Rozdział 1
- Przekaźnik Arcturus Prime w zasięgu. Rozpoczynam procedurę skoku! – głos Jokera, wzmocniony przez głośniki
odbił się echem po wnętrzu Normandii. Chwilę później atmosfera na pokładzie błyskawicznie się zagęściła- wszyscy załoganci biegiem ruszyli na swoje stanowiska.
Pilot SSV Normandia, porucznik Sił Powietrznych Przymierza Jeff „Joker” Moreau podciągną się wyżej w fotelu
i skupił na holograficznej konsolecie przed sobą, przeglądając dziesiętki komunikatów napływających zarówno ze strony przekaźnika jak i poszczególnych stanowisk statku.
- Przekaźnik gotowy, mam wektor podejścia. Wszystkie stanowiska gotowe do skoku!
Joker włączył automatyczny system pilotażu, używany przy skokach przez przekaźniki. Nie znosił gdy ktoś odbiera
mu stery, a w szczególności maszyna. Jednakże nie miał wyboru – mimo swoich nieprzeciętnych umiejętności pilotażu nie zdołał by utrzymać wymaganego wektora z dokładnością do tysięcznych stopnia.
- Rozpoczęto podejście!
Niedługo statki same będą latać. Zresztą już mogły by to robić, gdyby nie zakaz tworzenia sztucznych inteligencji,
pomyślał. Jeszcze trochę i wylecę, bo jakaś maszyna będzie wydajniejsza ode mnie. W cholerę z tym postępem.
Poczuł dziką ochotę, aby wyłączyć autopilota, ale zdołał się powstrzymać. Spojrzał ponownie na konsoletę.
Na środku wyświetlony był zegar odliczający czas do skoku.
- Dotrzemy do przekaźnika za… Trzy…
A może jednak wyłączyć to cholerstwo? Może pokazać tej głupiej maszynie kto tu jest lepszy?
- Dwa…
Szlag by to trafił. To wirtualna inteligencja. Zwykły program a nie świadomy twór. Nie zrozumie tego…
- Jeden…
Ale i tak nie ma prawa odbierać mu sterów…
Na Normandii przygasły światła. Rozległ się przytłumiony trzask i oświetlenie wróciło do normy.
- Silniki sprawne… Systemy nawigacji sprawne… Poziom barier kinetycznych w normie… Pozostałe systemy sprawne… Włączono tryb cichego lotu.
- Wszystko idzie zaskakująco dobrze… Misja przebiega o wiele sprawniej niż się spodziewałem. Kapitan będzie
zadowolony – rzekł Nihlus, który pojawił się nie wiadomo skąd. Powiedziawszy to odwrócił się na pięcie i wyszedł z kokpitu.
- Nienawidzę tego kolesia – mruknął Joker sam do siebie.
- Nihlus cię pochwalił… Więc go nienawidzisz – odezwał się porucznik Kaidan Alenko, siedzący na fotelu obok.
- Cały czas się tu kręci. Łazi wszędzie, pojawia się niewiadomo skąd. To cholernie irytujące. Poza tym obecność
Widma na pokładzie to kłopot.
- Kłopot? – Alenko spojrzał na pilota zdziwiony.
- Oni ściągają kłopoty. Nie podoba mi się, że on tu jest. Możesz mnie nazwać paranoikiem, ale coś mi tu śmierdzi jakąś konspiracją.
- Jesteś paranoikiem. Rada współfinansowała projekt budowy Normandii, mają prawo doglądać własną
inwestycję.
- Tylko idioci wierzą w wersje oficjalne…
- Jak zwykle przesadzasz – rzekł komanor Shepard, który podobnie jak Nihlus pojawił się niewiadomo kiedy.
Pilot wywrócił wymownie oczami i w tej samej chwili z interkomu dobiegł głos kapitana Andersona:
- Joker, proszę o raport.
- Opuściliśmy przekaźnik masy, kapitanie. Zgodnie z planem zmierzamy ku Eden Prime.
- W porządku. Znajdźcie kom – boję i podłączcie nas. Chcę wysłać raporty z misji zanim dotrzemy do Eden Prime.
- Tak jest, kapitanie. Lepiej się przygotujcie, Nihlus już do was idzie – oznajmił Joker, poprawiając daszek kaszkietówki.
- On już tu jest, poruczniku – odparł chłodno kapitan. – Przyślijcie komandora Sheparda na odprawę, do sali
łączności.
Rozległ się cichy pisk sygnalizujący koniec połączenia.
- Słyszeliście komandorze? – zapytał pilot.
