nilfgaard, cel - Yen.
[Spoiler off]
Trzeba poczekać ze dwa - trzy lata na trójkę.
A że tak zapytam: jakie są wasze ulubione wybory? I które save'y jako pierwsze trafią do W3?
[Spoiler on]
Ja starałem się robić to, co zrobiłby Geralt. Znaczy w ruinach nie dałem Iorwethowi broni - ale mimo wszystko uratowałem go z barki do Drakenborga. Pomogłem elfkom - nie ścigałem Loredo. I, koniec końców trafiłem dobrze - do Vergen. Tu czułem, że jestem po tej "właściwej" stronie mgły. Wśród przyjaciół - Yarpena, Skallena, Zoltana. W obozie Keadwen czułem się... Obco.
Pomagając Smokobójczyni wiedziałem, że robię coś dobrego. W ścieżce Roche'a, w służbie Henselta pracowałem dla, eufemizując, skurkowańca jakich mało. Poza tym pasowały mi ideały rebelii. Niepodległe, silnie państwo bez stosów, pogromów. Spokojna koegzystencja krasnoludów, elfów, ludzi. Tak powinno być - a Saskii mogło się nawet udać.
W Loc Muinne pomogłem Filippie. Nie dałbym rady zostawić ślepej czarodziejki zakutej w dwimeryt. Wiedźma była bezbronna - i znała sposób na odczarowanie Saskii. Dzięki sztyletowi z kontrzaklęciem dziewczyna wróciła do dawnego stanu.
Jej rebelia doprowadziła do powstania państwa, które wiele może zdziałać w wojnie z Nilfgaardem. Jeśli Scoia'tael z Północy odpowiedzą na wezwanie Iorwetha i Saskii i dołączą do Górnego Aedirn, jej armia może być równa siłą armiom Kaedwen i Redanii. W końcu elfy to najlepsi łucznicy, jakich świat widział.
Nie mam pojęcia, co zrobi ten arogancki gnojek, tfu!, znaczy się Jaśnie Pan Król Stennis I, ale pewnie dołączy do sojuszu Północy.
Temeria, wedle tego, co słyszałem na obradach, ma zostać podzielona, przy czym pewnie lwią część weźmie Radowid, mający do tego, bądź co bądź, poważne prawo - jako mąż jedynej legalnej dziedziczki Foltesta, Addy.
W sumie nie bardzo wiadomo, co się dzieje w Lyrii-Rivii, ale, jako ze Stennis mówi o Meve w czasie teraźniejszym, zakładam, że jakoś prosperuje.
Daje to trzy silne i dwa średniawe państwa przeciw wielkiemu Cesarstwu. Trzeba liczyć na kolejny cud, jak pod Brenną... Może na czele zjednoczonych znów stanie konetabl Natalis - któż to wie...
Abstrahując od wielkiej polityki, wypuściłem Letho. Czułem, że jestem mu to winny. Za opiekę nad Yennefer i za uratowanie Triss. Teraz: kierunek - Nilfgaard, cel - Yen.
[Spoiler off]
Trzeba poczekać ze dwa - trzy lata na trójkę.
Modifié par Robin Blackett, 13 juin 2011 - 06:34 .
#213
Posté 14 juin 2011 - 05:19
@Osse
No wiesz , też wolałbym "bardziej lubić" się z Triss niż z jakimś królem-dzieciorobem ;p
@Rob
No ja myślę że w trzeciej części Wiesia będzie kolejna wojna z Nilfgaardem , zresztą w akcie III jest mowa że "Czarni właśnie przekroczyli Jarugę" , powalczymy zobaczymy , jak mawiał Vesemir
No wiesz , też wolałbym "bardziej lubić" się z Triss niż z jakimś królem-dzieciorobem ;p
@Rob
No ja myślę że w trzeciej części Wiesia będzie kolejna wojna z Nilfgaardem , zresztą w akcie III jest mowa że "Czarni właśnie przekroczyli Jarugę" , powalczymy zobaczymy , jak mawiał Vesemir
#214
Posté 14 juin 2011 - 04:16
UWAGA SPOILERY!
