Co łączy miasto w chmurach i pod wodą? to że jest w nich duszno[badum tssssssssss].
Tym sucharem zacznę moje niekończące się narzekanie jaki to BI jest nie tylko średni co średnio kiepski, ale zacznijmy od początku czyli od omówienia fabuły. w pierwszej części DLC. Gracz wciela się w postać Bookera dewitta prywatnego detektywa do wynajęcia( skąd my to znamy?...) nasze biuro odwiedza elizabeth która prosi nas o przysługę odnalezienia dziewczynki imieniem Sally, bohater dość sceptycznie do całej sprawy podchodzi twierdząc że ona nie żyje. Bum nasza famme fatale powiada że ma trop prowadzący do Cohena jednej z postaci z oryginalnych bioshocków, czym to się kończy? nasz ekscentryczny niczym Salvador dali artysta owszem naprowadza na właściwą drogę do odnalezienia dziewczynki. Bohaterów a kieruje ich w stronę zepchniętego niżej uformowanego w więżenie dla wrogów Ryana domu handlowego Fontaine'a, oczywiście przygoda żle się kończy dla postaci dewitta gdzie dostaje darmową operację odchudzania od tatuśka.
Druga częśc dlc zaczyna się od tego że gracz wciela się w postać Elizabeth, która ma pecha i zostaje znokautowana na amen przez tatuśka. Magicznym sposobem pojawia się w Rapture w tym samym miejscu ale traci swoje cudowne moce, ma podwójnego pecha bo ucina pogawędkę z z atlasem a ten nie bardzo ją lubi i aby uniknąć kolejnego zgonu obiecuje jemu i jego zwolennikom powrót na czerwone dywany Rapture. Potem wraz z pogressem w historii staje się ona świadkiem niespójnych i pisanych na kolanie połącznień z oryginalnym nurtem Bioshocków takich jak szkice tatuśków czy zastrzykowych wersji vigoro-plazmidów czy samych ślimaków w kolumbii.
Tyle o historii czym leży gameplay, niestety pierwsza cześć niczym absolutnie się nie różni od oryginału czyli mamy typowo call of dutowe strzelanie do celów, twórcy mogli chociaż oddać trochę starego ducha dając jakąś mini gierkę podczas hackowania,a gracz dostaje totalnie noobskie automatyczne hackowanie plazmidem.
gameplay drugiej cześć jest pewnym krokiem do przodu gra trochę przypomina kroniki riddicka ucieczka z butcher bay gdzie trzeba było unikać strażników i ich nokautować ale gracz dostaje jeszcze większe uproszczenie w postaci plazmidu maskująco- rentgenowskiego a tenże po ulepszeniach które trzeba znaleźć(natrafia się na nie po drodze lub w eksploracji) jest totalnie OP
ale gra nie broni też robić rzeźni w stylu rambo utrudnionej ale możliwej.
O aspektach graficznych nie ma co się rozwodzić dodam tyle że design lokacji dość oryginalnie oddaje klimat rapture a utwory są nawet sprytnie wkomponowane.
Ale jakby nie było BAS nie jest wstanie uratować BI przed moją krytyką klimatem rapture za którym straszliwie tęsknię żegnam pisał SUB 16.





Volver arriba






