Skocz do zawartości

Zdjęcie

Powieść na podstawie serii Mass Effect


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1
Vader1995mw

Vader1995mw
  • Members
  • 24 postów
UWAGA!

Wszystkie Wasze opinie i sugestie, proszę zamieszczać tutaj:
http://social.biowar...6/index/7981056

TEKST JEST OPARTY NA FABULE SERII MASS EFFECT - SPOILERY!


                                                                                  Prolog

 

-A może Shepard? – rzucił ambasador Donell Udina, zakładając nogę na nogę. Odniósł wrażenie, że jego słowa sprawiły nagłe zagęszczenie atmosfery. Czekał z tą propozycją na sam koniec. Dobrze
wiedział, że każdy tu obecny słyszał o Shepardzie i dokładnie studiował jego akta. Najlepszy i najbardziej kontrowersyjny kandydat.
-To podróżnik. Spędził całe życie nastatkach kosmicznych – wyjaśnił kapitan David Anderson, choć zdawał sobie sprawę, że wcale nie musiał tego robić. – Jego rodzice byli oficerami  Przymierza, więc ma to we krwi. Jest urodzonym żołnierzem. Jako jeden z  niewielu ukończył program szkoleniowy Przymierza N7 z wyróżnieniem.
-Jako jeden z niewielu… - odezwał się jak do tąd milczący turianin, Nihlus  Kryik. – Z tego co mi wiadomo, wyróżnienie otrzymał jedynie wspomniany Shepard… I pan, kapitanie.
-To nieistotne – odparł Anderson. – Przejdźmy do rzeczy. To Shepard jest kandydatem, nie ja.
-Co więcej możemy o nim powiedzieć… - wtrącił admirał Steven Hackett. –  Widział jak cała jego jednostka ginie na Akuze. Zaatakowały ich miażdżypaszcze. To była rzeź. Nigdy wcześniej się z nimi nie  spotkaliśmy, nikt nie był na to przygotowany. Nie mieli żadnej ciężkiej broni. Tylko Shepard przeżył. Do tej pory nie wiem jak tego dokonał, ale tomogło pozostawić ślad na jego psychice.
-Każdy żołnierz ma blizny! – odrzekł natychmiast Anderson. – Zdołał się pozbierać i dalej służy Przymierzu.
-I tu pojawia się pytanie: czy chcemy by taka osoba strzegła bezpieczeństwa galaktyki?
Słowa Udiny po raz kolejny sprawiły, że wszyscy zamilkli. Hackett i Anderson wpatrywali się w niego z kamiennymi
twarzami, ale w ich z pozoru beznamiętnych spojrzeniach czaiło się zdziwienie  i jakieś złowrogie błyski. Zapewne nie spodziewali się takiego obrotu spraw – Udina pozostawił najlepszego kandydata na koniec i wydawało by
się, że robi to aby jak najlepiej go zaprezentować, a tu nagle zadaje takie pytanie. Ambasador jednak wiedział co robi. Specjalnie starał się podchodzić do Sheparda krytycznie. Wiedział jaka będzie reakcja Nihlusa.
Podczas trwającej od ponad godziny rozmowy, zaobserwował że turianin  reaguje zupełnie odwrotnie niż Udina. I najwyraźniej robi to specjalnie.
Gdy ambasador wygłaszał pozytywną opinię, Nihlus odpowiadał krytyką. Teraz Udiana chciał przez to dać znać turianinowi, że nie jest tak głupi, za jakiego go ma. A o Sheparda się nie martwił – wiedział, że jego potencjał jest aż nazbyt widoczny.
- Moim zdaniem Shepard jest najlepszą osobą do obrony galaktyki – przerwał milczenie Anderson.
- Może mówi pan tak tylko dlatego, że Shepard jest członkiem załogi waszego statku, kapitanie? – zapytał Nihlus. Jak zwykle wychwytywał wszystkie potknięcia. Cały czas łapał za słowa.
- Nie – zaprzeczył kapitan. – Shepard jest członkiem mojej załogi od dość dawna i dzięki temu znam go dobrze. Zarówno jego, jak i jego możliwości. To pozwala mi na wystawienie opini zgodnej z prawdą.
-Więc jaka jest pańska decyzja? – odezwał się Hackett, patrząc na Nihlusa.
Turianin zmrużył oczy. Z jego twarzy przypominającej nieco krzyżówkę nieopierzonego bezdziobego ptaka z gadem, nie dało się odczytać żadnych emocji.
-Zastanowię się – powiedział po chwili, wstając z fotela. – Jeśli uznam, że któryś z kandydatów się nadaje poinformuję Radę Cytadeli. Jeśli oni zaakceptują moją sugestię, zostaniecie o tym poinformowani, ambasadorze. Żegnam.
- Nic z tego nie będzie. Po jaką cholerę wyskoczył pan z tym pytaniem?! – syknął Anderson, gdy Nihlus wyszedł.
- Mieliście już swoją szansę, kapitanie. Nie potrafiliście jej wykorzystać. Sprawą Sheparda zajmę się sam. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem.
- Jakim planem?
- To już moja sprawa. A teraz proszę wybaczyć, mam ważne spotkanie – rzekł ambasador, wychodząc z biura.
Anderson odprowadził go wzrokiem i westchnął.
- Nienawidzę jak politycy mieszają się do spraw wojska…
-Ja też, kapitanie – powiedział admirał. – Ale nic na to nie poradzimy. Możemy mieć jedynie nadzieję na to, że Udina naprawdę wie co robi.
- Z całym szacunkiem admirale, ale nie liczył bym na to. Jak do tej pory udało mu się jedynie kilkukrotnie wkurzyć
Radę. On nic nie zdziała.
- Czas pokaże.


