Ir al contenido

Foto

Dragon Age Centrufalis powieść przygodowa


  • Por favor identifícate para responder
2 respuestas en este tema

#1
tomek3339

tomek3339
  • Members
  • 8 mensajes
Cześć. Chciałbym przedstawić swoje wyobrażenie o wydarzeniach, które m.in mogłyby zaistnieć po Dragon Age Przebudzenie oraz Dragon Age II. Niektóre relacje mogą nie zgadzać się z losami waszych postaci z Dragon Age Początek lecz mimo tego zapraszam do czytania.
P.S Mam nadzieję, że to odpowiedni dział:)

Rok 9:63 Wieku Smoka

   Cammen i Gheyna postanowili rozpalić ognisko. Było to oczywiście zabronione podczas warty, ponieważ wtedy elf musi być czujny i nierozkojarzony. Oni jednak woleli zająć się sobą niż ściganiem zagubionych ludzi i awanturników. Zatrzymali się na niewielkim, górzystym wzniesieniu skąd można było widzieć leśny trakt i nieproszonych gości posługującym się nim.
- Piękny mamy dziś dzień Gheyno. - rozpoczął konwersację Cammen
- Mamy takie dni codziennie Cammenie.
- Dlatego nie warto ich marnować moja droga Lethallan. Powinniśmy zrobić
coś użytecznego lub interesującego, a jeszcze lepiej byłoby połączyć
obie te rzeczy naraz.
- Pomyślmy...Zapewne masz na myśli "Łączyć" obie te rzeczy w namiocie przez cały dzień?
- Jeżeli to ci przeszkadza, mogę się pozbyć namiotu.
   Gheyna zaśmiała się krótko
- Myśl lepiej o tym co zrobi z nami Lanaya kiedy się dowie, że spędzamy czas na robieniu twojego ogniska.
- Zorganizowałem postój tylko dla ciebie Lethallan, aby ulżyć twoim pięknym, zmęczonym nogom.
- Cammen, przestań gadać od rzeczy. Coś złego się dzieje? Masz jakiś problem? Powiedz wreszcie, a nie mydl mi oczu.
   Cammen wyraźnie speszony, wstał, porozglądał się i zaczął szukać za pasem rzeczy, którą od dawna chciał dać swej ukochanej.
- No więc - powiedział niepewnym tonem - minęło kilka lat od kiedy jesteśmy razem. Wiedz Gheyno, że jesteś dla mnie najważniejsza i... - speszył się
   Gheyna wstała, podeszła do niego i czule pocałowała.
- Cammenie? - rzekła cichym aczkolwiek radosnym głosem - Co chcesz mi powiedzieć?
- Jaa..
   Cammen, kiedyś syn łowcy, dzisiaj jeden z najlepszych myśliwych w klanie, nie zdążył dokończyć. Razem ze swą ukochaną usłyszeli krzyk i dudnienie w oddali. Nie minęło pięć sekund a na trakcie znalazł się powóz oraz kilku ludzi na koniach atakujących go z tyłu i z boków. Elfy jak strzała pognały przed siebie. Nie zeszły na drogę, zamiast tego pobiegły wzdłuż wzniesienia aby widzieć wszystko z góry. Cammen biegł z przodu, był najszybszym elfem w lesie Brecillian.
- Szybciej Gheyna!
   W końcu dobiegli do nich i mieli ich na widoku. Gheyna wyjęła łuk i strzeliła w biegu. Trafiła jednego w szyję, była świetnym łucznikiem. Natomiast awanturnicy byli dobrzy tylko w atakowaniu nieuzbrojonych powozów. Elfy szybko ich wystrzelały, ale nie zdołali uratować powozu, który przy ostrym zakręcie przewrócił się na bok. Podeszli do niego i sprawdzili co jest w środku.
- Nic. - stwierdził Cammen
   Zaraz potem usłyszeli ciężkie dyszenie spod powozu. Schylili się i zobaczyli ocalałego, który raczej nie był jednym z awanturników. Pomoglimu wyczołgać się spod ciężaru, a później go opatrzyli i zaczęli wypytywać:
- Co tu robisz krasnoludzie? - zaczęła Gheyna - Myślałam, że leśne klimaty do was nie pasują.
   Krasnolud spojrzał na nią a później na Cammena, wolno ruszając głową.Jego wzrok był spokojny i ciepły, ale miał też w sobie litość. Był to starszy osobnik, wyglądający na samotnika albo żebraka. Miał ciemne, piwne oczy, pomarszczoną twarz, długie siwe włosy i puszystą brodę. Wreszcie odezwał się chrypiąc:
- Nie jestem kupcem, ani przemytnikiem. Nie należę też do Kartelu,
ale...Co Was to może obchodzić. Jestem podróżnikiem zmierzającym do Gwaren. Wybaczcie, nie chciałem nikogo niepokoić.
- Spokojnie. Nie zaniepokoiłeś nas. Wyglądasz na zmęczonego, może udasz się z nami do obozu aby wypocząć?
- A od kiedy elfy są takie gościnne?
  Cammen i Gheyna zaśmiali się krótko.
- To zasługa naszej opiekunki Lanayi. Jest ona sprawiedliwą i troskliwą kobietą dbającą o pokój ze światem zewnętrznym.
- A zatem z przyjemnością potowarzyszę wam do obozu.
  Cała trójka ruszyła traktem. W ciągu całej podróży, ciszę i spokój tylko raz przerwał Cammen:
- Zapomnieliśmy spytać cię o twoje imię. Przedstawisz je nam?
   Krasnolud wyraźnie zesmutniał po czym zwrócił wzrok w ziemię.
- Varrik Tethras. - powiedział cicho nie zakłócając ciszy i spokoju w lesie Brecillian