- Czy kapitan był wkurzony, czy mi się wydawało?
- On zawsze taki jest.
- Tylko gdy rozmawia z tobą, Joker – wtrącił Alenko.
- Może chodzi mu o to, że nie lubię się golić? – rzucił pilot, mierzwiąc krótką brodę. – Myślałem, że się
przyzwyczaił.
Kaidan skwitował to westchnięciem, a Shepard zaśmiał się pod nosem i wyszedł z kokpitu. Ruszył przez dość wąską kładkę, po obu stronach otoczoną stanowiskami komputerowymi, zbuowanymi tak, że operator siedział tyłem do pomostu a holograficzne ekrany były skierowane w jej stronę – umożliwiało to oficerowi robiącemu obchód łatwy przegląd stanowisk.
Dalej kaładka rozdzielała się na dwie – obie obiegały dookoła CIB czyli Centrum Informacji Bojowych. Było to owalne pomieszczenie po środku którego znajdowała się wielka, holograficzna mapa galaktyki, otoczona panelami nawigacyjnymi.
Shepard przechodził obok niej, gdy usłyszał czyiś głos:
- Jeszcze tylko Widma nam tu brakowało… Przez niego wpakujemy się w jakieś kłopoty! – powiedział nawigator
Pressly do interkomu.
- Uspokój się, Pressly. Kapitan wie co robi – odrzekł mu czyiś głos wydobywający się z głośnika.
Pressly zauważył Sheparda i zasalutował.
- Wiam, komandorze. Mogę w czymś pomóc?
- Chyba nie ufacie turiańskiemu Widmu – stwierdził komandor.
- Ach, to była taka luźna rozmowa z Adamsem z maszynowni… - nawigator pogładził się po łysinie - Po prostu mam wrażenie, że coś się święci. Nie ufam obcym, a tym bardziej Widmom, które bez słowa wyjaśnienia przesiadują na statku Przymierza.
W dodatku dlaczego zabraliśmy pełną
załogę, skoro mamy jedynie wypróbować systemy maskowania? I dla czego dowodzi sam kapitan Anderson. Na takich lotach dowództwo nad jednostką powierza się oficerowi wykonawczemu.
- Myślicie, że kapitan coś przed nami ukrywa?
Pressly rozejrzał się i powiedział trochę ciszej niż wcześniej:
- To nie może być zwyczajny lot próbny. Jeśli tak by było to zabralibyśmy jedną trzecią załogi i to wy byście
dowodzili, komandorze.
- Kapitan mnie oczekuje. Może uda mi się coś z niego wyciągnąć.
- Oczywiście, komandorze. Powodzenia – nawigator zasalutował i wrócił do pracy.
Shepard ruszył dalej, okrążając bokiem mapę galaktyki. Nieopodal drzwi do sali łączności kapral Richard Jenkins
rozmawiał z pokładowym lekarzem, doktor Chackwas.
- Dorastałem na Eden Prime, pani doktor. To nie jest miejsce, które odwiedzają Widma. Jeśli Rada wysyła gdzieś
Widmo, to musi to być coś bardzo ważnego.
- Oglądacie za dużo szpiegowskich widów, Jenkins. O, komandor Sheprad!
- Komandorze – kapral zasalutował z nieskrywanym przejęciem. – Jak pan myśli, długo raczej nie posiedzimy na Eden Prime. Może trafimy na jakiś piratów. Nie mogę się doczekać prawdziwej walki.
- Chyba żartujecie, kapralu – powiedziała doktor. – Wasza prawdziwa walka skończy się najpewniej na tym, że
będę musiała was łatać w ambulatorium.
- Po prostu to czekanie mnie dobija! Chcę pokazać tym na górze na co mnie stać!
- Bez pośpiechu, kapralu – rzekł Shepard. – Jesteś jeszcze młody, masz dużo czasu na takie rzeczy. Traktuj to
jak normalne zadnie, a wszystko pójdzie dobrze.
- Łatwo wam mówić, komandorze – odparł Jenkins. – Wy pokazaliście na co was stać! Niewielu dało by sobie radę na Akuze.
Shepard poczuł jak ostatnie słowo kaprala wwierca mu się w umysł. Akuze… [/i]Wszystko wróciło…
Błyski wystrzałów, wstrząsy ziemi, huk detonowanych ładunków… Rozpaczliwe krzyki mordowanych… Wciąganych przez bezrozumne bestie pod ziemię. Chrzęst miażdżonych kości…
- Komandorze?
Z trudem powrócił do rzeczywistości. Kapral patrzył na niego z lekkim zdziwnieniem.
- Wszystko w porządku?
