Wczoraj ukończyłem ME i muszę przyznać, że choć grało mi się przyjemnie... to jestem jednak dość rozczarowany. Gotowość bojowa na 100%, zasoby w okolicach 7k. Żniwiarzy zniszczyłem.
W ME2 jakoś bardziej czułem, że nasze wybory mają na coś/kogoś wpływ. Ok, udało się zebrać najemników, Krogan, Turian, (...) i co? Nic. To tylko liczby "na papierze"zwiększające nasze szanse. Szczerze powiedziawszy, to miałem nadzieję, że moje starania w organizowaniu Żołnierzy będą miały jakiś WIDOCZNY wpływ na samą grę. W sumie to tylko atak statków (głównie myśliwców) pokazali, ale i tak nie wiem czy to dlatego, że udało mi się je zebrać czy też może ta scenka była dostępna dla wszystkich.
Usunęli z gry, to co bardzo spodobało mi się w ME2, a mianowicie rozdzielanie zadań/podział na grupy w finałowej walce (pominę już to, że tam przynajmniej mniej więcej wiedzieliśmy co dzieje się z naszymi towarzyszami).
W ME3 Anderson powiedział, żebym się przygotował i dobrał odpowiednich towarzyszy, bo wysyła mnie w największy młyn. Ok pomyślałem, wezmę Garrusa i Jamesa, najwyżej później ktoś się zmieni jak trzeba będzie się przegrupować. I co? Obaj Panowie poszli za mną do "finałowej walki", a reszta była sobie gdzieś tam. Nawet nie wiem co się z nimi stało po tym biegu w stronę promienia. Podobno cały oddział zginął, ale ciał nie widziałem. Niedopatrzenie czy zostawiona furtka na przyszłość? Jeśli niedopatrzenie to trochę lipa, że nie zwrócili nawet uwagi na martwych towarzyszy Shepa.
Dalej...reszta naszej ekipy była na Ziemi kiedy my walczyliśmy i w nieokreślonym czasie znaleźli się nagle na Normandii, żeby chwilę później awaryjnie wylądować na Stwórca wie jakiej planecie. Przynajmniej Joker trafił w miłe towarzystwo samych Pań;] (chociaż cholera wie czy wszystkich, bo zobaczyłem tylko Tali i Ash wychodzące ze statku, o reszcie w grze nawet nie wspomniano).
Odnośnie wyborów...Kelly zginęła mi podczas ataku Cerberusa. Przeżyłaby gdyby zmieniła swoje dane. Tylko po co skoro w finale i tak cała Cytadela poszła z dymem? Po ataku Cerberusa wyskoczyło mi parę zadań odnośnie przygotowywania Cytadeli do walki (schematy wieżyczek, ten Korpus Obrony Cytadeli, itp.), tylko po co? Skoro nic z tego nawet nie pokazali, bo po wejściu na Cytadelę zajętą przez Żniwiarzy wszyscy i tak byli martwi. Takie zadania - zapchajdziury żeby nam się nie nudziło w trakcie gry?
Co do wyborów w finale...ok rozumiem, że w życiu czasem jest tak, że jakiego rozwiązania byśmy nie wybrali - i tak konsekwencje mogą nam się nie podobać. Ale tutaj nie było nawet szansy na Happy End. Wiadomo, że nie każda historia się nim kończy, ale skoro porobili już jakieś progi punktowe, to mogli w tym maksymalnym (trudnym do osiągnięcia) dać właśnie to szczęśliwsze zakończenie.
Tygiel...masa pracy różnych specjalistów wszelkich ras...najnowocześniejsza myśl technologiczna...zabójcza dla Żniwiarzy broń...i nie strzela...czyli żeby zniszczyć Żniwiarzy trzeba wpakować magazynek w jakąś rurę <ściana>, wysadzając wszystko i wszystkich w cholerę? Wystarczyło tak pokombinować z rozwiązaniami, żeby przy odpowiednim progu punktowym Shep miał możliwość pomajstrować coś przy konsoli głównej - nie rozwalając wszystkiego jak ork barbarzyńca - i w ten subtelniejszy sposób zniszczyć przeciwników. Zabrakło wyobraźni, chęci, czasu? Czy może to miał być ten dramatyzm i pożegnanie z serią?
Kolejna rzecz, której nie rozumiem...dobra, wybrałem zniszczenie Żniwiarzy strzelając do rury;] W ten sposób organiki mieli przetrwać (syntetykom z tego co pamiętam niestety oberwałoby się)...chwilę później widzimy uciekającą i uszkodzoną przez falę uderzeniową Normandię (która również walczyła w okolicy Ziemi)...okeeey, czyli skoro Normandia ledwie się wywinęła, to logika podpowiada, że zniszczone zostały wszystkie floty każdej z ras, które tam zostały, tak?
Na koniec mój Shep poruszył się pod gruzami Cytadeli. Czyli skoro we wstawce widać było, że ona wybucha, to jak to tak?
W pierwszej części Dragon Age'a spodobało mi się to podsumowanie o wydarzeniach, na które mieliśmy wpływ. Tutaj zostało to po prostu olane. A szkoda, bo ciekaw byłem jak rozwinie się kultura wyleczonych z Geno****ium Krogan, albo Quarian na Rannochu.
Tekstu w grze podobno było prawie tyle, ile w 2 poprzednich częściach razem. Nie zauważyłem...co prawda nasi towarzysze gadali między sobą itp., ale i tak mam jakieś dziwne wrażenie, że spłycili nasze relacje z nimi. (Tak swoją drogą co z Jack, Zaeedem, Cortezem itp.)
Co do muzyki...niezła, ale mało wyrazista. Kawałek "End Run" oraz ten z LOSB w mojej kolekcji soundtracków zajmują wysoką lokatę i lubię do nich wracać. W ME3 muzyka była, ale nie było czuć takiego klimatu jak przed misją samobójczą.
Parę błędów też by się znalazło...we wstawkach Shep zazwyczaj miał Mściciela mimo że biegałem z Karabinem Plazmowym Gethów; nie zaliczyło mi misji z Kasumi itp.
Reasumując jestem bardzo zawiedziony, że w taki sposób ograniczono grę. Już pominę to, że Shep "zginął", ale za brak wyjaśnień co do losu towarzyszy, innych ras itp. BW ma u mnie sporego minucha.
Kolega Michal9o90 w zasadzie mnie uprzedził i napisał w krótszej wersji dokładnie to samo co o temacie myślę. W zupełności zgadzam się z jego postem.
Modifié par Jinrei77, 17 mars 2012 - 02:33 .