***

   Kiedy dotarli na miejsce, krasnolud zajął wskazane miejsce przy ognisku z elfimi dziećmi. Wartownicy podeszli do Lanayi:
- Aneth'ra Opiekunko. Znaleźliśmy na trakcie poszkodowanego i postanowiliśmy dać mu schronienie.
- Bardzo dobrze postąpiliście. Teraz wybaczcie, ale muszę coś przemyślećna osobności. Zajmijcie się naszym gościem a później go odprawcie.
   Cammen i Gheyna pożegnali się a później udali do wspólnego ogniska. Zaczęli rozmawiać z Przybyszem, łowcami oraz z kilkoma dziećmi.
- No więc panie Tethras, powie nam pan z kim dokładnie rozmawiamy?
- Och, z nikim ważnym, tylko zagubionym w lesie staruchem.
   Wtedy do rozmowy wtrącił się Harlen. Początkowy łowca, który rok temu uciekł z Orlais.
- Ja wiem kim on jest. Varrik Tethras to znany na pół świata bajarz i kusznik. Brał udział w świętej wojnie i podobno w walce z plagą. Zwiedził pół świata zapewniając sobie potężnych przyjaciół takich jak sam Hawke.
   Kilka młodych elfów otworzyło szeroko oczy z zachwytu. A co tam, pomyślał Varrik, coś tam mogę im powiedzieć.
- Na pewno nie brałem udziału w pladze. - skłamał Varrik
- A znaliście może Bohatera Fereldenu? - spytał się Cammen
- Niestety nie. - znów skłamał
   Tyle wspomnień, pomyślał Varrik.
- Może nam coś opowiecie o swoich przygodach? - wtrąciła Gheyna - Jakąś opowieść chociażby?
- O czym droga Pani?
   Teraz zaczęła się kłótnia.
- Jak to o czym? - krzyknął jeden elf - O świętej wojnie!
- O wojnie w Kirkwall! I bitwie w Starkhaven! - powiedział szybko drugi
- Opowiedz nam klasyczną wersję o dziejach Bohatera Fereldenu. - rzekł spokojnie Cammen
- A co z Plagami?
   Krzyki nie ustawały. Do czasu.
- Cisza! - krzyknął inny elf, wychodzący z namiotu nieopodal. Był on wysoki, silnie zbudowany i bardzo przystojny. Miał czarne włosy zaplątane w długi, gruby warkocz opadający na plecy, głębokie ciemne oczy i drewniany kostur w ręce. Był to Pierwszy klanu. Wszyscy się spodziewali, że zaraz rozpędzi zgromadzone towarzystwo a gościa wygoni z lasu. Bardzo się mylili.
- Opowiedzcie nam o Centrufalis mości krasnoludzie. - powiedział opanowanie Pierwszy
   Wszyscy usłuchali. Nie wyglądało na to aby się z tym nie zgadzali.
Varrik poczuł na sobie wiercące spojrzenia elfiej ludności.
- A więc chcecie najlepszego? Dobra, zaczynajmy.