                                                                                        Rozdział 1



- Przekaźnik Arcturus Prime w zasięgu. Rozpoczynam procedurę skoku! – głos Jokera, wzmocniony przez głośniki
odbił się echem po wnętrzu Normandii. Chwilę później atmosfera na pokładzie błyskawicznie się zagęściła- wszyscy załoganci biegiem ruszyli na swoje stanowiska.
Pilot SSV Normandia, porucznik Sił Powietrznych Przymierza Jeff „Joker” Moreau podciągną się wyżej w fotelu    
i skupił na holograficznej konsolecie przed sobą, przeglądając dziesiętki komunikatów napływających zarówno ze strony przekaźnika jak i poszczególnych stanowisk statku.
- Przekaźnik gotowy, mam wektor podejścia. Wszystkie stanowiska gotowe do skoku!
Joker włączył automatyczny system pilotażu, używany przy skokach przez przekaźniki. Nie znosił gdy ktoś odbiera
mu stery, a w szczególności maszyna. Jednakże nie miał wyboru – mimo swoich nieprzeciętnych umiejętności pilotażu nie zdołał by utrzymać wymaganego wektora z dokładnością do tysięcznych stopnia.
- Rozpoczęto podejście!
Niedługo statki same będą latać. Zresztą już mogły by to robić, gdyby nie zakaz tworzenia sztucznych inteligencji,
pomyślał. Jeszcze trochę i wylecę, bo jakaś maszyna będzie wydajniejsza ode mnie. W cholerę z tym postępem.
Poczuł dziką ochotę, aby wyłączyć autopilota, ale zdołał się powstrzymać. Spojrzał ponownie na konsoletę.
Na środku wyświetlony był zegar odliczający czas do skoku.
- Dotrzemy do przekaźnika za… Trzy…
A może jednak wyłączyć to cholerstwo? Może pokazać tej głupiej maszynie kto tu jest lepszy?
- Dwa…
Szlag by to trafił. To wirtualna inteligencja. Zwykły program a nie świadomy twór. Nie zrozumie tego…
- Jeden…
Ale i tak nie ma prawa odbierać mu sterów…
Na Normandii przygasły światła. Rozległ się przytłumiony trzask i oświetlenie wróciło do normy.
- Silniki sprawne… Systemy nawigacji sprawne… Poziom barier kinetycznych w normie… Pozostałe systemy sprawne… Włączono tryb cichego lotu.
- Wszystko idzie zaskakująco dobrze… Misja przebiega o wiele sprawniej niż się spodziewałem. Kapitan będzie
zadowolony – rzekł Nihlus, który pojawił się nie wiadomo skąd. Powiedziawszy to odwrócił się na pięcie i wyszedł z kokpitu.
- Nienawidzę tego kolesia – mruknął Joker sam do siebie.
- Nihlus cię pochwalił… Więc go nienawidzisz – odezwał się porucznik Kaidan Alenko, siedzący na fotelu obok.
- Cały czas się tu kręci. Łazi wszędzie, pojawia się niewiadomo skąd. To cholernie irytujące. Poza tym obecność Widma na pokładzie to kłopot.
- Kłopot? – Alenko spojrzał na pilota zdziwiony.
- Oni ściągają kłopoty. Nie podoba mi się, że on tu jest. Możesz mnie nazwać paranoikiem, ale coś mi tu śmierdzi jakąś konspiracją.
- Jesteś paranoikiem. Rada współfinansowała projekt budowy Normandii, mają prawo doglądać własną inwestycję.
- Tylko idioci wierzą w wersje oficjalne…
