Skocz do zawartości

Zdjęcie

Opowiadanie - Mass Effect - Przeznaczenie


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1
TheStun3r

TheStun3r
  • Members
  • 3 postów
Witam :) To mój pierwszy post tutaj, więc jeszcze raz wszystkich wiam :) Postanowiłem wrzucić moje fandica, ale wpierw parę słów o moim "warsztacie". Pisze od kilku lat różne opowiadania w kilku "światach", głównie gier. Zaczynałem od GTA(trzy pełne, dwa zaczęte i nie skończone), po przez serię Assasins Creed(jedno) aż do Mass Effecta. Do tego podrodzę stworzyłem opowiadnia na konkurs w remixowanym klimacie BF2142, Halo oraz Call Of Duty. Tyle o mnie. A sam koncept tej historii się zmienił ... pod koniec pierwszej wersji ;p Może kiedyś wstawię ale to kiedyś. A co do samego opowiadania - Shepard będzie tylko wspomniany, tak samo jak Anderson, Hackett czy reszta załogi. No może VS zostanie użyty, ale to nie jest pewne. Dobra koniec wstępu i zapraszam do lektury :)

Mass Effect - Przeznaczenie


Miesiąc po Bitwie o Cytadele, rok 2183, SSV Waterloo


-I wtedy krzyczę do niego żeby wyluzował. A on rzucił Ariego tym polem biotycznym. Podbiegam do niego, a ten jakby nigdy nic wstaje i chce jeszcze raz – usłyszałem za sobą. Mowa przerodziła się śmiech. Jej i mój – Jim i Ari mieli pomysły.
-Nie dziwie się – odrzekłem. Obróciłem się o 180 stopni. Tuż obok szafki z bronią stała moja rozmówczyni. Brunetka, dość wysoka, może dwa lata młodsza od mnie – Przecież byli braćmi – dodałem. Podszedłem do stołu naprzeciw mnie – Eve, a ty nie masz czegoś do roboty?-Wyluzuj – odparła, ja zaś zacząłem szukać nowej chłodnicy. Nienawidziłem tego. Broń którą trzeba chłodzić, trzeba uważać żeby się nie przegrzała. Pomyśleć że kiedyś ludzie zmieniali magazynki swoich karabinów. Tak mi opowiadał pradziadek. Prostacka technologia, ale cholernie efektywna. 
-Znów chłodnica?
-A daj mi spokój – odrzekłem – Druga w tym miesiącu. Puszki stworzyły fajny patent z tymi reduktorami ciepła. Dziwie się że Turianie czy Salarianie nie wpadli na taki pomysł
.-Nie zmienia się czegoś, co działa dobrze – powiedziała Eve – Myślisz że to się przyjmie?
-Szczerze mówiąc to nie wiem – powiedziałem, biorąc nową chłodnice. Wróciłem do swojego poprzedniego miejsca pracy – Być może Rada przepchnie to. 
-Oby – rzekła moja rozmówczyni
-Kiedy kończysz? 
-Za jakieś dziesięć minut – odparłem. Montowałem tą przeklęta chłodnice do mojego Lancera. -Uwaga! Pełna gotowość bojowa! Czerwony alarm – usłyszeliśmy przez interkom. To oznacza kłopoty.
-Ciekawe co znowu – powiedziałem. Eve wzruszyła tylko ramionami, po czym wyszła z pokoju. 