   Później Varrik odczuwał chłód, niewygodę, ale przede wszystkim tęsknotę.

***
Rok 9:32 Wieku Smoka

    "Cisza jak makiem zasiał" jak to mówili Fereldeńczycy. Kraina wyżyn Anderfels była krainą zadziwiająco niebezpieczną i pełną zagadek. Nie dość, że występowały drapieżne zwierzęta i trująca roślinność to jeszcze panował tu przerażający spokój i cisza. Jeśli mowa o zwierzętach to niebrakowało młodych smoków, bersarkernów, ghuli czy olbrzymich pająków. Tu i ówdzie (jeżeli ktoś miał pecha) można było spotkać również cienie i słabsze demony pochodzące z ukrytych pieczar, gdzie zasłona prawdopodobnie słabła. Zapewne kraina ta w przyszłości nazywana by była "Miejscem zapomnianym przez Stwórcę" a na tablicach przed nią głosiłoby
"Zawróć!", ale na szczęście rozprzestrzenianiu się niebezpieczeństw przeszkadzała jedna rzecz - forteca Weisshaupt. Owy krajobraz wyglądał spokojnie. Skalista pustynia a na niej wielka twierdza za którą rozciągały się wysokie góry. Ich pasmo było prawie niewidoczne przez wszechobecną ciemność, którą tylko trochę redukowały gwiazdy. Sama twierdza odstraszała przez brak jakichkolwiek oznak cywilizacji. Wydawała się tylko opuszczoną ruiną nieobchodzącą prawie nikogo. Prawie.