- Jak zwykle przesadzasz – rzekł komanor Shepard, który podobnie jak Nihlus pojawił się niewiadomo kiedy.
Pilot wywrócił wymownie oczami i w tej samej chwili z interkomu dobiegł głos kapitana Andersona:
- Joker, proszę o raport.
- Opuściliśmy przekaźnik masy, kapitanie. Zgodnie z planem zmierzamy ku Eden Prime.
- W porządku. Znajdźcie kom – boję i podłączcie nas. Chcę wysłać raporty z misji zanim dotrzemy do Eden Prime.
- Tak jest, kapitanie. Lepiej się przygotujcie, Nihlus już do was idzie – oznajmił Joker, poprawiając daszek kaszkietówki.
- On już tu jest, poruczniku – odparł chłodno kapitan. – Przyślijcie komandora Sheparda na odprawę, do sali łączności.
Rozległ się cichy pisk sygnalizujący koniec połączenia.
- Słyszeliście komandorze? – zapytał pilot.
- Czy kapitan był wkurzony, czy mi się wydawało?
- On zawsze taki jest.
- Tylko gdy rozmawia z tobą, Joker – wtrącił Alenko.
- Może chodzi mu o to, że nie lubię się golić? – rzucił pilot, mierzwiąc krótką brodę. – Myślałem, że się przyzwyczaił.
Kaidan skwitował to westchnięciem, a Shepard zaśmiał się pod nosem i wyszedł z kokpitu. Ruszył przez dość wąską kładkę, po obu stronach otoczoną  stanowiskami komputerowymi, zbuowanymi tak, że operator siedział tyłem do pomostu a holograficzne ekrany były skierowane w jej stronę – umożliwiało to oficerowi robiącemu obchód łatwy przegląd stanowisk.
Dalej kaładka rozdzielała się na dwie – obie obiegały dookoła CIB czyli Centrum Informacji Bojowych.  Było to owalne pomieszczenie po środku którego znajdowała się wielka, holograficzna mapa galaktyki, otoczona
panelami nawigacyjnymi. Shepard przechodził obok niej, gdy usłyszał czyiś głos:
- Jeszcze tylko Widma nam tu brakowało… Przez niego wpakujemy się w jakieś kłopoty! – powiedział nawigator
Pressly do interkomu.
- Uspokój się, Pressly. Kapitan wie co robi – odrzekł mu czyiś głos wydobywający się z głośnika.
Pressly zauważył Sheparda i zasalutował.
- Wiam, komandorze. Mogę w czymś pomóc?
- Chyba nie ufacie turiańskiemu Widmu – stwierdził komandor.
- Ach, to była taka luźna rozmowa z Adamsem z maszynowni… - nawigator pogładził się po łysinie - Po prostu mam wrażenie, że coś się święci.
Nie ufam obcym, a tym bardziej Widmom, które bez słowa wyjaśnienia przesiadują na statku Przymierza.
W dodatku dlaczego zabraliśmy pełną załogę, skoro mamy jedynie wypróbować systemy maskowania? I dla czego dowodzi sam kapitan Anderson. Na takich lotach dowództwo nad jednostką powierza
się oficerowi wykonawczemu.
- Myślicie, że kapitan coś przed nami ukrywa?
Pressly rozejrzał się i powiedział trochę ciszej niż wcześniej:
- To nie może być zwyczajny lot próbny. Jeśli tak by było to zabralibyśmy jedną trzecią załogi i to wy byście dowodzili, komandorze.
- Kapitan mnie oczekuje. Może uda mi się coś z niego wyciągnąć.
- Oczywiście, komandorze. Powodzenia – nawigator  zasalutował i wrócił do pracy.