***

Dwa dni później

"Pierwsze ludzkie widmo zaginął”, „Komador Shepard nie żyje”, „Matka komandora odmawia komentarza”
… cholerne media. Żerują na śmierci Sheparda. Pewnie zaraz szychy z Przymierza zaczną rozszarpywać jego słowa i czynny. Dobrze że byliśmy w okolicy i uratowaliśmy kapsuły. Tylko szkoda Normandii. Słyszałem o niej plotki. Najnowocześniejszy, najszybszy i najcichszy. Nie do wykrycia. Jednak ktoś nich zestrzelił. I zrobił to dość efektowny sposób. 
-Drużyna ogniowa proszona jest do sali odpraw – usłyszałem przez głośnik. Westchnąłem.Miałem tego dość. Od Bitwy o Cytadele mamy więcej roboty. Kiedyś to raz w miesiącu rozbijało się piratów, odbijało zakładników czy inne pierdoły. A teraz? Mieliśmy już z pięć porządnych akcji. A jest dopiero połowa miesiąca. Ruszyłem w kierunku drzwi. Te otworzyły się z cichym syknięciem. Udałem się w kierunku windy.
-Byku zwolnij – usłyszałem za sobą. Obejrzałem się przez ramie – tuż za mną podążał barczysty chłop. Z dobre dwa metry wysokości. Do tego kowbojski kapelusz oraz cygaro w ustach. 
-Znów palisz to gówno? - zapytałem. -Nie gówno, tylko prawdziwe Kubańskie Cygaro – odpowiedział, gdy weszliśmy do windy. 
-Jasne – odparłem z sarkazmem. Winda ruszyła a on się tylko zaśmiał, po czym podał mi cygaro. Spojrzał wymownie na niego. Facet się uśmiechnął, ja zaś zabrałem cygaro
– Masz ogień?
-Ja bym nie miał? - zapytał wyciągając zapalniczkę. Wsadziłem fajkę do ust a on podpalił mi nią. -Dzięki – powiedziałem zaciągając się. Winda dojechała na swoje miejsce – Racja, kubańskie – dodałem wyciągając nią z ust. 
-Widzisz – odparł towarzysz, po czym wyszliśmy z windy – Co tam u Jane?
-A jak może być. Ma żałobę bo jej Shepardzki nie żyje – odparłem zaciągając się znów – K*rwa jakby poza Shepardem nie było innych bohaterów.
-Widzisz jak to jest byku. W Texasie …
-Tex miej litość – powiedziałem, gdy szliśmy korytarzem – Wiem że w Texasie macie powiedzenie na wszystko, ale to jest nie jest Texas.
-I co z tego? – zapytał z uśmieszkiem – Możemy tu zrobić Texas.
-Colechester! Norris! - usłyszeliśmy za sobą. Spojrzałem na Texa. Uśmiech przerodził się irytacje – Znów palicie na pokładzie?!-Kapitanie, my się wytłumaczymy – odpowiedziałem obracając się o 180 stopni. Mój kompan zrobił podobnie. Przed nami stał facet w średnim wieku, o średniej budowie ciała i wzroście.
-Dave dowiedział się dziś że jego siostra urodziła zdrowego malca. Co nie Tex?
-Dokładnie, sir – odpowiedział Norris. 
-Tak? - zapytał kapitan – Gratuluje sierżancie – dodał. Kupił to. Jest – Czy wy macie mnie k*rwa za debila?! Myślicie że kupię taką historię?! - krzyknął. Mina mi rzedła – Macie szczęście że mam dziś dobry dzień, więc kary nie będzie. A teraz do sali i nie dymić mi tam! - powiedział mijając nas. Popatrzyłem na Dave'a.
-Cholera – syknąłem cicho gasząc cygaro.
-Nie mogłeś czegoś lepszego wymyślić? - zapytał się Tex z wyrzutem. 
-Niby co? To że twój braciszek pedał jest w ciąży? - zapytał się. Dave chyba wyczuł nutkę ironii w moim głosie. Weszliśmy do pokoju i zajęliśmy nasze miejsca. Kątem oka zauważyłem że Eve się śmieje z tej sytuacji – Co? - zapytał się jej cicho.
-Powiem ci później – odparła mi. 
-Słuchajcie. Wywiad wykrył dość duże skupisko gethów na pobliskiej planecie. Wiecie że po rozwaleniu Normandii, śmierci Sheparda oraz po zniszczeniu rady, media w całej galaktyce trzymają nas za jaja. Przymierze nie ma dobrych notowań, więc główne przywództwo wymyśliło sobie że jak zwalczymy puszki to nam notowania wzrosną. Dla mnie to gówno prawda, ale wracając do misji. Naszym celem będzie rozpoznanie terenu i ubezpieczanie naszych marines. Lądujemy dwa kilometry od strefy rzutu oddziału Alfa. Oddziały Beta i Gamma mają swoje wsparcie. Nasz przydomek to Anioł. 
-Wsparcie z powietrza będzie? - zapytała Eve-Myśliwce do zwalczania transporterów gethów oraz Mantise jako wsparcie oddziałów ****emnych – odparł kapitan – Kod wywołania to Czerwona Burza. Nie znamy liczby oraz uzbrojenia puszek więc pełna gotowość. Jakieś pytania? 
-Bawimy się w snajperów czy dywersja na tyłach wroga? - zapytałem się-Snajperzy – oparł kapitan – Coś jeszcze?Odpowiedzią była cisza. 
-Dobrze. Jimmy za ile będziemy?
-Dziesięć minut kapitanie Jefferson – usłyszeliśmy przez interkom. 
-Za dziesięć minut w hangarze. Rozejść się – rzekł kapitan. Nasza trójka wstała i udała się w kierunku windy.
-Znowu puszki – syknąłem. 
-Daj już spokój – odparła Eve – To po co pchałeś się do Przymierza jak nie lubisz walczyć?
-Ej, czy ja powiedziałem że nie lubię dobrych akcji? - zapytałem, jednak nie pozwoliłem jej odpowiedzieć – Nie, powiedziałem że nie mam dość już walki z puszkami. 
-Czy na to samo wyszło – odparła dziewczyna – Puszki, batarianie, piraci …
-Nie wrzucaj nich wszystkich do jednego worka – przerwałem jej – Piraci czy najemnicy popełniają błędy, męczą się i można przewidzieć jak działają. A puszki? To ma jakieś tam algorytmy czy coś i nie przewidzisz co zrobią. 
-A co chciałeś po SI? Że będą zachowywać się jak istoty rozumne? - odpowiedziała pytaniem. 
-Tak. Qurianie nie przewidzieli co się może stać i dziś za to odpowiadają. Puszki nie wychodziły przez trzy stulecia poza Mgławice. 
-W Texasie …-Tex! - krzyknęliśmy z Eve równocześnie. Dave tylko się uśmiechnął. Weszliśmy do windy, która ruszyła. -I już was pojednałem – odparł zadowolony z siebie – A teraz pomówmy o broni.
-Ja biorę Naginate – powiedziałem.
-Już przyszła? - zapytał – Która wersja?
-Z ostatnim transportem. Piątka – odparłem – Do tego Lancera. 
-Czyli standard jak dla ciebie – powiedział. Winda się zatrzymała i udaliśmy kierunku zbrojowni – A ty Eve?
-Kobrę - odparła-Jasne – powiedział Norris – Myślisz żeby zabrać Hammera? 
-Powinna się przebić przez tarczę – odparłem – Jeśli wymierzysz idealnie w głowę to spokojnie zdejmiesz puszkę – dodałem wchodząc do mojego miejsca pracy – zbrojowni. Podeszliśmy do szafek i wyciągaliśmy nasze pancerze – Jest plus chociaż tych akcji. Dostaliśmy wreszcie porządne pancerze. 
-Daj już sobie spokój – odpowiedziała Eve, gdy ubieraliśmy zbroję. Chwilę nam to zajęło – Gotowa.
-Patrz Tex, kobieta jest gotowa do wyjścia przed nami – powiedziałem z ironią. Tex zaśmiał się pod nosem – Cud.
-Kutas – rzekła dziewczyna, biorąc swoją broń i hełm – Nie dziwie się że żadna cie nie chciała – dodała, po czym wyszła z pomieszczenia.
-Lubisz ją wkurzać i ona dalej ci lubi. Jak ty to robisz? – powiedział Dave. Ja się tylko uśmiechnąłem.
-Sam bym chciał wiedzieć.
-Bierzesz swój wizjer? - zapytał po raz kolejny kończąc ubierać zbroje
.-Biorę. Nie po to go tyle modyfikowałem żeby go nie wypróbować – odpowiedziałem zakładając panel optyczny – Cudo stary. Przybliżenie trzydzieści razy, łączenie z pancerzem i bronią, pełny podgląd stanu tarczy, poprawka na wiatr i grawitacje planety. Noktowizja i termowizja. Do tego działa pod hełmem. 
-A zwykły Kuwashii nie działa? - zapytał się zaintrygowany Texańczyk sprawdzając swoja snajperkę. 
-Działa ale jest ograniczony – odpowiedziałem zakładając Lancera na plecy. Magnetyczne stabilizatory wykonały swoja robotę i broń przyległa do pancerza. Podniosłem swoją Naginate. Szybkie oględziny czy wszystko z nią porządku, po czym znalazła się tuz obok karabinu. Po chwili mój pistolet też już się znajdował na swoim miejscu – Masz jeszcze te cygara? 
-Mam, a co? - zapytał Tex. Po chwili zrozumiał o co chodziło i na jego ustach pojawił się drobny uśmiech – Cygaro zwycięstwa?
-Jak ty mnie znasz byku – odpowiedziałem, po czym zabrałem swój hełm. Mój kompan zrobił podobnie i udaliśmy się w kierunku hangaru – Gotów?
-Jak zawsze – odparł Norris. Doszliśmy na miejsce gdzie stał już kapitan i Eve.
-Gotowi? - zapytał kapitan, my zaś kiwnęliśmy głowa na tak – Ładować się na prom – dodał, po czym wszyscy weszliśmy na pokład Kodiaka ...

