Tomek, obal lepiej moje argumenty - w końcu ja ME3 uważam za dobrą grę akcji
Co do analizy - pierwszy błąd to spojrzenie na sprzedaż i na ceny, które akurat nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Cena ME3 pudełkowego jest niższa niż ME2? Gdzie? Pomijając to, że sprzedaż ME3 zmiotła ME2 i ME1 razem wzięte to naprawdę ciekawi mnie, skąd taka analiza. Powiem więcej - DA2 np. miało kosmiczną przecenę już 2 miesiące po wydaniu a żeby w ogóle się im zwróciło musieli dodawać ME2 do zamówień. Nie widzę analogii.
Co do ME1 - zgadzam się.
Co do ME2 - nie zgadzam się, gra fabularnie na poziomie kamienia, przehajpowana przez recenzentów i graczy, od której zaczęło się robienie z ME shootera. Co więcej mówisz o różnorodności, która dla mnie jest totalnie iluzoryczna. ME2 nigdy nie dało mi pomyśleć o tym, czego chce mój Shepard, bo dla mnie był on totalnie anonimowy. Cała gra weszła w tragiczny moim zdaniem schemat doboru drużyny i pomocy jej członkom, co kontynuowano w ME3 z całymi rasami. Nawet w Omedze z tego zaszydzono.
Co do tego, że ostatnia misja ME2 jest jedną z najlepszych w historii gier komputerowych - dla mnie totalna abstrakcja. Przypominam sobie moje WTF kiedy zobaczyłem ludzkiego żniwiarza. Epicki inaczej boss, cała droga prowadząca do niego też mi się w żaden sposób nie wydała ciekawa. Dla mnie zdecydowanie mocniejsze były momenty z jedynki, która miała tę swoją charakterystyczną filmowość, liniowość w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Co do tego co zrobiono z trójką - przyznam Ci rację, że popełniono błąd. Ale błąd popełniono już przy zalążkach tworzenia serii. Dla mnie system dawania graczom wyboru i kilku rozwiązań, a potem przenoszenie ich między grami do czysty idiotyzm. BW tworzyło iluzję wyboru, iluzję tego, że mamy na coś wpływ, ale potrzeba wprowadzania tego do produkcji jest wątpliwa. To utrudnianie sobie samemu produkcji kolejnych części. A chcę powiedzieć, że najlepsze gry pod względem fabularnym nie pozwalają na dowolność. Jeśli natomiast pozwalają, to kontynuacja nie jest idealnym sequelem, ale czymś zorientowanym w tym samym świecie, ale różnym od poprzedniej (vide Bioshock i Bioshock 2).
Co do bazy (inteligentnych) fanów - sorry, niestety to do mnie nie trafia. Śmiem twierdzić, ze biod.rony to najwięksi idioci światka growego, bijący nawet fanatycznych fanów TES-a. Powtarzałem to kilkukrotnie na tym forum - problemem ME3 nie jest to, że jest słabe. Problemem jest to, że z niewiadomych, niepopartych niczym pobudek, ktoś mógł się spodziewać objawienia. Problem w tym, że cała ta seria od dwójki jest kiczowata, bez duszy, głębi. Pisałem w recenzji, że zżyłem się z postaciami, ale jak tak patrzę, to szczerze mam ich w dupie. Nie chcę mi się tej gry nawet uruchamiać i nie dlatego, że ME3 mi zniszczyło życie. ale dlatego, że po prostu do tej serii mnie już nic nie ciągnie.
W przypadku Extended Cut - problemem jest to, że to darmowe DLC posiada tak oczywiste wytłumaczenia, że ciężki mi było ogarnąć, że ktoś w ogóle nie mógł sobie tego sam dopowiedzieć. O tym też pisałem po zakończeniu, potem to samo zobaczyłem w EC.
Zgodzę się i nawet przybiję piątkę jeśli chodzi o sens tworzenia ME4 i identyczną z moją argumentację, dlaczego to byłoby popierdolone. No niestety ME4 będzie, ale mam nadzieję, że na 100% bez Sheparda.
Mówisz, że to Twoja postać, a ja nie sądzę by tak było. ME nigdy nie dawało takich możliwości utożsamiania się z postacią jak w Tormencie czy BG, w sumie nawet ciężko to porównać z Alpha Protocol, gdzie nasz wybór był naprawdę naszym wyborem. Autodialogi są częścią misternego i przy tym gównianego planu obranego przy ME2 - zróbmy z RPG shootera, bo się lepiej sprzeda. No i się udało. świetne ME1 sprzedało się bardzo słabo, ME2 dobrze, a ME3 bardzo dobrze.
Co do Leviathana - zgadzam się, DLC głupie jak prawie wszystkie wydane dla serii, prócz LotSB. Także nie ogarniam kto tam to pisał i co ćpał, ale gameplayowo było dobre.
Co do tego, że uważasz, że to Ty, a nie gra powinieneś mieć wpływ na psychikę Sheparda - nie zgodzę się. Seria ME nie jest tak wybitna, aby dawać taką możliwość, bo nie była projektowana do tego. Co więcej, naprawdę niewiele gier umożliwia definiowanie odczuć, ale co ciekawsze, najlepsze gry pod względem fabularnych nie pozwalają na to w ogóle. Prześledź proces kreacji postaci w topowych, uznawanych za kanon produkcjach. Czy masz tam wpływ na to, że ktoś się załamie, że dostanie schizy? A może właśnie dlatego, że nie masz to co widzisz na ekranie jest tak dobre?
Co do ekipy Bioware - pełna zgoda, obecnie pracują tam ogórki, tyle że nawet jak pracowali ci "lepsi" BW wydało gówno milenium pt. Dragon Age 2 (zagraj, zjedz i wysraj). Nie wierzę w ogóle w to studio od dawna, a za czasów BG dałbym im odciąć sobie obie ręce (za Viconię i Jaheirę

)
Co do Omegi - gówno pierwszej wody, fabularne dno. Pierwsza w historii gra, której dałem mniej niż 5/10 (bo w sumie nie biorę do recenzji gier gównianych więc się nie dało). DLC które pokazuje kierunek, jaki BW obrało w związku z kontynuacjami - prawdziwy shooter TPP, z autodialogami, pierdolonym patosem, którym już rzygam po wszystkich częściach ME oraz tanimi, idiotycznymi zagrywkami scenarzystów.
Co do wyboru jednej strony kółka - cóż, cecha charakterystyczna ME. Inna sprawa, że po DA2 nic już nie jest dla mnie takie samo i ten system uważam za system dla debili. Brakuje jeszcze implementacji w ME serduszek czy innych oznaczeń, coby się nie pomylić przypadkiem...
Co do Arrivala - też uważam, że było totalnie słaby i żałosny wręcz dodatek. Nigdy nie rozumiałem zachwytów ludzi.
Coś mi się wydaje, że Ty także padniesz ofiarą hajpu związanego z tym nowym "niebiańskim" dodatkiem. Marketing znowu z owieczkami zrobi co będzie chciał.
Co do samej strony technicznej - nie podoba mi się absolutnie Twoja gestykulacja i modulacja głosu w niektórych momentach. Nie mówię, że masz mówić monotonnym głosem starego dziada, ale czasem miałem wrażenie, jakbym wrócił na przerwę do gimnazjum
Późno już, lecę spać, może coś jutro w pracy wymyślę jeszcze.