Ir al contenido

Foto

Opowiadania na podstawie serii Mass Effect


  • Por favor identifícate para responder
39 respuestas en este tema

#26
Holloweang

Holloweang
  • Members
  • 897 mensajes
Sen = objęcia Morfeusza.
Co do barier kinetycznych - ja zrobiłem tak samo,dwa strzały z Kata załatwia je od razu ale są odnawialne. Permanentnie da się je zniszczyc poprzez zniszczenie generatora bariery w pancerzu.

Editado por Holloweang, 27 julio 2011 - 12:54 .


#27
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
Dzięki za synonim, zaraz spróbuję coś poprawić.

#28
Holloweang

Holloweang
  • Members
  • 897 mensajes
Spoczynek, odpoczynek, sjesta, drzemka, przycinanie komara :) To na poczekaniu, pewnie wymyśliłbym więcej...Ale robota czeka..

Editado por Holloweang, 27 julio 2011 - 01:07 .


#29
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
Impreza na Cytadeli, część druga

 

- Co on tam tyle czasu robi? – mruknął Jacob, przechadzając się po doku. Spojrzał na Normandię, oświetloną blaskiem reflektorów zamieszczonych na sklepieniu. Robiła wrażenie. Warto było poświęcić dwa lata na jej odtwarzanie.
- Mam nadzieję, że nie będę musiał długo tak jeszcze czekać. Nogi mnie już rozbolały – odezwał się Joker, stojący o kulach nieopodal.
Jacob przyjrzał się pilotowi – prawie go nie poznawał. Zawsze widział jak siedzi w swoim fotelu, ale tylko raz czy dwa miał okazję zobaczyć go na własnych nogach.
- Gdy chodziłeś po statku, robiłeś to bez kul. Czemu teraz je zabrałeś?
- No wiesz, na pokładzie moje podróże ograniczały się do kilkudziesięciu metrów. Na dłuższe dystanse wolę zabrać ze sobą podpórkę. O, chyba idą – Joker wskazał na śluzę Normandii.
W ich stronę zmierzały trzy osoby – Shepard, Garrus i Tali.
- Nie mówiłeś, że Tali będzie! – powiedział pilot.
- Shepard mi nic nie powiedział…
- Teraz nie odstępuje jej na krok. Wszędzie z nią chodzi… - zaśmiał się Joker. – Czego nikt nie powiedział mi, że Tali też idzie?! – zawołał.
- A co byś zrobił? Ogolił się? – zapytał komandor, podchodząc do nich.
- Nieoczekiwana zmiana… - oznajmił Garrus. – Tali postanowiła towarzyszyć nam jako przyzwoitka.
- Idziemy tylko do baru – prychnął Joker. – Nigdzie indziej.
- No i co z tego? – odezwała się Tali. – Kobiety nie mają tam wstępu? Jakoś nie słyszałam.
- Dobrze, chodźmy już – powiedział turianin. – Nikt ci przecież nie zabrania. Przynajmniej Shepard nie będzie się
tam nudził – dodał po chwili.
Komandor pożałował, że nie ma  już poduszki pod ręką. Garrus bywał złośliwy – w szczególności lubił przekomarzać się z Tali, ale ostatnio zaczynał przesadzać.
Wsiedli do windy i zjechali na dół, gdzie załadowali się do najbliższego promu Transportu Publicznego Cytadeli i
polecieli nim do Okręgu Zakera.
- To jak będzie, każdy płaci za siebie? – zapytał Joker, gdy prom wylądował.
- Chyba żartujesz. Ja stawiam – odparł Shepard wychodząc na zewnątrz.
- Bądźmy sprawiedliwi, komandorze – wtrącił się Jacob. – To był mój pomysł, więc to ja powinienem stawiać wszystkim.
- Powiedziałem już, ja stawiam. I koniec, bez dyskusji. To rozkaz.
- Tak jest, komandorze.
Bar był kilkanaście metrów od lądowiska dla promów więc po chwili byli na miejscu. Gdy drzwi się rozsunęły, ze środka dobiegł ich gwar rozmów przedzierający się przez głośną muzykę.
Lokal ten cieszył się sławą najlepszego baru w Okręgu i jednego z najlepszych w Cytadeli. W środku było dość ciemno – wnętrze oświetlone było rozmieszczonymi w kilku miejscach neonami, które co kilka minut zmieniały barwę – aktualnie świeciły na niebiesko. Na środku był kontuar w kształcie elipsy. Przy ścianach znajdowały się kwadratowe stoliki, otoczone fotelami i małymi kanapami.
Zajęli jeden z nich. Shepard umiejscowił się na małej sofie a Tali usiadła obok niego. Naprzeciwko miejsce zajął Jacob, po prawej rozsiadł się Joker a po lewej Garrus. Zaraz po tym podszedł do nich jakiś turianin.
- Coś podać? – zapytał.
- Macie coś specjalnego? – odezwał się Jacob.
- Polecam drinki „Mgławica”. Mamy je także w wersji dekstro – proteinowej.
- To co, bierzemy je? – Taylor spojrzał na resztę, która po chwili wyraziła zgodę.
Turianin odszedł w stronę szynkwasu i wrócił po jakiś dwóch minutach niosąc zamówiony alkohol.
- Proszę bardzo – powiedział, rozstawiając szkło. Garrus dostał  coś na kształt małego, wąskiego wazoniku, którego jedna ściana była dłuższa niż pozostałe – co było jednak logiczne, biorąc pod uwagę budowę ust turian. Tali zaś dostała zamkniętą szklankę z wbudowaną w wieko słomką, o zwężonej końcówce.
Shepard pierwszy raz w życiu widział coś takiego.
- No, to tak na dobry początek… - Jacob uniósł szklankę.
- Za poległych – powiedział komandor.
- Za poległych .
Shepard uniósł szklankę do ust, ale kątem oka spostrzegł, że inni nie piją, tylko wpatrują się
w Tali.
Quarianka najwyraźniej nieświadoma tego, że wszyscy ją obserwują, oderwała malutką foliową torebkę,
przyklejoną do jej szklanki. Rozdarła ją i wyjęła ze środka małą gazę, którą wytarła słomkę. W powietrzu rozniósł się ostry zapach środka dezynfekującego. Schowała nasączony nim wacik z powrotem, po czym nacisnęła coś na spodzie swojej maski – komandor nie miał zielonego pojęcia co zrobiła, ale cokolwiek to było, nie było to coś co można zobaczyć gołym okiem. Następnie ostrożnie wetknęła końcówkę słomki w niemalże niewidoczny otwór w masce. Upiła łyk napoju, sądząc po cichym syku wydobywającym się z wieka jej szklanki. Można było tam dostrzec
kratkę od miniaturowego filtru powietrza. Tali podniosła wzrok, który natychmiast spotkał się z czterema parami wpatrzonych w nią oczu. Zamrugała.
- Emm… O co chodzi…? – zapytała się nieśmiało, przerywając niezręczną ciszę.
Wszyscy odwrócili wzrok, a Jacob wymamrotał pod nosem, coś co brzmiało jak: „tylko patrzyłem…”.
- Chwilę… Chcecie mi powiedzieć, że nie wiedzieliście jak quarianie piją przez kombinezony..?
Nie musieli odpowiadać – ich spojrzenia mówiły wszystko.
- No, to już wiecie… - powiedziała, powoli odzyskując odwagę. – To co, zamierzacie teraz tak siedzieć
bez słowa?
- Nie no… Oczywiście, że nie – odezwał się Garrus i upił trochę ze swojej szklanki. Inni poszli w jego ślady. – Ale skoro jesteśmy już przy temacie, to może opowiesz nam o swoim układzie odpornościowym?
Shepard nigdy nie nauczył się odczytywania emocji z twarzy turian,  ale dałby głowę, że Garrus uśmiechnął się
obłudnie.
- Już ci mówiłam. Mam strzelbę – odparła quarianka, mierząc go chłodnym spojrzeniem.
- Teraz jej nie masz.
Tali przez chwilę milczała, najwyraźniej szukając odpowiedzi, którą uciszyła by złośliwego turianina.
- Teraz mam coś o wiele lepszego – powiedziała, wymownie obejmując Sheparda ramieniem.
Garrus najwyraźniej nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji, bo zamilkł na chwilę.
- Ale ci dopiekła! – zaśmiał się Joker, odstawiając swoją szklankę na stół. – Po co jej strzelba, skoro ma pod ręką chodzący arsenał!
- Jednoosobowa armia! – dodał Jacob. – A pamiętacie „chodzący arsenał” na Illium? Conrada Vernera,  zbawiciela galaktyki?
- Ratowanie galaktyki mu trochę zbrzydło, gdy dostał kopniaka od Sheparda – odezwał się Garrus, najwyraźniej rad, że rozmowa wskoczyła na inne tory. – Jak mogłeś tak potraktować swojego fana?
- Gdyby nie ja, nie dożył by do rana – odrzekł komandor. Ta „Mgławica” jest całkiem niezła, pomyślał
upijając kolejny łyk.
- Bardzo możliwe – powiedział Joker. – Ciekawe co teraz robi…
- Może zamiast ratować galaktykę, postanowił ją zniszczyć – zaśmiała się Tali. – Gdy spotkamy go następnym razem, będzie przebrany za Żniwiarza.
Wszyscy przy stole wybuchli śmiechem.
- Słuchajcie, mam coś w sam raz na taką imprezę! – zawołał Jacob, gdy zdołał się opanować. Wyciągnął jakieś małe pudełko z futerału, przytroczonego to pasa. Otworzył je i na stół wyłożył… Karty. Staroświeckie karty do gry, rodem z dwudziestego wieku. 
- Należały do mojego prapradziadka – wyjaśnił, tasując je w dłoni. – No dobra. Ktoś nie wie jak się gra w pokera?
- W co? – zapytali jednocześnie Tali i Garrus.
Jacob westchnął i odłożył karty na stół.
- W takim razie słuchajcie uważnie, bo nie będzie mi się chciało powtarzać…
 