    Aedan Cousland parł naprzód, nie bacząc na pozory i zmylenia. Był zły, przerażony, wycieńczony, ale zachowywał spokój, co przychodziło mu z trudem. Bał się, że budynek przed nim to tylko stara Tevinterska świątynia a jego podróż to tylko gówniana strata czasu. Jechał dalej nie tracąc nadziei. Pomagała mu w tym klacz zakupiona w Nevarrze. Jednak i jej uciekały wszystkie siły. Dopiero w odległości dwustu metrów od głównego wejścia zauważył prawdziwe oblicze Weisshaupt. Spostrzegł bogato zdobioną bramę, wysokie, strzeliste wieże, ogromne witraże w
głównych blokach, podpory  i wielkie płaskie kopuły w oddali. Nie można było pominąć też, występującego tu i ówdzie, magicznego oświetlenia. Cała budowla była zbudowana z marmuru oprócz kopuł i dachówek z żelaza.
Strażnik wejścia odziany w prosty pancerz podszedł do Aedana, który schodził właśnie z klaczy. Zaczął przyjacielsko:
- Witamy w Weisshaupt Bohaterze Fereldenu.
- A skąd wiecie, że nim jestem? Myślałem, że Strażników z Anderfels nie obchodzi zagraniczna polityka.
- Zagraniczny świat rzeczywiście nas nie obchodzi, ale wiemy o nim wszystko. - dodał z uśmieszkiem na twarzy - Poza tym, każdy na tym świecie wie, że zabiłeś Arcydemona. Tytuł "Bohatera" to tylko plotka. Wracając do tematu, przepraszam, że się nie przedstawiłem. Nazywam się Tarmir. Pełnię tu rolę podkomendanta oraz nadzorcy porządku. Nasi teoretycy magii przewidzieli twoje przybycie a następnie przydzielili mnie do przyjęcia, oprowadzenia i urządzenia twojej osoby w twierdzy.
- Tak od razu? Dziękuję za gościnę lecz zostanę u was najwyżej rok. Chyba nie muszę mówić dlaczego do was przyjechałem?
- Nie trzeba. O wszystkim wiemy.
- Dobrze. Oprócz konkretów, jestem tu jeszcze w pewnej sprawie osobistej, ale postaram się nie sprawiać problemów.
- No dobra, w takim razie darujmy sobie już grzeczności zanim uschniemy. Pewnie nie raz słyszałeś o tym jacy to jesteśmy obcy i niekulturalni, ale dla człowieka, który zabił tego smoka w Denerim, zawsze się znajdzie...
   Nagle ktoś krzyknął zza pół otwartej bramy.
- Coś długo sobie rozmawiacie! - osoba w długim niebiesko-złotym płaszczu, ozdobionym ptasimi piórami zbliżała się do nich żwawym krokiem.- Panie nadzorco, prosiłem aby powitać gościa po czym prędko wprowadzić do środka aby oszczędzić mu dłuższego stania na zimnie!
- Właśnie zamierzałem to zrobić, ale przyszliście wy Panie...
- Już dobrze. Proszę jeszcze zostać w strażnicy godzinę a później zmienimy wartę. Ja natomiast zajmę się gościem.
   Aedan i kolejny przewodnik ruszyli kamiennym chodnikiem ku wielkim drewnianym wrotom prowadzącym do półkolistego budynku wysadzanego witrażami. W tym czasie Fereldeńczyk zagadał do swojego przewodnika:
- Myślałem, że zostaniesz w Amarancie Anders.
- Nie mogłem tam wytrzymać. Od czasu zwycięstwa w Twierdzy Czuwania ludzie patrzą na strażników krzywym okiem. Sam o tym dobrze wiesz.
   Aedan milczał. Wyglądał na zmartwionego.
- Na dodatek prawie wszyscy szarzy strażnicy zamknęli się w sobie. Nie odzywali się do mnie, cały dzień siedzieli w swoich kwaterach a jeżeli już wychodzili to tylko na krótki trening szermierki. Trudno uwierzyć, że nowi rekruci aż tak zgnuśnieli po pierwszym sukcesie. Stroud i jego podwładni ruszyli do Nevarry a kilku innych postanowiło wrócić do Denerim i tam kontynuować szkolenie wojskowe. Zostałem sam z tą bandą leniwych osłów. W końcu wyjechałem.
- Sam nie jesteś od nich lepszy. Powinieneś wziąć sprawy w swoje ręce i przejąć nad nimi dowództwo a nie uciekać magiku.
- Może zmienimy temat? Jak ci się podoba widok?
- Ładny, ale z bliska. Z daleka widać tylko ruinę i stertę głazów. Wytłumaczysz mi to jakoś?
- To magiczne zabezpieczenia. Chronią przed bandytami i wędrowcami. Ani jedni, ani drudzy nie przejmowali by się stertą głazów.
- No proszę - Aedan się zaśmiał - nie potraficie poradzić sobie nawet z bandytami?
- Nie chodzi o to. Od miesiąca w Weisshaupt panuje wrzenie jak w kotle. Wszyscy dowódcy, żołnierze i doradcy są zajęci planowaniami choć według mnie to tylko bezsensowne spory. Magowie kłócą się ze wszystkimi przez
co wzrasta napięcie.
- A co się takiego dzieje, że wszyscy szarzy strażnicy tracą głowy?
- Ja...Chyba nie mogę ci powiedzieć. To tajemnica wagi...światowej.
- Światowej? Och daj spokój Anders! Przyjechałem tu na twoją prośbę, ponieważ jesteś moim przyjacielem, ale nie zamierzam tu siedzieć nie wiedząc co się dzieje dookoła. Nie mogę się również doczekać aż wszyscy
zaczną traktować mnie jak dziecko przed którym ukrywa się prezent!
   Anders stał w miejscu, wpatrzony w chodnik. Po chwili zaczął:
- Tak naprawdę Aedanie, to już jesteś w to wplątany. Po prostu kto inny musiał ci o tym powiedzieć.
- Anders... - zaczął powoli i niespokojnie Fereldeńczyk - W co mam być wplątany?
   Doszli wreszcie pod wrota. Anders spojrzał na wielką mahoniową bramę okutą żelazem a następnie otworzył ją jednym ruchem czarodziejskiego kostura. Zalało ich rażące światło.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię.

