Crafting jest, co by za dużo nie pisać, gówniany. Wbijanie skilla na robieniu sztyletów, mhm miodzio. Do tego kwestia "genialnej" optymalizacji silnika. Im dłużej grasz, tym gorzej działa. Gra nie potrafi wyczyścić się z pamięci, na dodatek ma ograniczenie do 2 lub 4 GB (sam nie wiem).
Jak dla mnie ta gra jest o chodzeniu bez celu i skończy tak jak Oblivion, którym ludzie zachwycali się po premierze jaki to on nie jest zajebisty, a po roku, dwóch zaczęło się narzekanie. Patrząc przez pryzmat swojej gry stwierdzam, że ja w życiu nie dałbym tej produkcji tytułu gry roku, nigdy nie dał 10/10. Ta gra nie tyle, że jest nudna (chociaż trochę jest, przynajmniej o sobie mówię), to w ogóle nie gra na uczuciach, wszędzie czytałem, że jest tu wyśmienity klimat, ale ja takowego nie zauważyłem. Gra się przyjemnie (przez większość czasu), ale nie wsiąkam w opowieść, nie interesuje mnie co się stanie dalej. Wiem, TES-y tak mają, że fabuła jest u nich tak dojrzała i inteligentna jak Frytka z BigBrothera, no ale bez jaj, to już bardziej fabularnie DA2 mnie zainteresował. Erpeg powinien swoją fabułą jednak cokolwiek prezentować, a nie sam piach i kamienie.
Edit:
Nie chciałem się znęcać nad fizyką, ale muszę. To co prezentuje sobą Skyrim, a co wcześniej widziałem w Falloutach to jedne z najbardziej bezsensownych scen jakie dane mi było oglądać w grach. Walczę sobie ze smokiem na jakiejś górze. Oboje z towarzyszką strzelamy z łuku, idzie to dość szybko. W pewnej chwili przy jakieś minimalnej ilości hp smok robi nagły zwrot w jedną stronę i rozpędza się do prędkości Normandii z ME. Tak się rozpędza, że kurz i pył widać w zupełnie innym miejscu, niż jest smok. Do tego po chwili widzę górę kamieni, a dragon blokuje się w taki sposób, że widzę jego łeb w ścianie.
Co do kamieni, to jest chyba najlepsze. Dochodzę do jakiejś wiochy i widzę drewniana konstrukcję na której stoją bandyci. Po chwili jednemu spadają na łeb kamienie robiące za pułapkę. No i teraz wybijam wszystkich oponentów, i idę w stronę tej wiochy wreszcie. Na drodzę leżą te kamienie. Od razu muszę powiedzieć, że to zabójcze kamienie, prawdziwi kilerzy. Zginąłem, bo popchnąłem jednego... Dziwi mnie to, gdyż kamień toczył się jak piłka, czy inny styropian. Nie wspomnę o epickich strzałach w niebo, widocznie wiatr wiejący w Skyrim wieje dla samego wiania, a puszczona strzała może się czuć pewnie bo trafi tam, gdzie wymierzymy. Skoro ja na padzie trafiam latającego smoka to już być dobrze nie może.
Dochodzimy więc do sterowania i CUDOWNEGO, PIEPRZONEGO, KONSOLOWEGO interfejsu. Za takie coś normalnie powiesiłbym za jaja projektantów tej gry.
Dobra, idę spać, bo znowu się na 8 nie obudzę
Modifié par BlindObserver, 31 décembre 2011 - 03:12 .





Retour en haut