                                                                                         ***
 

- Jesteś pewien, że to sprawdzona informacja? – Richard Jackson wydawał się być zaniepokojony. Miał ku
temu powody – ostatnim razem, gdy dostał błędne dane na temat celu o mały włos nie stracił swojej przykrywki. A utrata przykrywki, wiązała by się z utratą życia.
- Tak, jestem pewien – odpowiedział mu głos, dochodzący z miniaturowej słuchawki w jego uchu. – Sheparda widziano na Cytadeli. Według mojego źródła przebywa aktualnie w barze „Pod Ciemną Gwiazdą”.
- Jest sam?
- Nie. Widziano z nim jeszcze cztery osoby.
- Kogo dokładnie?
- Wnioskując z opisu mojego informatora, była to ta jego quariańska dziwka, Tali’Zorah, Garrus Vakarian, Jeff Moreau oraz Jacob Taylor.
- Byli uzbrojeni?
- Tego nie wiem. Skoro poszli do baru, to raczej się nas nie spodziewają. Ale mimo wszystko bądź ostrożny.
-Coś się zmieniło w jego kwestii? – zapytał Jackson, modląc się w duchu, aby jego rozmówca zaprzeczył. Z wielką przyjemnością wykonał by wyrok na Shepardzie.
- Nie, nic się nie zmieniło. Rozkazy są jasne – ma być martwy. Chyba nie powiesz mi, że miękniesz?
- Zamknij się. Po prostu chcę mieć pewność. Gdy go zabiję, nie będzie odwrotu. A według mnie więcej wart
byłby żywy. Ale możesz mieć pewność, że zabiję go z przyjemnością.
- I tak ma zostać. Im szybciej go zlikwidujemy, tym lepiej. Sprawdziłem kamery. Cały lokal jestdokładnie monitorowany, tam nie da rady. Ale jest jedno bezpieczne miejsce – wejście do baru jest w zagłębieniu w ścianie. Jeśli będziesz stał w kącie po prawej stronie wnęki, będziesz poza zasięgiem monitoringu. Za tobą będzie
wysuwana drabina prowadząca na pomosty opiekunów. Tam nie ma kamer. Będziesz mógł spokojnie się oddalić. Spotkamy się w umówionym miejscu.
- Cholernie nieźle to zaplanowałeś. Potrafisz pracować pod presją czasu.
- Za to mi płacą. Gdy już wyjdzie, zaczekaj aż trochę się oddali i strzelaj w głowę. Dla bezpieczeństwa zabij też jego towarzystwo. Mogli by się rzucić się w pogoń za tobą.
- A co z SOC?
- Jeden z naszych wywoła bójkę na sąsiednim korytarzu. To odwróci ich uwagę.
- Plan doskonały – Jackson uśmiechnął się pod nosem.
- Nie istnieje – wpadł mu w słowo rozmówca. – Bądź ostrożny, nie możemy sobie pozwolić na pomyłki.
- O mnie się nie martw. Widzimy się na miejscu – odparł Richard, po czym wyjął słuchawkę z ucha
i wyrzucił ją na ziemię.
Czas rozpocząć łowy.


                                                                                             ***
 

- A on  wtedy woła: „to moja matka, ty kretynie”! – historia opowiedziana przez Jokera wywołała kolejny wybuch śmiechu.
Siedzieli w barze już od kilku godzin. Tali drzemała, z głową opartą na ramieniu Sheparda. Zasnęła w połowie ostatniej partii pokera, którą wygrał Joker. Pilot okazał się być prawdziwym szulerem.
- No, panowie! – zawołał Jacob, unosząc gwałtownie szklankę i rozlewając przy okazji pół jej zawartości. – Za zdrowie komandora Sheparda! Najlepszego dowódcy w galaktyce!
- Powtarzasz się –mruknął Garrus.
- No to… Zdrowie naszej pięknej Tali! – Taylor najwyraźniej nie tracił zapału.
- Za to też piliśmy. Dwa razy – powiedział Joker. 
- W cholerę z wami! Pijmy od początku!
- Chyba czas kończyć tą imprezę – oświadczył turianin, zaglądając do swojego wazonika. – W przeciwnym razie, Jacoba trzeba będzie wynosić.
- Skoro tak, to dopijmy to co zostało i idziemy – odezwał się Shepard, biorąc swoją szklankę ze stołu. – Za Normandię.
- Za Normandię!
Wszyscy odstawili z hukiem swoje naczynia na blat.
- No to, zbieramy się – rzekł Joker, biorąc swoje kule i powoli podnosząc się z fotela.
Shepard spojrzał na śpiącą quariankę. Może by ją tu tak zostawić? Tyle, że później obdarła by mnie ze skóry, pomyślał, śmiejąc się w duchu. Już miał ją obudzić, gdy Jacob zrobił to za niego, wydzierając się na całe gardło:
- Czekajcie! Jeszcze jedna kolejka! Barman! Gdzie on polazł?!
- Co się dzieje…? – wymamrotała Tali, otwierając oczy.
- Jacob, uspokój się! Koniec imprezy, wracamy na statek – oznajmił Garrus, podnosząc się z miejsca.
Reszta poszła jego tropem i skierowała się w stronę wyjścia. Shepard odłączył się od nich na chwilę i zapłacił  turiańskiemu barmanowi.
- Tali, coś szybko wymiękłaś po tym drinku – powiedział Joker, gdy wyszli z baru.
- Alkohol działa na quarian o  wiele mocniej niż na inne
gatunki – wyjaśniła.
- To macie…
- UWAGA!
Głos Garrusa odbił się echem po korytarzu i kilka rzeczy stało się jednocześnie: Shepard poczuł, że turianin wpada na niego i przewraca go na ziemię. W tej samej chwili rozległ się huk dwóch wystrzałów , w bardzo krótkim odstępie czasu.
Komandor upadł na posadzkę. Garrus stał z uniesionym pistoletem, celując w kąt wnęki, w której umieszczone
były drzwi do baru. Cała ściana zbryzgana była krwią, leniwie ściekającą na podłogę. Na ziemi, w szybko rosnącej ciemnej kałuży, leżał człowiek z głową roztrzaskaną pociskiem. Shepard podniósł się na nogi.
- Nic ci nie jest? – zapytał turianina, który opuścił w końcu broń.
- On celował w ciebie – odrzekł Garrus, podchodząc do martwego napastnika. – Ktoś chce cię zabić.
- Ale kto? – odezwała się Tali.
Komandor obrócił butem głowę trupa i powiedział:
- Tego nie wiem. Ale coś mi się wydaje, że to będzie cholernie długi dzień.  

No, to na razie koniec. Opowiadanko wyszło dość krótkie, ale jest jak zapewne zauważyliście wstępem do następnego.

Editado por Vader1995mw, 03 agosto 2011 - 06:14 .


#30
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
Kontynuacja jest już prawie gotowa. Na razie zdradzę sam tytuł (sporo Wam powie, jeśli czytaliście imprezę): AfterParty. Zostało mi jeszcze dopisanie zakończenia i korekta. jeśli nie będę bardzo zajęty, to wrzucę opowiadanie jutro.

#31
Robin Blackett

Robin Blackett
  • Members
  • 938 mensajes
Sorry, że się wcinam w tworzenie, ale jedna, malutka uwaga. Toast "Za poległych" tradycyjnie pije się jako trzeci (dlatego nazwa zwyczajowa to "Trzeci toast"), stojąc, bez stukania kieliszkami. :) Wiem, wiem, czepiam się... ale to jakoś drażni, kiedy się zna wojskowe zwyczaje.

A poza tym to całkiem fajna narracja. Przyjemnie się to czyta... Choć dziwnie trochę poznawać historię "alternatywnego" Sheparda. Mój Shepard jest najmojszy i basta. :P

#32
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes

Robin Blackett wrote...

Sorry, że się wcinam w tworzenie, ale jedna, malutka uwaga. Toast "Za poległych" tradycyjnie pije się jako trzeci (dlatego nazwa zwyczajowa to "Trzeci toast"), stojąc, bez stukania kieliszkami. :) Wiem, wiem, czepiam się... ale to jakoś drażni, kiedy się zna wojskowe zwyczaje.


Odrobinę się na wojsku znam, ale bez bicia się przyznam, że o tym nie słyszałem. Jestem bardziej chodzącą encyklopedią broni strzeleckiej XX/XXI wieku niż albumem tradycji wojskowych ; )
No, ale na swoją obronę - tradycje w Przymierzu mogą być nieco inne. Co i tak nie usprawiedliwia mojej niewiedzy.

Editado por Vader1995mw, 03 agosto 2011 - 07:06 .


#33
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
No, opowiadanie skończone. Przyjemnej lektury!



