Ufff, przebiłem się przez te wszystkie posty i teraz czas na przedstawienie mojej opinii o tym wszystkim...
Wczoraj ukończyłem ME3 i wszystko pięknie do momentu zakończenia... po którym czułem się jakby mi ktoś dał już nawet nie z piąchy, ale z buta (glana) w pysk...
Nawet nie chodzi tyle o śmierć Shepa, co o idiotyczne zakończenie (pomijając już wybór: die, die or... die)
Byłem nastawiony na to, że nawet po takim zakończeniu będzie wzmianka o tym co się dalej działo w Galaktyce - filmik, informacja tekstowa; cokolwiek - a guzik się dowiedziałem.
Pomijając już to, że to chyba najszybsze zakończenie jakie widziałem (zaczynając od momentu wyboru "koloru" fali) a przyrównując do poprzednich części, gdzie zakończenia trochę trwały i mogliśmy się nim delektować.
A tutaj ot co, fala - dup, statek - dup, wychodzą trzy ludki i koniec... aaa nie, jeszcze jest filmik dziadzia z wnuczkiem. (btw. dziwi mnie, że niektórzy używają określenia "bachor" :| jakieś skrzywienie czy co? pod kopułą wszystko gra?)
W każdym razie... nawet Jedi Academy ma dwa
różne zakończenia...
Co do tego, że niby happy end (wszyscy przeżyli i jest impreza) byłoby przewidywalnym zakończeniem, to ktoś chyba grał w inną grę niż ja, albo ignorował dialogi jakie prowadził - bo jak dla mnie, to od samego początku wszyscy Shepowi mówili (tudzież sugerowali), że musi się poświęcić, że może nie przeżyć, żegnali się z nim, wspominali o spotkaniu w "niebie" itp.
No sorry, ale dla mnie zaskoczeniem by było gdyby mimo tego (sugerowanie śmierci/poświęcenia) Shep przeżył, albo gdyby mówili Shepardowi, że przeżyje, jest silny (itp. itd.) a na końcu ginie - to jest do ciężkiej cholery nieprzewidywalne zakończenie, a nie przez całą grę sugerowanie, że i tak zginiesz.
Możliwości zakończeń też mnie rozbiły - wspomniane wcześniej: die, die or... die.
Dla mnie słowo "different" oznacza różne/inne, a nie podobne. Chyba, że uczyłem się innego angielskiego.
Bo zakończenia ME3 na pewno nie są różne; byłyby gdyby w jednym Shep ginął, a w drugim udawało mu się przeżyć (i nie chodzi tu o wybranie "czerwonej fali"), a zależnie od nastawienia, albo ginie wraz z wszystkimi, albo za wszystkich; udaje mu się przeżyć i ocalić Galaktykę, albo udaje mu się przeżyć, ale nie powstrzymuje Żniwiarzy - to są różne zakończenia!
Widocznie wg BW zakończenie historii Sheparda = zabicie go.
Tyle, że tym sposobem, zakonczyli nie tylko historię Sheparda, ale i całego uniwersum ME, bo nie oszukujmy się, Mass Effect miał kilka znaków rozpoznawczych, do których m.in. należały przekaźniki masy, Cytadela i znane nam rasy obcych - po zakończeniu ME3 chyba tylko to ostatnie zostało, aczkolwiek i tego nie wiemy (możemy się jedynie domyślać)
Tak więc co zostało po uniwersum Mass Effect? "pusta" Galaktyka? wolne żarty... tym sposobem tworzy się nowe uniwersum, które z Mass Effectem może mieć wspólną tylko nazwę...
I tak, czekam na DLC z prawdziwymi zakończeniami (bądź chociaż jednym), licząc też na to, że nie będzie to płatne DLC - to by była chyba kpina, ale o tym w dalszej części mojego wywodu

Niemniej jednak - ME3 osobiście bardzo mi się podobał... dialogi, przerywniki, fabuła, mechanika (walka, przemnieszczanie się NPC - Normandia i Cytadela) jedynie zakończenie jest do doopy wrazić!
Gdzie są niby te odpowiedzi na
wszystkie pytania? jedynie stworzyli ich więcej...
_________
Czytałem
spekulacje odnośnie zakończeń i potencjalnej indoktrynacji Sheparda - sam wybrałem środkową opcję, jako iż sądziłem, że to najlepsze wyjście, gdzie następnie zobaczę dobre podsumowanie, ale niestety tego nie doczekałem. Później poczytałem o "teorii spiskowej" odnośnie indoktrynacji Shepa... i przyznaję, że jest w tym sporo sensowności...
Co mnie zastanowiło, to właśnie różne nieścisłości od momentu trafienia Shepa promieniem, a już zwłaszcza wizje dotyczące potencjalnych wyborów zakończeń, gdzie to niby TIM - paragon, a Anderson - renegade...
Pierwsze tłumaczenie to takie, że Anderson był żołnierzem i by to wypieprzył w kosmos, a TIM? paragon? tu już gorzej... bo co? nagle go olśniło? dalej, środkowa opcja? żadnego odniesienia poza tym, że wszystko stanie się jednością (w uproszczeniu)
Do tego wszystkiego należałoby przypomnieć sobie słowa Hacketta i Andersona oraz Javika którzy mówią, że Żniwiarzy należy zniszczyć, a ten pierwszy wydaje nawet rozkaz Shepardowi.