C.D.N

Editado por tomek3339, 06 noviembre 2011 - 04:17 .


#2
tomek3339

tomek3339
  • Members
  • 8 mensajes
Centrufalis* - to słowo z języka starożytnych thedosian oznaczające coś najważniejszego, najistotniejszego w danym stuleciu. Stanowi ono okres lub pojedyncze wydarzenie, które poważnie zmienia sytuacje światów znanych nam oraz tych równoległych. Jak dotąd nigdy nie spotkano się z takim zdarzeniem.
Notatka znaleziona w Minrathus. Autor anonimowy.
Rok 9:33 Wieku Smoka
Weisshaupt
Wieczór
Na głównej sali obrad szarej straży chyba jeszcze nigdy nie panował taki gwar i krzyk. Atmosfera wciąż się napinała przez narastające wrzaski i walenia w wielki dębowy stół. Pomieszczenie było naprawdę ogromne i przypominało trochę wieżę maginów. Sama wieża miała około stu metrów szerokości i pięciuset wysokości. Z zewnątrz przypominała tylko wielkie kamienne blokowisko, lecz wnętrze prezentowało się dużo lepiej. Wysokie dziesięciometrowe okna ciągnące się aż pod sklepienie, wyrzeźbione tarasy w przerwach między nimi i wszechobecne bogate zdobienia oraz obrazy batalistyczne. Z wewnętrznych tarasów można było mieć dobry widok na wielki dębowy stół pośrodku pomieszczenia. Przy nim zasiadali najwyżsi w hierarchii czarodzieje oraz najważniejsi dowódcy i doradcy. Omawiano tam głównie możliwe sojusze oraz plany strategiczne. Najdłuższe obrady miały miejsca w czasie plag. Teraz rozmowa dotyczyła planów co do nowego pozyskiwania rekrutów. Głównym mówcą był pułkownik Fellmir. Starał się on uciszać pokłóconych ze sobą szarych strażników.
- Panowie! Zachowajmy spokój i trzeźwość myśli. Nie do końca rozumiem przyczynę naszych zmartwień. Ktoś może mi powtórzyć jeszcze raz o co chodzi? Tylko proszę niech mówi jakaś normalna, nieuzdolniona magicznie osoba bo mam już dość na dzisiaj naukowego żargonu.
Wstała osoba jak najbardziej uzdolniona magicznie mimo prośby starszego rangą. Zaczęła spokojnie:
- Jeśli mogę zacząć…
- Siadaj Anders. Pytałem o osobę NIEUZDOLNIONĄ magicznie. – powiedział wolno i dokładnie, z akcentem na słowo „nieuzdolnioną”. Tym razem do rozmowy przystąpił podpułkownik Angmar, najbardziej kłótliwy z obradujących.
- Sprawa jest jasna Fellmirze. Do walki, która nas czeka, potrzebujemy więcej ludzi, co najmniej 600 dobrze wyszkolonych wojowników. Niestety nie dość, że brakuje kandydatów to jeszcze pieniędzy na ich solidny trening. Rok temu wysłałem osiem grup rekrutacyjnych aby zwerbowali jak najwięcej ludzi zdolnych do walki. Znów przykra wiadomość, sześć z nich wróciło z niczym, od siódmej dostałem niedawno list, że niedługo wracają z pustymi rękami, a co do ósmej już się nie łudzę.
- Osiem grup? – zdziwił się pułkownik- I żadna nie odnalazła nikogo? Ani jednej osoby?
- Zapewne jest to spowodowane wszechobecnym kryzysem. – odezwał się jeden z uczonych szarej straży, Ganten. – Po zakończeniu wojny w Fereldenie, trwa odbudowa wszystkiego co zniszczył Urthemiel. Inne kraje to dostrzegły i teraz same zaczęły modernizować swe wojska w obawie przed atakiem mrocznych pomiotów. Ich władcy niechętnie dzielą się żołnierzami. Na dodatek liczne kompanie najemnicze też są zatrudniane przez wielu władców. Każda osoba, która jest w stanie unieść miecz jest teraz na wagę złota. Moglibyśmy użyć prawa werbunku na królewskich dworach, ale nie chcemy sobie narobić wrogów. Taki jest teraz stan rzeczy. Jedyne czego jest teraz dużo to bezdomnych.