Shepard ruszył dalej, okrążając bokiem mapę galaktyki. Nieopodal drzwi do sali łączności kapral Richard Jenkins
rozmawiał z pokładowym lekarzem, doktor Chackwas.
- Dorastałem na Eden Prime, pani doktor. To nie jest miejsce, które odwiedzają Widma. Jeśli Rada wysyła gdzieś
Widmo, to musi to być coś bardzo ważnego. 
- Oglądacie za dużo szpiegowskich widów, Jenkins. O, komandor Sheprad!
- Komandorze – kapral zasalutował z nieskrywanym przejęciem. – Jak pan myśli, długo raczej nie posiedzimy na Eden Prime. Może trafimy na jakiś piratów. Nie mogę się doczekać prawdziwej walki.
- Chyba żartujecie, kapralu – powiedziała doktor. – Wasza prawdziwa walka skończy się najpewniej na tym, że
będę musiała was łatać w ambulatorium.
- Po prostu to czekanie mnie dobija! Chcę pokazać tym na górze na co mnie stać!
- Bez pośpiechu, kapralu – rzekł Shepard. – Jesteś jeszcze młody, masz dużo czasu na takie rzeczy. Traktuj to
jak normalne zadnie, a wszystko pójdzie dobrze.
- Łatwo wam mówić, komandorze – odparł Jenkins. – Wy pokazaliście na co was stać! Niewielu dało by sobie radę na Akuze.
Shepard poczuł jak ostatnie słowo kaprala wwierca mu się w umysł.  Akuze…Wszystko wróciło…
Błyski wystrzałów, wstrząsy ziemi, huk detonowanych ładunków…  Rozpaczliwe krzyki mordowanych… Wciąganych przez bezrozumne bestie pod ziemię. Chrzęst miażdżonych kości…
- Komandorze?
Z trudem powrócił do rzeczywistości. Kapral patrzył na niego z lekkim zdziwnieniem.
- Wszystko w porządku?
- Tak, nic mi nie jest… - skłamał Shepard.
- Nie rozgrzebujmy przeszłości – powiedziała z naciskiem Chackwas. – Możemy jakoś pomóc, komandorze?
- Nie, muszę iść. Kapitan na mnie czeka – komandor otworzył przyciskiem  drzwi do pomieszczenia komunikacyjnego i wszedł do środka.
Myślał, że udało mu się uwolnić od wspomnień z Akuze. Okazało się jednak, że się mylił. Przeszłość znów powróciła. Doktor Chackwas ostrzegała go przed tym – dlatego też tak szybko zakończyła temat. Widocznie od razu
zorientowała się o co chodzi. Miał wrażenie, że wciąż słyszy te wrzaski...
Teraz mam zadanie. Ono się liczy. Nic więcej, pomyślał. To już przeszłość.
Rozejrzał się po pomieszczeniu: była to owalna sala, otoczona prostymi, szarymi fotelami z tworzywa. Na ścianie naprzeciw niego był holograficzny ekran, wyświetlający aktualnie jakąś planetę.
W pomieszczeniu nie było kapitana Andersona – stał tu jedynie Nihlus, wpatrując się w ekran.
- Dobrze że jesteś, komandorze. Chciałem porozmawiać – oznajmił gdy Shepard podszedł bliżej.
- Gdzie jest kapitan?
- Przyjdzie. Za chwilę. A tymczasem pozwól, że się ciebie o coś zapytam. Słyszałeś o Eden Prime? – zapytał turianin wskazując na ekran. – Podobno jest tam pięknie.
- Nigdy tam nie byłem – odparł komandor, wzruszając ramionami.
