No dobra, przespałem się z tymi emocjami po ukończeniu Lewka i jedziemy ;D
Zaczyna się, jak dla mnie przynajmniej, bardzo ciekawie. W dialogach niestety jak w całej trójce mamy w sumie tylko dwie opcje + wypytywanie się . Było tez trochę sytuacji, w których mogliśmy klikając lewy/prawy przycisk myszy zmienić lekko wydarzenia. SPOILER:
Szczególnie spodobał mi się moment, w którym przy "użyciu" Ann Bryson namierzaliśmy Lewiatana. Trzeba było podejmować akcje renegata, zdecydować się na to szybko, bo prawde mówiąc nie wiedziałem, czy nie może się okazać, że Ann padnie trupem jeśli przecholujemy.
W sumie DLC składa się z 3 misji oraz 3 "posiedzeń" w laboratorium, gdzie namierzamy miejsce kolejnych zadań- to samo w sobie bardzo mi się spodobało- trochę łażenia, gadania i myślenia przed młócką . Natomiast same poziomy, na których toczymy walkę są ładnie zaprojektowane: Kopalnia na asteroidzie, wykopaliska, oraz środek oceanu. Najlepiej zapamiętałem wykopaliska oblęgane dosłownie przez Kosiarzy.
Potem mamy jeszcze jeden etap, który dla mnie wprost zmiażdżył swoim feeelingiem:
Dno oceanu. Powiem tak: atmosfera jaka towarzyszyła eksploracji była wprost niesamowita, mimo że nic nie mogło się nam tam stać to i tak chodzilo się z przyjemnością wczuwając się w ten klimat.
No i pozostała nam sama fabuła. Cóż przyznam się, że ostatnimi czasy do produkcji różnorakich staram się podchodzić z jak największą dozą zaufania, starając się odrzucić logiczne myślenie na temat "Czy możliwe jest, aby tak podróżować takim mechem pod wodą" , "Czemu nikt z ekipy Sylvka w Niezniszczalnych nie został nawet postrzelony" , "Jak to możliwe, że w Batmanie bomba wybuchając nad wodą nie zalała miasta" . I wiecie co? Lepiej się żyje, oczywiście są produkcje przy, których nie odpuszczę myślenia o realiźmie ale w tego typu sprawach się sprwadza. Podobnie z fabułą. Nie będę już psioczył na zakończenie ME3 bo jest jakie jest na swój sposób nie aż takie złe jak niektórzy przedstawiają (szczególnie teraz bo rozszerzeniu go, wcześniej dla mnie było ) . Tak więc fabuła Lewiatana jest dla mnie dobra. Grało się przyjemnie wczuwając w to. SPOILER: Wielkie odmiany kosiarek na dnie oceanu, które potrafią zindoktrynować nawet samego Żniwiarza, są ich twórcami i przegrali z nimi wojnę. Cholera, tym razem muszę przyznać, że chętnie zobaczyłbym na zakończenie coś więcej z nimi, jak mają w tym jakiś udział.
Ogólnie DLC dostaje ode mnie 8+/10 , tylko pozostaje pytanie czy jest warte wydania 30 zł, za które możnaby sobie kupić na allegro klucz na steama do pełnej wersji jakiejś gry... To każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Ja osobiście nie żałuję, bawiłem się świetnie, ale 1/4 ceny całej gry w dniu premiery stanowi dodatek na (dla mnie ) 3,5 godziny (w trakcie rozgrywki poszedłem wziąć prysznic, tu coś musiałem jeszcze zrobić, więc przerywałem.
I teraz mała ciekawostka: czytał ktoś z was "Przestrzeń Objawienia" Alastair'a Reynolds'a ? Podobnież Mass Effect to kalka z tych książek, jeśli chodzi o intencje "Tych Złych Robotów Atakujących Co Jakiś Czas Galaktykę".
EDIT:
@
morphisiusz możesz dokładniej napisać co gwiezdne dziecię nam mówi? Nie chce mi się szturmować znów bazy Cerberusa i potem na Londyn lecieć?
Modifié par Keretsel, 29 août 2012 - 08:57 .