Użytkownik TheStun3r edytował ten post 08 luty 2012 - 07:34


#2
TheStun3r

TheStun3r
  • Members
  • 3 postów
<dane utajnione przez Przymierze>, rok 2183

-Alfa tu Anioł jeden jeden zgłoście się – powiedział Jefferson przez radio, ja zaś ściągałem z stabilizatorów Lancera. Dave zrobił podobnie ze swoim karabinem a Eve sprawdzała coś na omni kluczu.
-Anioł jeden jeden tu alfa – usłyszeliśmy – Wylądowaliśmy i ruszamy na zachód do pierwszego punktu.
-Zrozumiałem Alfa – odparł kapitan – Eve masz już mapę kartograficzną?
-Tak kapitanie – rzekła towarzyszka – Pierwsza pozycja jest kilometr stąd na północny zachód. Druga pół kilometra dalej. 
-Anioł jeden jeden rusza. Bez odbioru – powiedział Jefferson – Ruszamy – dodał, po czym zaczęliśmy iść. Ciekawe czemu gethy wybrały planetę dżungle na swoją kryjówkę – wszędzie zielono, wysokie drzewa i inne pierdoły. Szybko doszliśmy do pierwszego punktu – Cole, Eve to was punkt. Was pseudomin to Anioł Jeden Dwa. Powodzenia.
-Tak jest, sir – powiedziała moja towarzyszka, a zaraz po tym kapitan i Tex ruszyli dalej. 
-Świetnie – rzekłem wymieniając broń na Naginate, po czym się położyłem. Eve wyciągał lornetkę i dołączyła do mnie – Widzisz coś? 
-Tak – odparła  – Debila – dodała patrząc na mnie wymownie.
-Tak? Może go poznam – odpowiedziałem ironicznie – Wiesz jaki jestem i jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało. 
-Teraz przeszkadza, bo przeginasz  - odparła Eve – Za nim coś powiesz to pomyśl przez ułamek sekundy. 
-Nie chce mi się uruchamiać stymulantów adrenaliny.
-To może ci się za chce?
-Dajcie sobie spokój! - usłyszeliśmy przez radio.
-Tak, sir – powiedziała moja towarzyszka przykładając lornetkę do oczów. Ja zaś przyłożyłem oko do lunety. Mój panel optyczny synchronizował się z snajperką – Tex masz coś?
-Na razie nic – usłyszałem przez radio.-Widzę Alfe – powiedziała Eve. Obróciłem broń w kierunku oddziałowi – Alfa tu Anioł jeden dwa, widzimy was. 
-Zrozumiałem Anioł Jeden Dwa – ja zaś obróciłem głowę w przeciwnym kierunku. 
-Gethy – powiedziałem – Cztery. Sto metrów od Alfy. 
-Alfa stójcie. Macie towarzystwo – powiedziała moja towarzyszka 
-Jeszcze jeden. Graniader. Tex widzisz?
-Widzę – rozległo się w hełmie – Zdejmujemy. Granadier jest twój.-Zrozumiałem – przybliżyłem jeszcze bardziej. Widziałem dokładnie mój cel. Palec już znajdował się na spuście. Poczuł przypływ adrenaliny. Wszystko stanęło. 
-Ognia Ognia Ognia – usłyszałem, po czym nacisnąłem spust. Pocisk napędzany akceleratorem masy opuścił lufę mojej Nagiaty z dość dużą prędkością. Ułamek sekundy potem zobaczyłem jak czaszka Getha rozpada się, a korpus opadł bezwładnie na glebę.
-Zdjęty. 
-Potwierdzam – powiedziała Eve. Zauważyłem też że puszka obok mojego celu też padła. Wymierzyłem kolejnego. Schowany za skałą. Znów nacisnąłem spust. Geth padł.
-Zdjęty. 
-Czysto – odparł Tex przez radio
-Alfa rapsyt – powiedziała Eve
-Cele zdjęte, idziemy dalej. Brak strat własnych – usłyszeliśmy w odpowiedzi. Zobaczyłem w celowniku że oddział ****emny przemieszcza się na północ.
-Coś mało tych puszek – powiedziałem nie odrywając się od przyrządów.
-Coś sugerujesz? - zapytała się Eve 
-Pułapka – odpowiedziałem, po czym oddział zniknął mi z celownika – Poszli.
-Alfa tu Anioł Jeden Dwa nie widzimy was. Przechodzimy do punktu drugiego – powiedziała moja towarzyszka, ja zaś podniosłem głowę i spojrzałem na nią – Co? - zapytała chowając lornetkę 
-Ma dziwne wrażenie że ktoś nas obserwuje – odpowiedziałem
-Zdaje ci się - odparła kiedy się podniosłem. 
-Może - powiedziałem wymieniając broń. Rozejrzałem się po okolicy, zaś moja towarzyszka podniosła się z ziemi – Gdzie jest punkt drugi? 
-Kilometr na północ – odpowiedziała Eve, po czym ruszyliśmy – Co u Jane?
-Tex już się pytał o to – odpowiedziałem – Płacze bo jej Shepardzik umarł.
-Dziwisz się? Shepard przecież był bohaterem.
-Jaja sobie robisz? To że uratował Cytadele nie robi z niego lepszego od nas.
-Był Widmem.
-I co z tego? - zapytałem – Może jeszcze mi powiesz że jest dlatego że uratował swój oddział na Elysium podczas Blitzu?
-Dla mnie jest – odparła Eve – W końcu walczył tam mój brat. 
-To że Randy przeżył zawdzięcza tylko sobie panno Gerinson. Shepard znalazł się odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. 
-Nie umniejszaj jego zasług panie Colechester. A gdzie ty byłeś w czasie ataku na cytadele? - zapytała
-Na misji z tobą Eve? - odpowiedziałem pytaniem – Poświecił radę. Dał innym rasą pretekst do obwinia ludzi za wszystko – dodałem. Dziewczyna popatrzyła na mnie po czym się zaśmiała – Co?
-Jesteś o niego zazdrosny – odpowiedziała śmiejąc się – Zazdrościsz Shepardowi sławy. 
-Co?! 
-Jesteś o niego zazdrosny. 
-Chyba cie pojebało – powiedziałem – Nigdy nie byłem o niego zazdrosny.
-Jasne – odparła śmiejąc się. Pokręciłem tylko z głową – Jesteśmy – dodała, ja zaś znów zmieniłem broń po czym się położyłem. Eve dołączyła do mnie – Anioł Jeden Dwa na stanowisku. Przyłożyłem oko do celownika i rozejrzałem się po okolicy. Stary kompleks badawczy.
-Dziesięć gethów i dwóch grenadierów – powiedziałem – Tex gdzie jesteś?
-W drodze do stanowiska drugiego.
-Zrozumiałem – odparłem. Jednak uczucie że coś mnie obserwuje nie dawało mi spokoju. 
-Alfa tu Anioł Jeden Dwa jaki jest was status? - zapytała Eve przez radio
-Już jesteśmy Anioł Jeden Dwa – powiedział, po czym zobaczyłem w celowniku że Gethy nich zauważyły – Chyba nas wykryli.
-Potwierdzam Alfa – powiedziała moja towarzyszka ja zaś wymierzyłem w grenadiera. Poczułem że znów moje nadnercza wytwarzają adrenalinę. Nacisnąłem spust i pocisk upuścił moją snajperkę. Ułamek sekundy później Geth padł na ziemie.
-Zdjęty – rzekłem mierząc kolejną puszkę.
-Snajper. Wzniesienie na wschód od kompleksu– powiedziała Eve. Od razu skierowałem tam broń. Widziałem go w celowniku. Nacisnąłem na spust i bang.
-Zdjęty – odpowiedziałem.
-Potwierdzam – powiedziała dziewczyna, po czym usłyszeliśmy coś dziwnego. Oderwałem się od broni i rozejrzałem.
Zamarłem. Transportowiec Gethów nadleciał nad placówkę.
-O k*rwa – powiedziałem – Dawaj lotnictwo. 
-Valkiria, Valkiria zgłoś się – powiedziała dziewczyna – Valkiria zgłoś się.
-Co jest?
-Odcięli łączność. 
-Cholera – powiedziałem wstając – Chodź do punktu trzeciego.
-Czemu? - zapytała podnosząc się i próbując coś zrobić na omni kluczu. 
-Chodź – odparłem zmieniając broń. Kątem oka zauważyłem kolosa Gethów. Mierzył w nasza stronę – O kurwa – krzyknąłem łapiąc Eve i rzuciłem się z nią do tyłu. Widziałem jak kolos odpalił pocisk. Minęła sekunda i rozległ się odgłos wybuchu. Idealnie tam gdzie chwile temu leżeliśmy. Uniosłem głowę. Wielka chmura kurzu otaczała naszą lokalizacje – Chodź! - krzyknąłem podnosząc nią z ziemi i zaczęliśmy biec do lasu. Chyba nigdy tak szybko nie przebiegłem dystansu dwóch kilometrów. Spojrzałem na moja towarzyszkę – W porządku?
-Tak – odpowiedziała łapiąc oddech – Co to było.
-Kolos – odparłem rozglądając się po okolicy – Pi*rdolony kolos.
-Masz wyczucie – powiedziała robiąc coś na omni kluczu – Jest łączność. 
-Tex słyszysz mnie? Jaki jest was status? 
-Jesteśmy pod dość silnym ostrzałem, ale mamy już wezwane wsparcie. A jak u was?
-Wykryli nas – odparłem – I o mało nie zabili. Idziemy do punktu trzeciego. Bez odbioru – dodałem. Zauważyłem katem oka że coś siedzi na drzewie i nas obserwuje. Wyciągłem pistolet i strzeliłem w gałąź.”Coś” spadło i przypominało to getha. 
-Co znowu? - zapytała Eve ja zaś podszedłem do miejsca gdzie to coś spadło. Ona była tuż za mną – Qurianin?
-Czego tu chcesz?! - krzyknąłem mierząc do twórcy puszek. Na twarzy kosmity, jeśli można nazwać to twarzą, malował się strach – Mów!
-Spokojnie – odparł przerażony. Zauważyłem że tuż obok niego leży snajperka – Ja nie chciałem was zabić.
-Jasne a ten karabin to element dekoracyjny? - zapytałem ironicznie – Wiesz że nigdy nie zabiłem Quriana, ale dziś mogę mieć swój pierwszy raz.
-Nie! - krzyknął obcy – Ja tylko sledze pewnego Getha!
-Bujać to sobie możesz swoją matkę we Flocie – odparłem – Gethy nie pracują samodzielnie. 
-Ale ten pracuje – odparł przerażony – Musisz mnie uwierzyć!
-Nic nie muszę – powiedziałem i wymierzyłem w jego głowę moją kobrę.
-Mam wszystko zapisane na omni kluczu! Keelah człowieku! - krzyczał. Spojrzałem na Eve. Dziewczyna kiwnęła głową na nie.
-Masz niebywały fart – powiedziałem, po czym mój but uderzył w jego hełm – Bo dziś stracisz tylko przytomność – dodałem patrzeć wymownie na Eve – K*rwa wierzysz w jego bajeczkę? 
-Nie, ale nie warto go zabijać – odpowiedziała kucając na ręka Qurianina – Sprawdźmy o jakich danych  mówił. Westchnąłem chowając swój pistolet po czym usiadłem na zwalonym drzewie. Świetny dzień. Wpierw kolos, teraz ten Qurianin a co później? Batalion Gethów? Wielki statek jak Suweren? Bomba atomowa? 
-Cole zgłoś się – usłyszałem przez radio 
-Zgłaszam się. 
-Misja skończona. Alfa weszła do budynku a siły puszek są w odwrocie. Udajcie się do LZ jeden. 
-Jasne – odparłem wstając z konara i podchodząc do Eve która czytała dana na omni kluczu – Wracamy. 
-Alfa weszła do budynku? - zapytała nie odrywając głowy od zapisków.
-Tak – powiedziałem ściągając swojego Lancera – Chodź już.
-To jest pułapka – odparła patrząc na mnie wymownie.
-K*rwa – powiedziałem otwierając omni kluczem połączenie – Alfa wychodźcie z budynku – nie dokończyłem ponieważ usłyszeliśmy potężny wybuch – Cholera. Tex co tam się dzieje?
-Byku ta cała placówka poszła się jebać. 
-A Alfa z nią. 
-Tak. 
-Cholera. Kapitanie co robimy?-
Wycofujemy się. Spartoliliśmy robotę. 
-Tak jest – odparłem – Cole bez odbioru.
-On miał rację – powiedziała Eve wstając – Śledził Getha który działał sam. Co dziwniejsza ta puszka była na Eden Prime, Feros i Noverii. Czyli tam gdzie Shepard. To coś śledziło Sheparda.
-Nie wyciągaj pochopnych wniosków – odparłem – Niech główne dowództwo to sprawdzi. A teraz chodź – dodałem ruszając na zachód. Dziewczyna ruszyła tuż za mną.
-A co z Quraninem?
-Mam się go pozbyć? - zapytałem ironicznie – Nie jestem od niańczenia kosmitów. I niech tak się cieszy ze nie władowałem mu kulki w łeb.
-Jesteś ksenofobem – odparła 
-Turian lubię – powiedziałem – No i jeszcze Krogan. Lubią dobre bitki.
-Dziecko – odparła.

