Dobra, to może tak - kanon RPG nie ma nic wspólnego jedynie z ratowaniem świata. To tylko mała część, która niczego w tym przypadku nie definiuje. DAO kultowe się nie stanie nigdy, tak jak stał się Torment, BG, Arcanum czy Fallout. I nie chodzi o to, że to słaba gra, bo jest bdb produkcja, ale to nie ten kaliber. To jest jedynie praca odtwórcza z minimalnym wkładem własnym, z pomysłami, które wzięto sobie z innych settingów i moim zdaniem całkowicie zawalono. Nie da się postawić SS obok dziecka Bhalla czy mieszkańca krypty 13. Potencjał na następcę BG2 był, a wyszła gra o niskiej złożoności, w ogóle nie grająca na uczuciach, której jedynymi atrakcjami są poziom trudności i walka taktyczna. Jak to ma przekładać się na zajefajność gry, to sobie włącz Dark Souls. Zdefiniujesz potem pojęcie poziom trudny (ewentualnie włącz BG2 z modem Tactics i porównaj z koszmarem z DAO - zapewniam, jeśli tam miałaś satysfakcję z pokonania przeciwników to po skończeniu BG2 byłabyś chyba wniebowzięta. O ile udałoby Ci się skończyć

)
Wiesz, SS w porównaniu do Bezimiennego jest tak przekonywujący jak Kononowicz w TV Jard

Totalnie pusta skorupa, którą przez słabo zarysowaną fabułę, a raczej braki w wyborach moralnych, ciężko było jakoś określić. Znaczy, dało się, ale tylko w jeden sposób - wybawca wszechświata, ewentualnie męczennik. Niemowa z BG jest jednak duuuuużo lepiej zarysowany psychologicznie niż niemowa z DAO. NWN1 tak naprawdę w singlu był cholernie słaby - ta gra opierała się na scenariuszach multi, do czego wrócono w przypadku nowego MMO. NWN2 to już ręka Obsidianu, który potrafi tchnąć w postaci życie i dać fabułę, która ma sens pomimo jakiegoś wielkiego zła i innych bzdur. Jak sama jednak widzisz Obsidian porzucił ten temat i podaje świetnie dopracowane opowieści, gdzie gracz czuje, że ma na coś wpływ i po 10 minutach gry nie wie, jaki będzie końcowy boss. Na Project Eternity liczę chyba najmocniej, bo wreszcie ktoś nawiąże do najlepszych drużynowych RPG, a nie do gier, które jedynie sprawiają takie wrażenie. Mamy w końcu dostać drugiego Tormenta, osobistą historię, która ma być przekonywująca i pewnie będzie. Gdzie ktoś da prawdziwe wybory moralne.
Ależ ja się dobrze bawię przy grach głębokich. Ciężko byłoby, gdybym nie bawił się dobrze przy Tormencie, The Walking Dead, Limbo czy Heavy Rain. Dobrze bawię się zarówno przy grach ciężkich, dających do myślenia, (tak samo jak przy ciężkich filmach i książkach) jak i przy wywołujących banana na twarzy gierkach. Dobra zabawa to emocje i poza tymi całkowicie negatywnymi (w przypadku gdy gra/film/książka okaże się być kupą) chcę ich jak najwięcej. Nie rozumiem więc, co tu robi tekst o symulatorze życia - w realu raczej nie walczę o przeżycie uciekając przed zombie, nie dokonuję też wyboru kogo uratować, jeśli mogę wybrać tylko jedną osobę (jak choćby w ME). Właśnie dlatego, że to nie symulator życia, chcę mieć wybory, przed którymi w normalnym świecie nie staję. Chcę widzieć, jak się zachowam. No chyba, że ktoś lubi w realu zdradzać (Catherine), komuś zabójca porwał syna (Heavy Rain), ktoś prosi o zmianę wspomnień i odbycie lotu na księżyc (To the Moon) czy walczy o przetrwanie i zachowanie człowieczeństwa w świecie opanowanym przez zombie (The Walking Dead). Strzelam, że pójście na imprezę nie równa się temu co wyżej, prawda?