Vai al contenuto

Foto

Opowiadania na podstawie serii Mass Effect


  • Effettua l'accesso per rispondere
Questa discussione ha avuto 39 risposte

#1
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
UWAGA!

W tym temacie zamieszczam moje opowidania - będą to zarówno opowiadania wykraczające poza serię, jak i fragmenty powieści., które później będą w niej zamieszczone (gdy akcja książki dojdzie już do opisanych w nich wydarzeń).
Wszystkie swoje opinie na temat opowiadań, zamieszczajcie w tym temacie.


NIEKTÓRE TEKSTY SĄ OPARTE NA FABULE SERII MASS EFFECT - SPOILERY!


Na początek wypadało by wszystkich powitać, jako że to mój pierwszy post. Tak więc: witam!:)
Spróbuję wszystko opowiedzieć od początku, żeby miało to ręce i nogi.
Szczerze mówiąc nie wiem kiedy zainteresowało mnie pisanie książek. Było to dobre parę lat temu, może z siedem... Aktualnie w czasie wolnym (w chwilach gdy nie gram w Mass Effect:D) piszę książkę. A tak dokładniej książki, choć tak naprawdę skupiam się na jednej - może kiedyś mi się uda ją wydać, kto wie. Ale są niestety takie momenty, kiedy jest się KOMPLETNIE wyzutym z pomysłów a chce się pisać. Tak więc znalazłem sposób. Po prostu gdy nie mam pomysłów na fabułę, biorę jakąś gotową - piszę książkę jedynie dla własnej przyjemności. Kombinowałem z różnymi książkami (fabułę brałem głównie z gier) - niektóre nie wyszły poza pierwszy rozdział, inne dochodziły do dwudziestego i dalej. No, ale jako w kwietniu tego roku odkryłem serię Mass Effect (za sprawą mojego kolegi, któremu jestem za to teraz dozgonnie wdzięczny) postanowiłem spróbować właśnie z tą fabułą. No i tak się pisało w tych chwilach odmóżdżenia, gdy nie byłem w stanie wymyślić fabuły do mojej książki. A muszę przyznać, że pisanie książki opartej na ME wciągnęło mnie bardziej niż moja własna książka... Trochę się tego już nazbierało i jak natknąłem się na to forum, to pomyślałem czy może tego tu nie opublikować. Przynajmniej części. Tak więc na początek dam prolog. Nie jest on długi, więc potraktujcie to bardziej jako zapowiedź. Jeśli komuś się spodoba, mogę wstawiać nowe fragmenty.



Prolog

 

-A może Shepard? – rzucił ambasador Donell Udina, zakładając nogę na nogę. Odniósł wrażenie, że jego słowa sprawiły nagłe zagęszczenie atmosfery. Czekał z tą propozycją na sam koniec. Dobrze wiedział,
że każdy tu obecny słyszał o Shepardzie i dokładnie studiował jego akta. Najlepszy i najbardziej kontrowersyjny kandydat.
-To podróżnik. Spędził całe życie nastatkach kosmicznych – wyjaśnił kapitan David Anderson, choć zdawał sobie
sprawę, że wcale nie musiał tego robić. – Jego rodzice byli oficerami Przymierza, więc ma to we krwi. Jest urodzonym żołnierzem. Jako jeden z niewielu ukończył program szkoleniowy Przymierza N7 z wyróżnieniem.
-Jako jeden z niewielu… - odezwał się jak do tąd milczący turianin, Nihlus Kryik. – Z tego co mi wiadomo, wyróżnienie otrzymał jedynie wspomniany Shepard… I pan, kapitanie.
-To nieistotne – odparł Anderson. – Przejdźmy do rzeczy. To Shepard jest kandydatem, nie ja.
-Co więcej możemy o nim powiedzieć… - wtrącił admirał Steven Hackett. – Widział jak cała jego jednostka ginie na Akuze. Zaatakowały ich miażdżypaszcze. To była rzeź. Nigdy wcześniej się z nimi nie spotkaliśmy, nikt nie był na to przygotowany. Nie mieli żadnej ciężkiej broni. Tylko Shepard przeżył. Do tej pory nie wiem jak tego dokonał, ale tomogło pozostawić ślad na jego psychice.
-Każdy żołnierz ma blizny! – odrzekł natychmiast Anderson. – Zdołał się pozbierać i dalej służy Przymierzu.
-I tu pojawia się pytanie: czy chcemy by taka osoba strzegła bezpieczeństwa galaktyki?
Słowa Udiny po raz kolejny sprawiły, że wszyscy zamilkli. Hackett i Anderson wpatrywali się w niego z kamiennymi
twarzami, ale w ich z pozoru beznamiętnych spojrzeniach czaiło się zdziwienie  i jakieś złowrogie błyski. Zapewne nie spodziewali się takiego obrotu spraw – Udina pozostawił najlepszego kandydata na koniec i wydawało by się, że robi to aby jak najlepiej go zaprezentować, a tu nagle zadaje takie pytanie. Ambasador jednak wiedział co robi. Specjalnie starał się podchodzić do Sheparda krytycznie. Wiedział jaka będzie reakcja Nihlusa. Podczas trwającej od ponad godziny rozmowy, zaobserwował że turianin  reaguje zupełnie odwrotnie niż Udina. I najwyraźniej robi to specjalnie.
Gdy ambasador wygłaszał pozytywną opinię, Nihlus odpowiadał krytyką. Teraz Udiana chciał przez to dać znać turianinowi, że nie jest tak głupi, za jakiego go ma. A o Sheparda się nie martwił – wiedział, że jego potencjał jest aż nazbyt widoczny.
- Moim zdaniem Shepard jest najlepszą osobą do obrony galaktyki – przerwał milczenie Anderson.
- Może mówi pan tak tylko dlatego, że Shepard jest członkiem załogi waszego statku, kapitanie? – zapytał Nihlus. Jak zwykle wychwytywał wszystkie potknięcia. Cały czas łapał za słowa.
- Nie – zaprzeczył kapitan. – Shepard jest członkiem mojej załogi od dość dawna i dzięki temu znam go dobrze. Zarówno jego, jak i jego możliwości. To pozwala mi na wystawienie opini zgodnej z prawdą.
-Więc jaka jest pańska decyzja? – odezwał się Hackett, patrząc na Nihlusa.
Turianin zmrużył oczy. Z jego twarzy przypominającej nieco krzyżówkę nieopierzonego bezdziobego ptaka
z gadem, nie dało się odczytać żadnych emocji.
-Zastanowię się – powiedział po chwili, wstając z fotela. – Jeśli uznam, że któryś z kandydatów się nadaje
poinformuję Radę Cytadeli. Jeśli oni zaakceptują moją sugestię, zostaniecie o tym poinformowani, ambasadorze. Żegnam.
- Nic z tego nie będzie. Po jaką cholerę wyskoczył pan z tym pytaniem?! – syknął Anderson, gdy Nihlus wyszedł.
- Mieliście już swoją szansę, kapitanie. Nie potrafiliście jej wykorzystać. Sprawą Sheparda zajmę się sam. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem.
- Jakim planem?
- To już moja sprawa. A teraz proszę wybaczyć, mam ważne spotkanie – rzekł ambasador, wychodząc z biura.
Anderson odprowadził go wzrokiem i westchnął.
- Nienawidzę jak politycy mieszają się do spraw wojska…
-Ja też, kapitanie – powiedział admirał. – Ale nic na to nie poradzimy. Możemy mieć jedynie nadzieję na to, że Udina naprawdę wie co robi.
- Z całym szacunkiem admirale, ale nie liczył bym na to. Jak do tej pory udało mu się jedynie kilkukrotnie wkurzyć
Radę. On nic nie zdziała.
- Czas pokaże.