***

Kilka godzin później, SSV Waterloo

-Nie będę ukrywał – zaczął Jefferson – Dowództwo chce mnie ujebać po tej akcji. Spartoliliśmy robotę, bo Alfa nie żyje a kompleks z danymi jest zniszczony. Brakowało jeszcze bombki atomowej. 
-To nie nasz wina, sir – odparłem – Alfa nie sprawdziła budynku przed wejściem. 
-Cole ty się lepiej zamknij – warknął kapitan – Miałeś informacje tuż przed wybuchem …
-Próbowałem nich ostrzec! - krzyknąłem. Byłem wkurzony. Nie dość że o mało mnie nie zabił kolos to jeszcze mnie obwiniają o spartolenie misji.
-Próbować próbowałeś – odparł Jefferson – Dowództwo chce kogoś głowy i na pewno to nie będzie moja.
-Zrobisz ze mnie kozła ofiarnego?! 
-Jeśli będę musiał – odparł. Chciałem go zabić. Poświęcam się dlatego jebanego Przymierza a oni chcą mnie ujebać.
-Kapitanie, jeśli można – wtrąciła się Eve. Jefferson kiwnął głową – Cole ma racje. Pobraliśmy dane od Qurianina zbyt późno Próbowaliśmy coś z tym zrobić.  
-Próbowaliście ale nie wyszło. Muszę na kogoś zwalić winę, inaczej mnie ujebią. 
-To może na tego Qurianiana? - wtrącił się Tex – Jakby nie patrzeć miał informacje i nie chciał ich dać. I tak już pewnie nie żyje.
-Można spróbować – odparł Jefferson – Rozejść się – dodał, po czym opuścił pokój.
-Dzięki Tex – powiedziałem podnosząc się z fotela – Chociaż mam ochotę kogoś zabić.-
To chodź na piwko i cygaro – odparł mój przyjaciel wstając z siedzenia  – Tak jak w Texasie.
-Ten aspekt Texasu lubię …