- Ale chyba wiesz o tym, że ta planeta stanowi pewien symbol dla twojego  gatunku. Raj na Pograniczu Skylliańskim. Dowód na to, że ludzkość potrafi bronić swoich koloni, a nie tylko je zdobywać. A przy okazji:
myślisz że jest tam jakieś zagrożenie?
- Do czego zmierzasz?
- Twój lud nadal jest jeszcze naiwny, Shepard. Galaktyka bywa bardzo  niebezpiecznym miejscem. Czy Przymierze zdaje sobie z tego sprawę?
- Chyba czas najwyższy powiedzieć komandorowi, co my tu naprawdę robimy – wtrącił się kapitan Anderson, wchodząc do sali.
- To nie jest zwyczajny lot próbny – oznajmił Nihlus.
- Domyśliłem się, że czegoś nam nie mówicie.
- To nie moja decyzja, komandorze. Rozkazy z samej góry. Informacja  przekazywana wybranym i tylko w razie potrzeby – rzekł Anderson.
- Więc co to za informacja, kapitanie? – Shepard poczuł, że ma już dość tej konspiracji.
- Zespół badawczy prowadzący wykopaliska na Eden Prime odkrył pewnego rodzaju nadajnik. Proteański. Ponoć
jest w idealnym stanie.
- W idealnym stanie? Myślałem że oni zniknęli pięćdziesiąt tysięcy lat temu.
- Ich dorobek przetrwał – powiedział Nihlus. - Przekaźniki masy, Cytadela. To wszystko konstrukcje Protean. Ale to, że nadajnik jest nienaruszony… Cóż, to niecodzienne znalezisko.
- Gdyby nie ruiny Protean na Marsie, wciąż tkwilibyśmy na Ziemi – rzekł kapitan. – To może być poważne znalezisko, Shepard. Kto wie jakie informacje mogą być zawarte w tym nadajniku. Może nowe
technologie, przełomowe odkrycia w medycynie… Tego nie wiemy. Na Eden Prime nie mają nawet odpowiedniego sprzętu by to zbadać. Odkryli go przypadkiem. Kolonia chciała przedłużyć linię kolejową. Gdy drążyli tunel natknęli się na jaskinię w której przez tyle tysięcy lat ukryty był nadajnik. Zabezpieczyli go i
poinformowali Przymierze.
- Jakie mamy rozkazy?
- Naszym zadaniem jest przetransportowanie nadajnika. To właśnie dla tego potrzebowaliśmy sprawnych systemów maskowania. Przekażemy go Radzie Cytadeli.
- Dlaczego im?
- To poprawi nasze stosunki z Radą, z resztą to odkrycie może wpłynąć na  wszystkie gatunki. Będziecie dowodzić grupą zwiadowczą, komandorze.  Macie przeprowadzić rozpoznanie, zabezpieczyć teren. Wasza strefa zrzutu znajduje się w odległości kilometra od wykopaliska. Nie spodziewamy się żadnych nieprzyjaciół, choć niewykluczone, że piraci grasujący w Trawersie zaryzykowali by atak na kolonię, aby zdobyć nadajnik. Na
czarnym rynku wart byłby miliardy kredytów. Ale wszystko utrzymywane  jest w tajemnicy, więc nie ma możliwości, aby ktokolwiek z zewnątrz o tym wiedział. Mimo to bądźcie w pełniej gotowości.
- Zrozumiano, kapitanie.
- To jeszcze nie wszystko, komandorze. Nihlus nie przybył tu jedynie w sprawie nadajnika. Ma was… Ocenić.
- Teraz już wiem, dlaczego wpadam na niego za każdym razem, gdy się obrócę – odparł Shepard, mierząc turianina wzrokiem.
