Jump to content

Photo

Mass Effect 3-opowiadanie


  • Please log in to reply
1 reply to this topic

#1
Pr3di18

Pr3di18
  • Members
  • 2 posts
Witam Was wszystkich. Mam dla Was opowiadanko, ktore aktualnie piszę. Aktualnie napisałem 3 rozdziały, ale w tym jednym poście wrzuce tylko 2, żeby nie zrobić bałaganu. Kiedy Wy ocenicie, skrytykujecie, wytkniecie błędy, bądź pochwalicie-wrzuce 3 fragment. Aha, zapomniałbym-jest to opowiadanko będące moim remakem zakończenia ME3 (taa, wiem, że dużo ludzi robiło coś takiego, ale ja też chcę :P ). Enjoy!

Wielki Finał
Rozdział I
-Komandorze, admirał Hackett prosi o zgodę wejścia na pokład.
-Udzielam.
Na Normandii zapanował zgiełk. Wszyscy krzątali się po deku.
Nikt nie spodziewał się nagłej wizyty głównodowodzącego Przymierza, który pojawił się nadspodziewanie szybko. Wszyscy ustępowali mu miejsca i salutowali.
-Admirale, to zaszczyt.
-Komandorze, zaszczytem jest przebywanie w obecności człowieka, który poprowadzi nas do ostatecznego boju przeciwko Żniwiarzom. Czy
jesteś na to gotów, Shepard?
-Tak jest, admirale.-potwierdził komandor. Właściwie było to kłamstwo. Nie można być nigdy gotowym na bój z armią Żniwiarzy.
Z chwilowego zamyślenia Sheparda wyrwały słowa adiutanta admirała:
-Admirale, otrzymaliśmy wiadomość od niejakiego Kolyata
Kriosa. Twierdzi, że może wspomóc siły ****emne dodatkowym oddziałem drelli. Właśnie pojawili się w tym układzie gwiezdnym.
-Zaraz, zaraz. Kolyat? -niedowierzał Shepard.- On jest jeszcze zbyt młody na taką walkę. Admirale, chciałbym z nim porozmawiać.
-Dobrze komandorze, ale pamiętaj, młody, czy stary, to nie ma znaczenia. Każdego dotknęła ta wojna, każdy w niej walczy. Poza tym, oddział drelli dobrze by się nadawał do szpiegowania i do cichego zabijania.-stwierdził
Admirał. Jednak to nie przekonało komandora, który podszedł do specjalistki Traynor i kazał nawiązać łączność z jednym z nowoprzybyłych frachtowców o nazwie „Vendetta”.
-Kolyat, jesteś tam?
-Tak, komandorze. Jestem.-wraz z wypowiedzeniem słów, na wyświetlaczu pojawiła się sylwetka drella o morskim odcieniu skóry.
-Kolyat…wiesz na co się piszesz? Ta bitwa cię przerośnie. Doświadczysz prawdziwego piekła. Twoi ludzie będą ginąć, nawet ty możesz umrzeć. Jesteś na to za młody. Zawróć, póki możesz.-Shepard starał się przekonać drella, ale czuł, że nic z tego nie będzie. Na twarzy jego holograficznej sylwetki malował się upór, który nie zszedł po wypowiedzeniu słów przez komandora.
-Komandorze… Shepard. Sam nieraz mówiłeś, że jest to wojna o być albo nie być w tej galaktyce. Jeśli przegramy, Żniwiarze wymażą nas z rzeczywistości i z tego, co po niej pozostanie. Każdy dodatkowy ochotnik zwiększa to nasze marne prawdopodobieństwo wygrania. Co z tego, że jestem młody? Żniwiarze nie oszczędzają nikogo ze względu na wiek. Poza tym, wolałbym umrzeć na linii frontu niż będąc odnalezionym podczas krycia się w jakiejś