- Jest ich mnóstwo… - powiedział Angmar ze smutkiem – W Wolnych Marchiach aż się od nich roi, a gdyby tak wszyscy uciekinierzy, bezdomni, renegaci i wyrzutkowie byli dobrze obeznani z bronią, to z ich armią moglibyśmy powoli przejmować Thedas.
- Zrobiłbyś to? – spytał go siedzący tuż obok Aedan Cousland. Miał na twarzy drwiący uśmiech.
- Dlatego powinniście wreszcie wprowadzić mój plan! – krzyknął Anders do wszystkich – Szara straż ma ogromne przywileje i szacunek w większości państw. Mamy możliwość wykorzystania wielkiej siły a wy tu siedzicie z założonymi rękoma!
- O czym ty mówisz magiku? – spytał zażenowany Angram.
- Każdy wie, że szara straż ma prawo zwerbować kogo zechce, króla, żebraka i tak dalej. Brakuje wam ilu? 600 rekrutów? Zapomnieliście, że oprócz władyków i wojów są jeszcze czarodzieje.
Podpułkownik starał się unikać tematu werbowania magów. Wiązało się z nimi wiele problemów.
- A co nam po garstce czarodziejów? Templariusze pozwalają brać jednego, czasami dwóch, ale to nieważne bo i tak w każdej wieży w Thedas znajduje się ich maksimum 50.
- Dlatego powinniśmy wprowadzić proceder, który pozwoli nam zwerbować wszystkich. Na całym świecie jest kilka kręgów, to znaczy, że proceder zapełni nasze szeregi o około 500 czarodziejów. Z taką armią…
- To znaczy, że chcesz opróżnić kręgi w Thedas? – spytał się Aedan – Pomocne, ale niemożliwe, zrealizowanie takiego procederu graniczy z cudem. Werbowanie szlachty to jedno, zadzieranie z Zakonem, samym tym pomysłem, to zupełnie co innego.
- Kiedyś już użyto tego przywileju. Jeżeli twardo się powołamy na prawo werbunku dotyczące wszystkich magów to zakon nie będzie miał prawa nam odmówić. Szara straż ma chyba większą władzę.
- A po wszystkim? – rzucił drwiąco Angram – zatrzymamy ich? Kręgi będą puste przez najbliższe lata?
- Oczywiście, że nie – czarodziej skłamał – wrócą do kręgu. Damy im możliwość zasmakowania wolności w zamian za pomoc w… – nie skończył bo przerwał mu hucznie podpułkownik. - Fellmirze! Dziwię się, że jeszcze nie kazałeś przerwać rozmowy temu głupcowi! Gdybym był na twoim miejscu to za stawianie takich propozycji już kazałbym sadzać głowę na…
- Ale nie jesteś – przerwał rozmowę pułkownik – na moim miejscu. Co ty sobie wyobrażasz Angramie? Ścinałbyś swoich braci i siostry za spieranie się z tobą? To nie Anitvia albo Orlais. – odetchnął głośno. W jego głosie słychać było zmęczenie. – Nie odzywałem się bo myślałem nad całą sytuacją. Podsumujmy wszystko: Nie mamy jak werbować ludzi ponieważ królestwa są w napięciu i kryzysie. Nie możemy użyć prawa werbunku, ponieważ wywołało bo to liczne kłótnie z innymi…
- Delikatnie mówiąc – szepnął do siebie Aedan.
- … Krasnoludzkie miasto Orzammar jest zamknięte z niewiadomych powodów, Elfy zaszyły się w miejscach do których nie mamy dostępu. Zostają czarodzieje i wasz dziwny proceder, który oczywiście jest nie możliwy do wprowadzenia w życie. Szara straż nie ma takiej władzy jak Zakon Andersie. Niestety. Twój plan jest do odrzucenia.