Co do wyborów w grze, to ja również, jak pewnie większość z nas dokonywałam wyborów na zasadzie: a co by zrobił sapkowski wiedźmin? A jednak moje wybory zapewne różnią się, przynajmniej po części, od tych dokonywanych przez innych graczy.
Nie dałam Iorwethowi broni, ale go uratowałam i podążyłam jego ścieżką. W końcu Geralt starał się zawsze bronić tych uciśnionych i tych na wymarciu
Uratowałam elfki, bo co ma wisieć nie utonie i jakoś tak mój Geralt czuje nosem, że tak czy inaczej Loredo skończy marnie.
Podobnie jak Robin uważam, że Vergen i sprawa Saski bardziej pasują do mojej wizji Wiedźmina. Decyzja w sprawie Stennisa to jak pisałam, z perspektywy czasu, była najtrudniejsza a mianowicie dlatego, że dotyczyła wyboru pomiędzy złą i złą opcją. A szczególnie, że obie polityczne. Z jednej strony było podejrzane o otrucie Saskii książątko nie kryjące pogardy do nieludzi i dające do zrozumienia, że kiedy Saskia przestanie być mu potrzebna to pewnikiem postara się o jej usunięcie. Z drugiej strony brak pewności co do jego winy oraz sytuacja, która mogłaby podważyć już na samym początku władzę Saskii, czyli, że motłoch może robić co chce i nie czeka na decyzję swojej bohaterki. W moim wypadku zadecydował właśnie motłoch. Geralt zwyczajnie nie mógłby pozwolić mu na dokonywanie jakiegokolwiek samosądu.
Ciekawym był wybór w queście "W odmętach szaleństwa". To nie była oczywista decyzja, ale oddałam winnych zjawie i dokonała się swoista sprawiedliwość. Czasami lepiej, żeby pewne historie zakończyły się definitywnie. To był fajny, typowo wiedźmiński klimat.
Co do Filippy a Triss: mój Geralt zawsze wybierze przyjaciela, czyli Triss. Obiecali sobie, że będą sobie pomagać, więc nie ma wyjścia, szczególnie, że Filippie nie groziło bezpośrednie zagrożenie życia. Inna sprawa gdyby Geralt mógł ocalić Filippę przed okaleczeniem, ale nie było takiej opcji. Natomiast Triss była w danej chwili wg mnie bardziej zagrożona. Jasne, czytając książeczkę wiemy, że Triss tak, czy inaczej przeżyje, ale w takim wypadku wiemy także, że tak, czy inaczej zdobędziemy sztylet do odczarowania Saskii. Tak więc zdecydowanie Triss.
No i Letho. Już pisałam, że moja historia kończy się pojedynkiem i śmiercią królobójcy. Dla mnie był on typem bandziora i zbója i koniec kropka. Wszelkie "sytuacje" rozwiązywał mordem. Po prostu. Metoda: oszukaj, zdobądź zaufanie, wykorzystaj i zabij. A przynajmniej zabij. Nie wiem jakim cudem w ogóle został wiedźminem. No i proszę Was, to, że nie zgwałcił i nie zamordował kobiety kumpla (a przecież mógł!, no mógł, mógł) to ma być argument na jego korzyść? Mamy widać trochę inne podejście do tego co jest normalnym zachowaniem a co nadzwyczajną łaskawością (no mógł zgwałcić, mógł
) Jednak dla mnie najważniejszą przyczyną dla której mój Geralt nie mógł puścić go wolno to fakt, że Letho chciał odtworzyć zakon Żmiji pod "protektoratem" cesarza. To przeczyłoby podstawowym ideom wiedźminów. Owszem sam Geralt nie raz i nie dwa mieszał się do polityki, ale nigdy się nikomu nie zaprzedał. Niezależnie od tego co mu obiecywano.