Nie można z nimi negocjować, nie można dać się ponieść fałszywej złudnej obietnicy (o tym wspominane było też m.in na Horyzoncie)
A już najśmieszniejsze jest to, że Shep sam przekonuje TIM'a, że ich się nie da kontrolować, że trzeba ich zniszczyć.
Zwiastun ma największą siłę indoktrynacji, a Shep dopiero co od niego oberwał promieniem, pomijając już fakt z koszmarami (gonić dzieciaka, a w tle słyszeć teksty towarzyszy które miałyby pogłębić załamanie się Shepa, że to on jest za ich śmierć odpowiedzialny i nie potrafił ich uratować) - swoją drogą bardzo mi się to podobało!
Jest jeszcze motyw po zniszczeniu Żniwiarza na Rannoch'u można z nim pogadać dowiadujac się, że... ktoś "większy" stoi za nimi (furtka do kolejnego ME?)
Kolejna rzecz która mi się rzuciła w oczy, to informacja po zakończeniu - Shep Legenda i rozwijaj ją dalej, bla bla bla.
BW informowało, że będzie można dalej grać po zakończeniu ME3 (z okazji kolejnych dlc), tylko wspominali, że: "
Istnieje powód, dla którego możemy dodać nowe zadania fabularne."
Pytanie więc co jest tym powodem? - bo z pewnością nie śmierć Sheparda (czyt. zakończenie)
Powrót do zadania sprzed ataku na bazę Cerberusa? wykonać DLC i przechodzić ME3 tylko po to żeby znowu zginąć? - zwłaszcza jeśli miałoby być to tylko dlc fabularne z wątkiem pobocznym, no kto się na to zdecyduje jeśli wie, że i tak to nic nie wniesie do zakończenia? chyba... chyba że ma się pojawić dlc z zakończeniem w stylu happy end... wtedy miałoby to sens.
Bo wystarczy się zastanowić nad jedną kwestią, a mianowicie:
Czy nie można było zrobić tak jak w ME2? czyli po zakończeniu gry wracamy do naszego układu słonecznego i gdy się pojawi DLC to je wykonujemy. Po co znowu wracać do zadania przed napadem na bazę Cerberusa? - chyba, że DLC wpływałoby na zakończenie, wtedy ma to już większy sens...
_________
Wracając jeszcze na chwilkę
do zakończeń i spekulacji, dla mnie te zakończenia wyglądają tak - biorąc na wzgląd w/w informacje i teorie z tego tematu:
-
Przejęcie kontroli (
niebieska fala) - pozorne zwycięstwo, bo Shep jest zindoktrynowany na maxa, przedstawia mu się bajeczkę o uratowaniu wszystkich (tylko dlaczego Normandia ucieka? Edi też by była kontrolowana?)
I w jaki sposób ich kontroluje, skoro wszystko zostało zniszczone (przekaźniki i cytadela, no i Shep)
-
Synteza (
zielona fala) - pozorny happy end, bo wystarczy pomyśleć o jednym, co się działo z kolonistami?, jest to to czego chcieli Żniwiarze, zbawienie poprzez zniszczenie, przerobienie na papkę i połączenie się, czyli... synteza, to co robili Żniwiarze przez te wszystkie cykle, tworząc siebie: istotę idealną... syntetyczno-organiczną.
Nie na darmo potrzebny im był Shepard aby "wzmocnić" swoje DNA (vide ME2 - gadki Zbieraczy)
Dzięki temu rozwiązaniu... wszyscy jesteśmy Żniwiarzami...
-
Zniszczenie syntetyków (
czerwona fala) - przeciwstawienie się indoktrynacji, zniszczenie - tylko? - Żniwiarza (Zwiastuna?) i ocalenie Galaktyki, a później powrót "do siebie" (cała "walka/wybór" toczył się w "głowie" Żniwiarza)
Granie na sentymentach, że zniszczy się też Gethy i Edi jest wyraźna, ale nie powinno się to stać, jako, że Żniwiarze są nadal jak Gethy kiedyś, "obecnie" Gethy i Edi są czymś więcej... można by rzec, że mają duszę...
Te wszystkie zakończenia mogłyby tłumaczyć niezrozumiałą scenę z Normandią, bo nie chciano wszystkiego ujawniać - a powinny być wyjaśnienia co się dalej stało z załogą, rasami itd.
Dopiero później w dlc może się okazać jak było naprawdę... albo i nie (a wtedy niech sobie wsadzą ME4, bo nie będzie on miał sensu)
A... no i to pokrętne tłumaczenie dziecka-Katalizatora, unicestwianie (czyt. "ratowanie") organicznych by ich nie zniszczyły syntetyki które organiczni stworzyli... to brzmi tak... Żniwiarsko... "zbawienie poprzez zniszczenie"
edit:
Nie wiem czy zmuszę się by przechodzić drugi raz ME3 - być może, ale w poprzednich częściach, to aż się chciało (przynajmniej mi) przechodzić po kilka razy, żeby chociaż zobaczyć skutki różnych działań, tak z ME3 tej ochoty za bardzo nie mam, bo wiem, że Shep i tak zginie. A pomijam fakt, że wszystko co zostało zrobione w poprzednich częściach i tak nie ma sensu, równie dobrze można to było olać, a już szczególnie jeśli chodzi o starania się w ME3 by wszystko było jak najlepsze (flota, sojusze itp.) - po co? skoro nawet nie ma podsumowania...
To tyle z mojej strony i sorry za tak długi esej

No i podziękowania oraz gratulacje dla tych którzy mój wywód w całości przeczytali.
Modifié par xsas7, 15 mars 2012 - 02:45 .