- Tak, nic mi nie jest… - skłamał Shepard.
- Nie rozgrzebujmy przeszłości – powiedziała z naciskiem Chackwas. – Możemy jakoś pomóc, komandorze?
- Nie, muszę iść. Kapitan na mnie czeka – komandor otworzył przyciskiem drzwi do pomieszczenia komunikacyjnego i wszedł do środka.
Myślał, że udało mu się uwolnić od wspomnień z Akuze. Okazało się jednak, że się mylił. Przeszłość znów powróciła. Doktor Chackwas ostrzegała go przed tym – dlatego też tak szybko zakończyła temat. Widocznie od razu zorientowała się o co chodzi. Miał wrażenie, że wciąż słyszy te wrzaski…
Teraz mam zadanie. Ono się liczy. Nic więcej, pomyślał. To już przeszłość.
Rozejrzał się po pomieszczeniu: była to owalna sala, otoczona prostymi, szarymi fotelami z tworzywa. Na ścianie naprzeciw niego był holograficzny ekran, wyświetlający aktualnie jakąś planetę.
W pomieszczeniu nie było kapitana Andersona – stał tu jedynie Nihlus, wpatrując się w ekran.
- Dobrze że jesteś, komandorze. Chciałem porozmawiać – oznajmił gdy Shepard podszedł bliżej.
- Gdzie jest kapitan?
- Przyjdzie. Za chwilę. A tymczasem pozwól, że się ciebie o coś zapytam. Słyszałeś o Eden Prime? – zapytał turianin wskazując na ekran. – Podobno jest tam pięknie.
- Nigdy tam nie byłem – odparł komandor, wzruszając ramionami.
- Ale chyba wiesz o tym, że ta planeta stanowi pewien symbol dla twojego gatunku. Raj na Pograniczu Skylliańskim. Dowód na to, że ludzkość potrafi bronić swoich koloni, a nie tylko je zdobywać. A przy okazji: myślisz że jest tam jakieś zagrożenie?
- Do czego zmierzasz?
- Twój lud nadal jest jeszcze naiwny, Shepard. Galaktyka bywa bardzo niebezpiecznym miejscem. Czy Przymierze zdaje sobie z tego sprawę?
- Chyba czas najwyższy powiedzieć komandorowi, co my tu naprawdę robimy – wtrącił się kapitan Anderson, wchodząc do sali.
- To nie jest zwyczajny lot próbny – oznajmił Nihlus.
- Domyśliłem się, że czegoś nam nie mówicie.
- To nie moja decyzja, komandorze. Rozkazy z samej góry. Informacja przekazywana wybranym i tylko w razie potrzeby – rzekł Anderson.
- Więc co to za informacja, kapitanie? – Shepard poczuł, że ma już dość tej konspiracji.
- Zespół badawczy prowadzący wykopaliska na Eden Prime odkrył pewnego rodzaju nadajnik. Proteański. Ponoć
jest w idealnym stanie.
- W idealnym stanie? Myślałem że oni zniknęli pięćdziesiąt tysięcy lat temu.
- Ich dorobek przetrwał – powiedział Nihlus. - Przekaźniki masy, Cytadela. To wszystko konstrukcje Protean. Ale to, że nadajnik jest nienaruszony… Cóż, to niecodzienne znalezisko.
- Gdyby nie ruiny Protean na Marsie, wciąż tkwilibyśmy na Ziemi – rzekł kapitan. – To może być poważne znalezisko, Shepard. Kto wie jakie informacje mogą być zawarte w tym nadajniku. Może nowe
technologie, przełomowe odkrycia w medycynie… Tego nie wiemy. Na Eden Prime nie mają nawet odpowiedniego sprzętu by to zbadać. Odkryli go przypadkiem. Kolonia chciała przedłużyć linię kolejową. Gdy drążyli tunel natknęli się na jaskinię w której przez tyle tysięcy lat ukryty był nadajnik. Zabezpieczyli go i
poinformowali Przymierze.
- Jakie mamy rozkazy?
- Naszym zadaniem jest przetransportowanie nadajnika. To właśnie dla tego potrzebowaliśmy sprawnych
systemów maskowania. Przekażemy go Radzie Cytadeli.
- Dlaczego im?