Poza tym jest jeszcze jeden dla mnie istotny powód: a mianowicie pewna taka poetyka zakończenia - rywale, przeciwnicy spotykają się na końcu, piją wspólnie wódkę, opowiadają sobie dawne dzieje a potem walczą w pojedynku na śmierć i życie. Bez tego zakończenie byłoby jakieś takie nie pełne
Postać Letho bardzo mi się podoba, nie jest przejaskrawiona, ma swoją historię i motywacje i pomimo tego, że niezależnie ile razy będę przechodzić W2 zawsze zabiję Letho, to fakt, że posiadam wybór nadaje tej sytuacji głębi. Nie wiem, czy wyrażam się dostatecznie jasno, ale gdyby nie było tego wyboru, to pojedynek straciłby część wyrazu i pewien emocjonalny wydźwięk. I myślę, że nawet ten kończący filmik z biedronką nabiera w takiej sytuacji dodatkowego znaczenia.
Co do wyborów w grze, to ja również, jak pewnie większość z nas dokonywałam wyborów na zasadzie: a co by zrobił sapkowski wiedźmin? A jednak moje wybory zapewne różnią się, przynajmniej po części, od tych dokonywanych przez innych graczy.
Nie dałam Iorwethowi broni, ale go uratowałam i podążyłam jego ścieżką. W końcu Geralt starał się zawsze bronić tych uciśnionych i tych na wymarciu
Podobnie jak Robin uważam, że Vergen i sprawa Saski bardziej pasują do mojej wizji Wiedźmina. Decyzja w sprawie Stennisa to jak pisałam, z perspektywy czasu, była najtrudniejsza a mianowicie dlatego, że dotyczyła wyboru pomiędzy złą i złą opcją. A szczególnie, że obie polityczne. Z jednej strony było podejrzane o otrucie Saskii książątko nie kryjące pogardy do nieludzi i dające do zrozumienia, że kiedy Saskia przestanie być mu potrzebna to pewnikiem postara się o jej usunięcie. Z drugiej strony brak pewności co do jego winy oraz sytuacja, która mogłaby podważyć już na samym początku władzę Saskii, czyli, że motłoch może robić co chce i nie czeka na decyzję swojej bohaterki. W moim wypadku zadecydował właśnie motłoch. Geralt zwyczajnie nie mógłby pozwolić mu na dokonywanie jakiegokolwiek samosądu.
Ciekawym był wybór w queście "W odmętach szaleństwa". To nie była oczywista decyzja, ale oddałam winnych zjawie i dokonała się swoista sprawiedliwość. Czasami lepiej, żeby pewne historie zakończyły się definitywnie. To był fajny, typowo wiedźmiński klimat.
Co do Filippy a Triss: mój Geralt zawsze wybierze przyjaciela, czyli Triss. Obiecali sobie, że będą sobie pomagać, więc nie ma wyjścia, szczególnie, że Filippie nie groziło bezpośrednie zagrożenie życia. Inna sprawa gdyby Geralt mógł ocalić Filippę przed okaleczeniem, ale nie było takiej opcji. Natomiast Triss była w danej chwili wg mnie bardziej zagrożona. Jasne, czytając książeczkę wiemy, że Triss tak, czy inaczej przeżyje, ale w takim wypadku wiemy także, że tak, czy inaczej zdobędziemy sztylet do odczarowania Saskii. Tak więc zdecydowanie Triss.