No, to na razie tyle. I jeszcze tak na koniec - historia przedstawia mojego Sheparda, ale jego czyny nie odbiegają za bardzo od tych najbardziej popularnych wyborów graczy. Jak mogliście tu zaobserwować, część wydarzeń będzie nieco zmodyfikowana, aby książka miała bardziej wiarygodny wydźwięk. Będzie też cała masa wydarzeń których nie było w serii. Mam już parę fragmentów z ME2 - zaczynam opisywać misję samobójczą i wydarzenia TUŻ przed nią - wiecie o co chodzi:D. Myślę, że zabiorę się teraz za opis imprezy w Cytadeli po misji samobójczej. Pamiętacie ten tekst Jacoba? "Jeśli przeżyjemy upijemy się w Cytadeli". No, chcę rozwinąć tą myśl:). Tak więc wyrażajcie swoje opinie pod adresem moim lub mojej twórczości.
Pozdrawiam.

Modificata da Vader1995mw, 28 luglio 2011 - 07:53 .


#2
Holloweang

Holloweang
  • Members
  • 897 Messaggi:
Widzę pełno pomysłów, ambicję, trochę talentu... Jeśli urodziłeś się 1995(rok w nicku/albo przypadkowe cyfry) to widzę siebie sprzed dwóch lat.
Cóż, dopóki ktoś mi nie uświadomił, że jeszcze długa droga przede mną i wiele muszę się nauczyć.
Nie mniej - jest ok.
Nie lepiej zacząć od opowiadań?

Modificata da Holloweang, 26 luglio 2011 - 05:05 .


#3
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Cóż, nie myślałem nad opowiadaniami, choć wydaje się być to dobrym pomysłem. Mam nawet parę koncepcji, jeśli chodzi o serię ME. Choćby wymieniona wcześniej impreza na Cytadeli.
Możliwe, że uda mi się coś sklecić. A co do nicku, to tak, urodziłem się w 95.

Modificata da Vader1995mw, 26 luglio 2011 - 05:23 .


#4
Holloweang

Holloweang
  • Members
  • 897 Messaggi:
Uwierz mi - też kiedyś porywałem się co i rusz na książki, dopóki nie zrozumiałem, że muszę zacząć jak wszyscy inni - od małych kroczków :) Opowiadania to bardzo fajna sprawa, rozwijasz się, nabierasz doświadczenia. Ważne jest też, żebyś czytał - wiele nauczyłem się od Sapka, Kinga, Mike'a Careya. Ale oczywiście ja mam inną specjalizację - dark fantasy, a Ty widzę, lubujesz się w sci-fi. Może Blade Runner?
Kilka prostych rad. Nie jestem dużo starszy, ale wydaje mi się, że idziemy tą samą drogą.

#5
Holloweang

Holloweang
  • Members
  • 897 Messaggi:
Cóż, ja muszę uciekać - czekam na dalszy ciąg, z chęcią przeczytam :) Oferuję swoją pomoc - oczywiście, jeśli zechcesz.

#6
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Czytałeś Sapkowskiego? Bratnia dusza ^^ No cóż, od niego można się rzeczywiście dużo nauczyć. Na przykład jak napisać oryginalną książkę fantasy. Styl Tolkiena się trochę przejadł - bohaterowie ratują świat, żyją długo i szczęśliwie, bla, bla, bla. A Sapkowski potrafił napisać tak pesymistyczną powieść, że zaskakuje Cię na każdym kroku. Ale wstrzymał bym się z tą opinią, że lubuję się w sci-fi. Może częściowo tak, ale lubię także fantasy.
PS.: Każda pomoc się przyda.

Modificata da Vader1995mw, 26 luglio 2011 - 05:39 .


#7
Michu351

Michu351
  • Members
  • 151 Messaggi:
Znam się trochę na tym bo byłem redaktorem wolfenstein.pl ( pisałem sporo opowiadań, itp.). Muszę ci powiedzieć jedno. Masz potencjał. Wchodząc w ten temat spodziewałem się kawałka tekstu tak zasypanego błędami, że trudno go bedzie odczytać i nudniejszego niz flaki z olejem. Przeczytałem go i choć za wszelką cenę starałem sie odkryć każdą niedoskonałość znalazłem ich naprawdę niewiele. Widząc nick (Ja sam nie chwaląc się jestem z 1994 :P) spodziewałem się jakiejś kompletnie niedojrzałej osoby, która bedzie tak kaleczyła język, że zaraz wyjdę z tego tematu a tu bardzo miła niespodzianka. Wydaje mi się, że po prostu masz talent i wykorzystaj go. Sam zawsze się denerwowałem, bo paskudnie rysuję dopóki 2 lata temu nie odkryłem swojego talentu pisarskiego i z własnego doświadczenia radzę ci abyś się dzielił swoimi dziełami na forum, bo mi sprawiało to naprawdę dużo przyjemności. Mogę tylko dodać, że z niecierpliwością będę czekał na twoje teksty o ME i, że przypomniałeś mi jaką frajdę daje pisanie tekstów (tak mnie zmotywowałeś, że właśnie zabieram sie za pisanie opowiadania z serii Mass Effect, bedzie gotowe do kilku dni). Z doświadczenia wiem, że najbardziej motywuje konstruktywna krytyka, wiec zawsze uważnie czytaj co mają o twoich tekstach do powiedzenia inni, nie wachaj sie pytać o radę, no i życzę dużo, dużo weny i powodzenia. Eingefügtes Bild No i tak na koniec pamiętaj "Kto pyta, nie błądzi." U mnie zasada ta wpłyneła na znaczącą poprawę jakościową moich pierwszych opowiadań.

Modificata da Michu351, 26 luglio 2011 - 05:51 .


#8
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Dzięki. Ja też paskudnie rysysuję:D . No, i czekam na Twoje opowiadanie.
Zaraz wkleję resztę książki. A raczej to, co mam przepisane na Worda - piszę na maszynie do pisania (wiem, dziwny jestem).

Modificata da Vader1995mw, 26 luglio 2011 - 05:51 .


#9
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Messaggi:
Mi zajęło dużo dłużej by od zamiarów przejść do czynów.
Co do daty urodzin to się własnie poczułem staro:P ale tylko przez chwilę.
Zapał to fajna rzecz lecz rzadko kiedy przekłada się na jakieś większe dzieło.