AfterParty

 

- Komandorze, kapitan Bailey przesłał nam dane na temat naszego niedoszłego zabójcy – zameldował Garrus Vakarian, gdy jego przełożony wszedł szybkim krokiem do zatłoczonego CIB. Zawsze ktoś tu przebywał, ale teraz zeszła się tu prawie cała załoga.
- Nazywał się Richard Jackson, był pracownikiem stacji przeładunkowej – rozległ się bezbarwny głos pokładowej sztucznej inteligencji. – Miał trzydzieści cztery lata, urodził się na Ziemi, w Nowym Jorku. Na Cytadeli przebywał od dwóch lat. Ukarany grzywną wysokości pięciuset kredytów za zaparkowanie promu w niedozwolonym miejscu. Brak danych dotyczących rodziny i znajomych.
- Dziękuję, EDI – powiedział Shepard, zatrzymując się przy panelach nawigacyjnych, wokół których skupiła się większość zebranych. – Prawdę mówiąc niewiele nam to dało. Mamy dwie możliwości: albo był to przypadkowy uzbrojony przechodzień, któremu nie spodobałem się do tego stopnia, że próbował mnie zastrzelić, albo
był zabójcą, działającym pod przykrywką. Osobiście uważam, że druga możliwość jest nieco bardziej prawdopodobna.
- Pozostaje nam więc ustalić kto był zleceniodawcą – odezwał się zwykle milczący Thane Krios.
- Jesteś w tej dziedzinie ekspertem – rzekł komandor. – Masz jakieś podejrzenia?
Drell milczał przez chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Z pewnością musiał być to ktoś dysponujący niemałymi funduszami. Być może jakaś organizacja. Twoje działania przysporzyły ci wielu wrogów. Zaćmienie, Błękitne Słońca, Cerberus… Jest jeszcze kilka możliwości, ale te trzy organizacje to według mnie najbardziej prawdopodobne opcje.
- Bailey wraz z danymi osobowymi podał też ciekawą informację – wtrącił Garrus, podając komandorowi elektroniczny notatnik. – Miejsce w którym stał zabójca, znajdowało się poza zasięgiem kamer bezpieczeństwa.
Była tam też drabina, prowadząca na niemonitorowane pomosty opiekunów. Jego plan był bardzo prosty i całkiem dobry – dostał się na pozycję dzięki pomostom i gdyby udało mu się ciebie zabić, uciekłby tą samą drogą.
- Shepard, kapitan Bailey chce się z tobą skontaktować – powiedziała EDI. – Czy mam go połączyć?
- Tak.
- Słuchaj, dostałem raport od moich ludzi, którzy mieli sprawdzić nagrania kamer w Okręgu – rozległ się głos kapitana SOC, wydobywający się z głośników.
- Co znaleźli?
- Dwie godziny przed tym wszystkim, zabójca został nagrany w innej części Okręgu. Rozmawiał z kimś, miał miniaturową słuchawkę w uchu, którą później wyrzucił.
- Wyrzucił? Dlaczego?
- Większość takich urządzeń zapisuje kilka ostatnich rozmów.
- To nie lepiej było by ją wykasować?
- Dało by się ją odzyskać. Wiedział co robi…
- Ta słuchawka wciąż musi gdzieś tam być.
- Mamy pecha, korytarz był od tego czasu sprzątany. Na nagraniu widać jak ląduje w pojemniku na śmieci. Teraz jest pewnie na którymś ze składowisk.
- Cholera – zaklął komandor, waląc pięścią w otwartą dłoń.
- Zawsze możesz pogrzebać sobie w paru tonach odpadów, jeśli ci ulży.
- Obawiam się, że nie mam na to ani chęci ani czasu.
- Dobra, ostatnia sprawa: dzięki nagraniu udało się odczytać część słów zabójcy z ruchu jego ust. Nie mamy całkowitej pewności, ale wynika z nich, że dostał od rozmówcy informacje o tobie i ustalał z nim szczegóły ataku.
- W takim razie jest ich więcej – mruknął Garrus, chodząc po pomieszczeniu. – Mogą spróbować ponownie…
-Tyle wiem na chwilę obecną – rzekł Bailey.
- Dzięki za informacje – Shepard oderwał wzrok od hologramu galaktyki, któremu przyglądał się od dłuższej chwili.
- A, i mam do ciebie prośbę. Są dwie opcje kontynuowania dochodzenia. Pierwsza to standardowe śledztwo, które potrwa miesiąc. Ale jest też i druga opcja – jesteś Widmem. Mógłbym więc wpisać jedynie „zabity przez agenta Wywiadu i Działań Militarno - Obronnych  - sprawy bezpieczeństwa Cytadeli” i miałbym spokój.
- Dobra, rób co chcesz.
- Dzięki. Jak się jeszcze czegoś dowiem, dam znać.
W centrali okrętu zapanowała cisza. Oczy wszystkich obecnych zwrócone były na komandora, który po chwili przerwał milczenie:
- Garrusie, masz rację.
- Rację?
- Powiedziałeś, że mogą spróbować ponownie. Oni chcą zabić mnie, a ja chcę dowiedzieć się dla kogo pracują. Musimy ich wywabić, aby złapać któregoś żywcem. Potrzebujemy paru ochotników, dobrego planu…
- I przynęty – wpadła mu w słowo Tali, występując spośród zebranych. – Nie ma mowy – dodała dobitnie akcentując każde wypowiedziane słowo.
Quarianka widocznie przejrzała jego zamiary. Teraz patrzyła na niego takim wzrokiem, jakby chciała go zabić. Shepard dostrzegł jednak w jej spojrzeniu coś jeszcze – jakąś głęboko skrywaną troskę.
- Tali, rozumiem cię, ale to jedyny sposób, aby…
- Nie ma mowy – powtórzyła, podchodząc do niego na odległość metra.
- Tali, daj spokój…
- Powiedziałam!
Wszyscy w pomieszczeniu zerkali raz na quariankę, raz na komandora, który postanowił rozwiązać sprawę w inny sposób. Nie wiedział jeszcze, że tego pożałuje.
- Twój sprzeciw został odnotowany, panno Tali’Zorah vas Normandy – powiedział stanowczym, ostrym głosem, którego nie używał już od bardzo dawna. – Proszę wracać na swoje miejsce. To rozkaz.
Przez długą chwilę, która wydawała się wlec w nieskończoność, Tali stała bez ruchu, wpatrując się w niego z niedowierzeniem. Słyszał jedynie bicie swojego serca i szepty załogi, brzmiące jak szum liści poruszanych delikatnymi podmuchami wiatru.
- Tak jest – odpowiedziała głosem drżącym z gniewu, po czym obróciła się na pięcie i ku zdziwieniu Sheparda wsiadła do windy i zjechała na dół, posyłając mu przedtem mordercze spojrzenie.
- Więc… Na czym ja skończyłem…? – mruknął komandor, kompletnie zbity z tropu zachowaniem quarianki. – Potrzebujemy planu…
- Shepard… Nie wiem czy to najlepszy pomysł – powiedział powoli Garrus. – Oni chcą cię zabić. Nie złapać. Zabić. Jeżeli się wystawisz… To może się źle skończyć.
I ty Brutusie…? Shepard nie mógł uwierzyć w słowa turianina. Nie poznawał go.
- To jedyne wyjście – odrzekł stanowczo. – Musimy w jakiś sposób podsunąć im informację, że pojawię się na Cytadeli. Musi to być coś, co nie wzbudzi ich podejrzeń…
- Może spotkanie z kapitanem... Oj, przepraszam! Z radnym Andersonem – Joker kuśtykał powoli w ich kierunku, najwyraźniej chcąc się włączyć do rozmowy. – W celu „omówienia kwestii braków w monitoringu Cytadeli”.
- Joker. Jesteś geniuszem – odparł komandor.
- Wiem – pilot nawet nie próbował udawać skromnego. - Gdy ostatni raz się z nim spotkałeś, powstało wokół tego trochę szumu. Jeśli zabójca dowiedział się, że poszedłeś do baru, to na pewno dowie się i o tym. I tak na przyszłość, komandorze: gdy kiedyś znów postanowisz wkurzyć Tali, uprzedź mnie. Chcę mieć czas na bezpieczne opuszczenie Normandii. Teraz mam wrażenie jakbyśmy mieli pod pokładem tykającą bombę, która może wybuchnąć w każdej chwili…
Shepard westchnął i machnął ręką. Nie miał siły się nim użerać.
- Musimy tylko w jakiś sposób poinformować Andersona o prawdziwym celu tego spotkania – rzekł Garrus, wracając do tematu – Trzeba mu to powiedzieć osobiście. Otwarte kanały mogą być podsłuchiwane. Zabójcy mają pewnie świetną siatkę informatorów. Na pewno mają dane na temat każdej osoby z tego statku i
mogli by rozpoznać kogoś, gdy będzie szedł do radnego. Mogli by go śledzić.
- Temu da się zaradzić – Shepard mówiąc to, spojrzał na Thane’a. – Dałbyś radę dostarczyć wiadomość Andersonowi, bez zwracania na siebie uwagi?
- Oczywiście – odpowiedział drell, prostując się. – To nie będzie trudne.
- Dobrze. Więc przekaż mu dokładnie to, co teraz ci powiem…
 

