Trudno przy porównywaniu drugjej i trzeciej części nie wspomnieć o pierwszej, jedynka jako jedyna miała prawdziwą fabułę, przy niej potrafiłem siedzieć całą noc z ciekawości co będzie dalej. dwójka tego nie miała, już od początku to całe uśmiercenie i wskrzeszanie naszego Shepa było według mnie zupełnie bez sensu, a oglądanie tego długiego wstępu przy kolejnych przejściach było mocno irytujące. Cała fabuła w drugiej części, co było już wspominane, sprowadzała się do kompletowania drużyny i wykonywania ich lojalek, dlatego porównując do trzeciej części zdecydowanie wolę tą ostatnią, tam przynajmniej od samego początku coś się dzieje i mamy przede wszystkim dostęp do wszystkich broni, które możemy sobie wybierać wedle życzenia i upodobania, mamy też fajnie dobrane moce zwłaszcza przy moim ulubionym szturmowcu. Spotykamy też wszystkich dotychczasowych towarzyszy, których los w dużej mierze zależy od naszych wyborów w poprzednich częściach. Dlatego mimo trochę rozczarowującego zakończenia zdecydowanie wolę grać w trzecią odsłonę Masseffecta.
Mass effect 3 w porównaniu do Mass effect 2 .
Débuté par
klichem
, juil. 13 2012 12:24
#26
Posté 23 février 2013 - 12:17
#27
Posté 23 février 2013 - 05:48
Zgodzę się, że tylko w jedynce obecny był jeszcze jakiś element zaskoczenia. W dwójce cel mieliśmy już od początku jasny. Niemniej, nie przeszkadzało to w tym żeby po prostu móc się bardzo dobrze bawić, bo większość misji lojalnościowych została moim zdaniem wykonana bardzo dobrze (moja ulubiona to ta od Kasumi).
Czego trójce zabrakło w moim odczuciu to lepszej misji finałowej. W dwójce było czuć, że suicide mission, to naprawdę końcówka tej części i coś specjalnego. Możliwość uzyskania różnych rezultatów z przydzielaniem towarzyszy do różnych zadań była dobrym dodatkiem (inna sprawa, że odbyło się to kosztem zmarginalizowania roli większości z tych postaci tylko dlatego, że mogły w dwójce zginąć), przez co do tej misji wracałem z przyjemnością przy kolejnym przejściu gry. W trójce tego zabrakło. Dostaliśmy na koniec zwyczajną misję, w której po prostu przedzieramy się przez tabuny wrogów. Zabrakło nawet czegoś na kształt walki z bossem. Gdyby finał był dużo lepszy i miał mechanikę na wzór tej z suicide mission, ponowne przechodzenie ME3 mogło by być nawet dobrym pomysłem.
Nie zmienia to jednak faktu, że w trójkę grało się przyjemnie. Walka zdecydowanie na plus, rozwinięcie tej z dwójki, większy wybór broni i trochę nowych umiejętności. Na minus względem dwójki zmieniły się dialogi (usunięto opcję neutralną, która w końcu miałaby sens z nowym systemem reputacji), liczba miejsc do eksploracji oraz w dużej części niestety fabuła (aczkolwiek daleki jestem od hejtowania każdego jej aspektu). Pozostaje też pewien niedosyt dotyczący, że tak to określę, wykorzystania potencjału niektórych postaci, których rola została zmarginalizowana w porównaniu z ME2. Być może nowe i ostatnie dlc to chociaż trochę naprawi.
Czego trójce zabrakło w moim odczuciu to lepszej misji finałowej. W dwójce było czuć, że suicide mission, to naprawdę końcówka tej części i coś specjalnego. Możliwość uzyskania różnych rezultatów z przydzielaniem towarzyszy do różnych zadań była dobrym dodatkiem (inna sprawa, że odbyło się to kosztem zmarginalizowania roli większości z tych postaci tylko dlatego, że mogły w dwójce zginąć), przez co do tej misji wracałem z przyjemnością przy kolejnym przejściu gry. W trójce tego zabrakło. Dostaliśmy na koniec zwyczajną misję, w której po prostu przedzieramy się przez tabuny wrogów. Zabrakło nawet czegoś na kształt walki z bossem. Gdyby finał był dużo lepszy i miał mechanikę na wzór tej z suicide mission, ponowne przechodzenie ME3 mogło by być nawet dobrym pomysłem.