- Fellmirze – ton Andersa przybierał rozpaczliwy i desperacki ton – daj mi szansę. Zbiorę dla was armię, tylko pozwól mi chociaż spróbować, daj mi upoważnienie do werbowania. Bez tego czeka nas klęska, a nawet z kolejnym tysiącem wojowników nie macie większych szans.
- Sprawa zamknięta, koniec kropka. Muszę oddać tę sprawę w ręce Angmara. Tylko to jest racjonalnym wyjściem.
- Racjonalnym? Oddajesz władzę w ręce tego barbarzyńcy i ślepca? Przecież to nas donikąd nie… – Anders się zamyślił. – …jeżeli tak sądzicie to dobrze. Sam sobie poradzę i naprawię wasze błędy. Odchodzę z Szarej straży.
Część z obradujących się zaśmiała, ale większości wydała z siebie dźwięk zdziwienia.
- Z szarej straży nie można odejść czarodzieju – powiedział były orlezjański hrabia Corbuel Tournees. Teraz jeden z najlepszych tarczowników szarej straży.
- Można i zrobię to. Sam uwolnię tych magów i nie obchodzi mnie ile wyślecie za mną pogoni.
Aedan Cousland wstał i spytał się o coś co już raczej od dawna było jasne:
- Nie chciałeś uwolnić magów dla szarej straży, prawda?
- Przedtem chciałem, ale teraz nie muszę wam nic tłumaczyć.
- Tłumaczyć to się będziesz za chwilę z głową na katowskim pieńku. Olkir, Einar, zwiążcie go.
- Co ty wyczyniasz Angram? – Fellmir się wściekł – Chcesz go uwięzić?!
- Nie słyszałeś go? Nasz Anders chce wywołać wojnę z Zakonem! Pomyśl co się stanie gdy go złapią i powiążą z nami!
- Czy to prawda? – krzyknął do Andersa, który już zszedł z trybunów i bardzo powoli cofał się do wyjścia – Odpowiedz, ale już! Działanie na szkodę szarej straży to zbrodnia!
On tylko wyprostował się i spojrzał na wyjście za sobą. W całym pomieszczeniu były dwa wyjścia. Jedno z nich znajdowało się za Fellmirem i resztą. Po chwili napiął się i wybuchnął niebieskim światłem wprowadzając wszystkich w dezorientację. Jego oczy zmieniły się w dwie magiczne kule niebieskiego światła, a ciało przeszyły błękitne paski i szramy. Rzucił się do wyjścia oddalonego o jakieś dziesięć metrów.
- BRAĆ GO! – zaryczał Fellmir – Nie pozwólcie mu uciec!
Jeden z magów bojowych Richat wystrzelił w stronę drzwi jaskrawą błyskawicę. Anders zdążył uciec zanim przejście się zawaliło.
- Ty idioto! – wrzasnął Przełożony Richata, stary, doświadczony przez życie czarodziej Hector – Pomyliłeś zaklęcie elektrycznego chwytu z błyskawicą!
Wszyscy wybiegli drzwiami znajdującym się po drugiej stronie wieży. W całej twierdzy zaczęło być gorąco. Jedni ścigali się z Andersem, a drudzy wciąż go szukali z mieczami w rękach. Aedan pobiegł z nimi, lecz nie chciał go zabić ani schwytać. Posiadał wrodzony instynkt łowcy (godny prawdziwego łotrzyka), który szybko doprowadził go do Andersa. Wybiegł za nim na wielkie rusztowanie z widokiem na dziedziniec Weisshaupt.
- Zostaw mnie Aedan! Nie chcę cię zabić!
- A ja nie chcę zabić ciebie!
Anders dobiegł do drzwi znajdujących się na balkonie tuż przy rusztowaniu. Wywarzył je potężnym zaklęciem i wbiegł do środka. Aedan uczynił to samo. W środku zastali wielką magiczną kulę rażącą fioletowym blaskiem.
Ich pościg na chwilę ustał.
- Co to jest u diabła? – spytał się Bohater Fereldenu
- Wynalazek Hectora. Genialny. Blokuje magię krwi, kontrolę nad myślami, teleportację i tak dalej. Ma to powstrzymać nowych czarodziejów przed…powiedzmy „złymi zamiarami”. Mógłbym mówić o tym przez cały dzień, ale czas nagli.
