P.S Mam nadzieję, że to odpowiedni dział
Rok 9:63 Wieku Smoka
Cammen i Gheyna postanowili rozpalić ognisko. Było to oczywiście zabronione podczas warty, ponieważ wtedy elf musi być czujny i nierozkojarzony. Oni jednak woleli zająć się sobą niż ściganiem zagubionych ludzi i awanturników. Zatrzymali się na niewielkim, górzystym wzniesieniu skąd można było widzieć leśny trakt i nieproszonych gości posługującym się nim.
- Piękny mamy dziś dzień Gheyno. - rozpoczął konwersację Cammen
- Mamy takie dni codziennie Cammenie.
- Dlatego nie warto ich marnować moja droga Lethallan. Powinniśmy zrobić
coś użytecznego lub interesującego, a jeszcze lepiej byłoby połączyć
obie te rzeczy naraz.
- Pomyślmy...Zapewne masz na myśli "Łączyć" obie te rzeczy w namiocie przez cały dzień?
- Jeżeli to ci przeszkadza, mogę się pozbyć namiotu.
Gheyna zaśmiała się krótko
- Myśl lepiej o tym co zrobi z nami Lanaya kiedy się dowie, że spędzamy czas na robieniu twojego ogniska.
- Zorganizowałem postój tylko dla ciebie Lethallan, aby ulżyć twoim pięknym, zmęczonym nogom.
- Cammen, przestań gadać od rzeczy. Coś złego się dzieje? Masz jakiś problem? Powiedz wreszcie, a nie mydl mi oczu.
Cammen wyraźnie speszony, wstał, porozglądał się i zaczął szukać za pasem rzeczy, którą od dawna chciał dać swej ukochanej.
- No więc - powiedział niepewnym tonem - minęło kilka lat od kiedy jesteśmy razem. Wiedz Gheyno, że jesteś dla mnie najważniejsza i... - speszył się
Gheyna wstała, podeszła do niego i czule pocałowała.
- Cammenie? - rzekła cichym aczkolwiek radosnym głosem - Co chcesz mi powiedzieć?
- Jaa..
Cammen, kiedyś syn łowcy, dzisiaj jeden z najlepszych myśliwych w klanie, nie zdążył dokończyć. Razem ze swą ukochaną usłyszeli krzyk i dudnienie w oddali. Nie minęło pięć sekund a na trakcie znalazł się powóz oraz kilku ludzi na koniach atakujących go z tyłu i z boków. Elfy jak strzała pognały przed siebie. Nie zeszły na drogę, zamiast tego pobiegły wzdłuż wzniesienia aby widzieć wszystko z góry. Cammen biegł z przodu, był najszybszym elfem w lesie Brecillian.
- Szybciej Gheyna!
W końcu dobiegli do nich i mieli ich na widoku. Gheyna wyjęła łuk i strzeliła w biegu. Trafiła jednego w szyję, była świetnym łucznikiem. Natomiast awanturnicy byli dobrzy tylko w atakowaniu nieuzbrojonych powozów. Elfy szybko ich wystrzelały, ale nie zdołali uratować powozu, który przy ostrym zakręcie przewrócił się na bok. Podeszli do niego i sprawdzili co jest w środku.
- Nic. - stwierdził Cammen
Zaraz potem usłyszeli ciężkie dyszenie spod powozu. Schylili się i zobaczyli ocalałego, który raczej nie był jednym z awanturników. Pomoglimu wyczołgać się spod ciężaru, a później go opatrzyli i zaczęli wypytywać:
- Co tu robisz krasnoludzie? - zaczęła Gheyna - Myślałam, że leśne klimaty do was nie pasują.
Krasnolud spojrzał na nią a później na Cammena, wolno ruszając głową.Jego wzrok był spokojny i ciepły, ale miał też w sobie litość. Był to starszy osobnik, wyglądający na samotnika albo żebraka. Miał ciemne, piwne oczy, pomarszczoną twarz, długie siwe włosy i puszystą brodę. Wreszcie odezwał się chrypiąc:
- Nie jestem kupcem, ani przemytnikiem. Nie należę też do Kartelu,
ale...Co Was to może obchodzić. Jestem podróżnikiem zmierzającym do Gwaren. Wybaczcie, nie chciałem nikogo niepokoić.
