Rozdział: 1 "Goldspring".
Goldspring było małą osadą prosperującą na północnym wshodzie, liczyła sobie 50 mieszkańców co na pustkowiach było dość rzadko spotykanym przypadkiem z faktu że mieściło się 15-20 kilometrów od głównych siedlisk ludzi. Społeczność była czasami nękana atakami bandytów i dzikich zwierząt oraz z rzadka małych grupek mutantów z "martwego miasta". którzy kierowani rządżą mordu i głodu wałęsali się po całej okolicy.
James mieszkał niedaleko warsztatu samochodowego który był zarazem jego miejcem pracy, choć niechętnie chciał do niego chodzić ponieważ nie przepadał za pewnym ' stałym klientem" owego warsztatu ktory nie był zbyt uprzejmy ani nie szczycił się manierami.
-Carter!, ty łajdaku miałeś mi naprawić zawieszenie w moim buggy dwa tygodnie temu. a jak widze opieprzasz się w najlepsze i nic nie robisz, po jaką cholerę ci płacę skoro nie wykonujesz roboty na czas?!.
-Coombs jakże cię miło widzieć w moim warsztacie.- powiedział z sarkazmem James.- Ale powiedz mi po kiego ty jeżdzisz na rewiry Upalonych?!, w ubiegłym tygodniu łatałem ci przewody paliwowe plus zbiornik oleju bo te dziady ci zrobiły z nich sito i nawet mi nie zapłaciłeś za to!. Mówiłem ci kup sobie jakieś uzbrojenie na te swoje tandetne buggy albo wogóle nie wjeżdżaj na terytoria gangów!!! no chyba że życie ci nie miłe.
James obrzucił Coombsa zimnym pogardliwym spojrzeniem, nic dziwnego Coombs również i zanim za bardzo nie przepadał powodem tego była dawna sprzeczka i bójka w barze u sally której powodem był oszukiwanie w grze pokera.
-Anie szłyszałeś Carter że szeryf dał mi przydział na asystenta i wysyła mnie abym sprawdzał aby bandyci nie za bardzo się nie zbliżają do goldspring?!.
-Proszę proszę, wielki Daniel Coombs stał się prawą ręką szeryfa- James skontrował wypowiedż dalej używając sarkazmu- Od kiedy stary smith bierze na asystentów takich głupków którzy jeżdżą bez uzbrojenia i to jeszcze buggiem. i dają sobie robić z tyłka sito bandzie narkomanów?.... przepraszam ty jesteś pierwszym takim przypadkiem Coombs, i przynosisz hańbę smithowi, i lepiej nie pyskuj tylko dawaj kasę za przewody i zbiornik oleju plus te zawieszenie. no chyba chcesz aby szeryf dowiedział się o tym że jego asystent nie daje sobie rady z bandytami!?- W oczach Cartera zabłysnęła charakterystyczna dla niego iskra odwagi i nieustępliwości, kiedy tylko padały te słowa z jego ust.
-Dobra!!! masz te zafajdane pieniądze Carter, ale uważaj jednak kiedyś podwinie ci się noga a wtedy kiedy to się wydarzy ja tam będę pierwszy!.
-Dziękuję a teraz czy byłbyś łaskaw sobie pójść?, twoja obecność sprawia że nie wiem czy to buggy nie powinno pójśc na złom.
Coombs bez słowa oddalił się od zakładu obrzucając spojrzeniem pełnym nienawiści na warsztat i cartera i splunął kiedy ten drugi nie patrzył.
james po ciężkim dniu pracy zawsze wpadał do baru sally, małej lecz przyjaznej knajpki gdzie w miłej atmosferze mieszkańcy glodspring mogli spędzić resztę dnia na graniu w takie gry jak poker czy hologrę "szeryf vs mutanci" albo po prostu się napić albo jeszcze obejrzeć lokalny program telewizyjny " Krwawy rajd".
- Hej James jak tam dzionek?.
- cześć tommy-przywitał kolegę- A jakoś to leci Coombs truł mi tyłek że nie naprawiłem mu zawieszenia na czas w jego buggy, zeby sę nim udławił, jeszcze starrtował z tekstami że jest asystentem szeryfa itp.
-Nie przejmuj się Coombsem to palant jakich mało, myśli że jak przyjechał tutaj z Los aratir to moze wszystko.
-masz rację, chociaż ci z los arantir nie muszą się martwić bandytami nie to co my...
- A mam to gdzieś napijmy się i obejrzmy telewizję !!!-zakrzyknął radośnie tommy-
-Zgadzam się całkowicie-przytaknął james.
Modifié par Subject 16, 05 juin 2012 - 03:56 .