- Andersie co zamierzasz?
- Nie mogę ci powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi, ale nikomu nie mogę zdradzić co planuję.
- Czy Angmar miał rację? Chcesz zniszczyć Zakon?
- Na pewno nie zniszczyć. - na chwilkę się zamyślił. - Zmusić do ustępliwości, do zastanowienia się nad losem magicznej młodzieży, która jest uciskana w ich pozłacanych klatkach.
- Wiesz, że ci się nie uda? Jeśli zrobisz choćby krok w tej sprawie to wywiad Zakonu cię znajdzie i tygodniami będzie torturował pytając o nazwiska innych, nawet jeśli jesteś sam.
- Chodzi ci o poszukiwaczy? To nic, wiem jak odciągnąć ich uwagę. - Anders natychmiastowo zmienił temat. - Czas się rozstać Aedanie. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego można sobie wyobrazić. Jeśli chcesz wiedzieć to wyruszam do Wolnych Marchii, a swój plan zacznę w Mieście Łańcuchów. Za chwilę wymażę ci to z pamięci, ale nie do końca. Jeśli będziesz chciał mnie znaleźć to szukaj w swej podświadomości.
Anders wziął oburącz kostur i wycelował w magiczną kulę.
- Kręgi w Thedas to jawna niesprawiedliwość, zapamiętaj te słowa.
Po chwili kula eksplodowała, a huk prawie rozłupywał bębenki. Kiedy Aedan obudził się w Lazarecie, pamiętał z całego zdarzenia tylko zdanie: „Kręgi w Thedas to jawna niesprawiedliwość”.
Był z nim jeszcze inny szary strażnik. Podszedł do łóżka Fereldeńczyka i zagadał:
- W porządku? Jak się czujesz? Jeden z medyków mówił, że krew ci się lała z uszu strumieniami.
- Mów ciszej Stroud...Czuję się tak jakby mi wbili drewniany pal do uszu. Jestem teraz cholernie wrażliwy na dźwięk. A co ty tu robisz?
- Właśnie wróciłem z Nevarry. – Stroud mówił zachowując ciszę –Teren jest tam czysty, świeży i wolny od mrocznego pomiotu. Niestety nie dowiedziałem się dokładnie co się stało wczoraj w nocy bo teraz panuje tu urwanie głowy. Streścisz mi to?
- Nie mogę sobie nic przypomnieć.
- Trudno. - Stroud wstał i uśmiechnął się do leżącego. - Pozwolę ci już spać. Zanim się obudzisz pewnie będę już w drodze do Kirkwall. Mam tam do spełnienia jakąś ważną misję.
- Jaką?
- Jeszcze nie wiem. Podpułkownik Oratho niedługo wyjaśni mi szczegóły. Oprócz mnie jest jeszcze kilka podobnych grup. Podobno chodzi o rozeznanie i zbieranie informacji, mam tylko nadzieję, że nie chcą zrobić ze mnie szpiega. - dodał ze śmiechem.
Już chciał udać się do wyjścia, kiedy Fereldeńczyk go powstrzymał krzyknięciem:
- Stroud?
- O co znowu chodzi?
- Czy…czy w tym Kirkwall są jakieś kręgi?
- Oczywiście. Tak zwana Katownia to jedno z najpotężniejszych, najważniejszych i najpilniej strzeżonych kręgów na świecie. Dlaczego się pytasz?
- Nie mam pojęcia.
Po tych słowach Aedan Cousland zasnął i tak zaczęły się jego tajemnicze koszmary w których miał szukać rozwiązania zagadki. Był to również początek najgroźniejszej przygody z jaką kiedykolwiek miał się spotkać.

#3
ElCyd

ElCyd
  • Members
  • 13 mensajes
Dobre. Mnie się podoba bynajmniej. Taż umieściłem tu fragment mojej opowieści natchnionej prze Dragon Age. W późniejszym etapie łączą się. Ale nie zdradzam szczegółów, zapraszam do czytania.



Tak samo mam nadzieje że umieściłem to w odpowiednim dziale,,,, :D