Nie zmienia to jednak faktu, że w trójkę grało się przyjemnie. Walka zdecydowanie na plus, rozwinięcie tej z dwójki, większy wybór broni i trochę nowych umiejętności. Na minus względem dwójki zmieniły się dialogi (usunięto opcję neutralną, która w końcu miałaby sens z nowym systemem reputacji), liczba miejsc do eksploracji oraz w dużej części niestety fabuła (aczkolwiek daleki jestem od hejtowania każdego jej aspektu). Pozostaje też pewien niedosyt dotyczący, że tak to określę, wykorzystania potencjału niektórych postaci, których rola została zmarginalizowana w porównaniu z ME2. Być może nowe i ostatnie dlc to chociaż trochę naprawi.
Modifié par Arcling, 23 février 2013 - 05:51 .
#28
Posté 25 février 2013 - 04:35
greenhood wrote...
@BlindObserver
Obejrzyj też sobie film Serenity z 2005. Praktycznie BioWare wzieło wszystko z tego filmu do Mass Effect 2.
greenhood, a oglądałeś Matrixa? stamtąd to dopiero wzięli patentów
#29
Posté 01 mars 2013 - 06:27
Szczerze, to dla mnie druga część jest najlepsza z całej trylogii. Zakończenie drugiej części jest dla mnie najlepszym w historii zakończeniem gry komputerowej, nie znam innej takiej, w której zakończeniu nie bylibyśmy pewni do końca, kto przeżyje. Do tego kompozycja "Suicide Mission" Jacka Walla, epicki utwór. Ta gra ze wszystkich miała największe jaja. A co mamy w trójce?
Na plus:
- Świetna grafika
- Sporo ładnych widoków (Wielki żniwiarz dewastujący i drepczący obok nas)
- Zakończenie - dla mnie przepiękne, odeszli od schematu bossów, najcięższej misji w grze.
- Dwa utwory Clinta Mansell'a
- Nowe interfejsy
No i minusy:
- Nieprzemyślany układ fabuły, dla mnie wszystko za szybko się trochę podziało. Rozpoczęcie gry od razu atak Żniwiarzy i od razu ktoś sobie przypomniał o archiwach na Marsie. Trochę głupie.
- Brak opcji chowania broni do kabury (Niby mała rzecz a cieszy)
- Zbieranie sojuszników wojennych. Trzeba wykonać wszystkie misje poboczne? Ale jak chcesz grać w Multiplayer! Ja nie jestem zwolennikiem gry wieloosobowej a zapłaciłem za produkt, który miał mi posłużyć znakomitą rozgrywką singla i takie coś w zamian dostaję?
- Brak DubPL. Tutaj zdania podzielone, bo mi się bardzo przyjemnie gra z polskimi głosami. Mimo, że gram normalnie z napisami w gry, które nigdy nie były dubbingowane to w ME, jakoś tak dziwnie się przerzucić.
- Normandia. W tej części wygląda jak jakiś złom z odzysku. Przecież oni tylko przeklorowali ją na barwy Przymierza, po drugiej części. A tymczasem jakieś tekturowe ściany, wielkie rury, kable na Ziemi. Pomieszczenie konferencyjne, w ogóle nie przypomina tego z dwójki tylko jakiś szklany klosz na drzwi. I ten moment kontroli przy wejściu na sale wojenne też straszne, trzeba czekać aż Shep się zatrzyma i przejdzie przez poświatę, ech.
- Ka$a, Ka$a, Ka$a. To ogólny już podpunkt, do sytuacji jaka dzisiaj panuje. Kiedyś kupowaliśmy grę i dostawaliśmy wszystko co zrobili, dawałem 100 zł i cieszyłem się świetną rozgrywką. Żądza pieniędzy zniszczyła przemysł gier komputerowym. Zapomniano co znaczy DLC. Bo DLC to tak naprawdę, jak dla mnie powinna być gra, krótsza od pierwowzoru, którą uruchomimy tylko dzięki właśnie podstawie. Dzisiaj każe nam się płacić za jedną misję, dodanie jednej postaci do gry niebotyczne sumy. Bo jakbym chciał sobie zagrać w jakieś DLC, to zapłaciłbym więcej niż za samą grę! W MM kupiłem Mass Effect 3 za 50 zł a tutaj jakieś dodatki na 3 godziny grania za 60. Wydatki klienta związane z grą powinny się kończyć już przy wyjściu ze sklepu. Tymczasem wracamy do domu, instalujemy grę i okazuje się, że podstawa to gó*no a żeby zagrać w fajniejsze rzeczy trzeba wysypać kasę z portfela. Nabijanie ludzi w butelkę a nie przekona mnie mówienie ile pieniędzy na to idzie. Bo na razie w historii, najwyższy budżet na produkcję miał Rockstar na GTA IV, zapłaciłem 150 zł w sklepie i cieszyłem się grą, bez żadnych naciągań ze strony producentów. Jak już się robi DLC, to niech one będzie choć takie jak do GTA, czyli inni bohaterzy, inna historia. Lecz są po prostu krótsze. A ja mam płacić 60 zł za jedną misję? Proszę was. Niedługo będziemy musieli za przechodzenie gry płacić dodatkowo. Wyobrażacie sobie "Misja finałowa: jeżeli chcesz zagrać, wykup dostęp do punktów BioWare!".