                                                                                         ***


Biel. Wszędzie ta biel, pomyślał David Anderson, rozglądając się po ambasadzie. Jasny wystrój Cytadeli nigdy mu nie przeszkadzał – przynajmniej do póki nie musiał spędzać tu całych dni. Nie po raz pierwszy i z całą pewnością nie po raz ostatni zatęsknił za ciemnymi, szarymi wnętrzami okrętów Przymierza, które może nie wyglądały reprezentacyjnie, ale przynajmniej nie powodowały łzawienia oczu.
Ponownie obiegł wzrokiem chorobliwie białe wnętrze. Kojarzyło mu się ze szpitalem, albo gorzej - z jakimś laboratorium. Doszedł do wniosku, że oślepiający efekt tworzą nie tylko jasne ściany, ale też silne oświetlenie pomieszczenia.
Opiekunowie oszaleli… Chyba chcą nam powypalać oczy.
Czasami rozważał zakup implantów, wszczepianych do oczu – dzięki nim mógłby przynajmniej normalnie widzieć w tym przeklętym miejscu. Wtedy wystarczyło by tylko zmniejszyć przesłonę. Na ich zakup musiałby wydać prawie całe swoje oszczędności, ale z drugiej strony, miał tu spędzić jeszcze przynajmniej parę lat.
Jedynym plusem w obecnej sytuacji, było to, że ambasada nie posiadała jednej ściany – w jej miejscu znajdował się taras z widokiem na Prezydium.
Anderson podniósł się z fotela i podszedł do barierki. Ta panorama na jezioro i rosnące gdzie niegdzie drzewa była jedynym ratunkiem dla jego oczu, nieustannie napastowanych przez białe ściany lub ekran komputera.
Wrócił myślami do wydarzeń sprzed dwóch lat. Wszystko zaczęło się właśnie tutaj, na tym tarasie. Udina załatwił audiencję u poprzedniej Rady i Shepard wpadł po uszy w całą tą aferę z Sarenem. Nie dość, że został pierwszym ludzkim Widmem, to jeszcze uratował galaktykę. Galaktykę, która się później na niego wypięła, gdy próbował ujawnić prawdę o Żniwiarzach. A teraz w podzięce za to ktoś chce go zabić. Cała Cytadela dosłownie huczała od plotek na temat nieudanej próby zabójstwa komandora, mimo iż te wydarzenia miały miejsce niecałe trzy godziny
temu. Wszystko to było oczywiście zasługa mediów. Reporterka „Citadel NewsNet” przeprowadziła wywiad z naocznym świadkiem i reportaż pojawił się w extranecie zanim SOC zdążyło zabrać ciało zabójcy. Miejsce zbrodni w kilka minut zaroiło się od gapiów i reporterów. Ci ostatni zdołali dopaść Sheparda, ale odmówił on
wywiadu, co wzbudziło oczywiście falę spekulacji na temat próby zabójstwa.
Za parę godzin media opublikują pierwsze teorie spiskowe i wtedy się dopiero zrobi burdel.
Radny rozumiał komandora, ale również dobrze wiedział, że teraz on znajdzie się na celowniku reporterów, ze względu na znajomość Sheparda. Jak na razie nikt nie dobijał się do jego drzwi. Spowodowane to było najpewniej tym, że media miały trudności z dostaniem się do Prezydium. Mimo wszystko nie mogło to trwać
wiecznie. Przebiegł go dreszcz gdy nawiedziła go wizja stada reporterów stojących pod tarasem i wykrzykujących pytania.
Nie znosił tłumów.
Coś zaszurało cicho nad jego głową, ale uznał, że się przesłyszał. Może to jakiś reporter próbuje się tu dostać szybem wentylacyjnym, zaśmiał się w duchu. Jak na razie media nie są jeszcze tak zdesperowane. Odwrócił się z zamiarem powrotu na swój fotel, ale zamiast ujrzeć świetlistą aurę wnętrza ambasady, jego oczy
spotkały się z dwoma wielkimi, czarnymi punktami. Stanął twarzą w twarz z drellem.
Słyszałkiedy o nich, jako o zabójcach, na usługach hanarów. Lata służby we flocie Przymierza uczyniły z Andersona człowieka, którego nie da się przestraszyć, ale gdy zobaczył tego osobnika stojącego zaledwie pół metra od niego, poczuł w żołądku bryłę lodu.
- Spokojnie, mam wiadomość od komandora Sheparda –  rzekł drell, widocznie dostrzegając niepewność na twarzy radnego, który po tych słowach odetchnął z ulgą.
- Musiałeś się tak skradać?
- Shepard chciał, abym przedostał się do ciebie niezauważony.
- Rozumiem. Co to za wiadomość?
- Komandor ustalił, że zabójca nie działał sam. Chce zaaranżować spotkanie z tobą, aby móc dzięki temu schwytać któregoś z nich i ustalić kto ich wynajął.
- Czyli chce się użyć jako przynęty?
- Tak. Spotkanie ma się odbyć jutro, o godzinie dziewiątej, czasu Prezydium.
- A gdzie mam się z nim spotkać?
- Pod ambasadą. Niedługo zaroi się tu od reporterów, chcących dowiedzieć się od ciebie czegoś na temat próby zabójstwa. Shepard prosił, abyś starał się ich pozbyć i  podsunął im niby przypadkiem informację o tym spotkaniu.
- A na cholerę?
- Komandor chce zadbać o to, aby ta informacja na pewno dotarła do zabójców.
- Dobrze, ale jak mam to niby powiedzieć? „Słuchajcie, przyjdźcie jutro o dziewiątej pod ambasadę, bo spotykam się z Shepardem”?
- To nie należy już do mojego zadania. Ale masz okazję, aby zrobić to już teraz – drell wskazał na chodnik pod tarasem. Szła tamtędy młoda kobieta, a obok niej unosiła się kamera. Po chwili zobaczyła Andersona i zawołała:
- Panie radco! Panie Anderson! Może pan udzielić mi wywiadu?!
Anderson jękną w duchu i obejrzał się do tyłu, ale drella już nie było – po prostu wyparował.
Na dole pojawiło się kolejnych trzech reporterów, którzy teraz przekrzykiwali się nawzajem, próbując nakłonić do wywiadu radnego, który westchnął na ich widok.
Nie znosił tłumów.

           
                                                                                             ***


Drzwi maszynowni rozsunęły się z sykiem. Komandor powoli wszedł do środka, rozglądając się po wnętrzu. Dwójka mechaników: Kenneth Donnelly i Gabriella Daniels zasalutowała natychmiast przełożonemu, gdy tylko przekroczył próg. Jedyną osobą, która nie zareagowała na wejście dowódcy była quarianka, stojąca przy panelu kontrolnym, po drugiej stronie maszynowni.
Shepard skierował się w jej stronę. Miał nadzieję, że ochłonęła już do tego stopnia, że
jest w stanie normalnie z  nim porozmawiać. Szybko się okazało, że nadzieje spełzły na niczym.
- Wszystko w porządku? – zapytał, gdy już podszedł do niej.
Tali nie odpowiedziała, tylko dalej robiła coś przy panelu.
- Możemy porozmawiać?
- Proszę wybaczyć, ale mam dużo pracy, komandorze – odezwała się w końcu, nawet się nie odwracając.
- Tali, proszę…
Quarianka odwróciła się na pięcie i spojrzała na niego ze złością.
- Chcesz się dać zabić? Twoja wola. Ale nie myśl, że ja będę bezczynnie siedzieć i się temu przyglądać!
- To jedyny sposób, żeby się dowiedzieć dla kogo pracują.
- Na pewno można to zrobić inaczej!
- A znasz jakiś inny sposób? – Shepard sprawił, że Tali zamilkła na chwilę.
- Skoro tak stawiasz sprawę, to idę z tobą – oznajmiła stanowczo, głosem który wyraźnie mówił, że wszelkie próby sprzeciwiania się, są niewskazane.
- Nie ma mowy.
- Już powiedziałam. Idę z tobą, albo ty nigdzie nie idziesz.
- Nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Nie traktuj mnie tak! Dawałam sobie radę w gorszych sytuacjach podczas mojej Pielgrzymki i to bez niczyjej pomocy! Byłam z tobą w bazie Zbieraczy!
- I omal tam nie zginęłaś!
- Wyraziłam się jasno. I zdania nie zmienię. Koniec rozmowy – Tali odwróciła się w stronę panelu i wróciła do pracy.
Komandor pokręcił głową ze zrezygnowaniem i wyszedł z maszynowni. Dobrze wiedział, że quarianka nie ustąpi i prędzej czy później będzie musiał podjąć jakieś kroki, aby zatrzymać ją na Normandii. Miał nawet pewien pomysł, ale postanowił się nim z nikim nie dzielić. Przynajmniej na razie.
 