podziemnej norze. Nawet, jeśli mnie nas nie przyjmiecie do armii, to sami polecimy za wami i będziemy walczyć na waszej Ziemii.
Kolyat nie chciał ustąpić. Z jednej strony, to źle, że tak młody osobnik jak on, niszczy sobie życie, biorąc udział w wojnie. Ale z drugiej-drell miał rację. Każda dodatkowa osoba zwiększa prawdopodobieństwo wygranej. Shepard musiał odpuścić.
-Dobrze, zgadzam się. Instrukcje co do działań dostaniecie od dowódców. Ja się na tym nie znam i nie mieszam się w to. Shepard bez odbioru.
Sylwetka Kolyata zniknęła z wyświetlacza. Shepard odwrócił się do admirała. Ten pokiwał głową i stwierdził, że komandor podjął dobrą decyzję. Nagle drzwi windy otworzyły się i do Centrum Informacji Bojowych wkroczyła Tali’zorah swoim charakterystycznym dla quarian krokiem.
-Admirale. Shepard.-odezwała się Tali.-otrzymałam informację od Rady Admiralicji. Chcą, abym wróciła i przejęła dowodzenie nad jednym z ich statków. W końcu ranga admirała zobowiązuje.-w tej chwili quarianka spuściła
głowę i kontynuowała-Niestety, to oznacza, że nie będę mogła wziąć udziału w ****emnej bitwie razem z tobą, Shepard. Przykro mi.
-Tali, nie szkodzi. Każdy ma do odegrania swoją rolę w tej bitwie. Twoją jest, jak widać, prowadzenie twojego własnego ludu ku zwycięstwu. Jeszcze się zobaczymy, obiecuję.
Reakcją Tali było objęcie Sheparda
-Tak… tylko… tylko nie złam tej obietnicy-quarianka była wzruszona. Szlochała.-Żegnaj, Shep. To były jej ostatnie słowa, po czym odwróciła się i ruszyła do windy. Drzwi się zamknęły i Shepard jej więcej nie ujrzał. Ciszę przerwał
Hackett.
-Shepard. Muszę cię poinformować o czymś jeszcze. Jeden oddział zjednoczonych sił nie ma dowódcy. Chciałbym, aby to któryś z twoich ludzi im przewodził. Z tego, co się orientuję, masz paru doświadczonych
żołnierzy w swojej eki…
-Ja to zrobię-przerwał mu gruby i chropowaty głos, charakterystyczny dla proteanina. To Javik, który do tej pory stał gdzieś na boku pod ścianą włączył się do rozmowy.
-Jesteś pewien? To duże ryzyko.- stwierdził Shepard.
-Komandorze, byłbym głupcem, gdybym wchodził w to nieświadomy ryzyka. Dobrze wiem, co robię. Urodziłem się na wojnie, całe moje życie polega na niej. Dam sobie radę-odpowiedział i nie czekając na reakcję odszedł na swoje miejsce na uboczu i zajął się kalibracją swojej broni.
-Chyba mamy dobrego kandydata, nieprawdaż, komandorze?-Hackett zdawał się być zadowolony. Shepard nie mógł zaprzeczyć- Javik rzeczywiście był dobrym materiałem na dowódcę. Z drugiej jednak strony nie chciał, żeby jego towarzysz się na to pisał, bo czuł gdzieś, że on już nie wyjdzie z tego żywy. Ta cała wojna przerastała wielkie ikony odwagi i bohaterstwa jaką chociażby był Shepard.
Całe szczęście, że całe to piekło skończy się za kilkadziesiąt godzin.