- Spokojnie. Nie zaniepokoiłeś nas. Wyglądasz na zmęczonego, może udasz się z nami do obozu aby wypocząć?
- A od kiedy elfy są takie gościnne?
Cammen i Gheyna zaśmiali się krótko.
- To zasługa naszej opiekunki Lanayi. Jest ona sprawiedliwą i troskliwą kobietą dbającą o pokój ze światem zewnętrznym.
- A zatem z przyjemnością potowarzyszę wam do obozu.
Cała trójka ruszyła traktem. W ciągu całej podróży, ciszę i spokój tylko raz przerwał Cammen:
- Zapomnieliśmy spytać cię o twoje imię. Przedstawisz je nam?
Krasnolud wyraźnie zesmutniał po czym zwrócił wzrok w ziemię.
- Varrik Tethras. - powiedział cicho nie zakłócając ciszy i spokoju w lesie Brecillian
***
Kiedy dotarli na miejsce, krasnolud zajął wskazane miejsce przy ognisku z elfimi dziećmi. Wartownicy podeszli do Lanayi:
- Aneth'ra Opiekunko. Znaleźliśmy na trakcie poszkodowanego i postanowiliśmy dać mu schronienie.
- Bardzo dobrze postąpiliście. Teraz wybaczcie, ale muszę coś przemyślećna osobności. Zajmijcie się naszym gościem a później go odprawcie.
Cammen i Gheyna pożegnali się a później udali do wspólnego ogniska. Zaczęli rozmawiać z Przybyszem, łowcami oraz z kilkoma dziećmi.
- No więc panie Tethras, powie nam pan z kim dokładnie rozmawiamy?
- Och, z nikim ważnym, tylko zagubionym w lesie staruchem.
Wtedy do rozmowy wtrącił się Harlen. Początkowy łowca, który rok temu uciekł z Orlais.
- Ja wiem kim on jest. Varrik Tethras to znany na pół świata bajarz i kusznik. Brał udział w świętej wojnie i podobno w walce z plagą. Zwiedził pół świata zapewniając sobie potężnych przyjaciół takich jak sam Hawke.
Kilka młodych elfów otworzyło szeroko oczy z zachwytu. A co tam, pomyślał Varrik, coś tam mogę im powiedzieć.
- Na pewno nie brałem udziału w pladze. - skłamał Varrik
- A znaliście może Bohatera Fereldenu? - spytał się Cammen
- Niestety nie. - znów skłamał
Tyle wspomnień, pomyślał Varrik.
- Może nam coś opowiecie o swoich przygodach? - wtrąciła Gheyna - Jakąś opowieść chociażby?
- O czym droga Pani?
Teraz zaczęła się kłótnia.
- Jak to o czym? - krzyknął jeden elf - O świętej wojnie!
- O wojnie w Kirkwall! I bitwie w Starkhaven! - powiedział szybko drugi
- Opowiedz nam klasyczną wersję o dziejach Bohatera Fereldenu. - rzekł spokojnie Cammen
- A co z Plagami?
Krzyki nie ustawały. Do czasu.
- Cisza! - krzyknął inny elf, wychodzący z namiotu nieopodal. Był on wysoki, silnie zbudowany i bardzo przystojny. Miał czarne włosy zaplątane w długi, gruby warkocz opadający na plecy, głębokie ciemne oczy i drewniany kostur w ręce. Był to Pierwszy klanu. Wszyscy się spodziewali, że zaraz rozpędzi zgromadzone towarzystwo a gościa wygoni z lasu. Bardzo się mylili.
- Opowiedzcie nam o Centrufalis mości krasnoludzie. - powiedział opanowanie Pierwszy
Wszyscy usłuchali. Nie wyglądało na to aby się z tym nie zgadzali.
Varrik poczuł na sobie wiercące spojrzenia elfiej ludności.