                                                                                              ***


- Dobrze, powtórzmy zatem wszystko od początku – powiedział Garrus, składając swój karabin snajperski. – Nie możemy sobie pozwolić na żadne pomyłki.
- Niech ci będzie – odparł Shepard. – Grupa pierwsza, czyli ty i Thane. Przedostajesz się z jego pomocą na swoją pozycję, na dachu ambasady hanarów. Thane, jak rozumiem nie będzie problemów z przedostaniem się niezauważonym? Zabójcy mogą mieć dostęp do monitoringu.
- Istnieje sześć bezpiecznych dróg – odparł drell spokojnym głosem.
- Doskonale. Grupa pierwsza rusza za dokładnie piętnaście minut. Gdy Garrus będzie już na dachu Thane wraca na swoją pozycję, na pomostach opiekunów. Grupa druga, czyli ja i Jacob, wyrusza pół godziny po grupie pierwszej. Gdy tylko wyjdziemy z promu, Thane nas przejmuje i podąża za nami po pomostach aż do Prezydium. Tam osłania nas Garrus. Najprawdopodobniej zabójca zaatakuje nas gdy będziemy zmierzać do Prezydium. Okręgi są zatłoczone i będzie mógł się wtopić w tłum.
- Jeśli tam będzie, znajdę go – przerwał mu Thane.
- Mam nadzieję, w przeciwnym wypadku jestem trupem – komandor uśmiechnął się ponuro. – Pamiętajcie, musimy za wszelką cenę złapać go żywego. Lub ich. Może to większa grupa niż przypuszczaliśmy. Jakieś pytania? Dobrze. Przygotujcie się, ja muszę jeszcze coś załatwić…
 

                                                                                          ***


- Puszczaj mnie! Co to ma znaczyć?! Gdzie ty mnie wleczesz?! Powiedziałam chyba, że idę z tobą!
- Tali, uspokój się…
Shepard zaciągnął quariankę do windy. Tak jak podejrzewał podsłuchiwała odprawę, ukryta tuż za drzwiami w krótkim korytarzu, prowadzącym do sali łączności. Wcisnął przycisk „1” i winda ruszyła do kajuty kapitańskiej.
- Poczekasz sobie u mnie – powiedział, nie puszczając jej ręki.
- Nawet tego nie próbuj!
Drzwi windy rozsunęły się i komandor wszedł do swojej prywatnej kabiny, ciągnąc za sobą wyrywającą się quariankę. Spróbował posadzić ją na kanapie, ale po chwili zrezygnował, widząc że nic z tego nie będzie.
- To długo nie potrwa – rzekł, zmierzając w stronę wyjścia. – Nakarm chomika.
- Shepard!
Komandor odwrócił się i wpadł w objęcia Tali, która najwyraźniej dała za wygraną. Albo rewelacyjnie udawała.
- Uważaj na siebie… - powiedziała cicho. Nagle błysnął aktywowany omini – klucz i z elektronicznego zamka drzwi posypały się iskry. Spojrzała na niego tryumfalnie. – Obawiam się, że nie masz mnie gdzie zamknąć, komandorze.
Shepard uśmiechnął się do niej i wyszedł za próg kajuty.
- Zawsze pozostaje zamek z zewnątrz – odparł, wciskając holograficzny przycisk. Drzwi zamknęły się z sykiem. Dla bezpieczeństwa wpisał jeszcze hasło. Quarianka przepalając zamek od wewnątrz, odcięła sobie całkowicie dostęp do mechanizmu. – Jak mówiłem nakarm chomika. Ale uważaj, ostatnio trochę zdziczał – dodał nieco
głośniej.
Odpowiedziało mu łomotanie w drzwi. Zaśmiał się pod nosem i zjechał windą na dół.


                                                                                         ***


- Próba łączności. Garrus, jak mnie słychać?
- Głośno i wyraźnie, Shepard. Jestem na pozycji. Thane kazał mi się przeciskać kanałami wentylacyjnymi. Nie uwierzysz jakie ciekawe rzeczy można tam znaleźć. Jak na razie jest czysto, nie widzę nikogo podejrzanego. Pałęta się tu kilku dziennikarzy, najwyraźniej Anderson dobrze spełnił swoje zadanie. Możecie ruszać.
- Dobra, idziemy.


                                                                                           ***

 
Joker jak zwykle siedział na swoim fotelu w kokpicie. Przed chwilą, zgodnie z poleceniem Sheparda wyprowadził Normandię z doku. Teraz okręt spokojnie dryfował nieopodal Cytadeli.
Pilot z lubością pogładził skórzane podłokietniki fotela i zwrócił się do EDI:
- Nie wiem po co Shepard kazał mi startować… Przecież Tali nie ucieknie, skoro zamknął ją w kajucie. Chociaż wolę oglądać mgławicę niż wnętrze doku…
- Prawdopodobieństwo ucieczki Tali’Zorah było bardzo duże – odpowiedziała SI. – Z moich szacunków wynika, że miała aż dziewięćdziesiąt procent.
- Jak to „miała”? – pilota poraził ten czas przeszły.
- Odwróć się, Jeff.
Joker zgodnie z radą obrócił fotel o sto osiemdziesiąt stopni. Okazało się, że tuż za nim stała Tali. Wcale nie wyglądała na zamkniętą w kajucie. Ani na zadowoloną.
- Em… Jak się wydostałaś…?
- Ląduj – odpowiedziała quarianka, głosem pozbawionym wszelkich emocji, który w jej ustach zabrzmiał dość nieprzyjemnie. Sprawę pogorszało jej twarde i zimne spojrzenie, jakim obdarzyła pilota.
Joker prychnął lekceważąco.
- Shepard chyba by mnie zabił… Kazał mi się trzymać z dala od Cytadeli. Dam ci radę: wróć do kajuty, a zapomnę o tym, że tu byłaś - powiedział od niechcenia, spoglądając na nią. Chwilę później zezował  na lufę wycelowanego w jego głowę pistoletu.
- Ląduj – powtórzyła Tali tym samym głosem, odbezpieczając broń.
- Eee… - Joker odwrócił się bardzo powoli w stronę konsolety, chcąc uniknąć lodowatego spojrzenia quarianki. Zawsze miał wrażenie, że go lubi, ale teraz gdy celowała mu w głowę, coś mu mówiło, że ona nie żartuje. Postanowił się jednak upewnić. – Daj spokój… Zastrzelisz mnie…?
- Jeśli nie zrobisz tego co mówię. Zacznę od przestrzelenia ci kolan.
Pilot poczuł, jak coś przewraca mu się w żołądku. Nigdy nie spodziewał by się po niej takiego zachowania. Zimny wylot lufy dotknął tyłu jego głowy. Nadeszła chwilawyboru. Wyboru dość prostego biorąc pod uwagę perspektywę przestrzelonych stawów.
- EDI… Wprowadź nas proszę do doku…
- I to szybko – dodała Tali.
 

