Ja jestem po ponad 30h grania. Redgard, obecnie 26 poziom, rozwinięty na wojownika/zabójcę.
Gra wciąga klimatem. Zostałem wilkołakiem, wyleczyłem się, przypadkiem zostałem wampirem... i ledwie się wyleczyłem, byłem blisko agonii. Strasznie mnie to... hmm... poruszyło?

Immersja ze światem jest spora. Brakuje kilku drobnych smaczków jak np. reakcja Towarzyszy na zabicie dajmy na to Eorlunda ale idzie przełknąć. Grafika jak dla mnie dobra - większej uwagi to niej nie przykuwam, jest urokliwa i tak ma być.
Wreszcie lochy nie powtarzają się - ma się wrażenie, że każdy jest inny, ciężko znaleźć podobne korytarze albo jaskinie. Zwłaszcza pięknie są zrobione "uwięzione w górach lasy" - dla wtajemniczonych
I nie, nie trzeba popylać tam i z powrotem żeby wykonać side questa. Jest szybka podróż. I konie. Oczywiście lokacje trzeba wpierw odkryć, ale na tym ta gra mniej więcej polega.
Co do Side questów - są typowe "help me" polegające na zdobyciu czegoś, przyniesieniu i pozamiataniu, ale można odmówić i (BIOWARE SŁUCHAJ!) wtedy zadania nie mamy w dzienniku. Możemy wpaść po niego kiedy chcemy, nawet można trafić na sytuację, kiedy kobieta załatwiła sprawę sama (W Pękninie i Wichrowym Tronie takie są - 2 na .. 15 to całkiem nieźle). O wiele więcej za to jest zadań z tłem, kontekstem i historią. Ciekawe, ale typowo wojownicze zadania dla Towarzyszy czy zadania dla Gildii Złodziei może i nie są w 100% oryginalne ale nie można powiedzieć, że są powtarzalne albo nudne.
Pojawia się kilka naprawdę zwariowanych zadań. Ci co grali w Shavering Island nie powinni być zawiedzeni poziomem "szaleństwa" w nich
Co do mojej ulubionej zabawy - ciachnąć olbrzyma i uciekać do przepaści. Zeskoczyć na jakąś półeczkę skalną i patrzeć z uśmiechem jak olbrzym spada...

Mamuty bardzo lubią ludzi. Bardzo. Tylko ich nie karmcie.