- To poprawi nasze stosunki z Radą, z resztą to odkrycie może wpłynąć na wszystkie gatunki. Będziecie dowodzić grupą zwiadowczą, komandorze. Macie przeprowadzić rozpoznanie, zabezpieczyć teren. Wasza strefa zrzutu znajduje się w odległości kilometra od wykopaliska. Nie spodziewamy się żadnych nieprzyjaciół, choć niewykluczone, że piraci grasujący w Trawersie zaryzykowali by atak na kolonię, aby zdobyć nadajnik. Na czarnym
rynku wart byłby miliardy kredytów. Ale wszystko utrzymywane jest w tajemnicy, więc nie ma możliwości, aby ktokolwiek z zewnątrz o tym wiedział. Mimo to bądźcie w pełniej gotowości.
- Zrozumiano, kapitanie.
- To jeszcze nie wszystko, komandorze. Nihlus nie przybył tu jedynie w sprawie nadajnika. Ma was… Ocenić.
- Teraz już wiem, dlaczego wpadam na niego za każdym razem, gdy się obrócę – odparł Shepard, mierząc turianina wzrokiem.
- Jak zapewne wiesz, Przymierze od dawna chce mieć coś do powiedzenia w Radzie Cytadeli - powiedział Nihlus, nie zwracając uwagi na nie zbyt przychylne spojrzenie komandora. – Chcecie aby w Radzie zasiadł
człowiek. Próbujecie dowieść swojej wartości. Jak na razie z mizernym rezultatem.
- A co do tego ma ocenianie mnie?
- Cóż… - wtrącił się Anderson. – Widma symbolizują władzę i autorytet Rady. Gdyby człowiek dostał się w ich
szeregi, było by to uznanie dla zasług Przymierza.
- Zgłosiłem twoją kandydaturę Radzie – oznajmił turianin.
Po tych słowach zapanowała kompletna cisza. Shepard nie mógł pozbierać myśli. Turianin chce człowieka w szeregach Widm?! To brzmiało jak jakiś kiepski dowcip.
- Chwilę… TY zgłosiłeś moją kandydaturę?
- Tak. Spotkałem się z przedstawicielami Przymierza. Byłeś jednym spośród kilkunastu kandydatów. Uznałem,
że ty nadajesz się najbardziej. Rada zaakceptowała mój wybór, ale pod warunkiem że cię sprawdzę. Eden Prime będzie pierwszą z kilku wspólnych misji. Jeśli nie nawalisz… Będziesz pierwszym człowiekiem wśród Widm, komandorze.
- Kapitanie, pan to popiera? – Shepard był już skrajnie zdziwiony. To wszystko w ogóle do siebie nie pasowało.
- Tak, komandorze, cała ludzkość na tym skorzysta. Wiele zyskamy, jeśli się wam powiedzie.
- Czemu turianin chce człowieka wśród Widm?
- Nie skreślam was, jak czynią to niektórzy. Dostrzegam ukryty w was potencjał. Przynajmniej w części z was. Nie
interesuje mnie kim jesteś, Shepard. Masz po prostu dobrze wykonywać swoją robotę.
- Kapitanie, mamy mały problem… - w sali rozległ się głos Jokera.
- Co się dzieje? – zapytał Anderson, naciskając przycisk pobliskiego interkomu.
- Mam przekaz z Eden Prime. Proszę spojrzeć.
Chwilę później na ekranie pojawił się wspomniany przekaz: było to nagranie, najwyraźniej z kamery umieszczonej w hełmie żołnierza. Wszędzie wokół słychać było strzały i eksplozje. W kadrze pojawił się mężczyzna w białym pancerzu.
- Atakują nas! – zawołał do kamery. - Mamy poważne straty, nie wytrzymamy już długo! Proszę o natychmiastowe
wsparcie!
Gdy tylko żołnierz skończył mówić, ktoś trafił go w klatkę piersiową. Krew trysnęła z rany, osiadając na
obiektywie kamery.
-Poruczniku! – krzyknął operator kamery i upadł przy rannym. Przewrócił go na plecy, lecz w tej samej chwili rozległ
się wysoki, świdrujący dźwięk. Żołnierz podniósł głowę i spojrzał na niebo. Przez krew na obiektywie niewiele było widać, ale można było dostrzec jakiś niewyraźny kształt, powoli zniżający się ku powierzchni.
- Cholera, co to?! – rozległ się krzyk jakiejś kobiety. Zaraz po tym nagranie się urwało.
W pomieszczeniu zaległa głucha cisza, którą po dłuższej chwili przerwał Joker:
- Po tym łączność się urywa. Nie można się także skontaktować z kolonią.
- Wprowadź nas szybko i po cichu –powiedział kapitan, nie odrywając wzroku od ekranu. – Misja właśnie się
skomplikowała.
No, to na razie wszystko co przepisałem.
Modificata da Vader1995mw, 26 luglio 2011 - 06:10 .