                                                                                           ***


 - Thane, widzisz mnie? – zapytał Shepard, wydostając się z ciasnego wnętrza promu.
- Tak – odpowiedział krótko drell. – Nie dostrzegłem nikogo, wyglądającego na zabójcę.
- W takim razie idziemy.
Ruszyli naprzód, przepychając się przez tłumy, wszechobecne na Okręgach. Podążali za holograficznymi znakami na ścianach, wskazującymi drogę do różnych miejsc, miedzy innymi do Prezydium. Tu i ówdzie wyświetlane były różne reklamy: zarówno na ścianach jak i na sufitach czasami nawet na podłodze. Oferowały niemal wszystko – od broni („Czy czujesz się zagrożony?” K.R.E. zadba o Twoje bezpieczeństwo!”) przez masaże („Nasze masażystki asari pomogą Ci się odprężyć, po ciężkim dniu pracy!”) aż po trumny („Chcesz sobie zapewnić wygodną wieczność?”). Minęli niewielką grupę turian, oglądających reklamę jakiegoś napoju.
Obok niebieskiej butelki pojawił się rażący w oczy, pomarańczowy napis: „Masz ochotę na ożywczy napój Tupari?”. Chwilę później wyskoczyło kolejne zdanie, które sprawiło, że Shepard zatrzymał się na chwilę: „Komandor Shepard pije Tupari! Bądź taki jak on! Kup Tupari!”. Jeden z turian mruknął cicho:
- Oczywiście nie ma wersji dekstro – proteinowej… Cholerni egoiści.
Komandor stał przez kilka dobrych sekund, wpatrując się oniemiały w hologram. To była już lekka przesada. Oderwał wzrok od reklamy i dogonił Jacoba, który (dzięki Bogu) niczego nie zauważył.
Dalsza podróż przez Okręgi przebiegła dość spokojnie – może prócz momentu, gdy wpadł na nich jakiś naćpany człowiek, zastanawiając się na głos, czy Jacob nie jest jego ojcem. Funkcjonariusz SOC nie dał mu dokończyć rozważań, zabierając go błyskawicznie na pobliski posterunek.
Gdy zmierzali do windy prowadzącej do Prezydium, skontaktował się z nimi Thane:
- Zabójcy nie było w Okręgach. Zaatakuje przed ambasadą.
- Skąd to wiesz? Nikogo podejrzanego nie widzę – odpowiedział mu Garrus.
- To logiczne. Tam będzie miał więcej miejsca i będziecie bardziej odsłonięci. Widocznie nie chciał ryzykować strzelaniny w takim tłumie.
- Garrusie, miej oczy szeroko otwarte – rzekł Shepard.
- Nie martw się, jeśli tam jest, to już go mamy.
- Oby.
Zanim drzwi windy się zamknęły, do środka weszła quarianka. Shepardowi wydała się dziwnie znajoma. Jego wątpliwości zostały rozwiane z chwilą, gdy rąbnęła go otwartą dłonią w głowę.
- Jeszcze raz spróbuj mnie gdzieś zamknąć, to pożałujesz! – krzyknęła Tali, poczym kopnęła go w łydkę, co jednak nie przyniosło zamierzonego efektu ze względu na pancerz komandora.
- Jak ty się wydostałaś? – zapytał skrajnie zdziwiony Shepard, zasłaniając sięgdy quarianka znów uniosła rękę.
- To nie powinno cię obchodzić!
- Uspokój się – wtrącił się Jacob, lekko rozbawiony zaistniałą sytuacją. – Zaraz wysiadamy.
- Jestem spokojna! –  Tali wzięła kilka głębokich wdechów. – Nawet nie waż się mnie więcej zamykać – dodała już
normalnym głosem, patrząc na Sheparda.
Drzwi windy rozsunęły się, ukazując im Prezydium. Wyszli na zewnątrz, powoli zmierzając w stronę majaczącej w oddali ambasady ludzi.
- Anderson jest już na miejscu – odezwał się Garrus.
- Widzisz zabójcę?
- Nie.
Minęli kilka wymyślnych fontann, wystrzeliwujących w powietrze strumienie wody, które powoli opadały do jeziora. Panująca tutaj niska grawitacja umożliwiała budowę naprawdę skomplikowanych wodotrysków.
- Shepard, mam go! Jest na dachu, po drugiej stronie jeziora, w dzielnicy bankowej. To człowiek. Nie patrzcie się w tamtą stronę…
- Co on tam robi? – zapytał komandor, starając się dostrzec coś kątem oka.
- Nie wiem… Cholera jasna, nie jest dobrze. Sukinsyn ma miotacz antymaterii. Tarcze tego nie zatrzymają! Thane, możesz się tam dostać?
- Tak. Ruszam – odrzekł drell.
Ambasada była coraz bliżej. Można było już dostrzec sylwetki zgromadzonych tam osób.
- Dlaczego jeszcze nie strzela? – mruknął Shepard.
- Nie mam pojęcia. Nie trzyma nawet palca na spuście. Jeśli coś będzie nie tak, strzelam – odpowiedział Garrus.
- To może być nasza jedyna szansa… Nie rób tego, jeśli nie będzie to konieczne. Thane musi go wziąć żywcem.
- Garrusie, jeśli położy palec na spuście, masz strzelać – wtrąciła się Tali. Widząc, że komandor chce zaprzeczyć, uciszyła go spojrzeniem.
Byli już jakieś pięćdziesiąt metrów od ambasady. Rzeczywiście kręciło się tam kilku dziennikarzy. Jeden z nich napastował Andersona, który miał taką minę, jakby szedł na szubienicę.
-Thane, gdzie ty do diabła jesteś?! – Garrus widocznie zaczynał mieć dość czekania. – Zaraz on z kimś rozmawia… Jest drugi! Przy reporterach, ten trzymający rękę przy uchu, widzisz go?
- Widzę – odrzekł Shepard.
- Ma broń… Widzę koniec rękojeści pistoletu…
- Co ze snajperem?
- Cholera… Thane! Pospiesz się!
- Jestem już blisko.
- On zaraz strzeli!
Od Andersona dzieliło ich już jakieś dziesięć metrów. Shepard słyszał jedynie głuche walenie swojego serca, które zagłuszało nawet plusk wody dobiegający z jeziora. Poczuł, że Tali ściska jego dłoń…
- Strzelam! – krzyknął Garrus, tracąc cierpliwość.
- Mam go.
- Cholera by cię, Thane. W ostatniej chwili… Sheprad, snajper zdjęty. Mamy go, został jeden.
- Tym już ja się zajmę – odparł komandor. Zatrzymał się przed radnym i wyciągną pistolet, mierząc we wskazanego przez Garrusa osobnika. – Na ziemię!
Dziennikarze rozpierzchli się na wszystkie strony, aby zejść z lini strzału. Zabójca błyskawicznie wykorzystał ten moment: ruszył biegiem przez most, prowadzący na drugą stronę jeziora. Shepard bez zastanowienia ruszył za nim, potrącając kilku reporterów. Ścigany osobnik nagle odwrócił się w biegu, wyciągając pistolet i
wymierzając go w komandora. Dosłownie w tym samym momencie z jego głowy trysnął strumień krwi, niosąc ze sobą kawałki tkanki i kości. Zabójcę odrzuciło na barierkę, przez którą przechylił się i wpadł do jeziora.
Chwilę później Shepard usłyszał w słuchawce głos Garrusa:
- Zdjęty.
 

                                                                                         ***

 
Zabójca siedział związany na prostym, plastikowym krześle w sali łączności. Otaczała go ciemność – miał zawiązane oczy. Klął w duchu samego siebie i swoją głupotę. Jak mógł się dać tak złapać? Wszystko miało pójść gładko i bez żadnych problemów. Wiedział, że już nie żyje. Jeśli nie zabije go Shepard, to jego zleceniodawca. Poczuł, że ktoś rozwiązuje opaskę, zasłaniającą mu oczy i chwilę później mrużył oczy pod naporem silnego oświetlenia. W pomieszczeniu stało kilka osób: Shepard, Jacob Taylor, turianin Garrus Vakarian, quarianka Tali’Zorah i drell wyglądający na Thane’a Kriosa. Poznał ich bez problemu: już dawno przestudiował
akta załogi komandora.
- Dla kogo pracujesz? – zaczął bez wstępów Shepard.
- Wal się.
Chwilę później dostał ciężką rękawicą po zębach. Poczuł jak krew z rozciętej wargi spływa mu po brodzie.
- Zła odpowiedź – rzekł Vakarian, podchodząc bliżej. – Może teraz ja cię zapytam?
-Shepard, ukończyłam analizę omini – klucza zabójcy – rozległ się syntetyczny głos SI.
- Czy znalazłaś coś co mogło by nam pomóc?
- Tak. Dziesięć godzin temu dostał następującą wiadomość: „Przekazałem twój raport szefowi. Nie był zadowolony. O mały włos nie wpadliście. Musisz się postarać, nie ma miejsca na błędy. Shepard ma być martwy. Pamiętaj, że jeśli cię złapią, będziesz dla nas problemem. Cerberus ma już wystarczająco dużo problemów i bez tego. Jeszcze jedno: Człowiek Iluzja kazał ci się spieszyć: Shepard nie będzie wiecznie na Cytadeli. Nie daj się złapać.”. Na podstawie próbki DNA i danych SOC udało mi się ustalić tożsamość zabójcy – to John Graves. Był właścicielem sklepu z bronią na stacji.
- Wygląda na to, że nasz problem rozwiązał się sam – mruknął turianin.
- Masz coś do powiedzenia na ten temat? – zapytał Shepard, patrząc na zabójcę. – Dlaczego Człowiek Iluzja chce mnie zabić? Chodzi mu o tą bazę Zbieraczy?
- Skazałeś całą ludzkość na zagładę! – krzyknął Graves, zanim zdążył ugryźć się w język.
- Och, nie tylko ludzkość. Żniwiarze są bardzo skrupulatni – odrzekł komandor, uśmiechając się perfidnie. – Ale skoro tak bardzo zależy ci na galaktyce… - podszedł do zabójcy i zwlekł go z krzesła. Przeciągną go przez całe
pomieszczenie i skierował się do CIB.
Graves widział pogardliwe, nienawistne spojrzenia załogantów, dawnych członków Cerberusa. Byli to najlepsi z najlepszych. Człowiek Iluzja wybrał do załogi Normandii najbardziej doświadczonych. A teraz dali się Shepardowi przeciągnąć na jego stronę. Głupcy…
Komandor wywlókł go przez śluzę na zewnątrz.
- Biegnij na ratunek galaktyce! – zawołał Shepard, co wywołało falę śmiechu wśród osób, które przyszły tu za nim. – Chociaż nie sądzę, żebyś zdołał wyjść z pudła, przed atakiem Żniwiarzy. Bailey, zostawiam ci to ścierwo w doku. Rób z nim co chcesz. Nie, nie jest mi potrzebny.
Graves przekręcił się na bok, rezygnując z prób uwolnienia się z więzów. Shepard widocznie miał już wrócić na statek, ale przed zebranych wystąpiła quarianka i podeszła do leżącego na ziemi zabójcy.
- Jeśli kiedykolwiek cię gdzieś zobaczę… - syknęła. – To obiecuję ci, że nie przeżyjesz tego spotkania.
Agent Cerberusa prychnął pogardliwie, ale w tym samym momencie zobaczył zbliżający się z dużą prędkością do jego twarzy but quarianki.
A potem była już tylko ciemność.

Editado por Vader1995mw, 30 septiembre 2011 - 06:27 .


#34
Grzelu

Grzelu
  • Members
  • 257 mensajes
Nom, tak, ee, więc...

Świetnie się czyta. Naprawde kawał dobrej roboty. Rozumiem że czeka nas kilka ciekawych momentów jeszcze, co ? Czyli że nie dasz nam się nudzić ?

#35
Pinatu

Pinatu
  • Members
  • 2.051 mensajes
Taa...znam trochę rozterki damsko-męskie, związane z niebezpieczną robotą :)
No, ale dziś już mam spokój - ani kobiety, ani niebezpiecznej roboty...ekhm, chyba się zestarzałem.

Cóż, opowiadanko świetne, jednak mam małe ale.

Po pierwsze - nie sądzę aby Tali kiedykolwiek wyciągnęła broń w kierunku przyjaciela.
Po drugie - galaktyka jest ogromna, TIM ma równie ogromne możliwości, i nawet jeśli Shep ma w grupie samych asów, to nie sądzę żeby musiał zatrudniać takich partaczy do jego zabicia.