No i Letho. Już pisałam, że moja historia kończy się pojedynkiem i śmiercią królobójcy. Dla mnie był on typem bandziora i zbója i koniec kropka. Wszelkie "sytuacje" rozwiązywał mordem. Po prostu. Metoda: oszukaj, zdobądź zaufanie, wykorzystaj i zabij. A przynajmniej zabij. Nie wiem jakim cudem w ogóle został wiedźminem. No i proszę Was, to, że nie zgwałcił i nie zamordował kobiety kumpla (a przecież mógł!, no mógł, mógł) to ma być argument na jego korzyść? Mamy widać trochę inne podejście do tego co jest normalnym zachowaniem a co nadzwyczajną łaskawością (no mógł zgwałcić, mógł
Poza tym jest jeszcze jeden dla mnie istotny powód: a mianowicie pewna taka poetyka zakończenia - rywale, przeciwnicy spotykają się na końcu, piją wspólnie wódkę, opowiadają sobie dawne dzieje a potem walczą w pojedynku na śmierć i życie. Bez tego zakończenie byłoby jakieś takie nie pełne
Postać Letho bardzo mi się podoba, nie jest przejaskrawiona, ma swoją historię i motywacje i pomimo tego, że niezależnie ile razy będę przechodzić W2 zawsze zabiję Letho, to fakt, że posiadam wybór nadaje tej sytuacji głębi. Nie wiem, czy wyrażam się dostatecznie jasno, ale gdyby nie było tego wyboru, to pojedynek straciłby część wyrazu i pewien emocjonalny wydźwięk. I myślę, że nawet ten kończący filmik z biedronką nabiera w takiej sytuacji dodatkowego znaczenia.
#215
Posté 14 juin 2011 - 05:53
UWAGA BRAK SPOILERÓW !
A że tak zapytam z innej beczki , jakieś ulubione dialogi , powiedzonka z gry ? ;p
A że tak zapytam z innej beczki , jakieś ulubione dialogi , powiedzonka z gry ? ;p
#216
Posté 14 juin 2011 - 07:24
Całe mnóstwo. Aż szkoda miejsca na wypisywanie, bo właściwie co chwila człowiek się uśmiecha.
#217
Posté 14 juin 2011 - 08:15
Spieshnikov wrote...
UWAGA BRAK SPOILERÓW !
A że tak zapytam z innej beczki , jakieś ulubione dialogi , powiedzonka z gry ? ;p
szczególnie zapada w pamięć krótki dialog strażnika i dziwki w porcie we Flotsam (polecam xD)
#218
Posté 14 juin 2011 - 08:22
No dobra. Mnie rozwalił tekst jednego z kafarów podczas imprezy u Loredo (związane z zadaniem unieszkodliwienia balisty) po pokonaniu go na rękę. Szło mniej więcej tak: "Dziad mnie pokonał! Idę na paśnik, muszę robić masę."
Ale dla odpowiedniego efektu to trzeba usłyszeć na własne uszy.
Ale dla odpowiedniego efektu to trzeba usłyszeć na własne uszy.
#219
Posté 14 juin 2011 - 10:17
a ja tak sie wtrace ze swoj egzemplarz Wieska Drugiego odbiore jutro i bede sie zagrywac
#220
Posté 15 juin 2011 - 09:40
Ciekawe są też odzywki Yarpena ...... Choć Zoltan też niczego sobie , ale w pierwszej części jakoś bardziej mi przypadł do gustu , zwłaszcza tekst typu " jak to na wojnie ...."
#221
Posté 16 juin 2011 - 04:00
Wiedźmin będzie łatwiejszy na konsolach. Kto by się spodziewał, nie?
Modifié par Robin Blackett, 16 juin 2011 - 04:00 .
#222
Posté 16 juin 2011 - 04:39
A to może być poziom łatwiejszy niż łatwy na PC? To będzie się samo przechodzić, czy jak? No rozumiem - Amerykanie, no ale bez przesady. Jaka jest satysfakcja z takiej gry?
#223
Posté 16 juin 2011 - 05:30
Żadna ? ;p
#224
Posté 16 juin 2011 - 05:52
Trafna uwaga, myślałem, że tylko ja tak myślę xD
#225
Posté 17 juin 2011 - 09:57
Widocznie Wujek Sam nie jest w stanie rozpykać prezentu od naszego premiera ;P





Retour en haut