Proponowałbym Ci napisanie najpierw jakiegoś opowiadania. Jeśli dobrze zrozumiałem zakres dziejów Shepa które chcesz upamiętnić to wyjdzie z tego ogromne przedsięwzięcie mogące zająć masę czasu. W trakcie stracisz kilka razy ochotę na kontynuacje i w zasadzie nic z tego nie wyjdzie.
Spróbuj zacząć od czegoś czego początek i koniec jesteś w stanie przewidzieć. Może zawiąż jakąś intrygę na tle zwycięskiej fety w cytadeli (pamiętaj ze nosi ona jeszcze blizny po ataku suwerena).
Załóż sobie jakieś ramy czasowe i pość wodze fantazji. (pamiętaj że poruszasz się pomiędzy wydarzeniami historii napisanej prze kogoś innego więc pole manewru jest ograniczone).

W prologu opisałeś w zasadzie scenę z INTRO ME1 czyli wydarzenie umiejscowione w czasie ponad 2 lata wcześniej niż rzeczona feta miałaby miejsce,

Konkludując
Strzel sobie jakąś krótszą wprawkę zanim porwiesz się na coś co nie zmieści się na standardowej półce biblioteczki.
Pewien filozof powiedział: "Żeby nauczyć się latać trzeba najpierw posiąść umiejętność chodzenia. Nie można zacząć od latania" (nie pamiętam dosłownie wiec rzucam lekką parafrazą).

Trzymam kciuki i życzę wytrwałości.

Modificata da Hakakken, 26 luglio 2011 - 05:53 .


#10
Michu351

Michu351
  • Members
  • 151 Messaggi:
Najlepiej załóż osobny temat i wklejaj tam tylko fragmenty książki - będzie bardziej przejrzyście. No i ja też polecam bardziej nawet nie tyle opowiadanie co serie opowiadań. Bedzie długie a napisze się o wiele łatwiej od powieści:)

Modificata da Michu351, 26 luglio 2011 - 05:54 .