#36
Michu351

Michu351
  • Members
  • 151 mensajes
Na szybko znalazłem 2 błędy. Widmo to wywiad i działania militarno-obronne a nie wydział zadan militarno-obronnych i tykająca a nie cykająca bomba ;p czyta się fajnie.

#37
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
No, nudzić Wam się nie dam... Więc tak. Pinatu, co do Tali - wiesz, ten moment widziany był oczami Jokera, więc czytelnik tak naprawdę nie wie, jakie prawdziwe zamiary miała quarianka. Tali nie zabiła by przyjaciela - to pewne. W tym przypadku użyła alternatywnej formy perswazji :D. Myślę nad kontynuacją tych opowiadań. Może zamieścił bym gdzieś tam rozmowę Jokera z Tali na ten temat.
To dość dyskusyja sprawa, czy nie wyciągnęła by broni... Desperacja popycha czasami ludzi ( quarian zapewne również) do różnych rzeczy.
Michu, dzięki za wypatrzenie tych błędów - musiałem to przeoczyć przy korekcie.
Jak na razie nie wiem, czy będę ciągną kontynuaję TYCH opowiadań... Musiałbym coś wymyślić... A to będzie ciężkie :)

#38
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
Nie dawałem znaków życia od dłuższego czasu, ale w szkole średniej (jak zapewne większość z Was wie) jest dość...Dużo nauki... A raczej tak dużo, że czasu braknie niekiedy na kilka godzin snu dziennie, a na pisanie to... No, po prostu ledwo wyrabiam z nauką i nie mogłem znaleźć paru chwil, aby coś naskrobać. No, ale pora to zmienić. Aktualnie chodzi mi po głowie kilka pomysłów, ale nie mogę wymyślić tematu na kontynuację Imprezy/AfterParty... Nie mniej jednak spróbuję pociągnąć dalej powieść i może napiszę jakieś nowe opowiadanie...
Co jeszcze: potrzebuję pomocy każdego z Was - muszę przeprowadzić małą sondę, która będzie... No, to będzie dość popularne pytanie. Mianowicie: jak według Was wyglądają Quarianie bez kombinezonów? Wiem, Wiem... Widywałem już debaty na ten temat, ale potrzebuję trochę więcej informacji... Nie chcę się opierać wyłącznie na własnej wyobraźni - jeśli rozszerzę nieco horyzonty, opowiadania będą przyjemniejsze w czytaniu dla Was. Prosiłbym o dwa opisy: pierwszy to taki, jak wyobrażacie sobie Quarian, olewając to, że na przykład taki wygląd jest nierealny (pod kątem biologicznym). Drugi opis to właśnie ich wyobrażenie z uwzględnieniem biologii - czyli jak najprawdopodobniej wyglądają, biorąc pod uwagę takie szczegóły jak choćby to, że włosy (lub sierść) to cecha charakterystyczna dla ziemskich ssaków (mówię to dlatego, że ja sobie wyobrażałem Quarian [a tak konkretniej Tali :D ] jako... wyglądających jak ludzie. No z takimi odstępstwami jak świecące oczy... Ale Matka Natura lubi różnorodność, więc raczej wyglądają trochę inaczej).
Z góry dziękuję za każdy opis - pomoże mi to w opowiadaniach. Pamiętajcie - im więcej szczegółów, tym lepiej!

Editado por Vader1995mw, 27 septiembre 2011 - 05:03 .


#39
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
Witam wszystkich po długiej przerwie. Ukończyłem pierwszą część mojego nowego opowiadania, opartego na ME2. Nie jest to nic specjalnego, ale można powiedzieć, że napisałem to z nudów ;). Miłej lektury!



Haestrom, część pierwsza

 

- Shepard, świetnie spisałeś się na Horyzoncie.Odnieśliśmy zwycięstwo.
Komandor spojrzał na widniejący przed nim hologramsiedzącego w fotelu mężczyzny. Niechęć jaką zawsze do niego odczuwał, pogłębiła się jeszcze bardziej po tych słowach. Wbił wzrok w jego oczy poprzecinane
strużkami jasnoniebieskiego światła, bijącymi od implantów. Posłał mu najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było go stać.
- Jakie zwycięstwo, do cholery? – warknął przez zaciśnięte zęby. – Porwali prawie całą kolonię, a ty twierdzisz że to
zwycięstwo?
- To wojna, Shepard – odparł niewzruszonym głosem Człowiek Iluzja, gasząc papierosa w popielniczce. – A na wojnie są ofiary. Kto jak kto, ale ty powinieneś zdawać sobie z tego sprawę.  Jednak spójrz na to z innej strony – zdobyliśmy mnóstwo informacji. Możemy zbadać ciała Zbieraczy, ich broń, poznać ich technologię! Dzięki temu
będziemy mogli ocalić setki tysięcy kolonistów. Zapłaciliśmy niewiele, w stosunku do tego co zyskaliśmy.
Shepard nie odpowiedział. Miał trudności z opanowaniem drżenia dłoni, zaciśniętej w pięść. Za wiele osób zirytowało go dziś swoim zachowaniem.
Na twarzy Człowieka Iluzji pojawił się nikły cień uśmiechu. Kpiącego uśmiechu. A chwilę później zniknął, przy blasku wywołanym zapaleniem nowego papierosa.
- Och, rozumiem… Wiem co jest powodem twojego rozgoryczenia…
- Nie rozumiesz.
- Dwa lata wiele zmieniły. Byłeś przez ten czas martwy… Nic dziwnego, że Williams się od ciebie odwróciła. Niestety, takiej samej reakcji możesz się spodziewać ze strony reszty twoich dawnych towarzyszy…
Wie, pomyślał Shepard. Do tej pory milczał w tej kwestii jak grób. Twoje niedoczekanie, sukinsynu. Liara jest inna…
- A Garrus? Tali? – odezwał się po chwili Shepard, opanowując chęć rozłączenia się.
- Cóż… Turianin był do ciebie naprawę przywiązany, uważał że dołączając do twojej drużyny zaciągnął u ciebie dług. Quarianka jak już chyba kiedyś wspominałem, naprawdę zadziwiła mnie swoim zachowaniem – szczególnie po tym, co zaszło pomiędzy Cerberusem a Wędrowną Flotą . Przy okazji: mam informacje na temat Tali, które mogą cię zainteresować. Ale to za chwilę. Mogę ci zadać pytanie?
Shepard milczał.
- Jak rozumiem zakończyłeś już wszystkie swoje dawne związki? – zapytał po chwili Człowiek Iluzja, najwyraźniej nie mając zamiaru czekać dłużej na pozwolenie.
- Nie twój zasrany interes – odwarknął komandor.
- Zapomnij o tym, Shepard. Nie możesz się dekoncentrować, całą swoją uwagę musisz poświęcić misji, którą masz do wykonania. Tylko wtedy masz jakiekolwiek szanse na powodzenie. Twoja drużyna
musi być…
- Idź w cholerę.
Zapanowała cisza. Człowiek Iluzja wcale nie wyglądał na poruszonego obcesowym  zachowaniem
rozmówcy. Wręcz przeciwnie: wydawał się być zadowolony. Wystukał coś na holograficznym panelu, wiszącym przed nim w powietrzu.
- Zanim odejdziesz: przesyłam na Normandię akta kilku osób, których mógłbyś zwerbować do swojej drużyny. Wśród nich znajduje się również Tali’Zorah. Z dotarciem do niej może być jednak problem…
- O co chodzi?
- Aktualnie znajduje się na Haestromie, dawnej kolonii quarian. To w systemie kontrolowanym przez gethy.
- Co ona tam robi? – zapytał komandor, lekko zaniepokojony. Coś w głosie jego rozmówcy mówiło mu, że nie usłyszy od niego dobrych wieści.
- Działa z polecenia Rady Admiralicji.
- Nic więcej nie wiesz?
- Quarianie bardzo dobrze szyfrują swoje wiadomości. Jedna z naszych sond, dokładnie dwadzieścia dwie minuty temu zeskanowała planetę i przestrzeń wokół niej – tu Człowiek Iluzja pozwolił sobie na efektowną pauzę. – Krótko mówiąc, Quarianom nie udało się pozostać w ukryciu. Sonda wykryła statek gethów, który zmierzał w stronę  ich lądowiska. Chwilę później została zestrzelona. Obawiam się, że gethy posiadają znaczną przewagę liczebną.
- Joker, kurs na Haestrom – powiedział Shepard, otwierając nowy kanał omini – kluczem. – Mamy tam być najszybciej jak to możliwe.
- Tak jest, komandorze – odpowiedział pilot. – Mogę widzieć co jest przyczyną pośpiechu? Ogłosili tam wyprzedaż używanych części zamiennych czy…
- Lecimy tam, aby kogoś uratować.
- Och, co za urocza odmiana… – mruknął sarkastycznie Joker. – Będziemy tam za kwadrans – dodał, po czym się rozłączył.
- Jeśli dowiesz się czegoś o Zbieraczach, daj mi znać – powiedział komandor, odwracając się. Już zrobił dwa kroki w stronę krawędzi panelu, gdy dobiegł go głos Człowieka Iluzji:
- Nie daj się ponieść zbędnym emocjom, Shepard.
Obrzucił go pogardliwym spojrzeniem, po czym wyszedł z panelu komunikacyjnego. Miał serdecznie dość zarówno tej rozmowy, jak i jego rozmówcy. Skierował się w stronę kokpitu, błogosławiąc swoje lenistwo, przez które odłożył zdjęcie pancerza na później. Gdyby pozbył się go wcześniej, teraz zmuszony byłby zakładać go ponownie. A tego nie chciał. Lub inaczej: nie chciało mu się.
- Komandorze, czy my zawsze musimy zwiedzać takie miejsca…? – odezwał się Joker, gdy Shepard zatrzymał się za jego fotelem. – Opuszczona kolonia, smażona przez niestabilną gwiazdę w przestrzeni kontrolowanej przez gethy… Świetnie, możemy założyć biuro podróży.
- Joker… Litości…
- Tak, tak wiem, nie drażnić szefa…
- Masz jakieś informacje na temat Haestromu?
- Haestrom jest dawną kolonią Quarian – odezwała się natychmiast EDI. – Została założona, w celu umożliwienia dokładnej obserwacji Dholen – niestabilnej gwiazdy, która może przedwcześnie wejść w fazę czerwonego olbrzyma. Kolonia została stracona na rzecz gethów w roku 1896 naszej ery, według ziemskiej rachuby czasu. Odległość Haestromu od Dholen wynosi…
- Dziękuję za wykład EDI, ale potrzebuję czegoś co pomoże nam tam przeżyć - wpadł jej w słowo Shepard.
- Zrozumiałam. Życie na Haestromie jest praktycznie niemożliwe. Zaobserwowano jedynie jednokomórkowe organizmy w podziemnych sieciach jaskiń. Powierzchnia jest niebezpieczna, ze względu na bardzo silne promieniowanie słoneczne. Wystawione na nie bariery kinetyczne mogą ulec przeciążeniu, co w konsekwencji doprowadzi do uszkodzenia pancerza.
- Mam taką różową parasolkę, mogę ją wam pożyczyć, komandorze – powiedział Joker, powoli okręcając się na fotelu wokół własnej osi. – Krem z filtrem też by się przydał.
Shepard zignorował go. Świetnie, pomyślał. Nie dość że będzie czekała na nas masa gethów, to jeszcze środowisko jest przeciw nam. Po prostu wspaniale…
- Włącz interkom – odezwał się w końcu do Jokera. Pilot nie spiesząc się, wykonał polecenie dowódcy, po czym osunął się lekko na fotelu, zamykając oczy i nucąc coś pod nosem.
- Uwaga, mówi Shepard – powiedział komandor, pochylając się nad holograficzną konsoletą. – Za dziesięć minut znajdziemy się w sektorze kontrolowanym przez gethy. Wszyscy mają niezwłocznie udać się na swoje stanowiska. Ogłaszam pełną gotowość bojową. Garrus Vakarian, Jacob Taylor i… - tutaj zamilkł na chwilę. Nie był do końca pewny, czy chce ze sobą zabrać nowego członka załogi. Grunt wyraził się w miarę jasno, na temat dowodzenia
Sheparda, ale jego nieprzewidywalne zachowanie budziło wątpliwości. Modląc się w duchu, aby kroganin nie zaaplikował mu serii pocisków w plecy, dokończył zdanie:
- …i Grunt mają zabrać swój sprzęt ze zbrojowni i spotkać się ze mną w pokoju łączności.
- Piękna mowa, komandorze – rzekł Joker, zamykając kanał komunikacyjny. – Naprawdę uważasz, że zabieranie ze sobą nieobliczalnego kroganina to dobry pomysł…?
- Też się nad tym zastanawiałem.
- I…?
- I uważam, że jeśli nie spróbuję to się nie dowiem. Nie nadstawiałem za niego karku na Korolusie, po to, aby teraz siedział bezczynnie w ładowni.
- Może lepiej byłoby, gdyby dalej siedział w tym zbiorniku… Nie neguję oczywiście waszych decyzji, komandorze, ale…
Shepard odwrócił się, ukrywając twarz w dłoniach. Miał dość.
Niech ten cholerny dzień się wreszcie skończy.