***

Sierpień 2194 roku, Omega, Zaświaty

-Takie imprezy lubię – powiedziałem trzymają ręce drinka. Zaświaty, największy klub na Omedze rządzonej przez Arie T'Loak. No i centrum brudnych interesów grup najemniczych. A tam nas cel, batarianin. Szef Błękitnych Słońc na Omedze. Nie wiem co HQ sobie ubzdurało że mała kilka może porywać tylu kolonistów. Prędzej bym obstawiał na Cerberus. Pi*rdoleni terroryści.
 -Pamiętaj czemu tu jesteśmy – odparła Eve. Obróciłem głowę w jej stronę. Cholera w tej kiece na serio wszystkiej jej atrybuty są wyeksponowane. Już wiem co miał na myśli Tex, mówiąc że oddałby stado bizonów by zająć moje miejsce. A ja mam te widoki w ramach służby. Dzięki ci Latający Potworze Spaghetti – Nie przyzwyczajaj się.
-A szkoda – odparłem z uśmiechem – Dobrze wyglądasz. 
-Nie myśl że poderwiesz mnie na takie słówka – powiedziała biorąc łyka swojego drinka – Łatwa nie jestem.
-Wiem, za długo się znamy – odparłem upijając trochę ze swoje szklanki – Będzie już z pięć lat – dodałem. Cholera już piaty rok służę w oddziałach specjalnych. Zaczynając od młodszego sierżanta do chorążego, przez blisko 100 misji aż do teraz – Pamiętasz jak na początku byłaś zimną suką?
-Co cie tak na wspominki wzięło? - zapytała. -Tak jakoś – powiedziałem, po czym zobaczyłem że na  cel wchodzi na parkiet – Ruszył się. 
-Widzę – odparła – Co teraz?
-Widać musimy trochę potańczyć – powiedziałem z uśmieszkiem. Jeśli wzrok mógłby zabijać to teraz bym nie żył – No chodź – dodałem biorąc ja za rękę i ciągnąc. Mimo początkowego oporu, podążyła za mną. Podeszliśmy na odległość 10 metrów i chcą nie chcą zaczęliśmy tańczyć. Ku mojemu zaskoczeniu Eve dawała rade – Nieźle młoda. Tego się nie spodziewałem.
-Nie wiesz dużo o mnie jeszcze – odparła pokazując mi język, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu – Cole, ale go nie ma.
-K*rwa – odparłem – Tex?
-Nie wyszedł z klubu przez główne wejście – usłyszałem w uchu – Kapitanie?
-Druga cześć baru też czysta – powiedziała kapitan.-Cholera – powiedziałem – Chodź – dodałem po czym z Eve wróciliśmy do baru.
-Co teraz? - zapytała pijąc swój drink 
-Nie wie – przerwałem. Zauważyłem cel – Mam go. Wychodzi z Zaświatów. 
-Zrozumiałem – odparł Tex przez radio – Zdjąć go?-Nie – powiedział Jefferson – Eve, Cole czekajcie na mnie już idę.
-Tak jest – odpowiedziałem – Myślisz że go zdejmiemy?
-Może – odparła Eve.
-K*rwa! - usłyszałem w radiu – Ktoś zajebał nas cel!
-K*rwa – odparłem wtedy podszedłem do nas Jefferson – Słyszałeś?
-Tak – odparł kapitan – Przechodzimy do drugiej części. -Jasne – powiedziałem udając się do wyjścia – Tex jak sytuacja?
-Błękitne Słońca chyba wypełzły z nory, bo kręci się kilku w niebieskich pancerzach – usłyszałem w odpowiedzi, po czym sam mogłem się przekonać o tym co mówił Norris. Ominąłem grupkę i udałem się na wschód. Po chwili dołączy do mnie Tex – Plan B?
-Jeśli można tak to nazwać – odparłem. Weszliśmy w jedna z uliczek. Pusto. Idealnie – Tam – dodałem, po czym podeszliśmy do kontenera. Uruchomiłem omni klucz i obiekt się otworzył – Jedziemy z tym koksem – powiedziałem patrząc na zbroje oraz broń. Parę minut później byliśmy w pełnym ekwipunku – Wchodzimy, bierzemy dane i wychodzimy.
-Jak zawsze – rzekł Tex sprawdzając swojego M8. Ja zaś zmieniłem pochłaniacz w Vindicatorze – Dalej nie mogę się przyzwyczaić do tych pochłaniaczy. 
-Nie marudź – odpowiedziałem – Dobrze że coś z tym zrobili. Teraz nie trzeba się bać że broń się przegrzeje.
-Gorzej gdy zabraknie pochłaniaczy – rzekł Dave, po czym ruszyliśmy – Myślisz że będzie duża ochrona?
-Nie sadzę. Pewnie większość będzie szukać zabójcy ich szefa. I to jest nasz szansa.
-Mnie zastanawia kto zajebał tego gościa. 
-Na pewno jakiś najemnik. Może Massani? 
-A może ten Archanioł? - zapytał Tex. Popatrzyłem na Dave i gdyby nie hełm to wyraz mojej twarzy znaczyłby „Chyba cię pojebało”.
-Człowieku wierzysz bujdę miejscowych o jakimś gościu który walczy z zbirami? To jest Omega!
-Nie wiesz jakie kroki poczynił Stwórca – odparł Tex w momencie dojścia do naszego celu. Stary magazyn przeładunkowy. 
-Nie praw mi tu kazania – powiedziałem majstrować przy bramie – Bawimy się hakerów czy EMP?
-Usmaż – odparł Dave ja zaś zamontowałem mały ładunek EMP i odszedłem.
-Odpalam – powiedziałem detonując ładunek. Drzwi otwarły się z cichym syknięciem – No to jazda – dodałem, po czym wszedłem pierwszy do magazynu. Broń na wysokości ramion, palec na spuście.
-Jestem za tobą – odparł Tex. Magazyn jak to magazyn. Niezbyt duży, ale i tak pewnie był punktem przerzutowym. Można było to zauważyć po mnóstwie pudeł, kilku kontenerach czy innych typach rzeczy używanych do transportu. Zauważyłem kolejne drzwi znajdujące się na drugim końcu pomieszczenia. Podszedłem do nich a mój kompan był tuż za mną. O dziwo były niezabezpieczone. Nacisnąłem hologram i wrota otworzyły się. Pierwsze co zobaczyłem to żołnierza Błękitnych Słońc. 
-Kontakt – powiedziałem i wymierzyłem w niego. Nacisnąłem spust i seria pocisków opuściła lufę i trafiły najemnika. Odrzuciło go na kilka kroków w tył. Znów nacisnąłem spust i teraz pociski które go dosięgły były śmiertelne – Zdjęty – dodałem brnąć dalej. Przeszedłem parę kroków i usłyszałem strzał. Obróciłem głowę i zobaczyłem że Tex zabił żołnierza który wyszedł z pomieszczenia z boku.
-Uważaj na siebie – powiedział Dave, ja zaś zająłem pozycje koło następnych drzwi. Norris stanął z drugiej strony.
-Granat i czyścimy – odparłem wyciągając granat – Raz, dwa 
-Trzy – skończył za mnie Tex. Drzwi otwarły się a ja się wychyliłem, rzuciłem granat i wróciłem na swoje miejsce. Usłyszeliśmy wybuch  po czym obaj weszliśmy do pomieszczenia. Było trzech. Oszołomionych wybuchem granatu. Wymierzyłem broń i nacisnąłem spust. Tym razem wystarczyła jedna seria i najemnik padł martwy. Słaby pancerz. Skierowałem broń na kolejnego i użyłem strzału wstrząsowego. Żołnierz stracił równowagę i runął. Podskoczyłem do niego i nacisnąłem za spust. Teraz na pewno jest już martwy – Czysto.
-Widzę – rzekłem podchodząc do panelu. Mój omni klucz się uruchomił – Steve jesteśmy.
-Słyszę cie i widzę – usłyszałem przez radio – Już kopiuje.
-Pośpiesz się – odparł Tex zmieniając pochłaniacz – Mamy mało czasu. -Spokojnie mięśniaku – powiedział Steve – Hakowania to sztuka.
-Hakuj a nie pi*rdol – powiedziałem. 
-Już, coś ty taki wrażliwy – odparł haker przez radio. Przez chwilę panował względny spokój – Gotowe. 
-Dobrze. Podeślij prom po nas – powiedziałem, po czym udałem się do wyjścia. 

***


-I co mamy? - zapytał Jefferson. 
-Parę ciekawych rzeczy – odparł haker – Zacznijmy od tego że to nie oni napadają na ludzkie kolonie w Terminusie. 
-Może nie ta grupa – powiedziałem opierając się o ścianę – Albo piraci.
-Włamałem się do głównej sieci przez ten terminal. Nic tam nie było – odpowiedział Jimmy – Sami byli zdziwieni tą sytuacją. Najwyraźniej ktoś wszedł im w drogę. 
-Świetnie – odparł kapitan – Coś jeszcze?
-Mają problemy na Omedze z jakąś grupą. Nazywają jednego z nich Archaniołem. 
-Pewnie jakaś propaganda – powiedziałem.
-Teraz padniecie – odparł Steve – Błękitne Słońca pomagali odzyskać ciało Sheparda.
-Co? - zapytała Eve. 
-Chyba jaja sobie robisz – powiedział Tex. Mnie to nie zdziwiło. Pewnie jakiś kolekcjoner chciał mieć ciało Sheparda by się nim podniecać. Tak samo jak z głową Pani Wolność. Ponoć. 
-Nie robię – powiedział haker – Handlarz Cieni nich wynajął. 
-Przekaż to dowództwu – rozkazał kapitan – Prócz tej wzmianki o Shepardzie.
-Czemu sir? - zapytała Eve
-Zaczną szukać ciała – odpowiedział Jefferson – Nie mamy czasu na to. Ludzkie kolenie znikają – dodał. Eve była nie zadowolona z tej decyzji …

PS. Wszelkie komentarze są mile widziane :)

Użytkownik TheStun3r edytował ten post 08 luty 2012 - 08:18


#3
TheStun3r

TheStun3r
  • Members
  • 3 postów
Kolejna cześć. Zapraszam do komentowania oraz wyrażanie swych opinii. 