#11
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Rozdział 1



- Przekaźnik Arcturus Prime w zasięgu. Rozpoczynam procedurę skoku! – głos Jokera, wzmocniony przez głośniki
odbił się echem po wnętrzu Normandii. Chwilę później atmosfera na pokładzie błyskawicznie się zagęściła- wszyscy załoganci biegiem ruszyli na swoje stanowiska.
Pilot SSV Normandia, porucznik Sił Powietrznych Przymierza Jeff „Joker” Moreau podciągną się wyżej w fotelu    
i skupił na holograficznej konsolecie przed sobą, przeglądając dziesiętki komunikatów napływających zarówno ze strony przekaźnika jak i poszczególnych stanowisk statku.
- Przekaźnik gotowy, mam wektor podejścia. Wszystkie stanowiska gotowe do skoku!
Joker włączył automatyczny system pilotażu, używany przy skokach przez przekaźniki. Nie znosił gdy ktoś odbiera
mu stery, a w szczególności maszyna. Jednakże nie miał wyboru – mimo swoich nieprzeciętnych umiejętności pilotażu nie zdołał by utrzymać wymaganego wektora z dokładnością do tysięcznych stopnia.
- Rozpoczęto podejście!
Niedługo statki same będą latać. Zresztą już mogły by to robić, gdyby nie zakaz tworzenia sztucznych inteligencji,
pomyślał. Jeszcze trochę i wylecę, bo jakaś maszyna będzie wydajniejsza ode mnie. W cholerę z tym postępem.
Poczuł dziką ochotę, aby wyłączyć autopilota, ale zdołał się powstrzymać. Spojrzał ponownie na konsoletę.
Na środku wyświetlony był zegar odliczający czas do skoku.
- Dotrzemy do przekaźnika za… Trzy…
A może jednak wyłączyć to cholerstwo? Może pokazać tej głupiej maszynie kto tu jest lepszy?
- Dwa…
Szlag by to trafił. To wirtualna inteligencja. Zwykły program a nie świadomy twór. Nie zrozumie tego…
- Jeden…
Ale i tak nie ma prawa odbierać mu sterów…
Na Normandii przygasły światła. Rozległ się przytłumiony trzask i oświetlenie wróciło do normy.
- Silniki sprawne… Systemy nawigacji sprawne… Poziom barier kinetycznych w normie… Pozostałe systemy sprawne… Włączono tryb cichego lotu.
- Wszystko idzie zaskakująco dobrze… Misja przebiega o wiele sprawniej niż się spodziewałem. Kapitan będzie
zadowolony – rzekł Nihlus, który pojawił się nie wiadomo skąd. Powiedziawszy to odwrócił się na pięcie i wyszedł z kokpitu.
- Nienawidzę tego kolesia – mruknął Joker sam do siebie.
- Nihlus cię pochwalił… Więc go nienawidzisz – odezwał się porucznik Kaidan Alenko, siedzący na fotelu obok.
- Cały czas się tu kręci. Łazi wszędzie, pojawia się niewiadomo skąd. To cholernie irytujące. Poza tym obecność
Widma na pokładzie to kłopot.
- Kłopot? – Alenko spojrzał na pilota zdziwiony.
- Oni ściągają kłopoty. Nie podoba mi się, że on tu jest. Możesz mnie nazwać paranoikiem, ale coś mi tu śmierdzi jakąś konspiracją.
- Jesteś paranoikiem. Rada współfinansowała projekt budowy Normandii, mają prawo doglądać własną
inwestycję.
- Tylko idioci wierzą w wersje oficjalne…
- Jak zwykle przesadzasz – rzekł komanor Shepard, który podobnie jak Nihlus pojawił się niewiadomo kiedy.
Pilot wywrócił wymownie oczami i w tej samej chwili z interkomu dobiegł głos kapitana Andersona:
- Joker, proszę o raport.
- Opuściliśmy przekaźnik masy, kapitanie. Zgodnie z planem zmierzamy ku Eden Prime.
- W porządku. Znajdźcie kom – boję i podłączcie nas. Chcę wysłać raporty z misji zanim dotrzemy do Eden Prime.
- Tak jest, kapitanie. Lepiej się przygotujcie, Nihlus już do was idzie – oznajmił Joker, poprawiając daszek kaszkietówki.
- On już tu jest, poruczniku – odparł chłodno kapitan. – Przyślijcie komandora Sheparda na odprawę, do sali
łączności.
Rozległ się cichy pisk sygnalizujący koniec połączenia.
- Słyszeliście komandorze? – zapytał pilot.
- Czy kapitan był wkurzony, czy mi się wydawało?
- On zawsze taki jest.
- Tylko gdy rozmawia z tobą, Joker – wtrącił Alenko.
- Może chodzi mu o to, że nie lubię się golić? – rzucił pilot, mierzwiąc krótką brodę. – Myślałem, że się
przyzwyczaił.
Kaidan skwitował to westchnięciem, a Shepard zaśmiał się pod nosem i wyszedł z kokpitu. Ruszył przez dość wąską kładkę, po obu stronach otoczoną stanowiskami komputerowymi, zbuowanymi tak, że operator siedział tyłem do pomostu a holograficzne ekrany były skierowane w jej stronę – umożliwiało to oficerowi robiącemu obchód łatwy przegląd stanowisk.
Dalej kaładka rozdzielała się na dwie – obie obiegały dookoła CIB czyli Centrum Informacji Bojowych.  Było to owalne pomieszczenie po środku którego znajdowała się wielka, holograficzna mapa galaktyki, otoczona panelami nawigacyjnymi.
Shepard przechodził obok niej, gdy usłyszał czyiś głos:
- Jeszcze tylko Widma nam tu brakowało… Przez niego wpakujemy się w jakieś kłopoty! – powiedział nawigator
Pressly do interkomu.
- Uspokój się, Pressly. Kapitan wie co robi – odrzekł mu czyiś głos wydobywający się z głośnika.
Pressly zauważył Sheparda i zasalutował.
- Wiam, komandorze. Mogę w czymś pomóc?
- Chyba nie ufacie turiańskiemu Widmu – stwierdził komandor.
- Ach, to była taka luźna rozmowa z Adamsem z maszynowni… - nawigator pogładził się po łysinie - Po prostu mam wrażenie, że coś się święci. Nie ufam obcym, a tym bardziej Widmom, które bez słowa wyjaśnienia przesiadują na statku Przymierza.
W dodatku dlaczego zabraliśmy pełną
załogę, skoro mamy jedynie wypróbować systemy maskowania? I dla czego dowodzi sam kapitan Anderson. Na takich lotach dowództwo nad jednostką powierza się oficerowi wykonawczemu.
- Myślicie, że kapitan coś przed nami ukrywa?
Pressly rozejrzał się i powiedział trochę ciszej niż wcześniej:
- To nie może być zwyczajny lot próbny. Jeśli tak by było to zabralibyśmy jedną trzecią załogi i to wy byście
dowodzili, komandorze.
- Kapitan mnie oczekuje. Może uda mi się coś z niego wyciągnąć.
- Oczywiście, komandorze. Powodzenia – nawigator  zasalutował i wrócił do pracy.
Shepard ruszył dalej, okrążając bokiem mapę galaktyki. Nieopodal drzwi do sali łączności kapral Richard Jenkins
rozmawiał z pokładowym lekarzem, doktor Chackwas.
- Dorastałem na Eden Prime, pani doktor. To nie jest miejsce, które odwiedzają Widma. Jeśli Rada wysyła gdzieś
Widmo, to musi to być coś bardzo ważnego. 
- Oglądacie za dużo szpiegowskich widów, Jenkins. O, komandor Sheprad!
- Komandorze – kapral zasalutował z nieskrywanym przejęciem. – Jak pan myśli, długo raczej nie posiedzimy na Eden Prime. Może trafimy na jakiś piratów. Nie mogę się doczekać prawdziwej walki.
- Chyba żartujecie, kapralu – powiedziała doktor. – Wasza prawdziwa walka skończy się najpewniej na tym, że
będę musiała was łatać w ambulatorium.
- Po prostu to czekanie mnie dobija! Chcę pokazać tym na górze na co mnie stać!
- Bez pośpiechu, kapralu – rzekł Shepard. – Jesteś jeszcze młody, masz dużo czasu na takie rzeczy. Traktuj to
jak normalne zadnie, a wszystko pójdzie dobrze.
- Łatwo wam mówić, komandorze – odparł Jenkins. – Wy pokazaliście na co was stać! Niewielu dało by sobie radę na Akuze.
Shepard poczuł jak ostatnie słowo kaprala wwierca mu się w umysł.  Akuze… [/i]Wszystko wróciło…
Błyski wystrzałów, wstrząsy ziemi, huk detonowanych ładunków…  Rozpaczliwe krzyki mordowanych… Wciąganych przez bezrozumne bestie pod ziemię. Chrzęst miażdżonych kości…
- Komandorze?
Z trudem powrócił do rzeczywistości. Kapral patrzył na niego z lekkim zdziwnieniem.
- Wszystko w porządku?
- Tak, nic mi nie jest… - skłamał Shepard.
- Nie rozgrzebujmy przeszłości – powiedziała z naciskiem Chackwas. – Możemy jakoś pomóc, komandorze?
- Nie, muszę iść. Kapitan na mnie czeka – komandor otworzył przyciskiem drzwi do pomieszczenia komunikacyjnego i wszedł do środka.
Myślał, że udało mu się uwolnić od wspomnień z Akuze. Okazało się jednak, że się mylił. Przeszłość znów powróciła. Doktor Chackwas ostrzegała go przed tym – dlatego też tak szybko zakończyła temat. Widocznie od razu zorientowała się o co chodzi. Miał wrażenie, że wciąż słyszy te wrzaski…
Teraz mam zadanie. Ono się liczy. Nic więcej, pomyślał. To już przeszłość.
Rozejrzał się po pomieszczeniu: była to owalna sala, otoczona prostymi, szarymi fotelami z tworzywa. Na ścianie naprzeciw niego był holograficzny ekran, wyświetlający aktualnie jakąś planetę.
W pomieszczeniu nie było kapitana Andersona – stał tu jedynie Nihlus, wpatrując się w ekran.
- Dobrze że jesteś, komandorze. Chciałem porozmawiać – oznajmił gdy Shepard podszedł bliżej.
- Gdzie jest kapitan?
- Przyjdzie. Za chwilę. A tymczasem pozwól, że się ciebie o coś zapytam. Słyszałeś o Eden Prime? – zapytał turianin wskazując na ekran. – Podobno jest tam pięknie.
- Nigdy tam nie byłem – odparł komandor, wzruszając ramionami.
- Ale chyba wiesz o tym, że ta planeta stanowi pewien symbol dla twojego gatunku. Raj na Pograniczu Skylliańskim. Dowód na to, że ludzkość potrafi bronić swoich koloni, a nie tylko je zdobywać. A przy okazji: myślisz że jest tam jakieś zagrożenie?
- Do czego zmierzasz?
- Twój lud nadal jest jeszcze naiwny, Shepard. Galaktyka bywa bardzo niebezpiecznym miejscem. Czy Przymierze zdaje sobie z tego sprawę?
- Chyba czas najwyższy powiedzieć komandorowi, co my tu naprawdę robimy – wtrącił się kapitan Anderson, wchodząc do sali.
- To nie jest zwyczajny lot próbny – oznajmił Nihlus.
- Domyśliłem się, że czegoś nam nie mówicie.
- To nie moja decyzja, komandorze. Rozkazy z samej góry. Informacja przekazywana wybranym i tylko w razie potrzeby – rzekł Anderson.
- Więc co to za informacja, kapitanie? – Shepard poczuł, że ma już dość tej konspiracji.
- Zespół badawczy prowadzący wykopaliska na Eden Prime odkrył pewnego rodzaju nadajnik. Proteański. Ponoć
jest w idealnym stanie.
- W idealnym stanie? Myślałem że oni zniknęli pięćdziesiąt tysięcy lat temu.
- Ich dorobek przetrwał – powiedział Nihlus. - Przekaźniki masy, Cytadela. To wszystko konstrukcje Protean. Ale to, że nadajnik jest nienaruszony… Cóż, to niecodzienne znalezisko.
- Gdyby nie ruiny Protean na Marsie, wciąż tkwilibyśmy na Ziemi – rzekł kapitan. – To może być poważne znalezisko, Shepard. Kto wie jakie informacje mogą być zawarte w tym nadajniku. Może nowe
technologie, przełomowe odkrycia w medycynie… Tego nie wiemy. Na Eden Prime nie mają nawet odpowiedniego sprzętu by to zbadać. Odkryli go przypadkiem. Kolonia chciała przedłużyć linię kolejową. Gdy drążyli tunel natknęli się na jaskinię w której przez tyle tysięcy lat ukryty był nadajnik. Zabezpieczyli go i
poinformowali Przymierze.
- Jakie mamy rozkazy?
- Naszym zadaniem jest przetransportowanie nadajnika. To właśnie dla tego potrzebowaliśmy sprawnych
systemów maskowania. Przekażemy go Radzie Cytadeli.
- Dlaczego im?
- To poprawi nasze stosunki z Radą, z resztą to odkrycie może wpłynąć na wszystkie gatunki. Będziecie dowodzić grupą zwiadowczą, komandorze. Macie przeprowadzić rozpoznanie, zabezpieczyć teren. Wasza strefa zrzutu znajduje się w odległości kilometra od wykopaliska. Nie spodziewamy się żadnych nieprzyjaciół, choć niewykluczone, że piraci grasujący w Trawersie zaryzykowali by atak na kolonię, aby zdobyć nadajnik. Na czarnym
rynku wart byłby miliardy kredytów. Ale wszystko utrzymywane jest w tajemnicy, więc nie ma możliwości, aby ktokolwiek z zewnątrz o tym wiedział. Mimo to bądźcie w pełniej gotowości.
- Zrozumiano, kapitanie.
- To jeszcze nie wszystko, komandorze. Nihlus nie przybył tu jedynie w sprawie nadajnika. Ma was… Ocenić.
- Teraz już wiem, dlaczego wpadam na niego za każdym razem, gdy się obrócę – odparł Shepard, mierząc turianina wzrokiem.
- Jak zapewne wiesz, Przymierze od dawna chce mieć coś do powiedzenia w Radzie Cytadeli  - powiedział Nihlus, nie zwracając uwagi na nie zbyt przychylne spojrzenie komandora. – Chcecie aby w Radzie zasiadł
człowiek. Próbujecie dowieść swojej wartości. Jak na razie z mizernym rezultatem.
- A co do tego ma ocenianie mnie?
- Cóż… - wtrącił się Anderson. – Widma symbolizują władzę i autorytet Rady. Gdyby człowiek dostał się w ich
szeregi, było by to uznanie dla zasług Przymierza.
- Zgłosiłem twoją kandydaturę Radzie – oznajmił turianin.
Po tych słowach zapanowała kompletna cisza. Shepard nie mógł pozbierać myśli. Turianin chce człowieka w szeregach Widm?! To brzmiało jak jakiś kiepski dowcip.
- Chwilę… TY zgłosiłeś moją kandydaturę?
- Tak. Spotkałem się z przedstawicielami Przymierza. Byłeś jednym spośród kilkunastu kandydatów. Uznałem,
że ty nadajesz się najbardziej. Rada zaakceptowała mój wybór, ale pod warunkiem że cię sprawdzę. Eden Prime będzie pierwszą z kilku wspólnych misji. Jeśli nie nawalisz… Będziesz pierwszym człowiekiem wśród Widm, komandorze.
- Kapitanie, pan to popiera? – Shepard był już skrajnie zdziwiony. To wszystko w ogóle do siebie nie pasowało.
- Tak, komandorze, cała ludzkość na tym skorzysta. Wiele zyskamy, jeśli się wam powiedzie.
- Czemu turianin chce człowieka wśród Widm?
- Nie skreślam was, jak czynią to niektórzy. Dostrzegam ukryty w was potencjał. Przynajmniej w części z was. Nie
interesuje mnie kim jesteś, Shepard. Masz po prostu dobrze wykonywać swoją robotę.
- Kapitanie, mamy mały problem… - w sali rozległ się głos Jokera.
- Co się dzieje? – zapytał Anderson, naciskając  przycisk pobliskiego interkomu.
- Mam przekaz z Eden Prime. Proszę spojrzeć.
Chwilę później na ekranie pojawił się wspomniany przekaz: było to nagranie, najwyraźniej z kamery umieszczonej w hełmie żołnierza. Wszędzie wokół słychać było strzały i eksplozje. W kadrze pojawił się mężczyzna w białym pancerzu.
- Atakują nas! – zawołał do kamery. - Mamy poważne straty, nie wytrzymamy już długo! Proszę o natychmiastowe
wsparcie!
Gdy tylko żołnierz skończył mówić, ktoś trafił go w klatkę piersiową. Krew trysnęła z rany, osiadając na
obiektywie kamery.
-Poruczniku! – krzyknął operator kamery i upadł przy rannym. Przewrócił go na plecy, lecz w tej samej chwili rozległ
się wysoki, świdrujący dźwięk. Żołnierz podniósł głowę i spojrzał na niebo. Przez krew na obiektywie niewiele było widać, ale można było dostrzec jakiś niewyraźny kształt, powoli zniżający się ku powierzchni.
-  Cholera, co to?! – rozległ się krzyk jakiejś kobiety. Zaraz po tym nagranie się urwało.
W pomieszczeniu zaległa głucha cisza, którą po dłuższej chwili przerwał Joker:
- Po tym łączność się urywa. Nie można się także skontaktować z kolonią.
- Wprowadź nas szybko i po cichu –powiedział kapitan, nie odrywając wzroku od ekranu. – Misja właśnie się
skomplikowała.

