umbra04 wrote...
Spójrzmy na Mass Effect oczami Sheparda - głównego bohatera.
Zakładając, że umiera - dokonując ostatecznego poświęcenia dla sprawy - nigdy nie dowie się co było dalej. Nie będzie epilogu, nie zobaczy ani swoich przyjaciół, ani przyszłości galaktyki. Dla Sheparda to koniec. I dla nas też.
Jeśli uznać ME za actionRPG - to element ROLE - wczucia się w postać - został w pełni zachowany. Ostateczna decyzja nie dotyczy Sheparda. I nie koniecznie musi być idealna z punktu widzenia ras galaktyki.
Będąc Shepardem przez 3 gry na końcu musimy się pogodzić z faktem, że pewnych odpowiedzi nie poznamy, nie wszystkich uratujemy, nie będzie happy endu. Niezależnie od tego jak bardzo będziemy się starać i ile włożymy w to siły jeden człowiek nie może uratować wszystkich.
Zakończenie do tego wniosku prowadzi - zrobiłeś wiele - ale to nie ma znaczenia - bo prawdziwy finał toczy się na zupełnie innym poziomie.
I w gruncie rzeczy rozumiem taką filozofię. Bo jak niby zabranie na pokład Normandii reporterki miałoby, choćby w małym stopniu odmienić losy wojny ze Żniwiarzami? Czy prowadząc te dialogi, rozstrzygając drobne spory między cywilami na Cytadeli nie czuliście, że w gruncie rzeczy to bez znaczenia? Że w skali galaktycznej wojny toczącej się co najmniej od 37 milionów lat to jaka rasa przeżyje, a jaka zginie to zaledwie detal?
Nie powiem, że zakończenie mi się podoba - ale je rozumiem.
Otóż to!
Tak to rozumiem od czasu, gdy skończyłem grę.
Z tym wyjątkiem, że mi takie zakończenie się podoba. Importowałem zapisy z 1 i z 2 - przez całą grę wszystko się w miarę zgadzało (w kwestii wyborów i ich konsekwencji). "Ludzie", których miałem ze sobą na ostatniej misji nie wyszli z rozbitej Normandii - nie mam więc poczucia losowości. Grałem do tej pory tylko raz, (niedługo zagram znowu bazując na innych zapisach - full renegat), nie kombinowałem z różnymi zakończeniami na zasadzie zapisz-wczytaj. Skończyłem opowieść, żniwiarki skasowane, galaktyka stoi przed nowym i nieznanym, jakoś sobie poradzą... Moja postać prowadzona przez 3 części nie potrzebuje kolejnego powrotu z zaświatów. Misja wykonana.
Jedynym babolem była Kasumi, której nie miałem w składzie podczas misji samobójczej, a w 3 coś tam mówiła, że nie da się znowu wciągnąć w taki biznes... Mogę przymknąć na to oko, tak jak na i inne nielogiczności świata i gry (a trochę ich jest). Nie boli mnie to wcale, bo bawiłem się świetnie, a zakończenie zaskoczyło nie bardzo pozytywnie, bałem się "tęczy i jednorożców", a tu proszę...
W kwestii Anderson - Udina, nie mam pewności, ale w ME2 chyba było coś o tym, że Anderson źle się czuje w roli polityka i rezygnuje z funkcji na rzecz Udiny, ale mogę się mylić, dawno nie grałem w 2.
Jeszcze słowo o tych wyciętych scenach. W "procesie produkcji" do piachu poszło pewnie jeszcze wiele innych scen, pomysłów i rozwiązań - taka specyfika warsztatu pracy, jak w produkcji filmu, czy pisaniu ksążki. Może uznali, że to już będzie "za mocne" i gracze się potną z rozpaczy? (Tylko po co teraz chcą za to kasę ???)
Ja żałuję, bo widzę, że mogło być jeszcze ciekawiej...
Modifié par Adamu_Yojimbo, 15 mars 2012 - 11:37 .