Listopad 2184, SSV Waterloo


Siedziałem na skórzanym fotelu tuż przed terminalem, czytając datapad o nowych broniach. Byłem wkurwiony. Ktoś na górze przysłał nam żółtodzioba na szkolenie. Już od chwili gdy go zobaczyłem wiedziałem że to zwykły cwaniak. Uśmiechnięty, włosy na żelu, jego sposób zachowania. Może bym go polubił, gdyby nie zrobił ze mnie bagażowego. Gdy dowiedział się że jestem wyższy stopniem to mina mu rzedła. Najbardziej mnie rozwaliło, gdy Eve użyła pola biotycznego i oblała kutasa wodą. Chyba nie widziałem żeby ktoś tak szybko uciekał. Prócz tego że wchodził Jeffersonowi do dupy tak głęboko że wychodził ustami, był niegroźny. A pal licho z nim, bardziej mnie wkurwiło przeniesienie Texa do innego oddziału. Nie tylko mnie. Cała załoga zaczynając do Jeffersona.
-Przychodzące połączenie od Jackson Colechester – odezwał się szorstki elektroniczny głos z terminala. Spojrzałem na hologram, po czym zatwierdziłem – Siema brat.
-Cześć Jack – odparłem – Co tam u ciebie?
-Jakoś leci. Nudzimy się we flocie – odpowiedział terminal – Brakuje mi pożądanej akcji. Sześć lat temu to było fajnie. -Ta pamiętam. Atak na Torfan. Niezła bitka była. Zwłaszcza jako pilot myśliwca. 
-Dobrze czasy. Ty też miałeś swój udział w tym. Może za nie długo Batarianie wypowiedzą nam wojnę i znów będę mógł walczyć? 
-Nie sądzę brat. Przymierze ma większe problemy niż jakaś tam rasa piratów. 
-Jak te znikające kolonie? 
-Na przykład. Nic nie wiemy o tym.
-A ta twoja misja na Omedze?-Gówno się dowiedzieliśmy. Chociaż sprawdziłem w praniu Vinidcatora. Świetna broń. 
-Ty zawsze lubiłeś nowinki techniczne. A co u ciebie?
-Daj mi spokój. Texa przenieśli.
-Co ty mówisz? Czemu?
-Jebane dowództwo. Ponoć miał potencjał. Jednak doszliśmy do wniosku z Texem że to wina Mary.
-Co mam Mary do kariery Dave'a? 
-Wstąpiła do Cerberusa. 
-I co z tego? 
-A to że wiesz jak patrzy dowództwo na takie wybryki rodzin.
-Skąd wiesz o tym?
-Przed przeniesieniem byliśmy na piwie. Wyszło tak, że mi o tym powiedział. Ponoć miała dość siedzenia i patrzenia jak Przymierza nic nie robi.
-K*rwa. Nie dobrze. Gdzie go przenieśli?
-SSV Warsav. Ten który brał udział w obronie Cytadeli. 
-Nie jest źle. Słyszałem dobre opinie o nim. Mają dobrego kapitana. Coś poza tym.
-Dali nam jakiegoś żółtodzioba. Straszny cwaniak. 
-Już ci podpadł?
-Tak. Myślał że jestem bagażowym. Do tego Eve się na niego uwzięła.
-Zawsze była cięta na nowych. Pamiętasz jak ciebie chciała wykończyć?
-Tak. Miałem ochotę nią zabić parę razy, ale jak niej uratowałem dupę to zmieniła do mnie stosunek.
-Drużyna bojowa jest proszona do sali odpraw – rozległo się w pokoju. 
-Świetnie – odparłem ironicznie – Znów pewnie gethy. Dobra kończę Jack. Powodzenia. 
-Nie dziękuje – odpowiedział mi terminal – Do zobaczenia ma urodzinach mamy.
-Jasne – powiedziałem, po czym rozmowa się zakończyła. Wstałem i udałem się do sali odpraw. W pomieszczeniu byli już wszyscy. Siadłem na swoim miejscu
-Słuchajcie. Na jednej z pobliskich planet wykryto sygnał SOS. Jako że jesteśmy najbliżej to mamy to zbadać – powiedział Jefferson.
-Wsparcie? - zapytała Eve
-Grupa komandora Sevczeniki. Z tego co wiem to komandor przeszedł szkolenie N7. 
-Jeśli wysyłają kogoś z N7 to musi być poważna sprawa – powiedziałem.
-Mi się zdaje że to przypadek – odparła moja towarzyszka.
-Zobaczymy na miejscu – odparł kapitan …

***

Listopad 2184, Aldor


-Cholera i już mi się tu nie podoba – powiedziałem wysiadając z Kodiaka. Kamienista planeta – Kapitanie, nie możemy mieć misji na planecie plaży?
-Nie narzekaj Cole – odparł Kapitan
-No właśnie nie narzekaj – powiedział cwaniak.
-Alister nie prowokuj mnie – rzekłem. Czułem że krew zaczyna się we mnie gotować.
-A tylko coś mi zrób – powiedział nowy – Jesteś cipką.
-Jeszcze jed – wycedziłem przez zęby, jednak poczułem rękę Eve na swoim barku 
-Spokojnie – powiedziała cicho – Nie warto.
-I co – zaczął cwaniak
-Kapralu zamknijcie się! - uszyliśmy za sobą. W naszą stronę szedł oddział.
-A kim ty jesteś?! - krzyknął Alister 
-Komandor Juri Sevczneko – odparł jegomość lustrując kaprala i podchodząc do kapitana – Kapitan Jefferson?
-Miło mi komandorze – odparł mój szef wymieniając uścisk dłoni z komandorem – Jaki jest plan?
-Dwie grupy operacyjne. Być może któraś znajdzie rannych.
-Dobrze. Spotkamy się na miejscu – odpowiedział kapitan, po czym ruszyliśmy.
-Idealne miejsce na pułapkę – powiedziałem wchodząc do wąwozu. 
-Nie marudź – odparł Alister – Ci … - nie skończył ponieważ pocisk przeszedł jego czaszkę na wylot.
-Snajper! - krzyknąłem. Nasza trójka natychmiast schowała się za przeszkodą – Coś tak czułem – dodałem, zmieniając broń na Viper'a.
-Zdejmij go a nie pierdol – odparł kapitan. Dobrze że zainstalowałem ten moduł śledzenia lotu pocisku do mojego panelu. Już wiedziałem gdzie jest snajper. Podniosłem się i wymierzyłem. Nacisnąłem spust broni. Sekundę później snajper spadł na ziemie.
-Zdjęty – powiedziałem wychodząc z ukrycia i przeładowałem też swojego Viper'a. Wraz z Jefferson podszedłem do martwego snajpera, zaś Eve do ciała kaprala – Bataranin?
-Na to wygląda – odparł kapitan – Tylko po jaką cholerę tu przyleciał. 
-Lepsze pytanie byłoby czy jest tu nich więcej – powiedziałem.
-Też może być Cole – odpowiedział Jefferson – Sevczenko zgłoście się – dodał, ja zaś podszedłem do pani porucznik.
-Nie miał szans – powiedziała pochylając się nad martwym ciałem – Pocisk przeszedł przez hełm.
-Dziwnę – odparłem – Nie sądziłem że piraci mają takie dobre bronie i są tak dobrze wyszkoleni. Chyba że to nie był pirat tylko najemnik. 
-Błękitne Słońca?
-Nie miał oznaczeń grupy, a wolnym strzelcem też nie był. Chwila, to nie jest pogranicze?
-Jest.
-Kapitanie – powiedziałem. Jefferson podszedł do nas – To jest pułapka.
-Co masz na myśli? - zapytał 
-Piraci dostają sprzęt od Batarian. Tak samo jak podczas Blitzu.
-Przecież flota rozbiła ich bazę na Torfanie. Nie masz podstaw by tak sądzić – powiedział – Sevczenko jeszcze nic nie widział. 
-Jak sir uważa – odparłem zmieniając broń na Vindicatora. 
-Chodźmy – powiedział kapitan, po czym ruszyliśmy. Miałem cholerne złe przeczucie. Jeśli mam rację to trzeba się wynosić, bądź wezwać flotę. Jeśli nie to dobrze.
-Kiedy Jane spodziewa się tego dziecka? - zapytała Eve. 
-Termin ma na  sierpień. Kurwa że wpadła z tym cieciem – odparłem. Jason Cena. Amator szybkich aorewozów, panienek i Czerwonego Piasku. Kiedy jeszcze mieszkałem na osiedlu wiele razy miałem okazję spuścić mu wpierdol. No i parę razy wpakował mnie w niezłe gówno. Ale ja dorosłem. 
-Spokojnie. Może dorosnął …
-Gówno prawda. Pewnie jej coś dosypał do drinka, zaciągnął do kibla i przeleciał.
-Cole …
-Jak go dorwę to mu spuszczę taki łomot że będzie chodził w masce jak Qurainin.
-Andy …
-A później wyrwę mu serce …-
Andy! - krzyknęła Eve. Obróciłem głowę w jej kierunku – Spokojnie. Pogadaj z Jane wpierw a nie mów czego nie zrobisz. 
Westchnąłem. 
-Widzę punkt spotkania – powiedział kapitan. Przybliżyłem widok na swoim panelu. Jeden z marines ogląda teren, drugi majstruję przy nadajniku, trzeci stoi koło komandora który rozmawia przez radio – Sevczenko?
-Zabezpieczamy teren – usłyszeliśmy przez radio – Nadajnik. Brak kapsuł ratunkowych.
-Zrozumiałem – powiedział Jeffeson.
-Łatwo poszło – powiedziałem. Chyba wykrzaczyłem …. Wiem na pewno że wybuch był na tyle potężny że odrzucił mnie parę metrów w tył. No i straciłem przytomność ..