No, to na razie wszystko co przepisałem.

Modificata da Vader1995mw, 26 luglio 2011 - 06:10 .


#12
Michu351

Michu351
  • Members
  • 151 Messaggi:
Przez ten tekst aż się przebija talent.  Dobrze by było gdybyś dodał jakis opis Normandii, tak aby ewentualnemu czytelnikowi, który nie grał w grę pomóc sobie wyobraziś naszą ulubiona fregatę. O opisach nie wolno zapominać bo są one bardzo porządane, ale oczywiście bez przesady. Eingefügtes Bild No i tak na przyszłość pamiętaj, aby postacie nie były płaskie. Wyraź ich charakter i emocje jakie odczuwają. No i nie wachaj się korzystać z własnej wyobraźni.

Hehe a może po prostu imię Michał daje premię do pisania tekstów Eingefügtes Bild

Modificata da Michu351, 26 luglio 2011 - 06:05 .


#13
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:

Michu351 wrote...

Hehe a może po prostu imię Michał daje premię do pisania tekstów Eingefügtes Bild


Czekaj...Skąd wiesz, że mam na imię Michał...?:blink:

#14
Michu351

Michu351
  • Members
  • 151 Messaggi:
Kiedy się kliknie na nick otwiera sie taka fajna zakładka zwana profilem, która dostarcza danych wywiadowczych o uczestniku dyskusji. Eingefügtes Bild

Modificata da Michu351, 26 luglio 2011 - 06:21 .