 

***

 

- Kal, udało wam się namierzyć sondę?
Kal’Reegar oderwał wzrok od holograficznego panelu i spojrzał na zbliżającą się do niego quariankę.
- Nie, proszę pani. Zniknęła bez śladu. Pewnie promieniowanie uszkodziło podzespoły odpowiedzialne za łączność.
- Och, czy tutaj wszystko musi się psuć…? – westchnęła Tali. – Bariery kinetyczne powinny zatrzymać promieniowanie. Jeśli tak dalej pójdzie, to stracimy wszystkie sondy i wrócimy bez żadnych danych…
O ile w ogóle wrócimy, dokończył za nią w myślach Reegar. Morale jest tak niskie, że chyba nikt nie wierzy w to, że wrócą do Wędrownej Floty w jednym kawałku. Są tu dopiero od trzech dni, a już mają siedmioro
rannych.
Rada Admiralicji złożyła na barkach Tali bardzo wymagające zadanie. Dowodzenie wyprawą badawczą w przestrzeni gethów nie mogło być łatwe, ale ta misja od samego początku wydawała się być skazana na porażkę.
Cały ich sprzęt bez ustanku się psuł pod wpływem zabójczego promieniowania. Sondy mające zbierać odczyty promieniowania w górnych warstwach atmosfery ginęły bez śladu. Co chwilę ktoś doznawał uszkodzeń
kombinezonu, gdy tarcze nie wytrzymywały naporu promieni emitowanych przez Dholen. Cały czas pojawiały się kłopoty z dystrybucją wody i tlenu.
Na domiar złego wczoraj odnaleźli rozbity statek gethów, pełen nieaktywnych maszyn. Postanowiono zbadać wrak. Skończyło się na tym, że po okolicy rozbiegło się ponad trzydzieści gethów, które przegrupowały się i zaatakowały obozowisko quarian. Grupa komandosów dowodzonych przez Reegara, przydzielona do ochrony naukowców przez ponad kwadrans odpierała ofensywę na niemalże całkowicie odsłoniętym terenie. Trzech żołnierzy cały ten czas było wystawionych na działanie słońca – przygwożdżeni ostrzałem gethów nie mogli się
ruszyć z miejsca. Promieniowanie natychmiast usmażyło ich tarcze i zaczęło dosłownie roztapiać na nich ich pancerze. Gdy udało się w końcu zniszczyć atakujące ich maszyny, wszyscy trzej trafili do polowego szpitala z ciężkimi oparzeniami. Kombinezony przywarły do nich tak, że trzeba było je operacyjnie
odcinać od skóry.
Po tym wszystkim morale poleciało na łeb na szyję. Wszyscy naokoło zaczynali szemrać.
Tali była zmęczona, widać to było na pierwszy rzut oka. Zwykle radosna i pełna życia, teraz stała się ponura, chodziła z opuszczoną głową. Nawet jej oczy wydawały się być przygaszone. Reegar wiedział co ona musi czuć. Ta misja coraz bardziej ją przytłaczała. W dodatku czuła się odpowiedzialna za trzech poparzonych przez promieniowanie komandosów, jako że wydała zgodę na zbadanie statku gethów. Mimo, że to wcale nie była jej wina, pomyślał.
- Może uda się ją w końcu znaleźć – rzekł po chwili. Wiedział, że nie mają na to najmniejszych szans, ale chciał ją jakoś pocieszyć.
- Mam taką nadzieję – mruknęła Tali. – Sprawdzę co z tymi ładunkami wybuchowymi. Musimy oczyścić to zasypane przejście…
Quarianka odeszła wolnym krokiem, a Reegar chcąc nie chcąc, wrócił do panelu skanera. Uruchomił go i wpatrzył się tępo w wyświetlacz, na którym, jak się z resztą spodziewał, nic się nie pojawiło. Mimo swojej
lojalności do Tali, nie mógł ukryć przed sobą samym tego, że ma już dość tej misji. Miał nadzieję, że w końcu zbiorą te cholerne odczyty i wrócą do Floty.
Z zamyślenia wyrwał go cichy pisk dochodzący z panelu kontrolnego skanera. Dopiero teraz zorientował się, że od dłuższej chwili wpatruje się w dużą kropkę na wyświetlaczu. W końcu ta przeklęta sonda! Jego ulga zniknęła tak szybko jak się pojawiła – punkt na radarze się przemieszczał. I to bardzo szybko. Miał już niemal całkowitą pewność, że to statek gethów. Jego wątpliwości zostały rozwiane z chwilą, gdy desantowiec
przeleciał mu nad głową.
Reegar nawet nie pamiętał kiedy karabin znalazł się w jego rękach. Nie pamiętał też kiedy wybiegł z pomieszczenia. Ocknął się dopiero wtedy, gdy wpadł na Tali. Stała nieruchomo, wpatrując się jakby z niedowierzaniem w robiący nawrót statek.
- Kal…
- Do bunkra, już!


Nie wiem, kedy skończę drugą część, ale mam nadzieję, że niedługo.
Z góry dziękuję za oceny i krytykę.

Editado por Vader1995mw, 22 noviembre 2011 - 09:10 .


#40
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 mensajes
Z dniem dzisiejszym zamykam całkowicie swoją działalność na tym forum i przenoszę ją na forum Shadow Broker.
Jeżeli ktoś byłby zainteresowany dalszymi opowiadaniami, proszę szukać ich po tym adresem: http://www.shadowbro...&p=16010#p16010
Dziękuje za uwagę.

Editado por Vader1995mw, 07 abril 2012 - 05:27 .