Pozdrawiam.
Aha dodam, odnośnie 4 części Mass Effect, że nie wiem jak miałby wyglądac sequel. Musieliby robić 3,4 różne gry.
Na plus:
- Świetna grafika
- Sporo ładnych widoków (Wielki żniwiarz dewastujący i drepczący obok nas)
- Zakończenie - dla mnie przepiękne, odeszli od schematu bossów, najcięższej misji w grze.
- Dwa utwory Clinta Mansell'a
- Nowe interfejsy
No i minusy:
- Nieprzemyślany układ fabuły, dla mnie wszystko za szybko się trochę podziało. Rozpoczęcie gry od razu atak Żniwiarzy i od razu ktoś sobie przypomniał o archiwach na Marsie. Trochę głupie.
- Brak opcji chowania broni do kabury (Niby mała rzecz a cieszy)
- Zbieranie sojuszników wojennych. Trzeba wykonać wszystkie misje poboczne? Ale jak chcesz grać w Multiplayer! Ja nie jestem zwolennikiem gry wieloosobowej a zapłaciłem za produkt, który miał mi posłużyć znakomitą rozgrywką singla i takie coś w zamian dostaję?
- Brak DubPL. Tutaj zdania podzielone, bo mi się bardzo przyjemnie gra z polskimi głosami. Mimo, że gram normalnie z napisami w gry, które nigdy nie były dubbingowane to w ME, jakoś tak dziwnie się przerzucić.
- Normandia. W tej części wygląda jak jakiś złom z odzysku. Przecież oni tylko przeklorowali ją na barwy Przymierza, po drugiej części. A tymczasem jakieś tekturowe ściany, wielkie rury, kable na Ziemi. Pomieszczenie konferencyjne, w ogóle nie przypomina tego z dwójki tylko jakiś szklany klosz na drzwi. I ten moment kontroli przy wejściu na sale wojenne też straszne, trzeba czekać aż Shep się zatrzyma i przejdzie przez poświatę, ech.
- Ka$a, Ka$a, Ka$a. To ogólny już podpunkt, do sytuacji jaka dzisiaj panuje. Kiedyś kupowaliśmy grę i dostawaliśmy wszystko co zrobili, dawałem 100 zł i cieszyłem się świetną rozgrywką. Żądza pieniędzy zniszczyła przemysł gier komputerowym. Zapomniano co znaczy DLC. Bo DLC to tak naprawdę, jak dla mnie powinna być gra, krótsza od pierwowzoru, którą uruchomimy tylko dzięki właśnie podstawie. Dzisiaj każe nam się płacić za jedną misję, dodanie jednej postaci do gry niebotyczne sumy. Bo jakbym chciał sobie zagrać w jakieś DLC, to zapłaciłbym więcej niż za samą grę! W MM kupiłem Mass Effect 3 za 50 zł a tutaj jakieś dodatki na 3 godziny grania za 60. Wydatki klienta związane z grą powinny się kończyć już przy wyjściu ze sklepu. Tymczasem wracamy do domu, instalujemy grę i okazuje się, że podstawa to gó*no a żeby zagrać w fajniejsze rzeczy trzeba wysypać kasę z portfela. Nabijanie ludzi w butelkę a nie przekona mnie mówienie ile pieniędzy na to idzie. Bo na razie w historii, najwyższy budżet na produkcję miał Rockstar na GTA IV, zapłaciłem 150 zł w sklepie i cieszyłem się grą, bez żadnych naciągań ze strony producentów. Jak już się robi DLC, to niech one będzie choć takie jak do GTA, czyli inni bohaterzy, inna historia. Lecz są po prostu krótsze. A ja mam płacić 60 zł za jedną misję? Proszę was. Niedługo będziemy musieli za przechodzenie gry płacić dodatkowo. Wyobrażacie sobie "Misja finałowa: jeżeli chcesz zagrać, wykup dostęp do punktów BioWare!".
Pozdrawiam.
Aha dodam, odnośnie 4 części Mass Effect, że nie wiem jak miałby wyglądac sequel. Musieliby robić 3,4 różne gry.
Modifié par Choinka, 01 mars 2013 - 06:51 .





Retour en haut