- Jak zapewne wiesz, Przymierze od dawna chce mieć coś do powiedzenia w  Radzie Cytadeli  - powiedział Nihlus, nie zwracając uwagi na nie zbyt  przychylne spojrzenie komandora. – Chcecie aby w Radzie zasiadł
człowiek. Próbujecie dowieść swojej wartości. Jak na razie z mizernym rezultatem.
- A co do tego ma ocenianie mnie?
- Cóż… - wtrącił się Anderson. – Widma symbolizują władzę i autorytet Rady. Gdyby człowiek dostał się w ich
szeregi, było by to uznanie dla zasług Przymierza.
- Zgłosiłem twoją kandydaturę Radzie – oznajmił turianin.
Po tych słowach zapanowała kompletna cisza. Shepard nie mógł pozbierać myśli. Turianin chce człowieka w szeregach Widm?! To brzmiało jak jakiś kiepski dowcip.
- Chwilę… TY zgłosiłeś moją kandydaturę?
- Tak. Spotkałem się z przedstawicielami Przymierza. Byłeś jednym spośród kilkunastu kandydatów. Uznałem,
że ty nadajesz się najbardziej. Rada zaakceptowała mój wybór, ale pod warunkiem że cię sprawdzę. Eden Prime będzie pierwszą z kilku wspólnych misji. Jeśli nie nawalisz… Będziesz pierwszym człowiekiem wśród Widm,
komandorze.
- Kapitanie, pan to popiera? – Shepard był już skrajnie zdziwiony. To wszystko w ogóle do siebie nie pasowało.
- Tak, komandorze, cała ludzkość na tym skorzysta. Wiele zyskamy, jeśli się wam powiedzie.
- Czemu turianin chce człowieka wśród Widm?
- Nie skreślam was, jak czynią to niektórzy. Dostrzegam ukryty w was potencjał. Przynajmniej w części z was. Nie
interesuje mnie kim jesteś, Shepard. Masz po prostu dobrze wykonywać swoją robotę.
- Kapitanie, mamy mały problem… - w sali rozległ się głos Jokera.
- Co się dzieje? – zapytał Anderson, naciskając  przycisk pobliskiego interkomu.
- Mam przekaz z Eden Prime. Proszę spojrzeć.
Chwilę później na ekranie pojawił się wspomniany przekaz: było to nagranie, najwyraźniej z kamery umieszczonej w hełmie żołnierza. Wszędzie wokół słychać było strzały i eksplozje. W kadrze pojawił się mężczyzna w
białym pancerzu.
- Atakują nas! – zawołał do kamery. - Mamy poważne straty, nie wytrzymamy już długo! Proszę o natychmiastowe
wsparcie!
Gdy tylko żołnierz skończył mówić, ktoś trafił go w klatkę piersiową. Krew trysnęła z rany, osiadając na obiektywie kamery.
-Poruczniku! – krzyknął operator kamery i upadł przy rannym. Przewrócił go na plecy, lecz w tej samej chwili rozległ
się wysoki, świdrujący dźwięk. Żołnierz podniósł głowę i spojrzał na niebo.
Przez krew na obiektywie niewiele było widać, ale można było dostrzec  jakiś niewyraźny kształt, powoli zniżający się ku powierzchni.
-  Cholera, co to?! – rozległ się krzyk jakiejś kobiety. Zaraz po tym nagranie się urwało.
W pomieszczeniu zaległa głucha cisza, którą po dłuższej chwili przerwał Joker:
- Po tym łączność się urywa. Nie można się także skontaktować z kolonią.
- Wprowadź nas szybko i po cichu –powiedział kapitan, nie odrywając wzroku od ekranu. – Misja właśnie się
skomplikowała.

Użytkownik Vader1995mw edytował ten post 28 lipiec 2011 - 07:47