#15
Hakakken

Hakakken
  • Members
  • 346 Messaggi:
...O ile takowe się tam znajdują ...szpiegu szoguna:P

#16
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Aaa...Zapomniałem ; ) Będę miał trochę roboty z porządkowaniem każdego tekstu, który wstawię, bo gdy wkleja się coś z Worda, to jakoś dziwacznie rozmieszcza tekst. No, ale da się to naprawić. Skoro tak wszyscy o tych opowiadankach, no to i ja! Zabieram się za opowiadanie. Będzie to wspomniana już impreza na Cytadeli. Mogę uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, że osobami obecnymi na niej będą: Shepard, Tali, Porucznik Sił Powietrznych Przymierza Jeff "Joker" Moreau, Garrus oraz Jacob. Dlaczego nie ma reszty? Miranda mi nie pasuje do takiej imprezy, Jack... Powstrzymam się od komentarzy. Samara jest zbyt... Poważna. Grunt... Gdyby on tam był, to bar "Pod Ciemną Gwiazdą" by doznał uszczerbku na zdrowiu, delikatnie rzecz ujmując. Legion... Na Cytadelę gethy wejścia nie mają. Thane... Taka sama sytuacja jak przy Samarze. Mordin woli syntezę tkanek - nie potrzeba alkoholu i nastrojowej muzyki : )
To tylko moje zdanie. Opowiadanko będzie najprawdopodobniej gotowe na jutro.
I chyba rzeczywiście założę, odzielny temat. Ale to opowiadanko wrzucę jeszcze tutaj.

Modificata da Vader1995mw, 26 luglio 2011 - 06:34 .


#17
Grzelu

Grzelu
  • Members
  • 257 Messaggi:
Vader - no, no. Tak czytam i okazuje sie że kolejny dobry tekst będzie do czytania po "Kontrakcie" Holloweang'a.
Upijanie się na Cytadeli może być zabawne. Jeszcze z Jokerem i Garrusem. No i Tali... :>
Zaś sama ta książka, mimo podobieństwa (ba, wielkiego podobieństwa) do fabuły ME1 za to z Twoimi jak to napisałeś "dodatkami" może wyjść naprawde dobrze. Ja osobiście czekam na dalsze części.

#18
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Pierwszą część imprezy mam już prawie gotową. Jeszcze kilka poprawek i zaraz będzie.

#19
Pinatu

Pinatu
  • Members
  • 2051 Messaggi:
Fiuu...już czwarte opowiadanko, którym uraczono "starego" człowieka :D w ostatnim czasie.

Ciekawe, że tym razem wyraźnie zarysowano próbę rozszerzenia "zawartości intelektualnej" samego scenariusza gry. Raczej nie wielu się na to decyduje. Ogólnie mówiąc - przeczytawszy wstawione tu początki tego opowiadania, dla mnie delikatnie sprawiają wrażenie jakby była to próba stworzenia scenariusza do filmu opartego na pierwszym Mass Effect.
Początek bardzo obiecujący. :)

Modificata da pinatu, 27 luglio 2011 - 08:24 .


#20
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Impreza na Cytadeli, część pierwsza

 