- A więc chcecie najlepszego? Dobra, zaczynajmy.
Później Varrik odczuwał chłód, niewygodę, ale przede wszystkim tęsknotę.
***
Rok 9:32 Wieku Smoka
"Cisza jak makiem zasiał" jak to mówili Fereldeńczycy. Kraina wyżyn Anderfels była krainą zadziwiająco niebezpieczną i pełną zagadek. Nie dość, że występowały drapieżne zwierzęta i trująca roślinność to jeszcze panował tu przerażający spokój i cisza. Jeśli mowa o zwierzętach to niebrakowało młodych smoków, bersarkernów, ghuli czy olbrzymich pająków. Tu i ówdzie (jeżeli ktoś miał pecha) można było spotkać również cienie i słabsze demony pochodzące z ukrytych pieczar, gdzie zasłona prawdopodobnie słabła. Zapewne kraina ta w przyszłości nazywana by była "Miejscem zapomnianym przez Stwórcę" a na tablicach przed nią głosiłoby
"Zawróć!", ale na szczęście rozprzestrzenianiu się niebezpieczeństw przeszkadzała jedna rzecz - forteca Weisshaupt. Owy krajobraz wyglądał spokojnie. Skalista pustynia a na niej wielka twierdza za którą rozciągały się wysokie góry. Ich pasmo było prawie niewidoczne przez wszechobecną ciemność, którą tylko trochę redukowały gwiazdy. Sama twierdza odstraszała przez brak jakichkolwiek oznak cywilizacji. Wydawała się tylko opuszczoną ruiną nieobchodzącą prawie nikogo. Prawie.
Aedan Cousland parł naprzód, nie bacząc na pozory i zmylenia. Był zły, przerażony, wycieńczony, ale zachowywał spokój, co przychodziło mu z trudem. Bał się, że budynek przed nim to tylko stara Tevinterska świątynia a jego podróż to tylko gówniana strata czasu. Jechał dalej nie tracąc nadziei. Pomagała mu w tym klacz zakupiona w Nevarrze. Jednak i jej uciekały wszystkie siły. Dopiero w odległości dwustu metrów od głównego wejścia zauważył prawdziwe oblicze Weisshaupt. Spostrzegł bogato zdobioną bramę, wysokie, strzeliste wieże, ogromne witraże w
głównych blokach, podpory i wielkie płaskie kopuły w oddali. Nie można było pominąć też, występującego tu i ówdzie, magicznego oświetlenia. Cała budowla była zbudowana z marmuru oprócz kopuł i dachówek z żelaza.
Strażnik wejścia odziany w prosty pancerz podszedł do Aedana, który schodził właśnie z klaczy. Zaczął przyjacielsko:
- Witamy w Weisshaupt Bohaterze Fereldenu.
- A skąd wiecie, że nim jestem? Myślałem, że Strażników z Anderfels nie obchodzi zagraniczna polityka.
- Zagraniczny świat rzeczywiście nas nie obchodzi, ale wiemy o nim wszystko. - dodał z uśmieszkiem na twarzy - Poza tym, każdy na tym świecie wie, że zabiłeś Arcydemona. Tytuł "Bohatera" to tylko plotka. Wracając do tematu, przepraszam, że się nie przedstawiłem. Nazywam się Tarmir. Pełnię tu rolę podkomendanta oraz nadzorcy porządku. Nasi teoretycy magii przewidzieli twoje przybycie a następnie przydzielili mnie do przyjęcia, oprowadzenia i urządzenia twojej osoby w twierdzy.
- Tak od razu? Dziękuję za gościnę lecz zostanę u was najwyżej rok. Chyba nie muszę mówić dlaczego do was przyjechałem?
- Nie trzeba. O wszystkim wiemy.
- Dobrze. Oprócz konkretów, jestem tu jeszcze w pewnej sprawie osobistej, ale postaram się nie sprawiać problemów.
- No dobra, w takim razie darujmy sobie już grzeczności zanim uschniemy. Pewnie nie raz słyszałeś o tym jacy to jesteśmy obcy i niekulturalni, ale dla człowieka, który zabił tego smoka w Denerim, zawsze się znajdzie...