Rozdział II


Z zamyślenia Sheparda wyrwał Joker:
-Komandorze, powinieneś się udać do sali łączności. Mamy kontakt z niebieską lalą.
-Z kim?-zdziwił się Shepard, mimo tego, że zdążył się przez ten cały czas przyzwyczaić do dziwnych tekstów sternika.
-Noooo...z Arią.
-Ah. Dobrze, ale na przyszłość wyrażaj się precyzyjniej.-oświadczył komandor.
-O ile jakaś przyszłość będzie.-rzucił Joker sam do siebie, kiedy jego rozmówca zniknął w korytarzu za mostkiem. 

-Chciałaś ze mną rozmawiać?-zapytał komandor niebieską holograficzną postać asari. Jej sylwetka była smukła. Posiadała bujne piersi i otatuowaną twarz. Ogólnie była to seksowna kobieta, jak każda przedstawicielka tejże rasy.
-Tak. Chcę ci powiedzieć, że flota i armia Terminusa jest gotowa na rzeź. Ja też-oznajmiła. Shepard zdążył się przyzwyczaić do jej radykalnego zachowania. W końcu to była kobieta, która rządziła galaktycznym
podziemiem.
-Cóż. Powiedziałaś „rzeź”, co mnie nieco niepokoi. Jaką mam gwarancję, że jak wygramy, to twoje gangi nie zaczną plądrować, zabijać i gwałcić na Ziemii?
-A jaką masz gwarancję, że wygramy?-sprytnie chwyciła go za słowo.
-No cóż…żadnej. Jednak jakby to się udało, to nie chciałbym takiego scenariusza.
-Spokojna twoja rozczochrana. Tak się nie stanie. Dla przywódców tych gangów również jesteś ikoną, tak jak dla zwykłych ludzi. Oni szanują ciebie i wszystko, co się wokół ciebie kręci.
-Oby. Czy to wszystko? Wybacz, ale mam trochę zajęcia na głowie.-pospieszył ją komandor.
-Tak…chociaż czekaj.-poprosiła go Aria.
-Słucham, o co chodzi?
-Chciałam ci jeszcze raz podziękować, że pomogłeś mi odbić Omegę. Gdyby nie ty to pewnie nic by z tego nie było, naprawdę.-powiedziała.
Czuć było w jej głosie prawdę i wzruszenie, co zdziwiło Sheparda, bo jeszcze nigdy tego u niej nie doświadczył.
-Rozumiem. I współczuję Ci, jeśli chodzi o Nyreen.-oznajmił.
Nyreen była kolejną z niezliczonych ofiar wojny, ale co ważniejsze-była bliską osobą dla Arii.
-Dziękuję.-niemalże szepnęła, jednak za moment jej głos stał się już normalny-Zapomniałabym. Masz pozdrowienia od Patriarchy.
-Patriarchy? Tego dziwnego kroganina? Tak czy inaczej dzięki.
Holograficzna postać Arii rozpłynęła się. Shepard był naprawdę dumny z faktu, że nawet podziemie stanęło do walki ramię w ramię z galaktycznymi armiami przeciwko wspólnemu wrogowi-Żniwiarzom.

Shepard miał jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia. Musiał pogadać ze swoją miłością, która również była asarii, tak jak Aria, jednak charakter miała dużo łagodniejszy, pomijając kwestię walki, w której była brutalna. Na imię było jej Liara. Żeby z nią porozmawiać zszedł na pierwsze piętro „Normandii”. Kiedy wszedł do jej kwatery natychmiast zaczęły migać światełka wielu monitorów. Miała ich tyle nie bez powodu. W końcu była najbardziej popularnym i zarazem najbardziej tajnym handlarzem informacjami-Handlarzem Cienii. Popularnym, ponieważ każdy wiedział na czym polega profesja tegoż handlarza, a tajnym, bo nikt nie znał jego tożsamośći.
-Jak się czujesz?-zapytał badawczo swoją towarzyszkę życia.
-Dobrze. Jestem zdeterminowana do walki jak nigdy.-oznajmiła-Żniwiarze zapłacą za to, co zrobili z Ziemią, Thessią i wieloma innymi światami. Zapłacą za miliardy niewinnych istot!-niemalże krzyczała, kiedy mówiła te słowa. Shepard zareagował na to gestem podniesienia obu rąk jakby miał coś zatrzymać i rzekł:
-Wow, jeszcze nigdy nie widziałem cię w tak bojowym nastroju. Zachowaj siły na wroga.
-Przepraszam. Jestem po prostu zła.
-Chyba jak wszyscy. Każdy kogoś lub coś stracił w tej wojnie.
-No nie każdy. Quarianie i Gethy odzyskały swoją ojczyznę.-nie dawała za wygraną Liara.
-Hmm…no muszę ci przyznać tu rację. Jednak mam nadzieję, że ich zwycięstwo zmotywuje nas do następnego.
-Shepard, jesteś nie tylko bohaterem, ale i zawsze potrafisz powiedzieć coś wartościowego.
Shepard zaśmiał się i powiedział:
-To moja praca.
Po czym przytulił ją i namiętnie pocałował. Trwali tak około piętnastu minut.

Edited by Pr3di18, 03 March 2013 - 11:23 AM.


#2
Pr3di18

Pr3di18
  • Members
  • 2 posts
Cholera, przepraszam, zrobił się bałagan. Prosiłbym o usunięcie postu, a ja przerobię to tak, żeby nie robił się taki syf. Wybaczcie, nowy jestem
EDIT:Udało mi się mniej więcej ogarnąć ten syf. Mam nadzieję, że tekst jest w miarę przejrzysty.

Edited by Pr3di18, 03 March 2013 - 11:24 AM.