- Komandorze, właśnie dotarliśmy do Cytadeli.
Czyiś głos potoczył się echem po przestrzeni. Wydawał się odbijać od niewidzialnych ścian i przy tym potęgować.
Słowa rozmywały się i zlewały się ze sobą tworząc bezładną symfonię niskich, nierozpoznawalnych dźwięków.
- Komandorze, czy mam cumować do doku?
Nieznajomy głos stawał się coraz bardziej wyraźny. I coraz bardziej znajomy. Ten głos brzmiał jak głos… Jokera…
Shepard poruszył się leniwie w łóżku i wciągnął powoli powietrze do płuc.
- Komandorze…?
Wiedział, że musi przesunąć się na krawędź łóżka, nacisnąć klawisz interkomu i odpowiedzieć pilotowi, ale nie miał na to najmniejszej ochoty.  Od owej krawędzi dzieliło go może dziesięć centymetrów. Spróbował się choć trochę podnieść, ale czuł że sen wciąż mocno trzyma go w swych objęciach. Nie podołam, stwierdził i
zadowolony opadł z powrotem na pościel. Po co ma wstawać i narażać organizm na wychłodzenie, skoro tu jest tak miękko i ciepło?
- Eee… Komandorze, kontroler Cytadeli grozi mi grzywną za blokowanie ruchu powietrznego. I tak mało zarabiam! Powiem mu, żeby wypisał mandat na dowódcę jednostki!
No tego już za wiele, pomyślał komandor. Jeszcze raz podjął próbę wyrwania się z objęć snu, ale okazało się to
trudniejsze niż by się wydawało. Powoli przesunął się ku krawędzi łóżka i uchylił powieki – wszystko było zasnute gęstą mgłą. Prawie po omacku nacisnął przycisk interkomu.
- …owiedz mu… szeby sie odpiepszył… - wymamrotał. - …estem… Widmem… Do cholery!
- Znaczy się mam mu powiedzieć, że… Eee…Odpieprzył Widmem cholery…? – zapytał niewinnie Joker. W jego głosie dała się słyszeć nutka kpiny.
- Nie, cholera jasna! – warknął Shepard, poirytowany zachowaniem pilota. Powoli się rozbudzał. – Zacumuj do doku, albo płacisz grzywnę z własnej kieszeni!
- Taest! – komandor mógłby przysiąc, że Joker zasalutował. – Kieruję się w stronę doku: czterysta. Osiemdziesiąt.
Siedem – zameldował, udając sposób wymowy wirtualnej inteligencji. Najwyraźniej zorientował się, że komandor spał i teraz czynił wszystko, aby utrudnić mu powrót do tej czynności. - Witamy na Cytadeli! Od twojej ostatniej wizyty minęło: dwanaście. Dni. Pięć. Godzin. Jest godzina: Piętnasta. Czterdzieści. Jeden. Czasu uniwersalnego. Temperatura w doku wynosi…
-JOKER!
Pilot widocznie zrozumiał że przesadził, bo nie odezwał się więcej.
Shepard puścił przycisk interkomu. Zamknął oczy i uśmiechnął się, gdy poczuł, że objęcia Morfeusza wciągają go do łóżka.
Zaraz… Od kiedy to sen wciąga sam wciąga do łóżka? To pytanie odbiło się echem w głowie komandora. To dość dziwne, ale ten sen sprawiał wrażanie jak najbardziej materialnego, bo czuł że jego ramiona go nieco mocniej obejmują.
Shepard otworzył oczy: mgła zasnuwająca świat przerzedziła się nieco. Obrócił głowę na bok i dostrzegł obok jakiś
ciemny kształt. Bardzo znajomy kształt. Mgła ustąpiła zupełnie. Owym snem wciągającym go do łóżka, okazała się być Tali.  Quarianka spała, albo udawała że śpi. Co najmniej miała zamknięte oczy – nie było widać jej fosforyzujących tęczówek, zwykle wpatrzonych w niego jak dwie latarnie.
Piaskowy Dziadek wykręcił żarówki, zaśmiał się w duchu przypominając sobie bajkę, którą lata temu przed snem opowiadała mu matka. Zdziwił się, że aż tak dobrze to pamiętał, mimo upływu czasu. Teraz wydawało mu się, że od tamtych wydarzeń minęły całe wieki.
Nie tęsknił za swoim dzieciństwem, choć dwa lata temu, gdy został Widmem i stanął przed zadaniem odnalezienia Sarena oraz uratowania galaktyki, oddałby wszystko, aby znów być beztroskim dzieckiem,
którego jedynym zmartwieniem była nauka. Teraz myśl o tysiącach Żniwiarzy, zapewne z każdym dniem zbliżających się do galaktyki, nie budziła w nim lęku – może dlatego, że wydawała się być tak odległa.
Aktualnie mam inne zmartwienia, pomyślał z cieniem uśmiechu na twarzy, gładząc wierzchem dłoni krawędź maski quarianki.
Po kilku minutach postanowił, że czas najwyższy wstać. Rychło się okazało, że Tali jest odmiennego zdania. Nie chcąc jej budzić powoli wsunął między siebie a nią swoją poduszkę i bez pośpiechu zaczął wyzwalać się z jej uścisku. Zareagowała tak, jak się spodziewał – przytuliła się do poduszki, ignorując uciekającego jej Sheparda.
Komandor uśmiechnął się na jej widok. Można by było zrobić jej zdjęcie, pomyślał.
Po chwili zaniechał jednak tego pomysłu i wstał, przeciągając się. Obejrzał ze średnim zainteresowaniem szklaną gablotę, w której trzymał modele statków, po czym skierował się w stronę łazienki. Drzwi otworzyły się z cichym sykiem, przywodzącym na myśl powolne uchodzenie powietrza z nadmuchanej opony. Gdy wszedł do środka, przywitało go jego odbicie w lustrze. Przyjrzał się bliznom pokrywającym jego twarz. Pozostałości po implantach
zdążyły się już zagoić, ale przez prawy policzek przebiegała niezabliźniona jeszcze rana – pamiątka po ataku na bazę Zbieraczy. Ataku, który pochłonął życie wielu osób. A on wyszedł z niego cało. Rozcięty policzek i trzy rany postrzałowe wydawały się być niczym. Tali po postrzale w ramię przeżyła cudem. Fala uderzeniowa wywołana pobliską eksplozją cisnęła nią o ścianę i pozbawiła przytomności. Shepard dwukrotnie trafiony w lewą rękę i raz w nogę nie był w stanie jej nieść. Gdyby nie Garrus z pewnością była by już martwa. Gdy turianin
wziął ją na ramiona i pobiegł w stronę Normandii cała seria posłana przez Zbieracza wyrwała mu spory kawał ciała z uda – mimo to dotarł na statek i zaniósł quariankę do ambulatorium. Turianie potrafili zaskakiwać swoją wytrzymałością. Jak można biec z tak rozwaloną nogą?
Shepard zrezygnował ze swoich początkowych planów, przewidujących zimny prysznic – ograniczył się jedynie do opłukania twarzy.
Wyszedł z łazienki i rozejrzał się po kajucie, szukając koszuli i butów, ale jedyne na co natknął się jego wzrok, to dwa świecące się punkty – chomik przypatrywał się mu z ciemnego wnętrza swojego miniaturowego domku w terrarium. Ostatnio trochę zdziczał, pomyślał komandor, podnosząc swój but leżący pod drzwiami. Drugi znajdował się przy akwarium a koszula spoczywała na podłodze przy łóżku. Dopiero gdy ją podniósł zorientował się, jaka jest pomięta. Zrzucił w myślach winę na Tali – w końcu to ona ją tak rzuciła.
Gdy założył na siebie brakujące części garderoby, wyszedł z kajuty i zjechał windą do CIB. Miał sprawę do Jacoba,
który całkiem nie dawno mu coś obiecał. Przez chwilę rozważał udanie się do kokpitu i zwymyślanie Jokera za jego irytujące zachowanie, ale dał sobie spokój i poszedł do zbrojowni, w której zwykle przesiadywał Jacob.
Tym razem nie było inaczej – siedział na blacie stołu, znęcając się nad swoją strzelbą, która najwyraźniej się zacięła.
- No, dalej! Cholera by cię… - mruknął sam do siebie. Po chwili zauważył Sheprada. – Komandorze – powiedział, salutując.
- Nie denerwuj mnie tą formalnością.
- Rozumiem, to nieoficjalna rozmowa. Mogę w czymś pomóc, Shepard?
- Nie wiem czy jeszcze pamiętasz, ale powiedziałeś, że „jeśli przeżyjemy schlamy się na Cytadeli”… A my właśnie
dotarliśmy do Cytadeli.
Jacob uśmiechnął się, wyszczerzając zęby, które kontrastowały z jego ciemną skórą. Wyglądało to tak jakby ktoś zapalił pochodnię w zupełnej ciemności.
- Myślałem, że zapomniałeś – powiedział, odrzucając strzelbę na stół. – To co, bar „Pod Ciemną Gwiazdą”?
- To samo pomyślałem – odparł komandor, odwzajemniając uśmiech.
- Kogo zabieramy?
- Myślę, że Garrus z chęcią pójdzie.
- Joker też.
- Dobra, idź po Jokera, a ja pójdę po Garrusa. Spotkamy się w doku.
- Tak jest! – Jacob najwyraźniej odruchowo zasalutował i wyszedł ze zbrojowni.
Shepard skierował się w stronę windy. Turianin z pewnością zajmuje się kalibracją głównych dział, które miały
paskudny zwyczaj rozkalibrowywania przy każdym gwałtownym zwrocie Normandii.
Gdy drzwi windy się otworzyły, wysiadł z niej…Garrus.
- Dobrze, że jesteś – rzekł komandor, opierając się barkiem o ścianę.
- Coś się stało?
- Jacob, Joker i ja zmierzamy się wybrać do baru „Pod Ciemną Gwiazdą”. Pomyślałem, że będziesz chciał zabrać się z nami.
- Impreza? – zaśmiał się Garrus. – Z jakiej to okazji?
- No, zniszczyliśmy bazę Zbieraczy, uratowaliśmy kolonistów przed zagładą…
- Więcej mi nie trzeba. Idziemy?
- A dokąd to? – rozległ się czyiś głos.
Shepard i Garrus jak na komendę spojrzeli w stronę windy – wysiadła z niej Tali. Komandor odniósł wrażenie, że trzyma coś za plecami. Coś całkiem sporego i białego, co nagle pomknęło w jego stronę. Nie zdążył się zasłonić i poduszka trzepnęła go po głowie.
- Poduszka?  -zapytała quarianka przesłodzonym głosem. – Dlaczego cały czas mi uciekasz?! Czemu zawsze, gdy się budzę, ciebie nie ma?! A teraz ta poduszka!
Shepard dostrzegł kątem oka Garrusa trzęsącego się ze śmiechu. Już otworzył usta, aby mu coś powiedzieć, ale Tali najwidoczniej jeszcze nie skończyła:
- Zrób to jeszcze raz, to następnym razem to ja się wymknę i podstawię ci nie poduszkę, tylko… Varrena!
Turianin śmiał się już bezwstydnie na cały głos. Komandor miał ochotę zdzielić go poduszką, ale zdołał się powstrzymać.
- A tak w ogóle to gdzie wy idziecie? – zapytała się quarianka.
- Do baru z Jokerem i Jacobem – odezwał się Garrus, gdy już opanował napad śmiechu.
- Co?! – Tali wydawała się być zarówno zdziwiona jak i oburzona. – Idę z wami. Samego cię nie puszczę – dodała,
patrząc na komandora.
- A czemu? – zapytał Shepard.
- Z nim sam nie pójdziesz – wskazała na Garrusa, który spojrzał na nią ze zdziwieniem. – Nie obraź się, Garrusie, ale znam twoje pomysły. Na przykład jeden, którym podzieliłeś się na Tuchance. Nie pamiętasz? „Nie lepiej pójść na piwo, do baru ze striptizem?”
- A, to… - mruknął turianin. – Mówiłem przecież… Turianie nie mają pielgrzymek albo jakiś rytuałów. My idziemy ze znajomymi do baru…
- Bardzo oryginalne. Idę z wami i koniec.
- Chcesz robić za striptizerkę…?  -Garrus najwyraźniej nie mógł się powstrzymać od zadania jakiegoś złośliwego pytania.
Poduszka w jednej chwili zmieniła się w białą smugę i trafiła turianina w twarz.
- Nawet nie waż pytać za co. Bo dostaniesz drugi raz  - ostrzegła go Tali, wymownie
otrzepując ręce. – To co, idziemy? – zapytała i nie czekając na odpowiedź, ruszyła w stronę śluzy.