***

Megalopolis Londyn, 14 lat temu


Cholera! Zaraz mnie te psy dorwą! Nigdy więcej nie będę na imprezie która robi Biff. Czerwony piasek … czy do końca już go pojebało?! Najbardziej poszukiwany przez policje narkotyk? Teraz w lewo i rura … kurwa! Siatka! -Stój bo strzelam! - usłyszałem za sobą. No to dupa. Jeśli zacznę przechodzić to mnie trafią. Jak się zatrzymam to będę robił za dziwkę przez najbliższe 10 lat. Chwila. Kontener stoi tuż przed siatkę …. No to jazda. Hop i jestem na kontenerze, teraz tylko się złapać …. bingo! Jestem po drugiej stronie! A policjanci? Próbują przejść. Hehe – Stój! - krzyknął, ja zaś mu pokazałem środkowy palec i zacząłem biec w kierunku bloków. Mam nadzieje że mama się nie dowie o tym.
-Cole, ty sk*rwysynu! - krzyknął głos. Obróciłem się w jego kierunku … i oberwałem. Odrzuciło mnie to trochę. Co jest – Znów się bzykałeś z moją siostrą!
-Chris wyluzuj – powiedziałem, próbując uspokoić faceta – To nie ja, tylko Rio.
-Łżesz! - krzyknął próbując mnie znów uderzyć. Uff, dobrze że zrobiłem unik 
-Kurna koleś – powiedziałem unikając kolejnego ciosu. Czas na moją kontrę. Lewy prosty, prawy, lewy … zamroczyło go. Teraz … biodro i bach! Leżysz Windsor! - Mówiłem ci że ni ruchałem twojej siostry! Zapytaj się Rio! - dodałem, po czym kopnąłem go w bok – Debil
-Aał – załączaj Chris, ja zaś udałem się w dalszą trasę. Nie wiem czemu Chris sobie ubzdurał że jak jego siostra się z kimś prześpi to pewnie ja. Przecież nie raz mu mówiłem że Cindy to zamknięty rozdział, ale widać inteligencja nie grzeszy … No w końcu. Teraz tylko wjechać na górę i zimne piwko. Nawet winda jest, no to jazda …. Dłużej nie może jechać? … Wreszcie. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je kluczami, po czym wszedłem do środka i udałem się do kuchni.
-Znów narozrabiałeś - odezwał się ktoś. Obróciłem głowę.  
-Jack – odpowiedziałem. Mój starszy braciszek wstał w przejściu z piwem w ręce.
-Na pewno nie duch.
-Nie mam sił na zabawę – odparłem siadając na krześle z browarem – Więc?-Spokojnie – odpowiedział – Jak impreza u Biffa?-Fascynująca – odparłem z uśmieszkiem – Zwłaszcza sprint przed stróżami prawa oraz dokopanie dupy Chrisowi. Jason znów mnie wrobił.
-Spokojnie – odparł mój brachol – Możemy o go skopać albo iść do psychologa.
-Już wole iść do pierdla niż iść do psychologa -rzekłem, widząc na stole datapad z otwartą broszurą Przymierza – Co jest?
-Zapisujesz się do Przymierza – odparł Jack. Co?!  – Chyba że masz lepszy pomysł -  dodał. 
-Co?! - krzyknąłem. On chyba żartuje. Ja i wojsko? Dobre żarty. -Idziesz – odparł. Popatrzyłem na niego z nie dowierzaniem – Wole żeby cie zabili na innej planecie niż zabili na osiedlu.  
-Pojebało cię– odparłem – Chyba sobie ze mnie kpisz. 
-Nie – powiedział – Pomyśl debilu. Pół osiedla chce cię zajebać, wisisz hajs paru dilerom, za nie długo Biff cie wsypie. W Przymierze wybaczy ci to. Nikt nie będzie cie ścigał. No i zarobisz hajs.
Westchnąłem. Analizował wszystkie za i przeciw
-Cole? 
-Wchodzę w to …