Nagle ktoś krzyknął zza pół otwartej bramy.
- Coś długo sobie rozmawiacie! - osoba w długim niebiesko-złotym płaszczu, ozdobionym ptasimi piórami zbliżała się do nich żwawym krokiem.- Panie nadzorco, prosiłem aby powitać gościa po czym prędko wprowadzić do środka aby oszczędzić mu dłuższego stania na zimnie!
- Właśnie zamierzałem to zrobić, ale przyszliście wy Panie...
- Już dobrze. Proszę jeszcze zostać w strażnicy godzinę a później zmienimy wartę. Ja natomiast zajmę się gościem.
Aedan i kolejny przewodnik ruszyli kamiennym chodnikiem ku wielkim drewnianym wrotom prowadzącym do półkolistego budynku wysadzanego witrażami. W tym czasie Fereldeńczyk zagadał do swojego przewodnika:
- Myślałem, że zostaniesz w Amarancie Anders.
- Nie mogłem tam wytrzymać. Od czasu zwycięstwa w Twierdzy Czuwania ludzie patrzą na strażników krzywym okiem. Sam o tym dobrze wiesz.
Aedan milczał. Wyglądał na zmartwionego.
- Na dodatek prawie wszyscy szarzy strażnicy zamknęli się w sobie. Nie odzywali się do mnie, cały dzień siedzieli w swoich kwaterach a jeżeli już wychodzili to tylko na krótki trening szermierki. Trudno uwierzyć, że nowi rekruci aż tak zgnuśnieli po pierwszym sukcesie. Stroud i jego podwładni ruszyli do Nevarry a kilku innych postanowiło wrócić do Denerim i tam kontynuować szkolenie wojskowe. Zostałem sam z tą bandą leniwych osłów. W końcu wyjechałem.
- Sam nie jesteś od nich lepszy. Powinieneś wziąć sprawy w swoje ręce i przejąć nad nimi dowództwo a nie uciekać magiku.
- Może zmienimy temat? Jak ci się podoba widok?
- Ładny, ale z bliska. Z daleka widać tylko ruinę i stertę głazów. Wytłumaczysz mi to jakoś?
- To magiczne zabezpieczenia. Chronią przed bandytami i wędrowcami. Ani jedni, ani drudzy nie przejmowali by się stertą głazów.
- No proszę - Aedan się zaśmiał - nie potraficie poradzić sobie nawet z bandytami?
- Nie chodzi o to. Od miesiąca w Weisshaupt panuje wrzenie jak w kotle. Wszyscy dowódcy, żołnierze i doradcy są zajęci planowaniami choć według mnie to tylko bezsensowne spory. Magowie kłócą się ze wszystkimi przez
co wzrasta napięcie.
- A co się takiego dzieje, że wszyscy szarzy strażnicy tracą głowy?
- Ja...Chyba nie mogę ci powiedzieć. To tajemnica wagi...światowej.
- Światowej? Och daj spokój Anders! Przyjechałem tu na twoją prośbę, ponieważ jesteś moim przyjacielem, ale nie zamierzam tu siedzieć nie wiedząc co się dzieje dookoła. Nie mogę się również doczekać aż wszyscy
zaczną traktować mnie jak dziecko przed którym ukrywa się prezent!
Anders stał w miejscu, wpatrzony w chodnik. Po chwili zaczął:
- Tak naprawdę Aedanie, to już jesteś w to wplątany. Po prostu kto inny musiał ci o tym powiedzieć.
- Anders... - zaczął powoli i niespokojnie Fereldeńczyk - W co mam być wplątany?
Doszli wreszcie pod wrota. Anders spojrzał na wielką mahoniową bramę okutą żelazem a następnie otworzył ją jednym ruchem czarodziejskiego kostura. Zalało ich rażące światło.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię.
C.D.N
Editado por tomek3339, 06 noviembre 2011 - 04:17 .





Volver arriba