Ciąg dalszy w najbliższym czasie :)

Modificata da Vader1995mw, 27 luglio 2011 - 01:05 .


#21
Grzelu

Grzelu
  • Members
  • 257 Messaggi:
Kurcze. Dzięki Tobie mam teraz naprawde duży zaciesz na twarzy :D.
"- Chcesz robić za striptizerkę…?" - to było najlepsze. Jeśli chcesz pisać komedie, to ja będę z chęcią czytał i się śmiał.

#22
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Wiesz, jakoś nie miałem zamiaru pisać komedii... Ale rzeczywiście, wyszło trochę jak komedia ; )

#23
Pinatu

Pinatu
  • Members
  • 2051 Messaggi:
Taa...zabawne jest zobaczyć Shepa pantoflarza ( którego znamy z ratowania galaktyki ), którego "kobita" goni po statku, na którym mimo wszystko obowiązuje pewien regulamin służbowy.

Co mnie zaskoczyło to nagła zmiana czasu umiejscowienia opowieści: z samego początku ME1, do samego końca ME2. Czyli jednak moje poprzednie przypuszczenie, że twórca podjął się próby rozszerzenia ( na co niewielu się decyduje ) znanego wszystkim z gry scenariusza, okazało się błędne.

EDIT
Zapomniałem o trzech sprawach:

1 - Założysz osobny temat, wyłącznie dla opowiadania wzorem innych twórców ?
2 - Czy nadasz jakiś konkretny tytuł temu opowiadaniu ?
3 - Czy zgodnie z tytułem tematu będziesz osobno publikował powieść, a osobno opowiadania ( żeby się nam - czytelnikom  to nie poplątało ) ?

Modificata da pinatu, 27 luglio 2011 - 10:37 .


#24
Michu351

Michu351
  • Members
  • 151 Messaggi:
Bardzo dobre. Poprawiło mi dzisiaj nastrój Eingefügtes Bild Czyta się bardzo przyjemnie.  A teraz tak trochę konstruktywnej krytyki :) Ze strony kosmetycznej: "Ataku, który pochłoną życie wielu osób."  Zgubiłeś "ł" zapewne podczas przepisywania. Na poczatku trochę często powtarzałeś słowo "sen" i jak na mój gust trochę przesadziłeś z tymi ranami postrzałowymi bo od czego są bariery kinetyczne i pancerz osobisty. Naprawdę bardzo dobre opowiadanie. Z chęcią przeczytam następną część. Taki uśmiech na twarzy mi się pojawił, że Eingefügtes Bild. Błędów naprawdę maluteńko.

#25
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 Messaggi:
Pinatu:
Gdy już dokończę opowiadanie, założę trzy tematy.
1. Powieść (bez komentarzy itp.)
2. Opowiadania (z komentarzami itd.) - przeznaczę na to ten temat.
3. Komentarze itp. na temat powieści.
Myślę, że dzięki temu wszystko będzie czytelniej.
A co do tytułu... "Impreza na Cytadeli" to jak na razie tytuł roboczy. Wiesz jak to działa - najlepiej nadać tytuł, gdy się już skończy wszystko inne. I jeszcze taka uwaga - niewykluczone, że niektóre opowiadania znajdą się w powieści - na przykład Impreza na Cytadeli - na samo zakończenie ME2. Po prostu do opowiadań będę także wklejał fragmenty powieści, do których jeszcze nie doszedłem, a miałem ochotę opisać coś, co było trochę później w dziejach. Na chwilę obecną możecie się spodziewać jeszcze jednego opowiadania, które będzie bezpośrednią kontynuacją "Imprezy".
Michu351:
Rzeczywiście gdzieś mi się "ł" zapodziało... Zaraz poprawię. Co do słowa "sen"... No może trochę przesadziłem, pomyślę nad tym, czy da się jakoś to zastąpić.
A teraz dość ważna uwaga - zarówno do Ciebie jak i do innych:
Powiedziałeś, że przesadziłem z ranami. Chcę żeby moje teksty przedstawiały wydarzenia nieco bardziej realistycznie niż sama gra. Na przykład: podczas finałowej ucieczki z bazy Zbieraczy w grze bohaterowie nie doznają żadnych obrażeń, mimo iż wszystko wokół wybucha - normalnie Modern Warfare ; ) Zajeżdża mi tu takim Hollywood - bohaterowie mają farta, albo ich tarcze i pancerze są niemal niezniszczalne. Ja chciałem to przedstawić w taki sposób, żeby to naprawdę wyglądało na misję samobójczą - wszyscy, którzy przeżyli, byli ledwo żywi. Poranieni, pancerze ledwo się na nich trzymały, bariery kinetyczne dawno padły od od gradu pocisków Zbieraczy. Z resztą nie chcę przedstawiać barier jako niezniszczalną zaporę, która zatrzymuje setki pocisków. W moich tekstach bariera pada po trafieniu w nią dłuższą serią. Pancerz też nie zatrzyma wielu pocisków. Dla przykładu przy bezpośrednim trafieniu (jeśli kula nie pójdzie rykoszetem) pancerz pęka i następny pocisk może już go przebić.
No, o to mi mniej więcej chodzi.