***

-Cole! - usłyszałem. Otworzyłem oczy i zobaczyłem mglę – Obudź się kutasie! - coś dodało. Mrugnąłem kilka razy i zobaczyłem twarz Eve.
-Moja głowa – odparłem podnosząc się – Co u diabła?
-Miałeś rację. To była pułapka – odpowiedziała pani porucznik ja zaś wstałem. Spojrzałem tam gdzie był punkt spotkanie. Teraz było to jedno, wielkie pobojowisko. Podniosłem Vinidactora i wraz z Eve udaliśmy się do miejsca wybuchu, gdzie Jefferson sprawdzał stan komandora. 
-Obudziłaś się królewno? - zapytał ironicznie kapitan. 
-Wystarczyło mnie pocałować – odparłem. Można było wyczuć w moim glosie nutkę sarkazmu. Na twarzy Jeffersona pojawił się uśmiech. 
-Następnym razem wezwiemy brata Tex'a – odpowiedział kapitan – Dobra. Koniec żartów. Widzisz co tu mamy. 
-Widzę – odparłem – Co z komandorem?
-Mam złamaną nogę – powiedział Juri – Wezwijcie transport.
-Próbowałam – odpowiedziała Eve – Coś blokuje.
-Chyba wiem co – powiedział kolejny głos. Obróciłem głowę w jego kierunku. Szedł do nas czarnoskóry mężczyzna – Zakłócają nas.    
-Co macie na myśli sierżancie?- zapytał komandor z sarkazmem. Już go lubię. 
-Pułapka.
-No co ty nie powiesz? - zapytałem z ironią. Miałem już tego dość. Obróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Zauważyłem jakąś postać która zbliżała się do nas. No i miała broń w jednej ręce – Kontakt! - krzyknąłem. Podniosłem broń i wymierzyłem, po czym nacisnąłem spust. Bang, postać padła. Jednak zauważyłem że zbliżają się kolejni. Wymierzyłem i oddałem kolejną serię. Kątem oka zobaczyłem że jeden z nich mierzy we mnie. Już miałem się obrócić, ale Eve była szybsza. Używając swojego pola biotycznego rzuciła gościa parę metrów dalej. 
-Jenkins pomóż mu! - krzyknął komandor. Zobaczyłem że czarnoskóry wyciąga M8 z stabilizatorów i oddaje pierwszą serie. Idealnie w głowę. 
-Nieźle – powiedziałem rzucając granat. Wybuch zabił dwóch napastników i ranił kolejnych dwóch. Eve użyła fali biotycznej odrzucając kolejnych żołnierzy – Może odwrót?
-Dobra myśl – powiedział Jenkins zabijać kolejnego.
-Sierżancie bierzcie Sevczenke! - krzyknął kapitan podbiegając do nas – Cole ogień zaporowy! 
-Tak jest! - odkrzyknąłem. Zabiłem kolejnego, jednak zobaczyłem że tarcza jest coraz słabsza – Zaraz mi tarcza padnie!
-Rzucaj dymny i spi*rdalamy! - krzyknął Jefferson. Jak mus to mus. Rzuciłem granat i po chwili, gesty dym oddzielił napastników od nas. Przeładowałem broń, a kapitan zamatował minę – Zapamiętają nas. 
-Jasne – odparłem, po czym zaczęliśmy biec. Po chwili usłyszeliśmy wybuch – Poszło.
-Słys … - nie skończył ponieważ pocisk przeszedł na wylot jego czaszkę. Schowałem się za skałą i zmieniłem broń na Viper'a. Wychyliłem się i wymierzyłem w snajpera. Adrenalina spowodowała że wszystko zwolniło. Nacisnąłem spust. Sekundę później snajper padł. Upuściłem broń i podbiegłem do kapitana. 
-K*rwa – przekląłem pod nosem i zdjąłem jego nieśmiertelnik – Spoczywaj pokoju – dodałem, po czym wstałem i ruszyłem dalej. Biegłem chwilę i zobaczyłem że w kanionie są moi towarzysze. Jaki cudem … Cholera. Pluton najemników. Trzydziestu pierdolonych Batarian przygwoździło mój oddział. Rozejrzałem się po okolicy. Coś musi … wow. Nie sądziłem że przyroda tworzy takie rzeczy. Wielkie głaz idealnie wystawał nad zwierzoną częścią kanionu. Gdyby spadł mógłby zablokować przesmyk i zabić kilku Batarian. Tylko nie ma ładunków wybuchowych, ale mam granaty. Muszą dać radę. Poszedłem do głazu i zacząłem montować ładunek. 
-Byle zadziałało – powiedziałem cicho, po czym usłyszałem dźwięk wystrzelonego pocisku. Pocisku który trafił w głaz tuż koło mnie. Obróciłem się i równocześnie wyciągnąłem Predatora. Tuż przed mną stał jeden z najemników. Nacisnąłem na spust … a z dobre osiem razy. Batarinin opadł bezwładnie na ziemie
-I nie trafił z takiej odległości? - zapytałem sam siebie chowając pistolet. Skończyłem montować ładunek, po czym podszedłem do zwłok. Uśmiechnąłem się. Przecież rzadko można spotkać najemnika z wyrzutnią rakiet. Podniosłem broń i dokładnie się jej przyjrzałem. ML 77, produkcji FRM - Przyda się – dodałem, kładąc wyrzutnie na plecy. Stabilizatory wykonały resztę pracy, ja zaś wróciłem do przeszukiwania zwłok. Granaty. Kolejne cztery granaty. Zabrałem je, wróciłem do skały i zamatowałem - Osiem wystarczy – rzekłem, po czym zbiegłem na dół do moich kompanów.
-Cole! - krzyknęła Eve. Nie wiem czy to był okrzyk radości czy smutku – Gdzie kapitan?
-Nie przeżył – odparłem. Pani porucznik chyba tego się nie spodziewała.
-Zaraz podzielimy jego los – powiedział Jenkins. 
-Zamknij cie się sierżancie! - krzyknął komandor – Musimy bronić tego przyczółka. 
-Tak jest sir! - powiedziałem ściągając swego Vindicatora, jednak położyłem go obok, po czym ściąłem ML77 i podałem Sevczence – Taki mały prezent. 
-Macie jakiś plan? - zapytał zaintrygowany Juri.
-Tak. Widzi komandor tamte skały? Zamontowałem tak kilka granatów. Wybuch powinien go przechylić, a jak on spadnie i zablokuje przesmyk. Tylko musimy chwile poczekać – odparłem podnosząc swój karabin, 
-Żebyś miał rację Colechester – odpowiedział Sevczenko. Widać plan go zaciekawił.
-Oby – powiedziałem, po wychyliłem się i oddałem kilka serii. Tak minęła dość długa chwila.  
-Ostatni! - krzyknął Jenkins. Rzuciłem mu pochłaniacz.-Łap – odparłem zabijać kolejnego Bataranina – Komandorze teraz! - dodałem. Juri wycelował i nacisnął spust. Po chwili pocisk trafił w skałę i wybuch, co spowodowała detonacje granatów. Głaz zaczął się przechylać, jednak nie opadł – Nosz k*rwa! 
-Cholera – odparł Sevczenko.
-Eve użyj rzutu na głazie! - krzyknąłem. Dziewczyna popatrzyła się na mnie dziwnie.
-Po co?-Musimy go przechylić! - odparłem. Pani porucznik jakoś nie była do tego przekona – Spróbuj chociaż.
-No dobra – powiedziała po czym użyła swego pola biotycznego. Głaz jeszcze bardziej się przechylił.
-Jeszcze raz! - krzyknąłem. Dziewczyna zrobiła to samo, jednak skała dalej nie chciała spaść – Użyj całej mocy! - dodałem naciskając za spust. Nic. Broń się przegrzała. Spojrzałem na panią porucznik. Ta użyła całej mocy i ruszyła tą cholerna skałę. Głaz spadł idealnie zabijając najemników. Jednak zauważyłem że moja przyjaciółka zaczyna opadać. Rzuciłem się i złapałem za nim upadła. Była przytomna – Dobra robota mała.
-Nie nazywaj mnie mała – odparła – Miałeś rację. 
-Zawszą nią mam – odpowiedziałem opierając ją o skałę – Waterloo zgłoś się – dodałem, jednak usłyszałem charakterystyczny dźwięk – No chyba sobie jaja robicie! - krzyknąłem i patrzyłem z przerażeniem jak za wzniesienia wylatuje Mantis.
-Mamy przejebane – powiedział Jenkins. Zobaczyłem jak helikopter mierzy do nas. Ułamki sekund dzieliły nas od śmierci.
-Widzie cel. Odpalam – usłyszałem w radiu. Sekundę później Mantisa rozerwała potężna eksplozja
-Tomahawk jeden dwa, potwierdzam zniszczenie. Kierujemy się dwa pięć osiem – dodało, po czym nad naszymi głowami przeleciały dwa myśliwce. 
-Mają kutasy wyczucie – powiedziałem – Tomahawk dzięki za asystę. Oddział lądowy bez odbioru.
-Nie ma sprawy, Tomahawk dwa dwa bez odbioru – usłyszałem w odpowiedzi.
-To się nazywa szczęście – powiedział Jenkins. Miał rację.
-Szczęście czy nie, trzeba się stąd zbierać – odparłem – Waterloo zgłoście się. 
-Tu Waterloo. Jak tam Cole? - usłyszałem przez radio
-Jimmy weź mnie nie wkurwiaj tylko podeślij prom. Namierz nadajnik Eve. A i niech na statku czeka na mnie zimne piwo – odparłem.
-Już się robi Cole, ale wpierw generał McGrev chce wiedzieć Jeffersona – odpowiedział Jimmy.
-Jefferson nie żyje – odpowiedziałem. Chyba to zaskoczyło Jimmy'ego – Jimmy?
-Kurwa.
-Nie miał szans – odparłem, po czym zobaczyłem że zbliża się prom – Pogadamy na statku. Cole bez odbioru  -dodałem podchodząc do komandora, po czym go podniosłem – Jak noga, sir?
-Nie utną mi jej – rzekł Juri – Muszę przyznać że dobra robota z tymi głazami chorąży. 
-Dziękuje – odparłem gdy zaczęliśmy iść do promu, który już wylądował.
-Pójdziecie ze mną do generała – powiedział Sevczenko – Ktoś musi z waszego oddziału zdać raport i przyjąć zjebkę.
-Zawsze to była robota Jeffersona – odpowiedziałem wchodząc do promu 

***

Parę godzin później, SSV Paris

-Dobra robota Colechester – powiedział generał McGrev – Pokazaliście że jesteście dobrym żołnierzem. 
-Dziękuje sir – odparłem. Czułem że zaraz będzie zjebka – Jednak strata kapitana Jeffersona jest dla nas dużym ciosem.
-Racja. Kapitan był jednym z najlepszych – odpowiedział generał – Jednak zostanie godnie zastąpiony przez majora Longa. 
-Tak jest – powiedziałem. Hmm, coś za łatwo idzie.-Rozmawiałem tez z komandorem Sevczenkiem. Powiedział żebym wysłał was na szkolenie N7.
-Mnie? - zapytałem. N7? Szkolenie najlepszych z najlepszych? Shepard, Anderson, Leng, Sevczenko … i teraz ja?
-Tak. Po tej akcji jestem zdania że zasługujesz na to – odparł generał – Zgłosiłem już was na szkolenie oraz do awansu po nim. 
-Nie wiem co powiedzieć, sir – odpowiedziałem. Awans? N7? Za nic? Wchodzę w to!– Ale chętnie się tego podejmę.
-A więc ustalone – powiedział, po czym uścisnęliśmy sobie dłonie. Eve mi chyba nie uwierzy. 

***

Wszystkie wersje zostały poprawione. Zapraszam do komentowania. 

Użytkownik TheStun3r edytował ten post 08 luty 2012 - 08:19